Wysiąść z pociągu

17 kwietnia 2020 


Narcystyczna żona, zdominowany przez nią mąż… W filmie „Co przyniesie jutro” odpowiedzialność za kryzys w związku wydaje się przesądzona. Jednak relacje ludzkie są dużo bardziej skomplikowane. O ukrytych motywacjach bohaterów i lekcji płynącej z ich zachowania – rozmawiają filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland.


Martyna Harland: Film „Co przyniesie jutro” opowiada o długoletnim małżeństwie Grace i Edwarda, które rozpada się na naszych oczach. Do którego z bohaterów jest ci emocjonalnie bliżej? Ja empatyzowałam przede wszystkim z Grace, która irytowała mnie na początku, jednak z czasem uświadomiłam sobie, skąd bierze się jej zachowanie. Edwardowi najpierw współczułam, jednak później przestałam go lubić…

Grażyna Torbicka: Ja również początkowo byłam po stronie Edwarda. Grace wydawała mi się niezwykle męcząca we współżyciu jako osoba dominująca i nieustannie atakująca męża, z którym próbuje nawiązać kontakt. Mimo, że przeżyli już przecież razem prawie 30 lat… Jednak wraz z rozwojem akcji lepiej przyjrzałam się ich związkowi i zaczęłam rozumieć prowokacje ze strony Grace i jej awantury z mężem. Edward był przezroczysty, wycofany i nieobecny, a ona chciała w ten sposób skłonić go do okazania jakichkolwiek emocji. Dlatego podczas oglądania filmu zmieniłam perspektywę i w końcu stanęłam po stronie żony.

A wiesz, że wiele kobiet z którymi rozmawiałam o tym filmie, staje po stronie Edwarda. Grace jest według nich dominująca i narcystyczna. Podobnie jest w przypadku „Historii małżenskiej” słyszałam: „dlaczego Nicole od niego odeszła, przecież on nie bije, nie pije? Czy na prawdę warto rozbijać rodzinę tylko dlatego, że jej potrzeby nie były w związku zauważane?”

Takie opinie bardzo mnie martwią, bo w tych filmach kobiety walczą o partnerski związek…

Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę nad tym zdaniem: „Grace próbuje nawiązać kontakt z Edwardem, mimo tego że przeżyli razem tyle lat”. Nie chcesz chyba powiedzieć, że po tylu latach w związku ludzie w naturalny sposób przestają ze sobą rozmawiać?

Po prostu wydaje mi się, że ten związek wyglądał w ten sposób od dłuższego czasu. Prawdopodobnie jedynym łącznikiem między Grace i Edwardem był ich syn Jamie, teraz już dorosły i samodzielny mężczyzna. Kiedy się wyprowadził, rodzice zostali sami ze sobą.

I co do nich wtedy dotarło?

Że Edward jest mężczyzną bez inicjatywy, a Grace pragnie wspólnego bycia i aktywnego doświadczania świata, okazywanie emocji. Nawet jeśli to miałoby być wyrażenie niezadowolenia. Tymczasem on umie tylko przygotować jej herbatkę, i to pod warunkiem, że żona najpierw go o to poprosi…

Powściągliwy, zamknięty w sobie, niewyrażający emocji mężczyzny… to ciężki typ w związku!

Tak, w pewnym momencie to staje się nie do zniesienia! Uważam, że Edward miał wielkie szczęście, trafiając na taką kobietę jak Grace. Według mnie jest niebywale egoistyczny, dlatego rozumiem Grace i pod koniec filmu bardzo jej współczuje. Będzie musiała poradzić sobie dalej w życiu. Jeśli naprawdę chcemy analizować ten związek, trudno będzie uniknąć spoilerów… Umówmy się, że od tego momentu rozmawiamy o tym filmie z kimś, kto go już widział, a jeśli tak nie jest, warto odłożyć lekturę na po seansie.

Zatem jaki jest twoim zdaniem problem tego związku?

Wydaje mi się, że Grace potrzebowała mężczyzny, którym mogłaby się zaopiekować. Pamiętasz, w jaki sposób poznali się z Edwardem? Był na dworcu, wydawało mu się, że widzi swojego ojca, co nie mogło być prawdą, bo ten już nie żył. Ze łzami w oczach wsiadł do nadjeżdżającego pociągu, w którym spotykał Grace. Poruszona do głębi historią mężczyzny, okazała mu troskę i tak zaczął się ich związek.W jego chwili słabości. Z kolei Edward potrzebuje kobiety, która będzie się nim opiekować. Pamiętasz scenę, kiedy on był już w nowym związku, z Angelą i siadał przed komputerem? To ona stawia mu na biurku kubek z herbatą, żeby mężczyzna mógł zajmować się swoimi sprawami.

Moim zdaniem Edward bardzo szybko zlewa się ze swoją nową partnerką Angelą. Nie mówi: „ja myślę”, tylko: „my myślimy”… „Uważamy, że najlepiej będzie jeśli nie będę cię już widywał” – zwraca się do Grace.

A to jest bardzo bolesne. Dlatego, że tym samym pokazuje, jak szybko ta nowa, dotychczas dość krótka znajomość wyparła z jego pamięci długi, pełen upadków ale również wzlotów związek z Grace. Być może Edward mówi to nieświadomie, a może robi to celowo, żeby jak najsilniej podkreślić swoje oderwanie się od żony.

A moim zdaniem to pokazuje jego bierność i niedojrzałość. Nie myśli samodzielnie. Nie przepracował problemu w poprzednim związku, Angela jest taką protezą Grace. Edward powtarza ten sam schemat w kolejnej relacji.

To bardzo ciekawa interpretacja, bo przecież Edward mówi, że wsiadł kiedyś do niewłaściwego pociągu. Spotkał Grace i jakoś tak już zostało… To faktycznie świadczyłoby o jego niebywałej bierności i z czasem zaczęło drażnić go to, że Grace wymaga od niego czegoś więcej niż tylko bycia. W tym przypadku nie bez znaczenia jest także sytuacja Angeli. Została porzucona przez swojego męża, ma kłopoty synem, którego nauczycielem jest Edward. I Angela, i Edward czują się samotni i w trakcie rozmów na temat chłopca, zbliżają się do siebie.

Edward jest przedstawicielem starszego pokolenia, ale pokazuje problem, z jakim boryka się dziś wielu młodych mężczyzn. Nie czują się akceptowani przez partnerki, która stawiają im coraz wyższe wymagania. Mężczyźni mówią: „ale po co, skoro jest dobrze tak jak jest?”.

Edward jest też ojcem takiego młodego mężczyzny, który ma problemy z nieobecnością w związku i przez to nie może znaleźć partnerki. Czy pamiętasz, w jaki sposób Edward oznajmia Grace, że odchodzi? Zaczyna od tego, że rozumie, że nie był dla niej taki, jak tego oczekiwała. Ona po tych słowach rozpromienia się i ożywia. Liczy, że skoro tak mówi, to ich związek zmieni się na lepsze. Jednak finał rozmowy jest dla niej zaskakujący i druzgocący.

Bardzo mocno utożsamiłam się z Grace w tej scenie! Wydawało mi się, że jeśli partner dostrzega problem, to już wystarczy, bo w gruncie rzeczy nie chodzi o wielkie działania, a o to, by nie być w tym problemie samotną. Dlatego tak bardzo poruszyło mnie to, że im bardziej on się wycofywał, tym mocniej ona prowokowała, a on znowu chował się do swojej skorupy… Jak w tej sytuacji dotrzeć do partnera, żeby się dogadać?!

Odebrałam to w ten sam sposób! A wiesz, dlaczego nie znoszę tego faceta? Bo skoro przez tyle lat było mu tak źle, to dlaczego nie miał odwagi odejść wcześniej? Jeżeli powiedziałby Grace: „przepraszam nie otrzymasz ode mnie tego, czego oczekujesz, to nie ma sensu, żebyśmy się dalej razem męczyli. Rozstańmy się”, byłoby to uczciwe postawienie sprawy. Moim zdaniem było mu po prostu wygodnie. Wiedział, że Grace go kocha, więc zaopiekuje się nim, jeśli wydarzy się coś złego. W pojedynkę nie byłoby już tak komfortowo. Dopiero obecność drugiej kobiety pozbawia go wszelkich skrupułów. Nie starcza mu nawet odwagi na to, żeby spotkać się z Grace i porozmawiać o rozwodzie. Twierdzi, że to wywoła kolejne sceny i awantury. Owszem, ale Grace cierpi, a skoro spędzili razem tyle lat, to powinien skonfrontować się z jej cierpieniem. Nie umie temu sprostać, więc znajduje sobie posłańca w postaci syna. Ale nie można robić takich rzeczy, to jest wykorzystywanie dziecka, które jest największym poszkodowanym sporu między rodzicami. Dlatego należy zrobić wszystko, żeby nie było świadkiem tych kłótni. Nawet jeśli jest już dorosłe jak Jamie, to i tak cierpi.
Edward jest tak słaby i wygodnicki, że nawet zakładałam początkowo, że Angela jest wymyślona tylko po to, żeby Grace nie próbowała zatrzymać męża. Ona sama też tak myślała, gdy w końcu kobiety spotykają się, mówi wprost:„Miałam przez chwilę nadzieję, że ona jednak nie istnieje”.

Miałaś nadzieję, że Grace i Edward jednak będą razem?

Nie, myślałam, że może Angela jest czymś w rodzaju koła ratunkowego, bo gdyby Edward powiedział, że nie odpowiada mu ten związek i chce odejść, to rozstanie byłoby trudniejsze i prawdopodobnie rozciągnięte w czasie,. A skoro jest inna kobieta, to wytrąca Grace argumenty i odejście jest właściwie przesądzone.
Sądzisz, że ten film może być szczególnie terapeutyczny dla porzuconych kobiet, które oswajają trudne emocje, jak smutek czy złość?

Zwłaszcza, że mamy tu dwie porzucone kobiety: Grace i Angele i każda z nich inaczej radzi sobie z odejściem męża… Ale na przeżycie rozstania nie ma jednego lekarstwa i każdy musi doświadczyć tego cierpienia sam. Jednak mamy tylko jedno życie, więc myślę, że warto szukać jasnych stron, tak jak robi to Grace. Kupuje sobie psa i nazywa go… imieniem byłego męża. Tak, że Edward pies jest jej w pełni posłuszny.

W sensie terapeutycznym niezwykle bolesne i smutna było dla mnie odpowiedź Angeli, kiedy Grace pyta ją o to, w jaki sposób wytłumaczy to, że odebrała jej męża. Mówi: „cóż, były na świecie trzy nieszczęśliwe osoby – ona, Angela, Edward i Grace. A teraz jest już tylko jedna nieszczęśliwa”

I nie można odmówić jej racji…

Kiedy Grace wychodzi z nowego domu Edwarda, on wybiega za nią i pyta, czy mogą zostać przyjaciółmi. Szkoda, że nie zostali nimi wcześniej.

Grace jest miłośniczką poezji, pracuje nad antologią. Jako tytuł wybiera frazę: „Znane mi są już te okolice”. Czyli świadomość, że inni byli w tym samym miejscu przed nami, jest kojące i wspierające. Ten film daje nam takie ukojenie.

Ten wątek poezji jest wspaniały, bo pokazuje nam, że na świecie zawsze były i będą smutki, rozstania, niedobrane dusze i niepasujące do siebie serca, które próbują być razem…

Najmocniej poruszyła mnie scena, kiedy Jamie mówi matce: jeśli zobaczę że dasz sobie teraz radę, że walczysz, to nawet jeśli ta droga będzie bardzo trudna, to przekonam się, że ja też potrafię sobie dać radę ze wszystkim. To jest zresztą autentyczna scena z życia reżysera. Uważam, że ten film daje nam emocjonalną prawdę i nadzieje.

Dlatego myślę, że paradoksalnie, i choć dużym kosztem, to rozstanie rodziców wzmocni Jamiego, który nie umiał wcześniej budować relacji. Zobaczy, że można to robić zupełnie inaczej…

Grażyna Torbicka: dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2

Martyna Harland: autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2

Źródło: magazyn Sens, kwiecień 2020

Komentarze

komentarzy






Poprzedni artykuł
Tak jest lepiej
Następny artykuł
Zmierzch mężczyzny flirtującego



Zobacz także

Tak jest lepiej
Tak jest lepiej
17 kwietnia 2020 
One mają głos
One mają głos
13 lutego 2020 
Na emigracji wewnętrznej
Na emigracji wewnętrznej
16 stycznia 2020 



Czytaj więcej
Tak jest lepiej W chińsko-amerykańskim dramacie „Kłamstewko” krewni ukrywają przed starszą kobietą prawdę o jej chorobie. Czy dobre...