Zawstydzająco bezwstydni

29 listopada 2018 


„Touch me not” to nagrodzony Złotym Niedźwiedziem debiut fabularny Adiny Pintilie, zrealizowany w konwencji na poły dokumentalnej. Troje bohaterów opisuje swoje doświadczenie związane z odkrywaniem cielesności. Filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland zastanawiają się, czy wchodzenie w czyjąś intymność pozwala lepiej poznać własne potrzeby i emocje.


MARTYNA HARLAND: Jeżeli ktoś zapytałby mnie, jak rozwijać się w seksie, ale i w życiu, poleciłabym mu właśnie „Touch me not” Adiny Pintilie.

GRAŻYNA TORBICKA: Dla mnie ten film w ogóle nie mówi o seksie, tylko o cielesności – o uczeniu się kochania siebie, zaakceptowaniu swojego ciała, ale też ciał innych osób. Dlaczego aż tak cię zafascynował?

Pomógł mi zrozumieć, że dobry seks i dobre życie to kontakt ze wszystkimi emocjami. Bo jeśli zamykamy się na tzw. emocje negatywne, nie umiemy też doświadczać tych pozytywnych. Nie da się podchodzić do nich wybiórczo.

Ale ja nadal nie widzę tu żadnych emocji związanych z seksem, tylko te związane z cielesnością. Pokazuje to już pierwsza scena: główna bohaterka Laura spotyka się z młodym mężczyzną, który masturbuje się na jej oczach. Potem dowiadujemy się, że kobieta ma problem z zaakceptowaniem własnego ciała. A przecież jej ciało jest piękne!

Według mnie Laura przeżyła coś, co zamknęło ją emocjonalnie. Szukanie bodźców na zewnątrz, przyglądanie się życiu erotycznemu innych nie pomaga jej. Dopiero danie sobie przyzwolenia na trudne emocje zaczyna ją zmieniać. Obserwujemy, jak najpierw pojawia się smutek i zaczyna płakać, potem złość – wtedy krzyczy.

Ty odebrałaś ten film w kontekście seksualności, a ja zobaczyłam głównie to, że Laura nie akceptuje siebie. Pamiętaj jednak, że bohaterką tego filmu jest także reżyserka Adina Pintilie. Wydaje mi się, że poszukuje w nim swojej emocjonalności. Otwiera ten film słowami: „Nigdy mi nie zadałeś pytania, po co właściwie robię ten film”. Nie jestem pewna, do kogo je kieruje: do swojego operatora czy bohaterów? A może do nas, widzów… Po angielsku ta wieloznaczność wybrzmiewa dodatkowo. Po co Adina Pintilie zrobiła ten film? Może chciała zbliżyć się maksymalnie do swojej intymności, erotyki i seksualności. Zobaczyć, dokąd ją to zaprowadzi. Mnie jednak taki eksperyment nie przekonuje, bo cały czas miałam świadomość obecności kamery. Uważam, że to bardziej projekt audiowizualny, performance. Nie wiemy, czy to fabuła, czy dokument… Coś podobnego zrobił już Lars von Trier w filmie „Idioci” i też mieliśmy problem ze zdefiniowaniem gatunku. Gdyby „Touch me not” był dokumentem, gdyby pojawili się w nim autentyczni bohaterowie, to byłabym w stanie wejść głębiej w ten eksperyment, zaakceptować go. Ale skoro widzę, że to aktorzy odgrywają role, a ja powinnam ulec iluzji, że przeżywają pewnego rodzaju oczyszczenie, to pojawia się we mnie opór. Dlatego żadna scena mnie nie poruszyła, żadna postać nie uwiodła. Może poza Christianem, który uczy, że trzeba być w życiu otwartym na inność. Osoby niepełnosprawne potrzebują miłości, dotyku, seksualności jak każdy z nas. Uświadomiłam to sobie raz jeszcze. Ty i ja różnimy się pokoleniowo, jesteś w wieku reżyserki, może tak jak ona powoli odkrywasz to wszystko w sobie. Ja jestem na innym etapie życia. Więcej już przeżyłam, różnimy się doświadczeniem. Sceny gęstej erotyki i seksu pozbawionego uczuć oglądałam z pozycji obserwatora i gdy niepełnosprawny Christian po pobycie w klubie, gdzie uprawia seks, mówi, że teraz czuje się wyzwolony – nie wierzę mu.

A ja, oglądając ten film, miałam poczucie uwolnienia od wielu schematów w myśleniu o seksualności. Historia Christiana pokazała mi, jak mimo wszystko dużo jest we mnie uprzedzeń i braku akceptacji wobec inności.

To znaczy, że na ciebie ten film podziałał. Ja rozumiem samą próbę dotarcia do prawdy o intymności, szczególnie tej odrzucanej, skrywanej i nieakceptowanej, jaką jest seksualność osoby niepełnosprawnej, ale moim zdaniem reżyserka nie dotknęła sedna sprawy. Mamy bowiem okazję oglądać rzadko spotykanego w kinie bohatera w najbardziej intymnych, erotycznych scenach. Ale zamiast sportretować go w sytuacjach, które stanowią jego zwykłą codzienność: gdy idzie do łazienki, przenosi się z wózka, co właśnie uważam za przełamywanie tabu, Pintilie pokazuje go na białym prześcieradle, gdy partnerka zaspokaja go seksualnie.  Coś tu jest nie tak… Moim zdaniem aktorzy też nie czuli się komfortowo w swoich rolach. Reżyserka posunęła się bardzo daleko w obnażaniu i udawaniu, że to, czemu się przyglądamy, jest prawdziwe. Szczególnie doświadczyłam tego przy scenie klubu nocnego.

Co wtedy odczuwałaś: irytację, skrępowanie?

Czułam, że przyglądam się psychicznemu ekshibicjonizmowi reżyserki. To mnie trochę drażniło. Może ten  film miał być dla niej jakąś formą terapii dla ciała i seksualności? Podobnie jak Marina Abramović, której każde działanie artystyczne jest nastawione na to, żeby poznawać siebie i żeby inni mogli dzięki niej poznawać swoją psychikę. Dla mnie ten film był jednak seansem autoterapii reżyserki. To do mnie nie trafia, bo ja akceptuję swoje ciało.

W połowie filmu wyszłaś z kina, a w psychologii uważa się, że taki opór przed oglądaniem czegoś jest diagnostyczny. Może więc jednak coś cię poruszyło?

Faktycznie, kiedy pierwszy raz oglądałam ten film, wyszłam w momencie, gdy Laura przychodzi odwiedzić jakiegoś mężczyznę w szpitalu. Kompletnie nie rozumiałam jej zachowania i przestałam wierzyć w to, co widzę na ekranie. Znudziło mnie to, nie znajdowałam w tym filmie nic, co mogłoby mnie zatrzymać. Ale ponieważ oglądałam go na festiwalu jako czwarty w ciągu dnia, było późno i byłam już zmęczona, postanowiłam obejrzeć go później jeszcze raz. I, niestety, emocjonalnie nic się nie wydarzyło.

A jak odebrałaś ostatnią scenę? Dla mnie to była czysta filmoterapia. Jakby katharsis i uwolnienie poprzez kino. Miałam ochotę tańczyć i skakać razem z Laurą.

Skoro to trafiło w twoje potrzeby, to w porządku. Udało ci się zajrzeć w siebie, oglądając „Touch me not”, z kolei ja czułam się momentami niekomfortowo, zażenowana, bo wchodziłam w sferę czyjejś głębokiej intymności, a niekoniecznie miałam na to ochotę. Mam na tyle bogatą wyobraźnię, że wiele rzeczy mogę sobie wyobrazić. Co mi daje zobaczenie tego wszystkiego na ekranie? Pintilie powiedziała, że czasami trzeba dać widzowi coś bardzo nieprzyjemnego, bo to pozwala mu się oczyścić. Być może niektórzy oczekują takiego właśnie kina, ja nie.

Wstyd jest w tym filmie bardzo ważny. Czują go widzowie i bohaterowie filmu. Psychologowie twierdzą, że najtrudniej w życiu, ale i w seksie, jest zobaczyć siebie takimi, jacy jesteśmy naprawdę. Bez wstydu.

Ale dlaczego chciałabyś pozbyć się poczucia wstydu? Wstyd jest pięknym uczuciem, które czasami nas hamuje. Jest rodzajem zabezpieczenia przed przekroczeniem granicy, za którą być może przestajesz już czuć. Nie można szukać dosłowności we wszystkim, co cię spotyka. Pewna tajemnica w życiu jest niezbędna, bo kiedy odkrywasz się całkowicie, życie staje się płaskie. Twierdzisz, że bez wstydu w seksie czujemy się wolni. A może czujemy się wypaleni i puści?

Ja poczułam się wolna. Aby uchronić się przed wstydem, staramy się postępować zgodnie z normami i cudzymi oczekiwaniami. Broniąc się przed odczuwaniem tej emocji, zmuszamy się do zadowalania innych i rezygnacji z siebie. A to ogranicza naszą wolność.

I co w związku z tym możesz zrobić? Skoro poczułaś się wolna, to do czego jesteś teraz zdolna?

Poczułam, że chcę zająć się swoim ciałem i seksualnością. Myślałam, że dobrze znam swoje potrzeby, a jednak nie dbam o swoje ciało tak jak inna bohaterka, Hanna, która nazywa swoje piersi imionami: Gusti i Lilo.

Jeśli ten film w jakiś sposób cię zmienił, to dobrze. Myślę, że reżyserka filmu przez głębokie wchodzenie w intymność innych osób chce zobaczyć samą siebie w tych ludziach i zaakceptować to, co zobaczyła. My także możemy spróbować zrobić to samo. Czemu nie?

Adina Pintilie postawiła wiele pytań, o których nie myślę na co dzień. Jaka jest moja ulubiona część ciała? Jak o siebie dbam? Zastanawiałaś się kiedyś nad tym?

Wydaje mi się, że w tym filmie obcujemy z ekshibicjonizmem, bo ja właśnie nie mam ochoty o tym opowiadać. To jest moja intymność i nie chcę jej sprzedawać. Stawiam granice, w których dobrze się czuję.

A czy przypominasz sobie jakiś inny film, który mocniej obudził twoją seksualność, zainteresowanie ciałem i erotyką?

Takim filmem była dla mnie „Służąca” Park Chanwooka. Wywołała we mnie napięcie emocjonalne, ale też pokazała sferę intymności i seksualności w sposób niesamowicie głęboki i artystyczny. Park Chan-wook zbudował cały świat, a Adina Pintilie pokazała nam pojedyncze obrazy i jednorazowe, tymczasowe kontakty.

Ważny był dla mnie również węgierski dramat „Dusza i ciało” Ildikó Enyedi, w którym dwoje bohaterów nie potrafi wyrazić swoich uczuć, więc spotykają się w snach, gdzie stają się łanią i jeleniem. Bo dla mnie seks to połączenie dwóch dusz, bardziej niż ciał.

Czyli „Touch me not” nie był dla ciebie filmoterapią?

Są filmy, które cenisz, ale nie każdy odpowiada na twoją potrzebę… „Touch me not” starał się mocno wejść w moją sferę intymną, ale mu się nie udało. Jednak był dla mnie terapią, bo pokazywał emocje, które mnie nie dotykają. Takie, które już w sobie rozpoznałam i przestały być dla mnie problemem.

Źródło:  listopadowy Magazyn Sens, 2018

Grażyna Torbicka: dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2

Martyna Harland: autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

Komentarze

komentarzy






Poprzedni artykuł
Dzieciństwo | Filmoterapia z Sensem 3
Następny artykuł
"Kino Mówi" o traumie



Zobacz także

Premierowy pokaz „Sofii”
Premierowy pokaz „Sofii”
15 listopada 2018 
Filmoterapia dla nauczycieli
Filmoterapia dla nauczycieli
15 listopada 2018 
Terapeutyczne bajki Disneya
Terapeutyczne bajki Disneya
14 listopada 2018 



Czytaj więcej
Dzieciństwo | Filmoterapia z Sensem 3 „Czy szczęśliwe dzieciństwo to mit?” 28 listopada godzina 20, zapraszamy do Kinoteki na pokaz filmu z programu festiwalu...