Muzyka terapią?

26 stycznia 2021 


Główną bohaterką serialu „The Eddy” Damiena Chazelle jest muzyka. Która działa cuda, dzięki niej można oderwać się od codzienności. Muzyka staje się też towarzyszką i sposobem na wyrażenie tych najtrudniejszych emocji. Łączy ludzi, Elliota właściciela podupadającego klubu i managera zespołu oraz jego córkę. A także Maję (Joanna Kulig) piosenkarkę, która jest z nim w burzliwym związku. Klub „The Eddy” to przystań, w której bohaterowie szukają porozumienia, nadziei i uwolnienia się od trosk.
 
Elliot od początku ma problemy, przeżył śmierć syna, co zamroziło go emocjonalnie a później także współpracownika Farida. Widzom, którzy mają w życiu pod górkę pewnie łatwiej będzie utożsamić się z tym bohaterem. Być może jeszcze niedawno nie rozumielibyśmy jego żalu, bólu i przygaszenia. Czy teraz po różnych doświadczeniach związanych z utratą, potrafimy uruchomić w sobie empatię? Okazuje się, że nawet jeśli w naszym życiu wydarzyło się coś traumatycznego, jak śmierć najbliższych, świat szybko staje na nogi. W jaki sposób odnaleźć się w tej nowej sytuacji. Żeby to nie było przetrwanie tylko rozwój, który psychologowie nazywają „wzrostem potraumatycznym”. Bo z każdej sytuacji, niezależnie od tego czy jest pozytywna czy negatywna, możemy czerpać w życiu siłę. Dlatego serial „The Eddy” świetnie wpisuje się w nasze tu i teraz. Może okazać się terapeutyczny dla wszystkich, którzy chcà wrócić do życia, po różnych ciężkich doświadczeniach. Związanych z żałobą i tym, co straciliśmy: pracę, związek, zdrowie, wolność, plany czy cele. A także powiązanych z trudnymi emocjami: żalem, smutkiem i złością. Ale też chęcią do życia, pomimo wszystko. Ważne, żeby znaleźć w swoim życiu taki „klub Eddy” coś, co pozwala nam przetrwać ten trudny czas.
 
Maja jest niemalże bez siły i życia. Przywołuje na myśl bohaterkę filmu „Kobieta pod presją” Johna Cassavetesa. Która nie jest niezawodna. Być może latami żyła za szybko, za mocno, wbrew sobie. Aż zachorowała jej dusza. Joanna Kulig pokazuje tu zupełnie inną twarz, jakby była Zulą z „Zimnej wojny” Pawlikowskiego, która jednak postanowiła żyć dalej. Ale to czego doświadczyła, mocno odbiło się na jej twarzy. Jednak w pewnym momencie postanawia zawalczyć o siebie i wyznaczyć granice w swoim związku – tu jestem ja i moje potrzeby. „Obiecaj mi, że będzie lepiej”, mówi Maja. „Obiecuje” odpowiada Elliot. „Nie wierzę ci” odpowiada. Jednak robi to z uśmiechem.
 
Muzyka, jak twierdzą psychologowie, wnika w najgłębsze warstwy psychiki, uruchamia w podświadomości ukryte treści, wpływa na emocje i samopoczucie. Muzykoterapia, nawet ta bierna gdy nie bierzemy udziału w jej tworzeniu jak robią to bohaterowie serialu „The Eddy”, a tylko przysłuchujemy się jej z uwagą – pomaga łagodzić dolegliwości bólowe, a także zmniejszać lęk i zmęczenie, jak wynika z badań opublikowanych przez Cochrane Library. Poza tym, w muzykoterapii obowiązuje tzw. zasada ISO, co oznacza że trzeba działać „podobnym na podobne”. Gdy ogarnia nas smutek, terapeuta nie puszcza muzyki wesołej, tylko zbliżoną do naszego nastroju, inaczej nie będziemy w stanie się na nią otworzyć. Później za pomocą kolejnych utworów, krok po kroku, stara się doprowadzić do pożądanego nastroju. Można powiedzieć, że klub „The Eddy” przeprowadza nas przez muzyczną żałobę: pełną smutku i żalu, aż dotrzemy do akceptacji tego, co nowe. Kiedy będziemy już w tym miejscu, przyjdzie czas na pozytywne emocje. Śpiew ptaków, szum morza, szelest liści – wszystko to może stać się muzyką dla naszej duszy.
 
Joanna Kulig o roli w nowym serialu Netflixa „The Eddy”
 
Martyna Harland: Jaki wpływ na budowanie roli Mai, miało twoje doświadczenie macierzyństwa? Zdjęcia do serialu „The Eddy” zaczęłaś kręcić dwa miesiące po urodzeniu synka.
 
JOANNA KULIG: Pierwszy raz budowałam postać w tak wielkim zmęczeniu, po promocji oscarowej „Zimnej wojny” Pawlikowskiego i jeszcze w zderzeniu z nową rolą matki. Kiedy rodzi się dziecko, w życiu kobiety pojawia się wiele uczuć pozytywnych ale i negatywnych. Wychodzi na wierzch lęk, a do tego przewija się w głowie całe dzieciństwo. Mój kryzys polegał na tym, że jestem perfekcjonistką i na przygotowania do ról zawsze miałam tyle czasu, ile zaplanowałam. Jednak jako matka, nagle konfrontujesz się z rzeczywistością widzisz, że tak się nie da. Moja przyjaciółka, która ma dwójkę dzieci powiedziała mi wtedy: Aśka odpuść sobie, to może być nawet dobre, że jesteś taka bez energii. Okazuje się, że to odpuszczenie sobie bardzo mi pomogło. Musiałam zaakceptować fakt, że zostało mi 30% mojego czasu i energii na przygotowanie do roli. Mogę zrobić tylko tyle i już. Przestałam ze sobą walczyć. A paradoksalnie właśnie to przemęczenie pomogło mi w tym, żeby wiarygodnie oddać postać Mai.
 
Czy Maja ma coś psychologicznie z Ciebie?
 
Rola pierwotnie napisana była dla Amerykanki o imieniu Kelly, jednak kiedy dołączyłam do ekipy została dla mnie przepisana. Dlatego Maja nosi przede wszystkim moje emocje. Okazało się, że największą trudność miałam w wyrażeniu różnych emocji: złości, radości, smutk – w obcym języku. Pracowałam nad tym z coachem francusko-anglojęzycznym, mieliśmy na planie mocno wielokulturową i wielojęzyczną ekipę, która musiała się jakoś dogadać. To była dla mnie żywa improwizacja nie tylko na płaszczyźnie muzycznej ale też językowej. Tyle, że na kursach językowych nie krzyczysz na nikogo, raczej grzecznie rozmawiasz. Nie płaczesz czy nie śmiejesz się po francusku… Dlatego tam gdzie się złoszczę, robię to po polsku!

Źródło: magazyn Presto, wiosna 2020.

Komentarze





Poprzedni artykuł
Obudź w sobie Syrenę
Następny artykuł
Wydaj z siebie ryk lwa





Czytaj więcej
Obudź w sobie Syrenę Martyna Harland: Jesteś coachem aktorskim, co oznacza że wspierasz aktorów i aktorki we wchodzeniu w trudne emocjonalnie...