Film na receptę: „Coco”

14 czerwca 2018 


Dzięki filmom możemy odczuwać całą gamę emocji i rozmawiać o nich, co w dziejszych pełnych pośpiechu czasach jest szczególnie ważne. Dlatego właśnie w latach 90. powstała idea „filmów na receptę”, które pomagają nazwać konkretne problemy i uczucia. My w kolejnych odsłonach cyklu będziemy polecać ciekawe tytuły – polskie i zagraniczne – nie tylko dotykające konkretnych problemów, ale i tematów do przepracowania. Na początek oscarowa animacja „Coco”.


Tematy, jakie porusza: podążanie za marzeniami; rozdarcie między przywiązaniem do rodziny a pasją; pojęcie „ja” realnego, idealnego i powinnościowego.

Emocje, jakie porusza: w większości emocje tzw. pozytywne, takie jak: odwaga, zdumienie, zachwyt, radość, zadowolenie, błogość, miłość, czułość, życzliwość, nadzieje. Ale też: smutek, gniew, skrucha, współczucie, obawa.

Do kogo jest skierowany: Zarówno do dorosłych, jak i dzieci, zmagających się z tematami tabu w rodzinie, walczących o swoją tożsamość i stających przed ważnymi życiowymi problemami. „Coco” zachęca do rozmowy na temat znaczenia rodziny. Dlaczego warto wiedzieć, kim jesteśmy i kim chcielibyśmy być w życiu. Dlaczego ważne jest, by pielęgnować dobrą pamięć.

„Czasami myślę, że rzucono na mnie klątwę, zanim jeszcze się urodziłem” – mówi 12-letni Miguel. Co to za klątwa? Imelda, praprababcia chłopca, chcąc pozbyć się pamięci o mężu muzyku, który ją porzucił, zrezygnowała z muzyki w swoim życiu. W ten sposób na kolejne pokolenia zablokowała swoją rodzinę na czerpanie radości i przyjemności z grania i śpiewu. Miguel, jej praprawnuk, jednak kocha muzykę. „Kiedy życie mnie przygnębia, gram na gitarze” – wyznaje. Być może podświadomie chłopiec chce zmierzyć się z zakazanym tematem. Wypieranym, zaprzeczanym i dewaluowanym – jak powiedziałby psycholog. Bo o prapradziadku nie można nawet wspomnieć („nie mów o tym grajku, dla nas jest martwy”). Taka postawa utrudnia przepracowanie rodzinnych traum, które dopóty będą się odzywać, dopóki nie zostaną nazwane i uleczone.

Kim jestem, chciałbym i powinienem być?

Według teorii Miltona Eriksona Miguel jest na piątym etapie swojego rozwoju psychospołecznego, czyli w momencie poszukiwania własnej tożsamości. To etap, który prowadzi do ukształtowania zintegrowanego poczucia „ja” – obrazu siebie. „Ja” realne, czyli to, jaki jestem naprawdę, mierzy się z „ja” idealnym, czyli: kim chciałbym być oraz „ja” powinnościowym, czyli: jaki być powinienem. Chłopiec pragnie być muzykiem, jednak jego rodzina chce, żeby został szewcem. Pozostający w wewnętrznym konflikcie Miguel postanawia zawalczyć o siebie. Czy chłopcu uda się przezwyciężyć przeciwności losu i zdobyć siłę pomimo braku dobrych, męskich wzorców w rodzinie? Nikt nie osiągnie sukcesu za nas. Chłopiec musi to zrobić sam. Czy to oznacza, że powinien walczyć za wszelką cenę? Czy rodzice, którzy chcą uchronić dziecko przed wszystkim co złe, są w stanie wypuścić je spod swoich skrzydeł, żeby mogło stać się sobą?

Rodzina czy samorealizacja?

„Rujnujesz mi życie” – mówi chłopiec do Imeldy, kiedy na skutek magii spotyka ją w Krainie Zmarłych. „Tylko muzyka daje mi szczęście”. Wtedy dowiaduje się, że w głębi serca praprababcia również kocha muzykę. Pamięta to uczucie, kiedy jej mąż grał, a ona śpiewała. Nic innego wtedy się nie liczyło, aż do czasu, gdy na świecie pojawiła się córka Coco. Jednak jej mąż nadal chciał grać koncerty. Oboje coś poświęcili. Ona – muzykę, on – rodzinę. Teraz to chłopiec musi dokonać wyboru, ale nie chce tego robić. Czy w życiu zawsze trzeba coś stracić? A może da się połączyć świat rodziny i pasji? Czy Miguelowi uda się zrealizować swój plan? Główny bohater dowiaduje się, że jego rodzina potrzebuje wybaczenia. Dobrej pamięci o przodkach, która może wytłumaczyć, dlaczego jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Czasem rodzice obarczają dzieci własnymi lękami i frustracjami. Warto zastanowić się nad tym, jak powstrzymać ten zaklęty krąg smutku, nienawiści i lęku w rodzinie. Warto o tym porozmawiać. Bo prawda może być zupełnie inna, niż nam się wydaje. Rozmowa może zmienić nas tak samo jak podróż do innego świata i z powrotem. Tak jak zmieniła Miguela i całą jego rodzinę. „Coco” pokazuje, że film może płaszczyzną do porozumienia z innymi, ale i z samym sobą. Nieraz potrzebujemy jednak wskazówek, jak poradzić sobie z tym, co zobaczyliśmy na ekranie. Potrzebują ich zwłaszcza dzieci. Dlatego seans w rodzinnym gronie i rozmawianie o konkretnych scenach – może być świetnym wstępem do oczyszczającej i jednoczącej rozmowy.

Źródło: Sens, czerwiec, 2018 rok

Zdjęcie użytkownika SENS psychologia dla ciebie.

Komentarze

komentarzy






Poprzedni artykuł
Kino dla podglądaczy
Następny artykuł
Miłość przez mur



Zobacz także




Czytaj więcej
Kino dla podglądaczy W filmie „Prawdziwa historia” Roman Polański opowiada o relacji pisarki i osaczającej ją czytelniczki. To groźna...