„Męski erotyk” z dyrektorem Planete Doc Arturem Liebhartem

1 czerwca 2011 


Chciałby Pan, żeby film dokumentalny coraz bardziej wpływał na świadome wybory społeczne i polityczne ludzi, którzy te filmy oglądają?

Tak ale zanim przejdziemy do poziomu globalnego wpływu kina, podstawą jest jego wpływ na jednostkę, która musi coś przeżyć, podzielić się tym co myśli i czuje z inną osobą, ktoś inny musi o tym napisać, bądź powiedzieć w publikatorach i tak też rodzi się pewna opinia. Zatem zawsze proces ten zaczyna się od jednostki. Poza tym sama wizualizacja poruszającego tematu, czyli stworzenie filmu wymaga czasu i wysiłku właśnie jednostki. Taki wpływ kina nie zawsze jest zauważalny. Znamy przykłady z najnowszej historii , kiedy nawet tytuł filmu dokumentalnego potrafił zmienić Rząd. W Irlandii w 2001r. rządziła partia liberalna i na jeden dzień przed wyborami telewizja irlandzka puściła film pt. „Przyszłość twojego jedzenia”, który miał ekologiczne przesłanie (jedno z głównych przesłań partii zielonych). Film miał bardzo dużą oglądalność. Nikt nie spodziewał się tego, że następnego dnia Rząd zostanie obalony.

Widzi Pan taką możliwość w Polsce?

Myślę, że byłoby to trudne ale powolna zmiana jest możliwa. W Polsce jest ciężka sytuacja, bo mamy dwa plemiona, które ze sobą walczą. Jednakże refleksja wynikająca z oglądania filmów, i przeżywania pewnych emocji szczególnie przydałyby się właśnie tym ludziom, którzy mają wpływ na innych ludzi. To działa ale powoli. Oczywiście są też przykłady bardzo szybkiego działania np. film „Chodorkowski” (film o sławnym rosyjskim więźniu politycznym), to jest bardzo ważny film, który pozwala pokazać prawdziwą twarz dzisiejszej Rosji.

Jak filmy mogą wpływać na nasze najintymniejsze sfery. Pytam w kontekście „Męskiego erotyku”.

Tak to jest film, który wzbudza skrajne emocje, dlatego bo jest robiony bez skafandra politycznej poprawności, a takich filmów jest coraz mniej. Wpisując się w schemat poprawności, jeżeli np. pokażemy w filmie kogoś o czarnym kolorze skóry, to musimy też pokazać kogoś białego. Jesteśmy przyzwyczajeni do patrzenia schematycznego, szybko szufladkujemy ludzi i sytuacje. Leth powiedział po jednym z pokazów na festiwalu, że proces artystyczny nie jest demokratyczny. Ktoś zarzucił mu, że wykorzystuje kobiety z krajów Trzeciego Świata. Ten punkt widzenia pomija fakty, np. to, że Leth mieszka na Haiti od dwudziestu lat, jest obywatelem tego kraju, żyje bardzo skromnie i jego doświadczenia pokazują że to raczej kobieta rządzi jeżeli chodzi o stosunki damsko-męskie. Poza tym, w filmie nie ma ani jednej sceny, która by się ocierała o pornografię. W naszej kulturze najbardziej erotyczne są oczy, zauważmy jak on unika kontaktów wzrokowych, które mogłyby wywoływać coś więcej niż taka melancholia erotyczna, to wszystko było przez niego głęboko przemyślane.
To jest film który warto próbować na sobie, zobaczyć na ile jesteśmy w stanie wyjść ze skafandra politycznej poprawności. Oczywiście łatwiej jest to zrobić w momencie kiedy znamy cały dorobek artysty, dlatego ja to rozumiem, ponieważ znam dobrze jego wcześniejsze filmy. Znam go jako człowieka z pasją: antropologa, poetę, komentatora kolarstwa Tour de France. Bardzo się cieszę, że ten film jest kontrowersyjny, mam nadzieję że znajdą się tacy, którzy będą mieli ochotę „wyjść z siebie” i zobaczyć na ile ten kaftan „politycznej poprawności na nich leży”.

W Gazecie Wyborczej Karolina Sulej pisze, że jest to „mokry sen reżysera w średnim wieku” oraz obraźliwy dla kobiet filmik erotyczny.

To jest patrzenie skrajnie feministyczne, jakikolwiek mężczyzna tworząc sztukę, w tym wypadku film, gdy pokazuje piękne kobiety z różnych kultur, a on sam jest biały i w dodatku stary, to od razu wkładamy go w szufladkę i schematy. Jest wiele zmiennych w tym wzorze, a my nie chcemy ich zobaczyć do końca i skupiamy się na tym co wydaje się nam najbardziej prawdopodobne i oczywiste bez uwzględnienia reszty. Często szybko i bezrefleksyjnie wnioskujemy o czymś i stąd takie opinie.

Signe Baumane w wywiadzie po Bitwie płci, jaka odbyła się na Planet Doc Film Festival, powiedziała że mężczyźni są lepsi w sprzedawaniu swoich fantazji erotycznych. Czy Pan się z tym zgadza, jaki jest wynik bitwy płci?

Bitwa Płci była formą refleksyjnej zabawy o tym, jak mężczyźni robią filmy animowane o seksie, a jak to robią kobiety. Ja bym się nie tyle zgodził z tym co powiedziała Signe, tylko podkreślił tą różnicę, że mężczyźni w filmie bardzo szybko próbują zwrócić uwagę widza, przygnieść i uderzyć czymś mocnym. Z kolei kobiety starają się tworzyć nastrój, wielopłaszczyznowość erotyzmu w filmie. Przestrzeń, która ma głębie, kolor, smak, zapach i jest niejednoznaczna – to jest to, co bardziej interesuje kobiety.

Kobiety są bardziej zainteresowane, czy to wynik funkcjonowania „podwójnej moralności”?

Myślę, że to już się zmieniło, żyjemy w takim świecie że jest to po prostu coś co kobietom lepiej w sztuce wychodzi, a mężczyźni są lepsi w „trzaśnięciu pięścią w stół”. Pamiętam jak byłem zachwycony dobrych parę lat temu reżyserką amerykańską Julie Taymor, ona zrobiła taki piękny, teatralny film „Tytus Andronikus” (zanim zrobiła słynną „Fridę”), niesamowicie dbała tam o szczegóły tła akcji, o światło, kolor- każdy element, to wszystko niesamowicie ze sobą współgrało.

Istnieje  w filmie rozróżnienie na męski i kobiecy język mówienia o seksie?

Tak. Oczywiście trzeba pamiętać, że od każdej reguły są wyjątki, ale faktycznie – istnieje taka tendencja.

Czy można w ogóle porównywać namiętną fascynację z długotrwałym związkiem. Warto wartościować, co jest lepsze? Podobało mi się, że nie znalazłam w tym filmie kultu romantycznej miłości. Za to wspaniale pokazane zostało smakowanie miłości i jej różnorodność. Piękno drzemiące w kobietach, ich siła i zmysłowość.

Ten film jest o erotyzmie, o spotkaniach kobiet które wpłynęły na jego życie i na jego erotyzm. Zresztą Leth przyznaje, że erotyzm grał w jego życiu ogromną rolę i wpłynął na wiele jego decyzji. Mi się ten film podoba dlatego, że w pierwotnej formie tego filmu plan był taki, że jego samego miał grać aktor, a Leth stwierdził, że jednak on to zrobi. Nie wstydzi się i nie chowa, w pewien sposób wystawia się na krytykę widza. Przeżywa to, szuka, próbuje dotknąć tego co już minęło ale co jest dla niego istotne i piękne.

Może to pewnego rodzaju autoterapia dla Letha? We wspomnieniach poszukuje tej jednej, najważniejszej fascynacji. A może nawet miłości.

Myślę że raczej nie, że to nie było dla niego przyjemne. Przyjemny mógł być oczywiście casting z tymi kobietami, ale sama próba otworzenia tego w sobie mogła być trudna. Leth pracował nad tym filmem pięć lat i były takie momenty kiedy chciał zrezygnować z tego projektu, bo bardzo trudno jest robić film o erotyzmie nie ocierając się o pornografię. Zrobił naprawdę trudny projekt, który jest kontrowersyjny, bo taki właśnie powinien być. To nie jest wizja „jakiegoś” mężczyzny czy Europejczyka, tylko konkretnie jego, bardzo osobista wizja przeżyć i melancholii. Z najlepszą reakcją spotkał się wśród młodych reżyserek duńskich, doceniły to że kobiety bardzo lubią być widziane w sposób wizualny. Leth właśnie to zrobił, pokazał kobiecą niezależność, piękno, wolność wewnętrzną i one nie miały z tym problemu, to jest bardzo ciekawe.

Co łączy kobiety w filmach Letha? Wszystkie są piękne, zmysłowe, dzikie, odważne, pewne siebie – czy właśnie takie kobiety kochają mężczyźni? Jak powiedział Leth „które potrafią utrzymać pewnie spojrzenie prosto w oczy i bawić się tym”?

Tak. Za to można go tylko pochwalić; jego życie składało się z poszukiwań związków z kobietami niezależnymi, a nie z tym co mu się obecnie zarzuca.

„Męski Erotyk” to sztuka dla sztuki czy coś więcej?

Jorgen robi filmy otwarte, antropologiczne, nie ma u niego typowego, jasnego zakończenia, Chce, żeby ten film w nas działał, pracował, żebyśmy ten film przytulili sam na sam, już w domu bez dużego ekranu.

Rozmawiała Martyna Harland

7382843.3

2011 r, czerwiec.

Wywiad opublikowany na stronie www.kinoterapia.pl

Komentarze

komentarzy









Zobacz także