Wyjść z roli ofiary

13 grudnia 2018 


Tradycyjne marokańskie społeczeństwo, w którym o wszystkim decyduje mężczyzna. Rodzina na progu awansu społecznego zagrożonego przez niezamężną córkę z dzieckiem… Czy w takich okolicznościach młoda matka z filmu „Sofia” ma szansę na samodzielność? Odpowiedzi na to pytanie szukają filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland.


Martyna Harland: Prawo w Maroku przewiduje surowe kary, do roku więzienia, za seks pozamałżeński. A jednak każdego dnia 150 Marokanek rodzi dzieci, które są efektem takich stosunków. Historię jednej z nich pokazuje film „Sofia” Meryem Benm’Barek-Aloïsi.

Grażyna Torbicka: Tytułową Sofię poznajemy, gdy w trakcie rodzinnego obiadu odczuwa bóle brzucha. Okazuje się, że jest w ciąży, z czego nie zdawała sobie sprawy. Dowiaduje się o tym w tym samym momencie co my, widzowie. Co więcej, bóle, które czuje, są zapowiedzią porodu. Oniemiałej dziewczynie stara się pomóc jej kuzynka, Lena. Uważam jednak, że nie jest to film o tej konkretnej dziewczynie, tylko o systemie społecznym, który prowadzi do ludzkich tragedii. Przecież nie doszłoby do całej tej sytuacji, gdyby nie absurdalne prawo, które zakazuje niezamężnym kobietom uprawiania seksu. Jak myślisz, co stałoby się z dziewczyną w ciąży, która żyje w małej miejscowości w Polsce i nie ma partnera? Jak zareagowałaby jej rodzina? Prawdopodobnie starałaby się ukryć ten fakt za wszelką cenę. A sama dziewczyna zapewne chciałaby wyprzeć to ze świadomości. Dokładnie tak jak w filmie „Sofia”. Dlatego ta opowieść jest uniwersalna.

Tak jak powiedziałaś, główna bohaterka nie wie o tym, że będzie miała dziecko. To nieświadomy mechanizm obronny, tzw. syndrom zaprzeczania ciąży, który został opisany dopiero kilka lat temu przez dr. Feliksa Navarrę, specjalistę zdrowia publicznego. Twierdzi on, że w takich przypadkach nieświadomość działa na tyle silnie, że prowadzi do zmiany położenia macicy, więc ciąża jest niezauważalna. Ale kiedy zaprzeczenie zostaje ujawnione, w ciele matki natychmiast pojawiają się symptomy, które dotychczas były ukryte. To bardzo wyrazisty przykład na to, że wypierany problem wcale nie zniknie.

Nie wiedziałam nawet, że taki mechanizm psychologiczny istnieje, bo jak można zdać sobie sprawę z tego, że jest się w ciąży dopiero w dniu porodu?! Ale z drugiej strony potrafię to sobie wyobrazić, ponieważ jesteśmy przecież skonstruowani w taki sposób, żeby za wszelką cenę wypierać wszystko, co nam zagraża. Czyli też i to, co mogłoby stworzyć nasz niekorzystny obraz siebie we własnych oczach czy w oczach innych. Albo ograniczać naszą wolność. W tym wypadku Sofia dobrze wie, co oznacza dla niej ciąża, ale też wie, że sama sobie z tym problemem nie poradzi. Stąd być może tak silne zaprzeczenie… Dobrze, że znajduje wsparcie i zrozumienie u Leny, która jest świadoma konsekwencji takiej sytuacji, więc dąży do tego, żeby za wszelką cenę odnaleźć ojca dziecka. Postać Leny przypomina mi samą reżyserkę Meryem Benm‘Barek-Aloïsi. To, podobnie jak ona, trzydziestoparoletnia kobieta, która urodziła się w Maroku, ale studiowała za granicą. Kręcąc takie filmy, Meryem stara się zrobić coś, żeby zmienić sytuację w swoim kraju, który opuściła z powodu panującego w nim systemu.

Obie kobiety różnie interpretują okoliczności, w jakich znalazła się Sofia. Ona sama nie chce widzieć siebie jako ofiary. Dlatego film jest tak nieoczywisty. Czy Sofia przekuwa negatywne doświadczenie w coś pozytywnego? A może to, co robi, to jej kolejny mechanizm obronny i lepiej byłoby, gdyby w pełni uświadomiła sobie, w jakiej sytuacji się znalazła?

A dlaczego uważasz, że Sofia nie zdaje sobie sprawy z sytuacji, w jakiej się znalazła? Czyż nie ma prawa do tego, żeby nie dać się wtrącić w rolę ofiary? Reżyserka otwiera nasze myślenie na różne sytuacje. Mamy tu do czynienia z niezwykle delikatną sprawą: decyzją o posiadaniu dziecka. Sofia ma prawo decydować o tym, czy chce je urodzić i jak wychować. Być może reżyserka daje nam sygnał, że przy tak złożonym problemie nie pomogą żadne uwarunkowania prawne ani systemy. Przymuszanie ludzi do tego, żeby wiązali się ze sobą, gdy w ich relacji pojawia się dziecko, nigdy nie było i nie będzie dobrym pomysłem.

Wiesz, o czym myślałam oglądając ten film? O filmowej Barbarze z „Nocy i dni” Jerzego Antczaka, a właściwie o bohaterce Marii Dąbrowskiej. W powieści często pada zdanie o miłości, której możemy nauczyć się z czasem. W społeczeństwie patriarchalnym to przekonanie jest mocno obecne i przekazywane z pokolenia na pokolenie. Nauka o miłości i małżeństwie sprowadza się do stwierdzenia, że z czasem wszystko się jakoś ułoży. To nie jest związane z żadną kulturą czy religią, a bardziej z postrzeganiem roli kobiety w społeczeństwie.

Statystyki pokazują, że to właśnie małżeństwa aranżowane, a nie te z miłości, są najtrwalsze. Ludzie chcą wierzyć, że w takich związkach uczucie przyjdzie z czasem. W tym przypadku ciekawe jest, że to Sofia wybiera Omara na męża, a ten nie chce się w niej zakochać. Gdyby było odwrotnie, to w takim tradycyjnym społeczeństwie Sofia nie miałaby nic do powiedzenia.

To bardzo dobrze skonstruowany scenariusz, bo w pewnym momencie to Omar staje się ofiarą. Decyduje się na małżeństwo w akcie desperacji, po szantażu. Jest jedynym żywicielem rodziny, bo po śmierci ojca musi zaopiekować się matką i rodzeństwem. Dlatego bardziej martwiłabym się o niego niż o Sofię. Ona wie, że musi walczyć o dziecko i o siebie. Przez pierwszą część filmu budzi nasze współczucie, aż nagle okazuje się, że jej pozornie bezsensowne działania prowadzą do celu. Sofia dorośleje na naszych oczach i pokazuje siłę charakteru. Według mnie to właśnie ona będzie ustalać dalsze zasady w tej relacji.

Zresztą czy my tak naprawdę wiemy, kto jest ojcem dziecka Sofii? Zadaję to pytanie, żeby pokazać, że w tym filmie można skupić się na wielu różnych wątkach, a nawet pogubić się w opowiadanej historii… Jednak na dłuższą metę to nie ma większego znaczenia, bo chodzi o emocjonalny odbiór filmu. Scenariusz jest skonstruowany w taki sposób, że każdy z nas w kontekście własnych doświadczeń i indywidualnej wrażliwości wyciągnie z tej historii co innego. Na tym właśnie polega dojrzałość reżyserki. Proponuje nam różne punkty widzenia, co z perspektywy filmoterapeutycznej jest bardzo ciekawe.

Czy Sofia dopięła swego? Jak odbierasz ostatnią scenę, czyli wesele?

W moim odczuciu nie ma w nim nadziei. Oboje, Omar i Sofia, są nieszczęśliwi, bo zostali skazani na bycie razem. To nie powinno skończyć się w ten sposób, ale wydaje się, że spośród dostępnych rozwiązań Sofia wybrała to najlepsze.

Dla mnie największą siłą kobiety jest prawda, życie w zgodzie ze sobą. Siła głównej bohaterki jest destrukcyjna, nie konstruktywna. Gdyby Sofia powiedziała wszystkim prawdę, historia potoczyłaby się inaczej…

Moim zdaniem, gdyby Sofia powiedziała prawdę już na samym początku, to prawdopodobnie destrukcja byłaby całkowita. Leopold Tyrmand w powieści „Zły” pisze, że prawda szkodzi tylko temu, który ją wypowiada.

To na czym według ciebie polega siła Sofii?

Właśnie na tym, że dziewczyna nie podejmuje pochopnie decyzji. Nie mówi prawdy, ale też nie kłamie, po prostu milczy. Gra na czas, który jest jej potrzebny do tego, żeby wymyślić plan, który uratuje sytuację. Sofia jest młodziutka, ufa instynktowi. Jej siłą jest niewinność. Niewinność w połączeniu z atawistyczną siłą, wynikającą z natury kobiety, która staje się matką, podpowiadają jej najlepsze rozwiązania. Ona wie, kto jest prawdziwym ojcem dziecka, my możemy się domyślać. W końcu „Sofia” znaczy po grecku mądrość.

Grażyna Torbicka: dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2

Martyna Harland: autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2

20 listopada, godz. 18 Kino MURANÓW, Warszawa zapraszamy na pokaz filmu „SOFIA” oraz dyskusję na temat silnych kobiet w kinie. Udział wezmą: Martyna Harland, Jacek Masłowski, Grażyna Torbicka. Prowadzenie: Joanna Olekszyk.

Źródło: Magazyn Sens, grudzień, 2018 rok

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, tekst

 

Komentarze

komentarzy









Zobacz także




Czytaj więcej
Scenariusz do "Dziadek do orzechów i cztery królestwa” Specjalna propozycja scenariuszy filmoterapeutycznych dla uczniów szkół podstawowych – dostępna we wszystkich kinach...