Grażyna Torbicka: Kino uczy uważności

26 listopada 2017 


Filmoterapia zachęca nas do tego, żebyśmy żyli wolniej, bardziej świadomie, mieli czas na rozmowy o emocjach – mówi Grażyna Torbicka, która od roku dzieli się z nami swoją wiedzą na temat filmu. W rozmowie z Martyną Harland mówi, jakich lekcji udzielają najnowsze polskie premiery oraz czego sama szuka w kinie i w życiu


Co mówi dzisiejsze polskie kino o nas, Polakach i o nas, ludziach?

Siłą tegorocznego festiwalu w Gdyni były filmy różnorodne, również gatunkowo. Nie pamiętam też festiwalu, na którym w konkursie głównym byłoby aż osiem filmów debiutantów. Każdy w inny sposób starał się sportretować współczesnego człowieka. Triumfator, czyli „Cicha noc” Piotra Domalewskiego, prowadzi nas do małego miasteczka i rodziny, która z pokolenia na pokolenie próbuje sobie jakoś radzić, wiązać koniec z końcem. Jednak mimo marzeń o zdobyciu fortuny na emigracji okazuje się, że rzeczywistość skrzeczy. Na podwórku jest błoto, a w garażu wódka. Wszystko pokazane jest w ciekawej formie, dzięki bardzo dobrym zdjęciom Piotra Sobocińskiego Jr. Także odtwórca głównej roli, Dawid Ogrodnik otrzymał nagrodę dla najlepszego aktora. Ma bardzo rzadki styl aktorstwa – nie gra, a jest postacią. Stale się rozwija i poszukuje. W filmie „Ostatnia rodzina” Jana P. Matuszyńskiego fantastycznie pokazał rozdygotanie Tomka Beksińskiego, stopniowo przytępione przez czas. Widać, że jego bohater do samobójstwa dochodził świadomie. W „Cichej nocy” Dawid tylko potwierdził swój talent. Zabawne, że zanim festiwal się rozpoczął, o „Cichej nocy”, która w Gdyni była pokazana premierowo, już mówiono, że jest świetna, bo Domalewski wpadł na pomysł, by w rolach braci obsadzić Ogrodnika i Tomasza Ziętka, aktorów niemal bliźniaczo do siebie podobnych. Sam reżyser powiedział, że to, co pokazał na dużym ekranie, to w jakimś sensie jest jego doświadczenie. On pochodzi właśnie z takiego miasteczka. To świadczy o tym, że dokładnie przeanalizował temat. Przekonuje mnie to. Pytanie tylko, czy to, co widzimy, jest dla nas zaskakujące i nowe? Czy akurat taki film najbardziej do nas przemawia?

A który film przemówił do Ciebie najbardziej?

„Wieża. Jasny dzień” Jagody Szelc. Widzimy tu zupełnie inną rodzinę, powiedziałabym „ekofamilię”, nowoczesną, chociaż również żyjącą z dala od wielkiego miasta. To nieprawdopodobnie dojrzały debiut. Reżyserka nie bała się dokonać ryzykownego pomieszania gatunków. To kino trochę rodzinne i obyczajowe, które przeplata się z realizmem magicznym, żeby w efekcie dojść do formy bliskiej thrillerowi. Oglądając ten film, podświadomie odczuwamy strach. Jagoda zrobiła to naprawdę bardzo umiejętnie. Przede wszystkim świetnie napisała scenariusz, bardzo dobrze dobrała, obsadziła i poprowadziła aktorów. Zapanowała też nad aktorami dziecięcymi. Wiadomo, że dzieci i zwierzęta w filmie najmocniej skupiają naszą uwagę, a mimo to pozostałe postaci nie giną. Zaufała też widzowi, że podąży za nie do końca zdefiniowaną opowieścią. To zaufanie do nas, widzów, było bardzo istotne. Mogłabym Ci powiedzieć, że widzę tam echa Michaela Hanekego, Carlosa Reygadasa, ktoś powiedział, że też Lucrecji Martel. Ale przecież wszyscy wyrastamy w jakiejś rzeczywistości. To, że reżyserka jest absolwentką Akademii Sztuk Pięknych, ma też odzwierciedlenie w filmie. Jej system pracy i wrażliwość przypomina mi inną reżyserkę, którą bardzo lubię, czyli Shirin Neshat i jej „Świat bez mężczyzn”.

W innym z festiwalowych filmów, w komedii „Atak paniki” Pawła Maślony radiowiec, kelner, panna młoda, pisarka, mąż i żona oraz behawiorysta zwierząt, dostają nagle ataku paniki. Podobno na nerwice cierpi obecnie ok. 8 milionów Polaków.

Cóż, Paweł Maślona pokazuje nas samych. Bardzo dobrze uchwycił te nasze codzienne ataki paniki. Ten obraz nie jest miły. Widać w nim, jacy jesteśmy na prawdę. Zapędzeni w kozi róg. Czy coś może ocucić nas z tego dzikiego pędu i wyścigu, w którym uczestniczymy? Wyścigu, który nie wiadomo do czego ma prowadzić. Chaos nas otacza, ale to my go nakręcamy, w naszych głowach. W tym filmie została podjęta próba innej narracji niż tej, do której przywykliśmy w polskim kinie.

Taka jak w filmie „Dzikie historie” Damiána Szifróna?

Faktycznie krytycy przywołują tu „Dzikie historie” ze względu na podobną wielowątkowość, połączenie kilku nowelek w jeden film. Moim zdaniem „Atak paniki” znacznie lepiej trzymają proporcje. W „Dzikich historiach”, gdy odkryłam już o co chodzi, to właściwie wytrzymałam na tym filmie do końca tylko dzięki ostatniej historii wesela. A u Maślony mamy wiele ciekawych wątków, ten samolotowy czy rozmowa pary kochanków i wspaniała w tej roli Magdalena Popławska. Jest w tym filmie coś odświeżającego.

To co najważniejsze, jest „Pomiędzy słowami”, jak pokazuje Ula Antoniak w filmie pod takim tytułem?

Jestem zdziwiona, że ten film został niedoceniony w Gdyni, bo to jest bardzo dobre kino. Ula Antoniak ma niesamowity dar obserwowania i pokazywania ekstremalnych sytuacji. Robi to z takim dziwnym spokojem, jaki pewnie nosi w sobie. Opowiada nam o strasznych rzeczach, nie epatując przy tym drastycznym obrazem. Ma swoje „flow”, swój język – albo ją polubisz albo nie. Przyznam, że miałam problem z jej poprzednim filmem „Code Blue”, odrzucałam tak pokazanego Anioła Stróża. Jednak to, co w tym roku pokazała, czyli historię młodego Polaka za granica, jego relacji z o jcem i odkrywania własnej tożsamości, dotyka mnie i we mnie zostaje. Ona nadaje trudnym sytuacjom spokojny dystans, i to dla nas, widzów, może być bardzo oczyszczające. Pozwala zbliżyć się do trudnych spraw, przemyśleć je, zamiast się przerazić i przed nimi uciec. To, co pokazali twórcy w tym roku w Gdyni, szczególnie ci młodzi, dowodzi, że każdy z nich szuka inspiracji w innych rejonach. Dlatego będziemy mogli oglądać w tym roku bardzo różnorodną optykę świata…

A mówi się, że młodzi twórcy filmowi w Polsce szukają dzisiaj inspiracji głównie w sobie, własnych historiach, i tylko to pokazują. Nie interesuje ich świat zewnętrzny.

Wydaje się, że właśnie w tym roku nie było to psychologiczne i głównie wewnętrzne kino. Nawet, jeśli w przypadku „Cichej nocy” sam reżyser mówi, że to, co pokazał na ekranie, to w jakimś sensie jego historia. Ja jestem tam w stanie znaleźć prawdę ogólną. Również film „Najlepszy” Łukasza Palkowskiego to nie jest spojrzenie na siebie, a raczej w głąb człowieka oraz zadanie sobie pytania, czy byłbym zdolny do takiego wysiłku i przejścia pewnej wewnętrznej granicy?

„Najlepszy” Łukasza Palkowskiego, opowiadający o tratloniście Jerzym Górskim, dostał Złotego Klakiera, czyli nagrodę publiczności. To film, który daje nadzieję. Na świecie nie jest kolorowo, sądzisz, że ludzie szukają odskoczni do lepszego świata w filmie?

Można powiedzieć, że nawet najczarniejszy film daje nadzieję, bo to, co najgorsze, przeżyłaś już go oglądając i masz nadzieję, że w życiu cię to nie spotka. Wtedy następuje filmowe „katharsis”, czyli oczyszczenie. Bohater w filmie ma gorzej niż ja, więc na zasadzie porównania ja czuję się lepiej.

Chcesz powiedzieć, że nagrodzony w Gdyni film „Ptaki śpiewają w Kigali” Krzysztofa Krauze i Joanny Kos-Krauze, o ludobójstwie w Rwandzie, daje nadzieję?

Ten film daje nam przede wszystkim dystans w patrzeniu na życie. Oko, które opowiada, obiektyw kamery filmującej świat, staje się obserwatorem. Nie wchodzi do środka akcji, tylko patrzy w oczy bohaterkom. Zbliżenia są pokazane tutaj w bezruchu. Obserwujemy, jak jedna z głównych bohaterek wraca do swojej wioski i wyciąga szal, jedyną rzecz, która została po jej matce. To są zanotowane obserwacje, które potem muszą skleić się niczym rozbity wazon. Masz tylko kawałeczki i próbujesz go poskładać, jednak zawsze jakiejś części będzie ci brakować. A nawet jak już go poskładasz, to okaże się, że wzięłaś nie ten, który trzeba i musisz znowu rozwalić jakiś kawałek, żeby dojść do lepszego ułożenia. Jest w tym refleksja, zatrzymanie się i uświadomienie sobie, że na kilka fundamentalnych pytań nie znajdziemy odpowiedzi: Dlaczego dochodzi do tylu nieszczęść na świecie? Czy jest coś po tej drugiej stronie? Film daje nam jasny przekaz, że to jest temat, z którym nie radzi sobie ani człowiek, ani sztuka.

Mocno przeżyłaś ten film?

Właśnie chodzi o to, że ja nie przeżywałam tego filmu, tylko go obserwowałam. To coś takiego, co rzadko mi się zdarza, żebym nie czuła bezpośredniej więzi z bohaterem czy opowieścią. A jednak szłam za nimi, obserwowałam je. Doprowadziło mnie to do stwierdzenia, że wobec ostateczności wszyscy pozostajemy bezradni. Możemy szukać odpowiedzi, wędrować i powracać do miejsc, w których wydaje nam się, że coś odnajdziemy. Bo może tam zostało to coś, czego nam teraz brakuje. Jednak gdy docieramy na to miejsce, znowu okazuje się, że tam również tego nie ma. Może wynika to z faktu, że Joanna tworzyła ten film w części już po odejściu męża Krzysztofa Krauze, który w czasie realizacji filmu był już bardzo chory.

Bodo Kox w „Człowieku z magicznym pudełkiem” opowiada o Polsce przyszłości. Jaka przyszłość nas czeka?

Jego najnowszy film to kino, które wymaga dużego budżetu, a niestety tu go zabrakło. Dlatego Bodo zrezygnował z kilku wątków i zdecydował się opowiedzieć historię o miłości, która zawsze jest ponadczasowa i ponad podziałami. Jest tam bardzo dużo fajnych gier filozoficzno- egzystencjalnych. Dla mnie najciekawsza była jednak sfera braku możliwości porozumiewania się z drugim człowiekiem, rozmawiania ze sobą. Wszystko dzieje się tam poprzez ekrany smartfonów i tabletów. W tym świecie przyszłości nie ma już kontaktów międzyludzkich. Jakiekolwiek emocjonalne relacje kasują człowieka ze społeczeństwa. Oznaczają, że jest słaby. Tę warstwę można by mocniej rozwinąć w filmie. Bodo Kox w tym roku nie występował już jako debiutant. Swego czasu w konkursie miał swój przepiękny film „Dziewczyna z szafy”, jednak był to wtedy jedyny debiut w całym zestawie filmów w konkursie głównym, więc nagrody nie przyznano, uzasadniając to tym, że nie miał z kim konkurować w tej kategorii. Dziwna argumentacja.

Kino festiwalowe rządzi się swoimi prawami, ale wielkie emocje wywołują w nas filmy kameralne, niepozorne, czasem niedoceniane przez krytyków. I takie są też najbardziej terapeutyczne. Jaki polski film najbardziej utkwił ci w pamięci? Najbardziej do Ciebie przemówił?

Dzisiaj najbardziej „Ucieczka z kina Wolność” Wojciecha Marczewskiego. Dlaczego jest filmoterapeutyczna? Jest przestrogą, że nasze błędy pójdą niestety za nami…

Nasz cykl filmoterapeutyczny na łamach „SENS-u” ma już rok. Rozmawiamy w nim o filmach i emocjach. Czego dowiedziałaś się o sobie przez ten czas?

Mam nadzieję, że każdy rok jakoś nas rozwija i wzbogaca, tak że czegoś się o sobie dowiadujemy. Przynajmniej, jeśli świadomie żyjemy. Nasze spotkania są dla mnie ciekawe przede wszystkim dlatego, że mamy różne punkty widzenia. Reprezentujemy różne pokolenia, tym bardziej ciekawi mnie Twoje spojrzenie. Gdy rozmawiamy o jakimś filmie, zastanawia mnie to, co Ty z niego wyciągasz. Czego Ty się w tym filmie doszukałaś. Jakie wzbudził w Tobie emocje. Wtedy konfrontuję to ze swoimi emocjami. To jest dla mnie bardzo ciekawa relacja, dlatego że nasze spotkania pozwalają nam na rozmowy, które w kontekście nie tylko kina, ale w ogóle sztuki interesują mnie najbardziej – jak dalece film przekłada się na nas, na nasze życie i doświadczenia.

Ja dopiero przy okazji rozmowy o filmie „Jestem mordercą” Macieja Pieprzycy dowiedziałam się, że jesteś Ślązaczką i historię Zdzisława Marchwickiego pamiętasz z autopsji. Co dała ci ta śląskość?

Ślązacy mają niebywały etos pracy. Chyba dzięki temu mam w sobie obowiązkowość i szacunek do pracy.

Dowiedziałam się też, że uwielbiasz gotować i że to Ty jesteś od załatwiania przyziemnych spraw w domu. Twój mąż Adam, jest w tym związku artystą.

No widzisz, ile możemy się o sobie dowiedzieć między słowami, rozmawiając o filmach. A wiesz jaki ja gotuję dobry rosół? Pyszny! Na drobiu, z troszeczką wołowiny. Ostatnio dostałam włoszczyznę z kapustą włoską – wtedy nabiera jeszcze innego smaku. Uwielbiam gotować, choć przyznaję, robię to jakby od niechcenia.

Elegancka jesteś również od niechcenia, czy to w sobie wypracowałaś? To dla Ciebie ważne?

Bardzo ważne. Wydaje mi się, że dzisiaj nie szanujemy pewnych rzeczy w kontaktach międzyludzkich. To widać jak idziesz ulicą, wystarczy zwrócić uwagę, jak ludzie ze sobą rozmawiają. Używamy bardzo dużo wulgaryzmów. Nie twierdzę, że one nie są potrzebne, bo czasem są – uwalniają trudne emocje. Ale tego jest za dużo. Słyszysz rozmowę, gdzie co drugie słowo to przekleństwo. Zwróć uwagę na to, jaki mamy dzisiaj sposób komunikacji z ludźmi, nie patrzymy sobie w oczy, rozmawiając. Dla mnie to szalenie ważne. Teraz na przykład jest sezon na grzybobranie, a ja bardzo lubię chodzić na grzyby. Idziesz lasem i spotykasz po drodze innych grzybiarzy. Tylko że ludzie spotykają się na drodze i w ogóle się do siebie nie odzywają. Kiedy idę przez las, to do każdego napotkanego człowieka staram się uśmiechnąć, powiedzieć „dzień dobry”. W końcu spotyka się człowiek z człowiekiem, w pięknych okolicznościach przyrody. Nie ma co udawać, że nie przechodzimy obok siebie. Nie jestem przesadną fanką kultury austriackiej, ale często jeżdżę tam na narty. Gdziekolwiek wchodzisz do knajpki, każdy mówi ci „Grüß Gott”, to takie zwyczajowe pozdrowienie. A u nas wchodzisz do windy i momentalnie wszyscy oglądają czubki swoich butów.

Może nie potrafimy znaleźć czasu na rozmowę. Ty jeśli masz jakąś sprawę do mnie, dzwonisz i zawsze pytasz, co u mnie słychać, zanim przejdziesz do konkretów. Ja mam czas tylko na SMS-y. To znak naszych czasów? Czy może oznaka kondycji młodego pokolenia?

A to przepraszam, nie będę cię już pytać o to, jak się czujesz. Będę teraz przechodzić od razu do konkretów! (śmiech). Żartuję sobie, ale to przecież Ty zawodowo zajmujesz się filmoterapią, czyli takim właśnie wyciszeniem. Rozumiem, że tego szukasz, że starasz się dopiero w sobie odnaleźć. Może to jest Twój sposób na to, żeby się wyhamować. No bo jak ktoś z takim życiowym ADHD jak Ty może się zajmować filmoterapią, która zachęca nas do tego, żebyśmy żyli wolniej, bardziej świadomie, mieli czas na rozmowy o własnych emocjach?

Dobre pytanie. Żyjemy w ciągłym pośpiechu. Robimy wiele rzeczy naraz i to na wczoraj. Sztuka i film pozwalają nam zatrzymać się i zastanowić, pobudzić do głębszej refleksji. Wyłączyć stres, a włączyć dystans.

I to jest właśnie Twoja własna filmoterapia!

Może słabości są naszą siłą? Ty zostałaś dziennikarką telewizyjną, będąc osobą nieśmiałą.

No właśnie, przekuwamy w siłę nasze ułomności. I dochodzimy do prawd już dawno odkrytych.

A dzisiaj jesteś szczęśliwa? Co jest szczytem marzeń dla kobiety, która osiągnęła tak wiele szczytów?

To jest trudne pytanie. Marzeniami zawsze wybiega się do przodu. Jestem w takim momencie życia, że robię to co lubię. Fajnie byłoby wciąż robić to, co się kocha. Ale patrząc na to co dzieje się na świecie, najbardziej marzę o tym, by ludzie nie cierpieli z powodu agresji drugiego człowieka. Przemoc stała się czymś banalnym, czymś, nad czym przechodzimy do porządku. To straszne. Czy to takie trudne, by ludzie nie robili sobie nawzajem krzywdy?

Może stałoby się możliwe, gdybyśmy potrafili być uważni na drugiego człowieka. Ty to potrafisz. Jak zatrzymać się w tym pędzie?

Potencjalnie wszyscy mamy tę zdolność, tylko o niej zapominamy. Ty też to potrafisz, tylko wydaje Ci się, że to trudne. Nie wiem, czy miałam w sobie tą umiejętność od zawsze. Na pewno przeżyte doświadczenia i upływ czasu powodują, że trochę inaczej się zachowujemy. W inny sposób patrzymy na życie. Inne rzeczy są dla nas ważne. Jedne sprawy potrafimy cenić bardziej, inne mniej. No i to jest właśnie ta nasza różnica pokoleniowa. Cieszą mnie nasze spotkania, bo wiem że Ty będziesz jak zawsze rozbiegana, albo zachwycisz się czymś całkowicie, co mnie również zachwyci. Ale najważniejsze jest to, że damy sobie czas na to, żeby o tym porozmawiać. To jest właśnie ta uważność, którą warto wprowadzić w życie.

Zródło: Sens, listopad 2017 rok

Komentarze

komentarzy






Poprzedni artykuł
Psychologia dla filmowców?
Następny artykuł
Dlaczego oglądamy kryminały?



Zobacz także

Grażyna Torbicka: Ufam ale…
Grażyna Torbicka: Ufam ale…
15 października 2017 
Męska filmoterapia
Męska filmoterapia
26 sierpnia 2017 



Czytaj więcej
Psychologia dla filmowców? Psychologia dla filmowców to inne techniki relaksacyjne niż picie wódki czy coś więcej? O tym i o najnowszej książce...