Wydaj z siebie ryk lwa

26 stycznia 2021 


Martyna Harland: Świat się rozchwiał, a wielu z nas żyło do tej pory głównie w świecie. Teraz zostaliśmy zmuszeni do tego, żeby zajrzeć w siebie. Tylko jak to zrobić, od czego zacząć?

EWA KLEPACKA-GRYZ: Jeżeli żyliśmy do tej pory głównie tym, co na zewnątrz: pracą, osiągnięciami i naszą rolą społeczną, to faktycznie nagle okazało się że świat się skończył. Ale to nie jest prawda. Powiedziałabym raczej: najwyższy czas, żeby zobaczyć co się dzieje u nas w środku.

Pandemia to dla nas test i mówi nam: „sprawdzam, jak jest naprawdę”. Kim jesteś, kogo kochasz i jak chcesz żyć. Myślę, że prędzej czy później to musiało się stać. Oczywiście nikt nie przewidywał, że będzie tak traumatycznie. My wszyscy czujemy się dzisiaj zagubieni, również terapeuci. Ja szukam czasem wsparcia np. w sesjach z astrologami, którzy twierdzą że świat wchodzi właśnie w erę Wodnika, związaną z duchowym rozwojem ludzkości. Czyli czas wolności, rozpoczynającej się od tego że znamy i czujemy samych siebie ale też stajemy się niezależni od zewnętrznych atrybutów. Dlatego myślę, że to co się dzisiaj dzieje, przetrwa tylko osoba w pełni autentyczna.

Psychologicznie bycie autentycznym, znajomość siebie: tego kim jestem i jakie są moje potrzeby, jest fundamentalna. Jednak o wiele łatwiej dochodzić do tego gdy świeci słońce, niż gdy jesteśmy w kryzysie. Jeżeli nie zadbaliśmy o to wcześniej, mamy problem. Był na to czas, tyle że byliśmy głusi i ślepi, nikt nie zajmował się tym, żeby zastanawiać się nad sobą. Ten pęd był nie do zatrzymania. Aż wreszcie dzisiaj zostaliśmy zmuszeni do tego, żeby skonfrontować się ze sobą.

To w jaki sposób w tym momencie możemy zadbać o swoją kondycję psychiczną?
 
Na pewno ludzie nie mają już wyjścia, muszą zacząć o siebie dbać. Tak jak nie ma wolnych lekarzy, nie ma też dostępnych terapeutów. A jednak ludzie zaczynają sobie radzić. Nie latamy już do lekarza z byle katarem czy bólem brzucha, nasze problemy się zmieniły. Teraz zastanawiamy się nad tym, jak sami możemy sobie pomóc, i to też jest dobre. Myślę, że jeszcze nigdy do tej pory w dziejach naszego świata nie mieliśmy okazji do tego, żeby żyć tak autonomicznie jak chcemy. To jednocześnie czas ograniczonej wolności ale pod pewnymi względami mamy więcej wolności  i odpowiedzialności za nasze wybory. Bo jeśli chcesz pracować z kampera w Portugalii, to proszę bardzo. Wszystko się dzisiaj zrównało: różne wzorce związku, pracy czy przyjaźni. A my możemy zbudować siebie na nowo. Jednak najpierw trzeba wiedzieć czego chcemy, to jest ten problem.

A jak to wszystko ma się do poczucia wspólnoty z innymi?
 
Wspólnota z innymi ma sens tylko wtedy, kiedy ja dokładnie wiem z jakimi ludźmi chcę trzymać. Znam swój rytm, a nie tylko dostrajam się do innych. Tymczasem niektórzy ludzie do tej pory chodzili do kina na to co modne, na co wypada, a nie dlatego że chcieliby to obejrzeć. Nagle się okazuje, że jeśli teatr potrzebuje ode mnie 10 złotych na bilet, to jedni go wspierają, a inni szybko rezygnują. Dlatego że dla nich wspólnota z życiem kulturalnym stała na glinianych nogach, była tylko zewnętrzna.

Dlaczego tak się stało? Bo najpierw poznajemy siebie w najbliższej rodzinie, a dopiero później idziemy do świata. Psychologicznie to, w jaki sposób dziecko funkcjonuje w świecie jest zależne od wczesnego dzieciństwa, rodziny i wartości. Dlatego my wszyscy musimy przerobić to jeszcze raz, bez względu na to w jakim wieku jesteśmy. Musimy pobyć ze sobą w rodzinie, poznać samych siebie, a dopiero potem być w tej wspólnocie z innymi.

Czy to znaczy, że teraz możemy stworzyć nawet lepszą wspólnotę?
 
Dokładnie. Dzięki temu, że lepiej poznaliśmy swoje granice. Czujemy to, z kim mamy ochotę przebywać, przytulić się czy przywitać na dzień dobry. Poznajemy reakcje naszego ciała. Jedynie niektóre kontakty zwalniamy z obawy przed zarażeniem się wirusem. Nagle okazuje się, kto jest dla nas ważny. Bo zanim wyjdę z domu, to muszę zastanowić się jeszcze nad tym, czy na prawdę chcę spotkać tych ludzi i czy moja chęć jest silniejsza niż lęk przed zarażeniem się? To weryfikuje nasze kontakty.

Jednak ogranicza się dostęp do kultury i sztuki, to co może pełnić tą wspólnototwórczą rolę? Ci którzy są wierzący, mają dostęp do kościołów, a niewierzący?
 
Mają rodzinę albo znajomych, to jest teraz nasza wspólnota. Poza tym, ja nigdy nie byłam tak aktywna kulturalnie jak teraz. Oczywiście, że fajnie byłoby zobaczyć film, spektakl czy koncert na żywo. Tylko pytanie, czy wtedy brałabym w tym udział? Pewnie nie, bo nigdy nie miałam na to dość czasu czy tyle ciekawości co ty.

Mnie właśnie to sprawiało wiele radości: koncerty, podróże, spotkania z innymi ludźmi w kinie…

Ale czy już wchłonęłaś to wszystko, czego doświadczyłaś? Właśnie teraz jest czas na to, żeby zintegrować ze sobą te wszystkie podróże, spotkania i przeżycia kulturalne. Bo od lat mówiliśmy o tym, że nie nadążamy za tempem życia i nie jesteśmy w stanie przyswoić tylu bodźców. Teraz mamy czas na głębokie przeżywanie kultury, a dalej chcemy więcej i więcej.

Dostrzegasz zagrożenie w tym, że zostaniemy w świecie wirtualnym? Jak nie wpaść w tą pułapkę?
 
Mamy w sobie różne lęki przed tym, że już nigdy nie wrócimy do tego, co było. Albo przed tym, że nie będzie nam się chciało spotykać z innymi ludźmi. To tylko pokazuje, że straciliśmy zaufanie do samych siebie. Bo jeżeli ja ufam swojemu ciału i głowie to nie mam w sobie lęku o to, że jeśli będę mogła pójść na festiwal to tego nie zrobię, bo łatwiej będzie go obejrzeć online. Po prostu wybiorę to, co jest dla mnie w danym momencie najlepsze.
 
Ja widzę ten moment w którym jesteśmy dość symbolicznie. Tak, że siadam i myślę sobie: mam teraz tylko siebie, to co we mnie i obok mnie. Świata nie ma. I do momentu, kiedy nie poczuję tego każdą komórką swojego ciała, to nie wyjdę na zewnątrz w dobrym dla mnie kierunku.

Można też usiąść, uświadomić to sobie i poczuć olbrzymią pustkę, i tęsknotę…
 
No właśnie nie, bo jeśli zaakceptujesz to, co jest w Tobie i w najbliższym otoczeniu, wtedy nie będzie żadnej pustki. To jest tak, jak z rozróżnieniem głodu i apetytu. Głód służy dostarczaniu energii naszemu ciału, żeby mogło żyć. Natomiast apetyt to np. zajadanie emocji czy inne nałogi. Dlatego uważam, że musimy odzyskać nasz głód na świat.
 
Oczywiście to zatrzymanie się świata powoduje, że zaczynamy czuć wiele negatywnych emocji: złość, smutek czy lęk. Nie ma od tego ucieczki ale mijają dni czy tygodnie i widzimy, że jednak da się przeżyć. A wreszcie przychodzi moment akceptacji, gdy dostrzegamy że w naszym domu zakwitły kwiaty. Zauważamy to wszystko co mieliśmy ale nie widzieliśmy tego, bo zajmowaliśmy się „świecidełkami”.

A można w tym odnaleźć takie samo szczęście, jak w tym czego nam brakuje?

Nawet większe, bo to jest coś, co już mamy i nikt nam tego nie zabierze. Dopiero wtedy możemy wyjść do wspólnoty i świadomie wybrać z menu tego świata to, na co mamy największy głód.

Co z ludźmi kultury: artystami, aktorami, wokalistkami etc. Którzy nie mogą pracować w zawodzie, i którzy czerpią pozytywną energię ze spotkań z ludźmi.
 
Kanadyjski terapeuta Gilbert Renaud, który prowadzi tak zwane „recall healing” czyli uzdrawianie przez świadomość twierdzi, że najbardziej niebezpieczne jest tłumienie emocji, które teraz odczuwamy intensywniej. Wiele w nas gniewu, złości i lęku. Żyjemy „w zatrzymaniu“ ale też bliżej samych siebie. Dlatego spróbujmy wyrazić to co trudne, w ten zwierzęcy sposób np. swoją wściekłość oddać rykiem lwa. Można to zrobić w łazience, garażu lub samochodzie, jeśli się wstydzimy.
 
A później spójrzmy na to co już mamy, a nie czego nam brakuje. Można też zrealizować jedno ze swoich marzeń, bo gdybym nie była wielką aktorką, to może opowiadałabym bajki dzieciom?

Wielu skupia się teraz na swoim ciele. Ćwiczy jogę. Biega. Nabieramy większej świadomości ciała?
 
I to jest bardzo dobry fundament. Bo ciało i oddech to jedyne, co nam teraz zostało. Mamy ciało, o które możemy zadbać, pozwolić mu wypocząć, zobaczyć jak oddycha samo z siebie, możemy je ćwiczyć czy nakarmić dobrym jedzeniem. Tego nam nikt nie zabierze.

Co z potencjalnymi traumami wynikającymi z izolacji i strachu przed sąsiadem bez maseczki, jak temu racjonalnie zaradzić? 
 
Wbrew pozorom, ja dostrzegam teraz większą wspólnotę ludzi, w tym sensie że przestałam się czuć anonimowa. Idę do zaprzyjaźnionego sklepu i pytam o to, czy wszyscy zdrowi. Kiedyś częściej wychodziliśmy w świat z konieczności, bezrefleksyjnie, to nie zawsze był nasz wybór. A teraz mamy to, co mamy i nie oceniałabym czy to dobre, czy złe. Tylko jak mogę przeżyć ten czas najlepiej. Inaczej będziemy żyć przeszłością: tym, co było lub przyszłością: kiedy to się wreszcie skończy. A świat mówi nam: bądź w tym, co masz tu i teraz.

W jaki sposób możemy świadomie zbudować tą wspólnotę, od czego zacząć?
 
W kontaktach społecznych również zapomnieliśmy o głodzie, w tym sensie że byliśmy czasem wśród ludzi tylko dlatego, że tak robili inni. Pytanie, ilu z nas naprawdę chciało iść na t piwo po pracy? A jeżeli ja już wiem kim jestem, czego nie lubię i kim chcę się otaczać. Wtedy mogę świadomie podjąć decyzję o tym, ile czasu chce spędzać z innymi ludźmi. Jako terapeutka, nie boję się wcale tego, że przestaniemy się ze sobą komunikować czy być blisko z innymi, bo człowiek jest istotą stadną. Potrzeba bycia wśród ludzi jest potrzebą, z którą przychodzimy na świat, dzięki temu jesteśmy w stanie przetrwać, dlatego na pewno nie zaniknie.


Ewa Klepacka – Gryz: psycholog i terapeutka z 25 – letnim doświadczeniem, psychosomatyk. Autorka i współautorka 18 poradników psychologicznych a także licznych artykułów psychologicznych w magazynach kobiecych. Twórczyni autorskiej metody pracy rozwojowej Terapia Jednego Spotkania.

Źródło: magazyn Presto, 2021 styczeń

Komentarze





Poprzedni artykuł
Muzyka terapią?
Następny artykuł
Sztuka uwodzenia





Czytaj więcej
Muzyka terapią? Główną bohaterką serialu „The Eddy” Damiena Chazelle jest muzyka. Która działa cuda, dzięki niej można oderwać...