„Komuna” czyli zniewoleni wolnością

18 sierpnia 2016 


Jak by to było porzucić konwenanse, zamieszkać z kilkorgiem znajomych i dzielić się z nimi wszystkim – od jedzenia po problemy osobiste? Jakie mechanizmy psychologiczne ujawniają się w takiej grupie? Z psychologiem Bartoszem Szymczykiem oglądamy film „Komuna”. Rozmawia Martyna Harland.


Kopenhaga 1975 rok. Erik, wykładowca akademicki, dziedziczy dom. Jego żona Anna, znana dziennikarka telewizyjna, proponuje, by założyć w nim komunę. Ryzykowny eksperyment?

W ich przypadku tak, bo ważne, z jakimi motywacjami i wątpliwościami wchodzą w grupę poszczególni jej członkowie. Szczególnie inicjodawcy. W Danii, gdzie toczy się akcja, tego typu komuny są czymś kulturowo obcym, bo jest to kultura indywidualistyczna. Istnieją w niej reguły utrudniające np. dzielenie się bezpośrednio i szczerze emocjami, zwłaszcza jeśli to może być trudne dla innych. To rodzi frustrację i pozór wspólnotowego porozumienia. Co więcej, w takich komunach zachodzą  procesy podobne do tych, mających miejsce w grupach terapeutycznych. Z tym że brak tam terapeuty, kogoś odpowiedzialnego za bezpieczeństwo, kto pomoże te procesy przejść. Ważne, z jakimi motywacjami i wątpliwościami wchodzą w tę grupę poszczególni członkowie. W Polsce takie komuny powstawały sporadycznie w latach 70. W krajach, w których było więcej dzieci kwiatów, zyskały większą popularność. W mojej praktyce terapeutycznej z obcokrajowcami, czasem pojawiał się wątek bycia członkiem takiej komuny. Krytykami tych eksperymentów zwykle były ich dzieci – czyli uczestnicy niedobrowolni. Przeżywały osamotnienie, musiały szybko dorastać, czuły się inne. Freja, córka Anny i Eryka, jest takim przypadkiem dziecka zmuszonego przez okoliczności do przedwczesnego wejścia w role dorosłych. Rodzice mocno są zajęci sami sobą.

Jakie są cienie takiego życia? Obciążenia wynikające z wolności? Nieograniczenie ogranicza?

Brak wolności często frustruje, budzi złość, jest paliwem buntu i agresji. Jej nadmiar rodzi jednak czasem poczucie zagubienia i osamotnienia. Tak jak w filmie Bartka Konopki „Królik po berlińsku”. Króliki miały prawie wszystko. Wolność, brak drapieżników, ogromne zielone terytorium. Gdy zasiedliły cały teren, zaczęły popadać w depresję. Nie miały wyzwań, celów.

Erykowi i Annie paradoksalnie życie we wspólnocie przynosi jeszcze większą samotność. Jest tłoczniej, gwarniej, inni ludzie wnoszą pewną ekscytację. Jednak tłum zabiera miejsce na bliskość, szczerość, zrozumienie. Spotkanie z drugą osobą i z samym sobą̨. Wolność w związku jest wartością, ale tu wolność jest raczej narzędziem, dzięki któremu łatwiej zaakceptować ból rozstania niż powiedzieć odpowiedzialnie: „Jestem zraniona” lub spytać: „Co możemy zrobić, żeby odzyskać siebie?”.

Dlaczego?

Część odpowiedzi na to pytanie dostajemy już na początku filmu. Eksperyment ma małe szanse, bo nie wszyscy jego uczestnicy, mówię tu o Eryku, chcą w nim uczestniczyć. Jednak wchodzą w eksperyment. Anna, piękna prezenterka telewizyjna w sile wieku, coraz bardziej przeczuwa trudny dla siebie czas, więc szuka ekscytacji. To dla niej lekarstwo na lęk przemijania. Z kolei dla Eryka lekarstwem jest uległość. On próbuje zagłuszyć w ten sposób lęk przed byciem opuszczonym. W rezultacie, brak rozmowy o realnych potrzebach.

Para ma udane życie seksualne, ale Eryk wikła się w romans. Czyżby głównym bodźcem do życia w komunie był nadchodzący kryzys w ich związku? Hałas w domu miał zagłuszyć wątpliwości?

To ziarnko grochu w ich związku coraz bardziej uwiera Eryka. Jedyny raz, kiedy pozwala sobie na ujawnienie uczuć, przeradza się w furię. Okupioną takim wysiłkiem, że w wyniku tego mdleje. Inni go cucą, zamiast posłuchać, skąd u niego takie uczucia. Osobowość zamknięta, o której pisze psycholog społeczny James Pennebaker, który podkreśla wartość otwierania się na własne emocje, ukazuje swój dramatyczny rys w osobie Eryka. Sprawy, na które Eryk nie widzi miejsca w związku, załatwia poza nim. Wdaje się w romans ze studentką, która komplementami i podziwem koi, bo nie leczy, narcystyczne zranienia mężczyzny. Od Emmy dostaje uwagę, której nie otrzymuje od Anny.

Żona, dowiadując się o zdradzie męża, kiwa głową ze zrozumieniem i całuje go w usta na dobranoc. Przyznanie się do błędu oznaczałoby zdradę wyznawanych ideałów?

To może być rodzaj konsekwencji wobec wolności partnera, tyle że kosztem wolności własnej. Wolności do przeżycia bólu, ekspresji tego bólu, szukania rozumienia, pójścia za głosem serca, rozwoju. Fantazja o wolności seksualnej czy innej to tylko wizja, teoria, nie ma w niej wiele bólu. W rzeczywistości może to wyglądać inaczej.

Psychoanaliza podpowiada nam, że dorosłe zdrady są często związane z doświadczeniami z dzieciństwa. Małe dziecko naturalnie dąży do pełnego złączenia się z matką czy pierwszym opiekunem. Widzi jednak, że mama nie jest zawsze dostępna. Czasem idzie do pracy albo śpi w łóżku z tatą. Dziecko przeżywa ból i odrzucenie. To taka pierwotna „zdrada”, pozostawiająca narcystyczną ranę. Jeżeli dziecko w tym bólu jest niezaopiekowane – nikt nie tłumaczy mu, że taka jest kolej rzeczy, lub karze dziecko za to, że płacze i przeszkadza – to potem zdradę partnera przyjmuje biernie, nie bacząc na swoje własne uczucia, godząc się na nią, bo przecież nic nie da się zrobić.

Bartosz Szymczyk

Bartosz Szymczyk, psycholog, psychoterapeuta w ośrodku Ogrody Zmian,

w swojej pracy terapeutycznej wykorzystuje filmy.

Członek Sekcji Naukowej Terapii Rodzin PTP

Film „Komuna” pokazuje ludzi, którzy nie radzą sobie, gdy tracą swoje szczęście. Anna mówi: „Nie jestem naiwna, wiem, że ludzie mają takie potrzeby”, mając na myśli zdradę. Czy Anna i Eryk walczą o siebie?

Eryk być może na swój sposób walczy o uwagę Anny. Nie czuje się dobrze, jego uczucia są zaniedbane. Zdrada często jest takim biciem na alarm. Anna, reagując biernością i akceptując zdradę męża, być może ma nadzieję na jego powrót. Problem w tym, że nie bardzo umie o tym mówić, więc zamiast rozmowy mamy akcję. A może zwycięża lęk przed przemijaniem, który każe jej patrzeć na młodszą kochankę męża jak na symbol mijającego czasu. Proces, z którym nie wygra i który musi zaakceptować.

W praktyce terapeutycznej w parach doświadczających zdrady odwołuję się czasem do wziętego od Esther Perel stwierdzenia, że można być w życiu w kilku związkach z tą samą osobą. Być może zdrada Eryka i fakt jej ujawnienia były wołaniem o zmianę, o nowe rozdanie. Dla mnie ten film walczy o to, byśmy więcej ze sobą rozmawiali. W związkach to bardzo trudne.

Z jakim problemem zgłaszają się najczęściej wieloletnie pary do gabinetu psychoterapeuty. Nudą?

Częściej niż z nudą zgłaszają się z ranami. Z moich obserwacji wynika, że przychodzą około roku od momentu, w którym zaczęli w ogóle rozważać pójście na terapię. Muszaą zaznać dużo cierpienia, żeby dojść do granicy. Tak jakby rozmowa była ostateczną koniecznością. Często wpadają w błędne koło różnych zranień i nieporozumień, bo nie potrafią ze sobą rozmawiać.

Gdybyś miał włączyć „Komunę” do pracy terapeutycznej, komu byś ją polecił?

To film o związkach i zachodzących w nich procesach. Może się okazać wartościowy dla par odczuwających samotność w związku. Takich, które ze swoim nieszczęściem wycofują się każdy w siebie.

Film to takie emocjonalne bodźcowanie. Pomocne zwłaszcza dzisiaj, gdy ludzie z braku czasu wybierają raczej emocjonalne odcięcie. W filmach możemy identyfikować się z bohaterami. A nawet jeśli nie, to niektóre obrazy są na tyle niewygodne, że zmuszają do refleksji nad czymś, co nieznane. Z moich doświadczeń wynika, że rekomendacja do obejrzenia filmu być delikatna, a na pewno nierozliczana. Warto dać czas, żeby film w nas pożył.

„Komuna” SCENARIUSZ: Thomas  Vinterberg,  Tobias Lindholm REŻYSERIA: Thomas  Vinterberg PRODUKCJA: Dania, Holandia, Szwecja PREMIERA:  19 sierpnia

Źródło: magazyn Sens, wrzesień 2016 r

14053963_10155153886516808_4578785081550933850_n

Komentarze

komentarzy









Zobacz także




Czytaj więcej
Joanna Kos-Krauze: kino zrodzone z niezgody i lęków Czasami nieważne jest, w jaki sposób stawia się kamerę, ale po co się ją stawia. On to wiedział. I był temu wierny...