Zakochują się nieszczęśliwi

18 września 2018 


Film inspiruje i porusza, ale jest jednorazowym przeżyciem, serial ma większą moc poprzez swoją ciągłość. Dlatego dobre produkcje potrafią ukoić, oddalić nasze cierpienie, a jednocześnie nauczyć nas czegoś o nas samych. Jak wykorzystać ekranową fikcję do rozwoju – tłumaczy psychoterapeuta Piotr Pietucha na przykładzie serialu „The Affair”. Rozmawia Martyna Harland.

Piotr Pietucha: psychoterapeuta, publicysta, autor książek „Stróż obłąkanych“, „Dożywotni kochankowie“, „Miłość klasy średniej“.


Współczesne seriale nie tylko nas bawią i zajmują, ale też wspierają, a czasem terapeutyzują. Jak to się dzieje?

Wiesz, tak na prawdę wszystko co krzepi lub zbliża nas do prawdy o sobie, można nazwać terapią. Ludzkość zmienia się dzisiaj w kosmicznym tempie. Nasza wrażliwość i wyczulenie na słowo, ustępują miejsca obrazowi. Wcale się nie zdziwię, kiedy za chwilę w spisie obowiązkowych lektur znajdą się  filmy czy seriale. Jednak ich wykorzystanie w terapii, to jakby gra wstępna, wobec złożonego procesu psychoterapii. Z samej gry wstępnej nie urodzi się dziecko.

Film czy serial może być przydatny, pomóc się otworzyć, uwolnić z blokad. Ale to w końcu tylko fikcja –  może nas zbliżać do prawdy, może od niej oddalać. Ktoś kiedyś sensownie, powiedział o książkach, że w zasadzie dzielą się na dwie kategorie: te które nas usypiają i te które budzą. Podobnie jest z dobrymi serialami. Koją, dają rozrywkę, oddalają nasze cierpienie, a jednocześnie uczą nas czegoś o nas samych. Tyle że, dla wielu ludzi budzenie się, nie jest przyjemnym doznaniem. Trzeba się skonfrontować z realem, z trudnymi prawdami. Niektórzy wola trwać w błogim, hipnotycznym zaśnieniu.

Jakie seriale mogą nas obudzić?

Ostatnio poprosiłem moją klientkę o lekkim rysie autystycznym, żeby obejrzała serial „Most nad Sundem”. To kryminał, ale ma w sobie skandynawska przenikliwość i odwagę w penetrowaniu trudnych stron współczesnego życia. Główna bohaterka, genialna policjantka, wrażliwa i straumatyzowana przeszłością, objawia zachowania autystyczne, które utrudniają  jej relacje. Podobne problemy i mechanizmy obronne przejawiała moja klientka. W bohaterce serialu mogła się trochę sama rozpoznać.

Jednak to wyjątkowe przypadki, kiedy sam proponuję.  Częściej pacjent wnosi na terapię coś, co obejrzał i czym poczuł się poruszony. Wielu ludzi blokuje się na niewygodną wiedzę o sobie. Oporuje, czuje się zawstydzona i boi się obnażenia. Serial czy film pomagają się otworzyć.

Czym różni się wykorzystanie serialu od filmu, w terapii?

Seriale są w miarę bezpiecznym eskapizmem. Lepszym niż uciekanie od napięć  i problemów w alkohol, leki czy pracę, co grozi destrukcyjnym uzależnieniem. Kiedy nie umiemy oderwać się od negatywnych myśli, uczuć i zanurzamy się w fikcję na ekranie to jest raczej bezpieczne remedium. Reset i wytchnienie dla schłostanego umysłu. Jeśli przy okazji nas krzepi, oświeca i otwiera, to już bilans na olbrzymi plus. Film jest jednorazowym przeżyciem, serial ma większą moc poprzez swoją ciągłość.  Możemy intensywniej i na dłużej zanurzyć się w inny, albo bardzo nam znajomy świat. Bardziej zżyć z bohaterami. Żegnając z nimi, cierpieć niczym w żałobie, co jest  egzystencjalnym ćwiczeniem z nieuchronnej utraty bliskiego. Z jaką, niestety, każdy z nas zmierzy się w realnym życiu.

Tego lata mieliśmy premierę czwartego sezonu, obsypanego nagrodami serialu ,,The Affair“. Jaki terapeutyczny temat tu spotykamy?

Jest w nim poruszone mnóstwo fundamentalnych, egzystencjalnych problemów, które dotykają każdego z nas. Ktoś chce się związać. Mieć dzieci. Myśli o karierze. Ma traumatyczną i nierozwiązaną przeszłość. Ucieka w romans, rozstaje z partnerem i ponownie z nim schodzi. Ktoś plajtuje  albo jest dramatycznie zadłużony, ma problemy z dorastającymi dziećmi.  Zresztą bohaterowie sami poddają się tam terapii. Nic dziwnego, serial ten stworzył człowiek, który napisał pierwowzór „In Treatment”.

W ,, The Affair „ obserwujemy życie dwóch par, które los spotkał i uwikłał w tragiczny węzeł. Czwórka bohaterów zamieszana jest w zbrodnię. A my śledzimy prowadzone w tej sprawie śledztwo, które odsłania jej kulisy.  Szczegółowa retrospektywa daje nam wgląd w ciąg  dramatycznych wydarzeń – namiętnego romansu, małżeńskiej zdrady i ich tragicznych konsekwencji. Jednak to nie tylko kryminał, a raczej egzystencjalna saga o relacjach i związkach współczesnej klasy średniej. Mnie samemu – terapeucie i facetowi po wielu przejściach, ten serial dał nowe, świeże wglądy. Czy mógłby dać je także moim pacjentom? Jestem tego pewien.

Wcześniej, jedna z tych par: Alison i Cole straciła dziecko. Nie potrafili przepracować traumy. Czy większość związków, w takiej sytuacji się rozpada ?

Trudno powiedzieć. Tragedia i wspólne nieszczęście czasem spajają, ale potrafią też brutalnie rozdzielić. Utrata dziecka, to najpotężniejszy cios jaki możemy dostać od życia. Bardzo ciężko się z niego podnieść. Wiele par przechodzi wtedy katastrofalny kryzys. Niektóre nie potrafią sobie z nim do końca poradzić. Tak jest w przypadku Alison i Cole‘a.

Co w największym stopniu mogło przyczynić się do ich kryzysu?

Najgorsze jest poczucie winy. Jego brzemię jest przytłaczające i nie do zniesienia. Oskarżenia wobec siebie oraz partnera dewastują związek. Alison szaleje z rozpaczy. Cole we wściekłej bezradności poddaje się. Rezygnuje z niej, z tego związku. Ich bycie razem stało się tak bolesne i napiętnowane cierpieniem, że straciło sens.  Nawet depresja jednego z partnerów potrafi zniszczyć związek, a co dopiero skrajna rozpacz obojga.

Druga para – Helen i Noah, z początku wyglądają na szczęśliwych…

To na pozór świetnie rozumiejąca się para. Dobrze sytuowani, wykształceni ludzie z klasy średniej. Fajnie radzący sobie w codziennej  szamotaninie, z czwórką żywiołowych dzieciaków, w tym wiecznie naburmuszoną i pyskatą nastolatką. Noah to ambitny, niespełniony, głodny sukcesu pisarz. Zanadto finansowo uzależniony od żony i jej rodziny. Z kolei Helen jest ciepłą i cierpliwą, ale neurotycznie ambiwalentną kobietą. Chroni nad opiekuńczo męża ale jednocześnie jest wobec niego protekcjonalna i nierozumiejąca.  Stale i być może nieświadomie go rani, nakłuwając jego słabe, męskie ego.

Alison – nieukojona i głodna miłości, Noah – niespełniony, głodny sukcesu. Czy to cierpienie, mogło ich tak magnetycznie do siebie przyciągnąć?

Absolutnie tak. Dwie zbolałe dusze, które się odnajdują, w jednym spojrzeniu. Rozbitkowie, którzy dzięki miłości zostają ocaleni. Mówi o tym mowa ich ciał, spojrzenia. Magia emanacji czyjejś intymności, która przenika nas do kości, bo jest znajoma i bliźniaczo bliska. Prawie wszyscy poznaliśmy siłę przyciągania takiej tajemnej symbiozy. Napływu uzdrawiającej energii, która zaczyna obustronnie buzować. A my, odgrodzeni od całego świata, w błogim kokonie harmonijnego porozumienia. W zbawczym promieniowaniu czyjejś tkliwej obecności, pełnej bezwarunkowej aprobaty.

Pożądanie miłości to siła, niemal nie do odparcia?

Tak myślę. Moralne skrupuły, małżeńskie przysięgi, poczucie przyzwoitości kruszeją w pył. Jeszcze szybciej, jeśli te mury zasad to nie była dumna twierdza małżeńskiej lojalności, tylko ściany więzienia. Bo od jakiegoś czasu nie czuliśmy się szczęśliwi, potwierdzeni i szanujący siebie, tylko jak zakładnicy frustrującej obligacji. Przygnębieni sobą i brakiem nadziei na zmianę.

Miłość, która leczy?

Zakochanie, które niczym narkotyk znosi objawy cierpienia. Popatrz na Alison: nieprzepracowana żałoba, sprzężona z wyrzutami sumienia. Nieszczęśliwe dzieciństwo, brak ojca, egocentrycznie narcystyczna matka. Rozpacz i poczucie beznadziei eskalują w niej do granic auto nienawiści. Jej wrodzony temperament przygasł, wrażliwość stępiała. Jest jak zombie. Tylko chwilami jej żywotność miota się desperacko w destrukcyjnych, impulsywnych ,,acting outach„. Zachowaniach, nad którymi nie ma kontroli, a które rozładowują nagromadzone w niej napięcie. Działa, niczym klasyczny przypadek zaburzenia osobowości borderline.

Wtedy Alison poznaje Noah

Kluczowa jest scena w kawiarni, podczas ich pierwszego spotkania z jego rodziną, kiedy Alison tak przytomnie (w porównaniu do jego żony Helen) reaguje na ich córeczkę, która się zakrztusiła. W oczach Noah, ona ratuje życie jego dziecka. Okazuje jej wdzięczność i podziw. To niesamowite remedium dla jej złamanego obwinianiem się za śmierć synka ,,ja“. Śmierć, miłość, wina, rodzaj symbolicznego odkupienia – splatają się tutaj w emocjonalną eksplozję, sprzyjającą ich zakochaniu. Ta, kapitalnie rozpisana i odegrana sekwencja, hipnotyzuje i wciąga nas widzów, w ich żarliwą namiętność.

W serialu zastosowano oryginalną formułę – historia opowiadana jest przez czwórkę bohaterów, tak, że mamy pokazane te same sytuacje z odmiennej perspektywy ? Co nam, widzom, to daje ?

Moim zdaniem to najcenniejsza, terapeutyczna zaleta tego serialu. Różnica punktów widzenia daje zniuansowany wgląd w rzeczywistość. Z perspektywy psychologii czy terapii jest to zabieg nie do przecenienia. Widz ma okazję przyjrzeć się zdarzeniom przez czyjeś subiektywne filtry i odczucia. To fantastyczna okazja dla naszej wrażliwości, istny trening empatii. A także cenna lekcja tolerancji dla odmienności. Przestrzeń dla refleksji nad naszą skłonnością do pochopnych, czarno – białych osądów, które  zatruwają i niszczą relacje.

Już sama perspektywa płciowa może być wyzwaniem dla naszych stereotypowych identyfikacji typu: „rozumiem jej męża, sam jestem facetem…ale nie kumam o co chodzi tej histerycznej lasce?“. Oglądanie konfliktu z wielu stron, to bardzo poręczny zabieg. Zastosowałem go kiedyś sam, pisząc powieść „Miłość klasy średniej“. Historię z życia  dwóch par i ich lawinowe uwikłanie w nieoczekiwany bieg zdarzeń, przypominający efekt domina.

W związku liczy się równowaga – psychologicznie nie lubimy brać ani dawać więcej – ale jak tę równowagę osiągnąć, skoro nasze role płciowe się zmieniają. Nie wiemy do końca, co powinnismy robić, jako kobiety i mężczyźni. W takim układzie, zawsze ktoś daje więcej.

Rzeczywiście. Sądzę jednak, że nie chodzi  o drobiazgowo – małostkową buchalterię, to jak często wynosimy śmieci czy zajmujemy się dzieckiem, a bardziej o całościowy bilans strat i zysków. Którego często nie dokonujemy Bo nie mamy dystansu, wyczucia czy punktu odniesienia. Mamy trudność z uczciwym konfrontowaniem samych siebie. Jesteśmy zbyt zagubieni, zakłamani i wewnętrznie  skonfliktowani, by odróżnić co jest dla nas korzystne, a co nie. Nie mówiąc już o tym, że czasem to co uważamy za złe, wychodzi nam po czasie na dobre, i na odwrót. Dlatego wspólny bilans, potrzebny do dobrego funkcjonowania związku, jest czasem zbyt trudny do przeprowadzenia. Tak samo jak zgodna, wspólna wizja przyszłości kraju, dla dwóch dominujących partii politycznych. Dwie siły, w których każda pilnuje własnego interesu i głosi chwałę własnych dokonań, dezawuując drugiego – tak często wygląda próba bilansu w związku.

Poczucie szczęśliwego spełnienia w wielu sferach – zawodowej, rodzicielskiej, socjalnej, miłosnej, relacji z sobą samym –  to fundament. Daje naturalną, ciepłą empatię wielkoduszności. Nie tworzy napiętej toksyny pretensji, roszczeń i rozliczeń. Pozwala na naturalną swobodę bycia i cieszenia się sobą.

Wiesz, ja w ogóle uważam, że zakochują się tylko nieszczęśliwi: samotni, porzuceni, niespełnieni w aktualnym związku. Modna jest też  dzisiaj teza, że zdradzamy bo jesteśmy zmęczeni nie partnerem, ale sobą z nim. Własną, związkową ,,personą“, która nas przytłacza albo się zużyła. Chcemy zmienić siebie, swoje życie.

Romans, jako środek antydepresyjny?

Zakochanie ożywia, odblokowuje, poszerza, wprawia w uniesienie. Dlatego tak gorączkowo zakochują się ludzie wewnętrznie zrozpaczeni. Ale, uwaga, od zakochania i wszystkich euforycznych hormonów jakie ono w nas produkuje, można się uzależnić. Jak od kokainy, popadając w swoisty ,, romansoholizm „ . Ale romans, zakochanie, to nie ma nic wspólnego z dojrzałą miłością. Kultywować zdrową miłość, w partnerskim związku, to wyższa szkoła jazdy. Potrafią to zrobić ludzie spełnieni i szczęśliwi sami ze sobą. Tacy, są też najwspanialszymi partnerami.

Nie jest łatwo dzisiaj znaleźć takiego partnera 

Trzeba odnaleźć siebie. Wtedy nie trzeba go tak zawzięcie szukać. Żyjąc w zgodzie ze sobą, człowiek nie musi desperacko potrzebować czyjejś miłości. Traktować jej jak ocalenia. Można  spokojniej i roztropniej rozpoznać właściwego partnera. Ułożyć sobie z nim harmonijne bycie.

Co Tobie osobiście przyniosło obejrzenie serialu ,,The Affair“?

Ten serial dobitnie i sugestywnie pokazuje i utwierdza w przekonaniu – co dla terapeutów jest oczywiste – że  nasza przeszłość: rodzina, sposób wychowania, rodzaje więzi czy przeżyte traumy – determinują naszą przyszłość. Dzieciństwo i młodość to swoiste programowanie w schematy. W dla każdego osobisty zestaw przekonań, reakcji, hierarchii wartości, interpretacyjnych filtrów, mechanizmów obronnych, które generalnie możemy określić jako nasz styl charakteru.

Te schematy, często kompletnie nieświadome, rzutują na nasze wybory i dokonania. Kształtują nasze życie. Wiedzieli już o tym starożytni, mawiając że charakter człowieka jest jego losem.  Ale sądzili zapewne , że charakter jest dany i niezmienny niczym znamię. My wiemy, że ludzie mogą i potrafią się zmieniać. Terapia jest fantastyczną opcją nie tylko na poratowanie, ale na rozpoznanie siebie oraz własnych schematów. Dzięki temu, możemy bardziej świadomie powodować sobą, zmieniać swoje zachowania oraz myśli. Mieć wpływ na uczucia. To czyni życie bezpieczniejszym i spokojniejszym. Zatem lepszym. Dobry związek z drugim człowiekiem może być ukoronowaniem tego procesu. Nagrodą, na którą każdy może zasłużyć. I każdy zasługuje.

SERIALE, KTÓRE WARTO ZOBACZYĆ“:

,,Ozark”, to amerykańska rodzina z klasy średniej w kryzysie. Pod wpływem zagrażającej presji zamienia się w spójny, lojalny, świetnie współpracujący team. Doskonałe tempo i aktorstwo. Świetne obyczajowe tło amerykańskiej prowincji. Seriale, które mają kryminalny suspens, dzięki dramatycznej pikanterii, mocniej wciągają. Dobro koi, ale czasem nudzi. Zło nieustannie fascynuje. Walka z nim krzepi i poucza.

,Mindhunter”, to fascynujący wgląd w najmroczniejsze zakamarki ludzkiego wnętrza. Z zapartym tchem śledzimy pracę dwóch ambitnych naukowców.  Przełomowy wkład nauk społecznych w pracę policji, w rozpracowywanie i profilowanie seryjnych przestępców. Kapitalny, oparty na faktach scenariusz, błyskotliwa reżyseria D. Finchera. Serial jest przesycony mechanizmami psychologicznymi, tak że pozwala je nam zrozumieć.

Opowieść podręcznej“ – serial nakazany dla kobiet! Jak być wolną kobietą, kiedy świat nie sprzyja. Skąd brać siłę do walki? Czy jesteśmy w stanie zaadaptować się do każdej sytuacji? Czym jest konformizm i do czego prowadzi?

Ostre przedmioty“ – thriller psychologiczny, który w centrum stawia postacie kobiecie i relacje pomiędzy nimi. To historia zmagania się dziennikarki Camille z jej przeszłością, w której oziębła matka bohaterki Adora wciąż żyje wspomnieniami swojej tragicznie zmarłej córki Marian. ? Jak problematyczne dzieciństwo rzutuje na naszą przyszłość? W jaki sposób kobiety wyrażają swoją złość? Co sprawiło, że główa bohaterka nie rozstaje się z butelką wódki i igłą, którą co pewien czas robi ślady na swojej skórze?

Źródło: Sens, wrzesień 2018 rok

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, tekst

Komentarze

komentarzy









Zobacz także

Zawstydzająco bezwstydni
Zawstydzająco bezwstydni
29 listopada 2018 
Premierowy pokaz „Sofii”
Premierowy pokaz „Sofii”
15 listopada 2018 



Czytaj więcej
Filmoterapia na 43. Festiwalu Filmowym w Gdyni Rok temu ukazała się książka „Psychologia osiągnięć dla twórców filmowych” (Wydawnictwo Wojciech-Marzec, 2017),...