Czego nie widać, co warto zobaczyć?

22 maja 2018 


Filmoterapia polega na tym, żeby poruszyć widza. Ale czy film może pozbawić go wszelkiej nadziei, tak jak robi to nowy obraz Pawła Sali „Niewidzialne”? Czy reżyser odpowiada za emocje widza – zastanawiają się filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland.


Jak się czujesz po filmie „Niewidzialne”? Mnie zmiażdżył.

Nie ma co się oszukiwać, tym razem rozmawiamy o filmie, który nie pozostawia nadziei. Przyglądamy się historii trzech kobiet w bardzo trudnej sytuacji życiowej. W ciemnej piwnicy pracują szwaczki oraz Krojczy, młody mężczyzna. Na początku nie wiemy, czy mamy do czynienia z dramatem czy tragikomedią. Nie wiadomo nic o przeszłości bohaterek i nie mamy pewności, na ile sytuacja, w której się znalazły, jest dla nich, delikatnie mówiąc, niekomfortowa. Zwłaszcza jedna z nich, grana przez Sandrę Korzeniak, sprawia wrażenie osoby, która wprawdzie marzy o lepszym świecie, ale i tu da sobie radę. Wydawać by się mogło, że kontroluje sytuację, jednak kolejne odsłony filmu pokazują, że nie do końca tak jest.

Czym jest tytułowe „Niewidzialne”: miłością, szczęściem?
Niewidzialni są ludzie, o których nikt nie dba, świat o nich zapomniał. Pracują a mimo to pozostają biedni. Mówi się, że to, co najciekawsze w kinie, dzieje się poza kadrem, czyli w naszej głowie. Jednak tutaj dostajemy mocny konkret. Ten film opowiada o grupie społecznej, która istnieje w każdym społeczeństwie. Jest niedostrzegana, bo wygodniej jej nie widzieć. Po co nam taki kłopot…

My nie widzimy tych ludzi, ale i oni sami nie chcą zobaczyć siebie, a to psychologicznie ważne. Czy niektórzy nie są w stanie poznać prawdy o sobie, czy jest ona zbyt gorzka, żeby ją dostrzec?

Reżyser pokazuje świat, w którym nie ma nadziei. Widzimy ludzi, którzy nie mogą liczyć na to, że coś się w ich życiu zmieni. W pewnym momencie jedna ze szwaczek chce popełnić samobójstwo. W jej przypadku byłoby to wyzwolenie. Kolejna z bohaterek samotnie wychowuje niesłyszącego synka. Nie może liczyć na żadną pomoc, więc gdy wychodzi do pracy-piwnicy, zamyka chłopca w drewnianej klatce. Nawet gdy pada deszcz, nie wsiada do autobusu, bo bilet kosztuje tyle co chleb i trzy bułki. Biegnie w zimnie, żeby zdążyć i usiąść przy maszynie do szycia, nie mając pewności, czy Zgred, czyli pracodawca, zapłaci, bo jak wszyscy tam ¬ kobieta pracuje na czarno. „Niewidzialne” są ważnym filmem także w kontekście toczącej się w tej chwili dyskusji o prawie kobiet do samostanowienia, w tym do aborcji. Uważam, że państwo powinno pomagać tym, którzy żyją w skrajnej biedzie. Samotne matki z najniższych sfer społecznych nie mają szans…

Która z bohaterek w tym filmie poruszyła cię najbardziej? Mnie szwaczka grana przez Sandrę Korzeniak, która stopniowo ujawnia swoją historię.

Ona jest główną bohaterką filmu, bo prowadzi nas do finału. Dramat tej kobiety polega na tym, że jej oskarżony o gwałty i rozboje mąż wychodzi z więzienia na weekendowe przepustki i zmusza ją do seksu. Kobiety nie stać na antykoncepcję, więc nadchodzą kolejne ciąże i rodzą się kolejne dzieci. Ostatecznie dochodzi do tragedii… A może trzy szwaczki to tak naprawdę ta sama kobieta na różnych etapach swojego życia? Paweł Sala powiedział mi, że według niego nadzieja tylko
powiększa cierpienie we wszechświecie. Tymczasem z psychologicznego punktu widzenia nadzieja jest naj- ważniejsza. Pozwala stanąć na nogi nawet w najcięższych sytuacjach.

Paweł Sala pokazuje, że jeśli wierzysz i masz nadzieję, że świat może być piękny, to jesteś naiwny.

Nie zgadzam się z nim, jednak muszę przyznać, że bardzo przekonująco pokazuje mi, że są w życiu sytuacje, które każą tak myśleć. Sala podejmuje bardzo trudne tematy. W poprzednim filmie, „Matka Teresa od kotów”, było to matkobójstwo. Niestety, są to historie oparte na faktach.

Na zasadzie teorii dysonansu poznawczego Leona Festingera zwykle po obejrzeniu filmu, którego bohaterowie mają ciężko w życiu, czujemy się lepiej. Tym razem nie poczułam żadnej ulgi…

Bo po tym filmie w żaden sposób nie możesz poczuć się dobrze. Każdemu z bohaterów życzysz jak najlepiej. Chciałabyś, żeby jakoś im się ułożyło, żeby sobie poradzili, lubisz ich, bo to dobrzy, uczciwi, spokojni ludzie i mimo całego smutku potrafią cieszyć się chwilą. Kiedy dochodzi do finałowego monologu, krojczy zabiera małego chłopca i wychodzi na ulicę „pełną pięknych ludzi”, na których chwilę wcześniej patrzy przez okno w piwnicy. Rodzi się pytanie, czy świadomie idzie na zatracenie. A jeśli tak, to czy ma prawo decydować o losie tego dziecka?

A ja odbieram tę scenę jako czysty wypadek. Krojczy niesie dla mnie nadzieję, a wtedy razem z nim otrzymuję cios.

Myślisz, że to był przypadek? Ciekawe… Ja odebrałam to jako akt desperacji. Choć twoje rozwiązanie jest spójne z tym, co powiedziałam na początku o ludziach skazanych na porażkę. To jest film właśnie o ludziach, którym nic się w życiu nie udaje.

Po obejrzeniu tego filmu potrzebowałam czasu, żeby wrócić do niego w rozmowie z tobą. Co widz ma zrobić z tym ciężarem, który dostał od Pawła Sali?

Czułam się podobnie. Gdy zobaczyłam finalną scenę, powiedziałam do siebie na głos: „Takich filmów nie można robić!”. Ale przemyślałam to i przyznam, że teraz nie zgadzam się sama ze sobą – można robić takie filmy. Tylko że my nie chcemy ich oglądać, bo nie wiemy, co one mają nam dać… Może chodzi o to, że powinniśmy być bardziej uważni, żebyśmy czujniej patrzyli wokół siebie i dostrzegali drugiego człowieka. Takie rzeczy dzieją się przecież tu i teraz. Rozmawiamy w centrum Warszawy. Zastanawiałaś się, co mieści się tu na dole, w piwnicy?

W takim świecie, jaki widzimy u Sali, można tylko oszaleć. Czy główna bohaterka nie jest normalna, czy to świat i sytuacja, w której żyje, nie są normalne?

Jeśli stwierdzimy, że ona jest nienormalna lub szalona, to w pewnym stopniu ją usprawiedliwimy. A może ona jest po prostu prymitywna? Ma w sobie tylko podstawowe instynkty, które doprowadziły do tego, że w skrajnej sytuacji broniła siebie, nie dzieci. Są przecież ludzie z dużymi brakami emocjonalnymi, ale im również trzeba pomóc. Nie mogą być dla nas niewidzialni!

Czy reżyser powinien się czuć odpowiedzialny za widza? Czy ma prawo go krzywdzić?

Uważam, że Paweł Sala myśli o widzu, mimo że neguje nadzieję. Wierzę jednak, że robiąc filmy, pokazuje, że jakąś nadzieję ma, w końcu w pokazywaniu tego wszystkiego widzi sens. Gdyby jej nie miał, nie robiłby filmów. Reżyser nie dba o widza wtedy, kiedy robi zły film, a Sala bardzo dobrze zrealizował swoją pracę filmową. Odnajdziemy tu piękne, chociaż mocne obrazy.

Wizja szczęścia pojawia się tu na chwilę, dość abstrakcyjnie, trzeba przyznać, bo wraz z „akwizytorką szczęścia” Marią Miracle. Dlaczego to nie odmienia losu bohaterów?

Media serwują nam dzisiaj recepty na szczęście, w rodzaju: „Wypełnij ankietę, a my powiemy ci, jak być szczęśliwym”, co jest w tym filmie świetnie pokazane. Tylko że to nie ma nic wspólnego z empatią i myśleniem o drugim człowieku, z poznawaniem siebie i z poszukiwaniem w sobie tego, czego potrzebujemy i co może dać nam szczęście. Paweł Sala łączy coś bardzo realnego z metafizyką. Maria Miracle z każdą kolejną sceną jest coraz bardziej nierzeczywista, a wreszcie staje się czystą abstrakcją. Szkoda tylko, że ci, którzy wierzą w proste ankiety szczęścia, raczej tego filmu nie obejrzą.


Pytania do filmoterapii:

Po obejrzeniu filmu zadaj sobie następujące pytania:
Czym jest dla ciebie tytułowe „Niewidzialne”? Który bohater przykuł twoją uwagę? Dlaczego właśnie ta postać?

Jakie emocje wywołał w tobie ten film? Spróbuj je nazwać.

Czy widzisz jakąś nadzieję dla bohaterów tego filmu? Co lub kto mógłby im pomóc?

Jak podoba ci się postać „akwizytorki szczęścia” Marii Miracle? Czy mogłaby zmienić los bohaterów? W jaki sposób?

Która scena poruszyła cię najmocniej? Dlaczego właśnie ta?

Jak odczułeś końcową scenę filmu?

Czym jest dla ciebie nadzieja? Czy uważasz, że jest ważna w życiu? Dlaczego? Co tobie daje nadzieję?

Do jakiego stopnia jesteśmy odpowiedzialni za nasze życie?


O filmie „Niewidzialne” mówi nam reżyser Paweł Sala:

„Niewidzialne” to filmowa adaptacja mojej sztuki teatralnej „Szwaczki”. Przesłałem ją kiedyś Krystynie Jandzie. Odpisała mi, że w trakcie lektury wszystko ją bolało i teraz będzie miała problem, żeby tę sztukę zapomnieć. Kiedy jestem pytany o to, dlaczego nie daję w swoich filmach nadziei, odpowiadam, że każdy z nas musi ją sobie stworzyć po swojemu, bo nadzieja to wołanie o cud. Taki, jaki dzieje się, gdy dwoje ludzi spotka się i rozumie albo gdy lekarz mówi śmiertelnie choremu, że będzie dobrze. Tylko w drugim człowieku można spotkać nadzieję, dlatego w filmie w najgorszej sytuacji jest najstarsza szwaczka, ponieważ jest samotna. A bohaterka grana przez Sandrę Korzeniak, mimo że najbardziej obciążona psychicznie, szuka relacji, więc ma w sobie jakąś nadzieję. Gdy ludzie są razem, wytwarza się dodatkowa wartość. Skąd pomysł na taki temat? Ponieważ znam pokazaną rzeczywistość, wiem, jak się szyje torebki, sam pracowałem jako krojczy. W jakimś sensie też jestem working poor, czyli pracującym biedakiem. Dla mnie „niewidzialne” są historie tych kobiet, które stopniowo ujawniają. Nie przez dialogi, bo te więcej ukrywają niż odkrywają. Prawda o człowieku ujawnia się w trudnej sytuacji, w czasie ekscesów czy podczas kłótni, i tylko taka prawda mnie interesuje. Finał tego filmu miał być inny, ale metafora, która sprawdziła się w teatrze, na ekranie nie działa. Dlatego uciekałem od symboli w stronę konkretu.


 Źródło: Sens, maj 2018 rok

Zdjęcie użytkownika SENS psychologia dla ciebie.

Komentarze

komentarzy









Zobacz także

Kobieta jest kosmosem
Kobieta jest kosmosem
15 sierpnia 2018 
Miłość przez mur
Miłość przez mur
12 lipca 2018 



Czytaj więcej
Kiedy terapia nie działa? Miała pomóc, a jednak czujesz się coraz gorzej? A może nie cierpisz swojego terapeuty? Zalew trudnych uczuć to stały...