Nie odkładaj siebie na później

15 listopada 2021 


Na czym polega klątwa silnych kobiet?

MAŁGORZATA WAKULUK: To określenie przyszło do mnie w momencie kolejnego upadania. Myślę, że silne kobiety bardzo nie chcą rozczarować innych, dlatego poddają się w samotności, gdy nikt nie widzi. Ich siła w pewnym momencie obraca się przeciwko nim, bo za długo ukrywały swoje słabości.

Wydaje mi się że jako kobiety nie doceniamy dzisiaj pierwiastka kobiecego, który kojarzy się ze służeniem, zakładaniem rodziny czy dbaniem o innych. Wchodzimy w męskie zbroje i osiągamy sukcesy ale po drodze zaczynamy negować w sobie kobiecość i delikatność..

Nie doceniamy kobiecości, a wiesz dlaczego? Bo każdy człowiek przegląda się w odbiciu innych, dlatego zawsze będzie szukać akceptacji.

A jeśli tej akceptacji nie znajduje, to istnieją dwa wyjścia. Albo decyduję się na to, że będę szła przez życie samotnie bez odbicia znajomych czy partnera. Albo zaczynam się zmieniać i dostosowywać do oczekiwań świata. Niestety wiele z nas dla świętego spokoju, odkłada siebie na potem, na ten czas kiedy już wszystko pozałatwiam i wtedy na pewno się sobą zajmę. W ten sposób powoli rezygnujemy z siebie.

Kiedy kobieta budzi się do tej świadomości?

To może być choroba, nieszczęście w rodzinie, utrata pracy lub to, że mąż porzuca cię dla młodszej… wtedy kobieta zwraca na siebie uwagę i zaczyna pytać: gdzie jestem, jak daleko mam do siebie i czy mogę jeszcze siebie w tym odnaleźć?

Jeżeli kryzys się nie wydarza, często jest tak że brniemy w tym dalej i powoli przestajemy być sobą..

I co wtedy?

Przyda się świadomość tego, że jednak możemy i warto być sobą, tak żeby nie odkładać siebie na później. Jednak kobiety wstydzą się swojej wrażliwości, bo świat widzi to tak: „jesteś niezrównoważona emocjonalnie”.

W świecie rządzi pierwiastek męski, liczą się fakty. Dlatego tracimy ten kobiecy, podwodny świat emocji, nieświadomości, czucia a nie bycia. Zamrażamy się na emocje ale na dłuższą metę nie da się tak żyć…

Kobiecość każdej z nas jest inna, ja sama przeszłam w życiu wiele metamorfoz i prób dopasowania się do okoliczności. Kiedy skończyłam trzydzieści lat, ludzie mówili mi „ale super rakieta”. Stałam się bardziej kobieca dla społeczeństwa, nosiłam szpilki, piękne garsonki, makijaż. Ale mnie było w tym coraz mniej. Tylko ja wiedziałam jaką cenę przyszło mi za to zapłacić. Wtedy po raz pierwszy obudziłam się i poczułam że jeśli w tej chwili się nie uratuje, to po prostu zniknę.

Teraz mogę powiedzieć, że najważniejsze jest w życiu to, żeby nie zwolnić się z myślenia. Nie płynąć z prądem, tylko funkcjonować świadomie, w kontakcie ze swoimi emocjami. Nigdy nie porzucaj siebie.

Psychoterapeutka Maureen Murdock pisze w książce „Podróż bohaterki” o etapach dojrzewania do siły kobiecej. Gdy osiągamy sukces, wtedy często przychodzi do nas kryzys. Po którym, gdy stajemy na nogi chcemy zdefiniować kobiecą siłę inaczej, z innego miejsca. Nie zgadzam się z tym, moim zdaniem kobiecy sukces nie musi wiązać się z kryzysem.

Ja też. Uważam, że kryzys przychodzi tylko gdy przez długi czas nie żyjemy w zgodzie ze sobą, tylko według oczekiwań innych. Męża, dzieci, rodziny, świata. A jeśli to jest twój sukces, w zgodzie z tobą, to nic nie da rady cię złamać, bo samoświadomości nikt nam nie odbierze.

I tutaj zaczynają się schody, bo nie łatwo jest odróżnić własne potrzeby od tych, które zostały nam narzucone i uwewnętrznione.

Najtrudniej jest, gdy nie mamy poczucia własnej wartości. Wtedy zawsze będziemy rozchwiane, poszukując akceptacji i dowartościowania. Bo nie polegamy wtedy na samoświadomości, tylko na tym jak wyglądamy w oczach innych.

Dlatego właśnie uważam że największą siłą jest świadomość tego, że nawet jeśli upadniemy, to wiemy jak się podnieść lub jaką drogę trzeba pokonać, żeby wstać. Taka wiedza to sukces, wtedy mniej boimy się upadku. Jednak nie tylko odnalezienie tej drogi ale również pójście tą drogą nie jest łatwe..

Ty szukałaś siebie tworząc fotografie – autoportrety. W jaki sposób Ci to pomogło?

Zaczęłam świadomie fotografować, w momencie kolejnego kryzysu. Miałam pięćdziesiąt dwa lata, kiedy odszedł ode mnie partner. Którego drapałam po brodzie jak lwa czekając na moment, gdy powie: już jestem silny. A teraz chciałam powiedzieć wszystkim kobietom: proszę nie zapominajcie o sobie i nie odkładajcie siebie na potem. Nie ma żadnego potem.

Kiedy nagle byłam już zmęczona tym odkładaniem siebie i poprosiłam swojego partnera o wsparcie, wtedy przestał być mną zainteresowany i zniknął. W takim momencie sama już nie wiesz, czy dalej masz być tą wrażliwą i autentyczną osobą. A może jednak lepiej udawać i wpisywać się w cudze oczekiwania, żeby uniknąć problemów?

Wtedy pozostają leki, terapia albo twoja wrażliwość. To ona mnie uratowała. Pamiętam, że wzięłam aparat i w tych oparach myślenia, kombinowania i popijania wina zaczęłam przyglądać się sobie. Pamiętam, że w domu był wtedy remont, wszędzie leżało pełno folii a ja zaczęłam fotografować siebie przez tą folię. Mogłam spojrzeć na siebie z boku i to był moment, kiedy znalazłam odbicie siebie, jakiego nie znalazłam wcześniej w oczach innych ludzi. Pomyślałam: Gocha, nie jest z Tobą tak źle.

Chodzi o zmianę perspektywy?

Dzięki temu mogłam spojrzeć na swoje ciało, na siebie, na to jak wyglądam. Zaczęło się oswajanie mojego przemijania, godzenia się z tym, co nie jest dla mnie łatwe. Pomogło mi to zaakceptować trudne emocje.

Na tym polega siła kobiety, na świadomości tego kim jest?

Dokładnie. Bo jeśli coś się w tobie kotłuje, wzbierają emocje, płaczesz, wzruszasz się, słuchasz muzyki, to musisz się z tym skontaktować. Wtedy zaczynasz powoli analizować swoje ciało, dostrzegasz skórę na twojej dłoni. Nagle zauważasz, że nogi nie służą tylko temu, żeby sprawnie dotrzeć na miejsce. Te nogi mają określony kolor skóry, żylaki, pieprzyki. Okazuje się, że przez ten czas, kiedy pędziłaś, w ogóle nie dostrzegałaś siebie. A to jest moment, kiedy jesteś sama ze sobą i nikt ci w tym nie przeszkadza.

Twoje fotografie pokazują kobietę we fragmentach, widzimy pierś czy nogę. Mam wrażenie, że kawałek po kawałku odrzucasz tutaj różne role związane z kobiecością, żeby przyjrzeć się temu bliżej.

W ten sposób uczysz się kochać siebie taką, jaką jesteś na prawdę. Nie z poziomu głowy ale prawdziwego czucia. Bo to jest strasznie trudne. Analizując siebie po kawałeczku, przyglądałam się sobie próbując zrozumieć, co zrobiłam w życiu nie tak, dlaczego wylądowałam w tym miejscu. A przede wszystkim, co jest w życiu na prawdę moje, a co już nie.

A jak już przejdziesz ten proces poznawania, akceptacji i pokochania siebie, to nazwą cię egoistką. Świat cię nie polubi.

Świat cię nie polubi, bo się ciebie boi.

Jeśli ktoś teraz zastanawia się czy dalej dopasowywać się do oczekiwań innych, a może spróbować pójść trudniejszą ścieżką w życiu w zgodzie ze sobą, czasem nawet samotnie. To dlaczego jednak warto?

Myślę, że wiele kobiet godzi się na święty spokój w życiu, który jest pozorny. Jednak im dalej w las, tym trudniej wrócić do samej siebie.

Bycie w pełni żywą i wolną pięknie pokazuje film “Nomadland” Chloe Zhao z Frances McDormand. Ale to nie jest łatwe życie, tylko najpierw dotykasz wolności, cofasz się, boli i próbujesz dalej. Jest tam piękna scena nad wodą, kiedy bohaterka czuje się naprawdę wolna, widać wtedy że przestaje kontrolować swoje ciało. Jej ramiona stają się długie i wystrzelone w górę, całym ciałem pokazuje siebie. Bo nasze ciało wie lepiej i zna nasze zamrożone miejsca pełne emocji, które staramy się stłumić. Dlatego pozwólmy naszemu ciału reagować. Spójrzmy na siebie, na to jak wygląda nasze ciało i postawa? Czy nie chowamy się przed czymś?

Jakie jest twoje prywatne źródło mocy?

Najwięcej siły dają mi inni ludzie ale też fotografia i fotografowanie samej siebie.

Jak zrobić takie ćwiczenie terapeutyczne? Na co dzień robimy zdjęcia twarzy, selfie, a jak inaczej spojrzeć na siebie poprzez fotografie?

Codziennie o tej samej godzinie zróbmy zdjęcie jednej części naszego ciała np. lewej dłoni. Ale za każdym razem zróbmy to inaczej, zegnijmy ją, włóżmy do wody, szukajmy nowych konwencji, a potem przyjrzyjmy się sobie z uwagą. Ja do tej pory nie lubiłam swojej wysuszonej skóry na rękach, a kiedy robiłam zdjęcia pomyślałam: po co mi takie wygładzone i nabalsamowane dłonie, ja chcę mieć tu jakąś żyłkę, żeby coś się na zdjęciu zadziało. To dobry start do akceptacji swoich niedoskonałości. Do akceptacji siebie.

Źródło: magazyn Presto 2021, wiosna.

Strona Małgosi: https://malgorzatawakulukphotography.pl/gallery/

Komentarze










Czytaj więcej
Seriale medyczne w edukacji lekarzy Pracujesz ze studentami Wydziału Medycznego nad umiejętnością komunikacji z pacjentami, wykorzystując seriale medyczne....