Miłość w czasach selfie

6 stycznia 2018 


Jak budować partnerstwo, gdy on i ona stawiają na indywidualizm? Łukasz Ronduda w swoim filmie „Serce miłości” opowiada o związku dwojga artystów, a właściwie ukazuje prawdę o wielu współczesnych parach. Odtwórczyni głównej roli kobiecej, Justyna Wasilewska, tłumaczy, czego dzięki pracy nad tym filmem nauczyła się o sobie samej – rozmawia Martyna Harland.


Jeśli umówilibyśmy się, że kino to emocje, a sztuka to intelekt – to twój pierwszy film „Performer” był bliżej sztuki, „Serce miłości” jest bliżej kina.

Łukasz Ronduda: W „Performerze” fabułę rzeczywiście nakręcała sztuka, nie gra aktorska czy sama historia. Pisaliśmy scenariusz w momencie, kiedy Oskar Dawicki – artysta, ale też główny bohater filmu – miał silną depresję i fantazjował o swojej śmierci. Film spełnił jego fantazje i Oskar przestał o tym myśleć. Natomiast „Serce miłości” mówi o emocjach i miłości. Chcieliśmy opowiedzieć o współczesnym wielkomiejskim związku, bo ten temat dotyczy nas samych. Znaleźliśmy do tej historii wspaniałych bohaterów – uznanego artystę wizualnego i muzyka Wojtka Bąkowskiego oraz młodą poetkę Zuzannę Bartoszek.

 

Łukasz Ronduda pisarz, scenarzysta, reżyser, kurator Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Działa na styku sztuki współczesnej i kina. „Serce miłości” to jego drugi film, w kinach od 1 grudnia.

 

Początkowo chciałeś zrobić film o samym Wojciechu Bąkowskim. Dlaczego ostatecznie zdecydowałeś się pokazać związek Wojtka i Zuzanny?

Gdy robiłem „Performera”, wszystko mi się przewartościowało w moim myśleniu o robieniu kina. Pewne rozwiązania oparte na czystej kalkulacji i intelekcie po prostu nie działały. Zrozumiałem, że kino to emocje i trzeba nauczyć się pokazywać je językiem filmowym. To trudne, bo bez przerwy igra się z emocjami aktorów.

Oskar Dawicki zagrał samego siebie. Do nowego filmu zatrudniłeś Justynę Wasilewską i Jacka Poniedziałka. Czy z zawodowymi aktorami łatwiej pracować nad pokazywaniem emocji?

Dokładnie tak. Oskar mógł tak naprawdę zagrać tylko autodestrukcję. Nie było u niego pełnego wachlarza emocji. Głównie smutek.

Dialogi pisali prawdziwi bohaterowie, razem ze scenarzystą Robertem Bolestą. Jak wyglądała ich współpraca?

Wojtek i Zuzanna są artystami, mają w sobie pewną dozę ekshibicjonizmu, łatwość w opisywaniu własnej intymności i dzieleniu się nią. Na co dzień robią to w swojej sztuce, na Instagramie czy w wierszach i ten film traktują jak swój kolejny autoportret. Jest taka scena w filmie, gdzie artystka spotyka się z kuratorem sztuki i od razu mówi mu wszystko o sobie, o swoich chorobach i intymnych sprawach. Z tego tworzy sztukę. Zuzanna jest przedstawicielką najmłodszego pokolenia, nieustannie używa mediów społecznościowych, które pozwalają bezustannie się wyrażać i dają przekonanie, że każdy z nas jest interesujący. Bo dzisiaj wyrażanie siebie jest wartością.

Żyjemy w narcystycznym świecie? Jesteśmy tak zaintresowani sobą, że widzimy tylko to, co zgodne z naszą opinią…

Ludzie nie są dzisiaj w stanie angażować się w szersze projekty, wyjść poza „ja”, i „mnie”. Ciekawa książka Paula Blooma „Przeciw empatii” (wyd. Charaktery 2017 – przyp. red.) pokazuje, że empatyzujemy tylko z osobami, które są podobne do nas. Nie współczujemy innym, nie przejmujemy się ich losem. Dlatego kierując się empatią, budujemy własny narcystyczny świat. Wychodzenie poza jego granice, budowanie prawdziwej komunikacji społecznej i międzyludzkiej, która jest otwarta na inność, to dziś poważny problem. A jak to wszystko wpływa na związki? Bardziej skupiamy się na sobie niż na relacji. Przez to trudniej o partnerstwo.

Justyna Wasilewska grająca Zuzannę głęboko weszła w rolę, także fizycznie.

Justyna bardzo zaryzykowała, ścięła długie, piękne włosy, zgoliła brwi i rzęsy, a obcięcie włosów kojarzy się kobiecie najczęściej z chorobą lub poniżeniem publicznym. Pierwsze dni zdjęć były dla niej bardzo trudne. Ale Justyna jednocześnie wyczuła w filmie duży potencjał rozwojowy. Problemy postaci są jej problemami – Jacek Poniedziałek, który gra Wojtka, symbolizuje w teatrze pokolenie, z którym Justyna musi się mierzyć, tak jak w sztuce Zuzanna mierzy się z Wojtkiem. Stylizacja dodatkowo ją wzmocniła. Skupiała na sobie całą uwagę. Moim zdaniem Justyna stworzyła jedną z najciekawszych ról w swojej karierze. Jest w niej hipnotyczna.

Zapisała się też na zajęcia voguingu, na które chodzi prawdziwa bohaterka. Na czym polega voguing?

To taniec współczesny utrzymany w logice i estetyce selfie. Jak w teledysku Madonny, która śpiewa strike a pose, czyli zrób pozę. Nazwa pochodzi od tytułu magazynu „Vogue”. Wszystko wzięte jest z gejowskiego undergroundu Nowego Jorku lat 80., gdy biedni i represjonowani społecznie homoseksualiści organizowali bale voguingowe. Brali magazyny pokazujące życie niedostępne dla nich, i wcielali się w modeli, modelki, bogaczy i menedżerów. Chodziło o przemianę. W filmie Zuzanna nieustannie szuka siebie i swojej tożsamości. Testuje różne pozy, wchodzi w role i tworzy swój wizerunek. To widać w filmie, kiedy główna bohaterka siedzi w pokoju niemalże jak rzeźba. Komponowaliśmy to ujęcie jak obraz, Justyna miała tylko siedzieć i wyglądać, ale nie mogła zrozumieć, o co chodzi. Jak w Teatrze Rozmaitości, gdzie gra na co dzień, pytała: „Dlaczego i po co tu siedzę?”. Na początku nie czuła powierzchowności świata, który miała reprezentować. Tego estetycznego reżimu selfie i ciągłego zwracania uwagi na styl. Dlatego ćwiczyła voguing.

Bohaterowie „Serca miłości” wyglądają, jakby przybyli z przyszłości. Punktem odniesienia był podobno „Łowca androidów” Ridleya Scotta. Ciekawy pomysł na filmowanie współczesnych bohaterów żyjących w Polsce.

Do sportretowania czegoś bardzo aktualnego, dziejącego się tu i teraz, wybraliśmy język filmu science fiction. Chcieliśmy się odnieść do futurystycznych wizji przyszłości, gdzie mamy świetnie zaprojektowany a zarazem przerażający świat. To jak opowieść o spełnieniu zgodnie z postulatami ostatecznego wyzwolenia człowieka – jest pięknie i estetycznie, a my jesteśmy wyemancypowani, wszystko możemy. W efekcie pozostajemy w pułapce narcyzmu, nie żyjemy w naturalny sposób. To wszystko skojarzyło mi się z człowiekiem przyszłości. Kino daje olbrzymie możliwości, a w polskim kinie mamy terror realizmu i psychologizmu. Brakuje nam odwagi gatunkowej jakby tylko przez realizm ludzie komunikowali się z bohaterami. A wcale tak nie jest! Empatię i silne emocje u widza można wywołać na różne sposoby…

Relacja bohaterów filmu ma pokazywać problemy współczesnego związku? Kolejno fazy: zakochania, symbiozy, rywalizacji i rozpadu…

Nasi bohaterowie znajdują się w różnych momentach rozwoju i życia: mężczyzna jest już ukształtowany, ma silną pozycję społeczną, kobieta dopiero wchodzi w życie. Upodabnia się do niego, świadomie lub nie dokonuje wiele wyborów, które sugeruje jej partner. Gdy w pewnym momencie wkracza w sferę publiczną jako artystka, chce być odbierana samodzielnie, a nie tylko jako dziewczyna Bąkowskiego – ale nie wie, kim jest. Myślę, że rywalizacja w parze to dzisiaj częsta sytuacja. Partnerzy muszą się z tym mierzyć i zsynchronizować. W filmie się to nie udało, ale prawdziwi bohaterowie nadal są razem.


KOBIECOŚĆ TO NIE WYGLĄD

Justyna Wasilewska: absolwentka PWSFTViT w Łodzi, aktorka filmowa i teatralna, od 2014 roku należy do zespołu TR Warszawa. W filmie „Serce miłości” wcieliła się w postać artystki Zuzanny Bartoszek.

 

Jaka była opinia Zuzanny po obejrzeniu filmu?

Justyna Wasilewska: Po pokazie w Berlinie dostałam od Zuzanny wiadomość: „mam na maksa szczęście, że to ty mnie grasz”. Wzruszyłam się. Inne recenzje i oceny nie mają już dla mnie takiego znaczenia.

Jak się przygotowywałaś do tej roli?

Jako aktorka tworzę postać. Wyobrażam ją sobie i używając aktorskich narzędzi, nadaję jej odpowiedni kształt. W tym przypadku przyglądałam się Zuzannie i zinterpretowałam ją tak jak malarz spogląda na krajobraz. Użyczyłam tej postaci własnych emocji. Powstała trzecia ona – kobieta między mną a Zuzanną. Ciekawe, że im bliższe były mi emocje, które przeżywała, tym trudniej było je odegrać. Zaczynałam wtedy konfrontować się sama ze sobą, a to nie jest łatwe. Za to bardzo rozwojowe.

Fizyczne podobieństwo pary w filmie podkreśla symbiozę ich związku. Nie sądzisz, że coraz rzadziej w pary łączą się ludzie różni?

Inny kojarzy się ze słowem „obcy” i uruchamia w nas odruch obronny. A przecież inny nic od tego drugiego innego nie chce oprócz tego, żeby mieć prawo do pozostania innym. Tak naprawdę wszyscy jesteśmy tacy sami i różni zarazem. Sama lubię się różnić i jednocześnie lubię być podobna. Trzeba się skupić na miłości i sercu – na „sercu miłości”. Nie znam się na związkach, ale mam wrażenie, że miłość zaczyna się dopiero wtedy, kiedy przestajemy się wpatrywać w drugiego człowieka i kochać go za to, jakim go widzimy.

Zuzanna nie ma włosów, rzęs i brwi. Jest niejako wykastrowana z kobiecych atrybutów. Czego ta postać cię nauczyła?

Przyjmując tę rolę, nie przypuszczałam, jak trudna się okaże. Ale też jak wiele mnie nauczy. Mówię tu o odwadze do stawania się sobą, wymykając się normom społecznym. Ta rola mocno mnie zmieniła. Pozbawiła włosów, a jednocześnie wzmocniła. Odkryłam, że kobiecość to nie tylko wygląd, ale wielka siła, szczególnie kiedy pozwoli się jej na słabość.


Po obejrzeniu filmu „Serce miłości” zastanów się nad odpowiedziami na następujące pytania:

1. Do którego z bohaterów – Zuzanny czy Wojciecha – jest ci najbliżej i dlaczego?

2. Kiedy jesteś w związku myślisz „ja” czy „my”? Dlaczego? Jak się z tym czujesz?

3. Co jest dla ciebie najważniejsze w relacji z drugą osobą?Dlaczego jesteś w związku z tym konkretnym partnerem/tą partnerką? Co ci to daje?

4. Jakie emocje pojawiają się w twoim związku najczęściej i z czym są związane?

5. Jak czujesz się sam/sama ze sobą, bez partnerki/partnera?

6. Co to znaczy dla ciebie być partnerem/ką dla drugiej osoby w relacji?

7. Z jakimi zachowaniami wiąże się u ciebie miłość do drugiej osoby?

8. Jak wyglądał związek głównych bohaterów?

9. Z jakimi problemami borykał się związek Zuzanny i Wojciecha? Jak próbowali dać sobie z tym radę?

10. Jakie problemy w twoim aktualnym związku lub wcześniejszych związkach napotykasz najczęściej?

11. Jak je rozwiązujesz? Dlaczego w ten sposób?

12. Jak podoba ci się zakończenie filmu?

 

Źródło: magazyn Sens, grudzień 2017 rok

Komentarze

komentarzy











Czytaj więcej
Styczniowa Filmoterapia z Sensem PRZEŻYĆ: METODA HOUELLEBECQA To Stay Alive – A Method  REŻ.ARNO HAGERS, ERIK LIESHOUT, REINIER VAN BRUMMELEN,...