Wiedza to odwaga

29 marca 2017 


Reżyserka Marie Noëlle przyznaje, że obawiała się odbioru swojego filmu w Polsce, bo Maria Skłodowska-Curie jest tu niemalże ikoną. Sama jako dziewczynka zaczytywała się w jej biografii. Podobnie jak ona głęboko wierzy w postęp i naukę. Obie miały też szczęście poznać mężczyznę, z którym można dzielić miłość i pasję. Rozmawia Martyna Harland.


Martyna Harland: W podtytule filmu o Marii Skłodowskiej-Curie odwołujesz się do odwagi płynącej z wiedzy. Masz na myśli wiedzę o świecie, ale chyba przede wszystkim o sobie, o tym, co chcemy robić w życiu?

Marie Noelle: Świadomość siebie to najważniejsza wiedza do zdobycia. Chodzi o to, żeby wierzyć w siebie i robić w życiu to, czego się pragnie. Rzeczy, które przyjmowaliśmy do tej pory za pewnik, to, że jesteśmy równi, niezależnie od płci, wyznania czy koloru skóry, powoli stają się nieaktualne. Zarówno we Francji, jak i w Polsce. W dodatku dzisiaj kobiety tracą to, co wywalczyły przez lata. Nie ma sensu narzekać, że to nie w porządku – taka postawa nic nie wnosi. Maria Skłodowska-Curie nie była buntowniczką. Realizowała swój plan. Widziała, jak trudno być naukowczynią w tamtych czasach. A jednak jest pierwszą kobietą, która otrzymała Nagrodę Nobla i do dzisiaj pozostaje jedyną, która dostała go dwukrotnie. Mimo że od jej urodzin upłynęło już 150 lat, aktualne jest pytanie, jak być wierną sobie w czasach, które nam nie sprzyjają.

Najtrudniejszy jest pierwszy krok, czyli uświadomienie sobie, czego tak naprawdę chcemy.

A potem następny krok, czyli wcielenie tego w życie. Co robi Skłodowska, gdy jej córki nie mogą uczyć się fizyki, bo są dziewczynkami? Zakłada dla nich szkołę. Ten sposób postępowania i konsekwencji widać nie tylko w jej pracy, ale też w życiu prywatnym. Gdy Maria przybywa do Francji, ma już 23 lata, to dość późno na podjęcie nauki. A ona w trzy lata kończy matematykę i fizykę. Wiele kobiet studiuje w tym czasie medycynę na Sorbonie, dzięki czemu mogą pracować jako położne. Jednak nie kończą nauki dyplomami. A Skłodowska-Curie robi doktorat z fizyki, jako pierwsza kobieta w Europie. To jest właśnie odwaga! A trzeba zaznaczyć, że nie była silna fizycznie. Brakowało jej pieniędzy na jedzenie, cierpiała na problemy ze zdrowiem, była anemiczką i często mdlała, miewała nawet depresje. Ale pomimo swej delikatności szła przez życie jak burza.

Uważasz, że ważne jest, żeby konfrontować się ze swoimi problemami i trudnymi emocjami? Powiedziałaś, że dzisiaj bardziej boimy się postępu, co powstrzymuje nasze odkrycia.

Postęp w czasach Skłodowskiej oznaczał pomoc chorym, aby poczuli się lepiej. Dzisiaj ludzie są bardziej sceptyczni. Wszelkie badania na temat manipulacji genetycznych wywołują mnóstwo problemów. Widzimy głównie to, co może pójść źle, a nie skupiamy się na pozytywach. W dodatku promuje się światopogląd, który mówi, że powinniśmy bać się postępu i nowoczesności. To błąd! Trzeba podejmować ryzyko, żeby się rozwijać. Nie wiem, co stało się z naszą mentalnością. Znam wielu ludzi, którzy chcą dzisiaj wyjechać z Europy, czują się nią zawiedzeni. Skłodowska była przekonana, że jeżeli masz jakiś talent, to musisz go rozwijać, by był użyteczny dla społeczności. Podoba mi się ten sposób myślenia. Trudno porównywać robienie filmów z tym, czym ona się zajmowała. Dzięki odkryciu polonu i radu już w 1905 roku udało się wyleczyć raka szyjki macicy. Upowszechniono też badania RTG. Ja jako reżyserka przede wszystkim wywołuję u ludzi emocje – po to, żeby na chwilę oderwali się od swoich spraw i zastanowili się nad czymś głębiej. Nie robię filmów dla siebie, chcę się nimi dzielić z innymi. W ten sposób szukam dialogu z drugim człowiekiem, przestaję być tak narcystyczna i skupiona na sobie. Staram się widzieć świat takim, jaki jest. A świat jest coraz bardziej złożony.

Maria Skłodowska-Curie nie miała łatwego życia. W dzieciństwie straciła starszą siostrę, zaraz potem matkę.W swoich dziennikach pisała „nauka to moja terapia”.

Do tego doszły później dylematy, które miewa każda młoda kobieta szukająca swojej drogi w życiu. Jaki mam w życiu cel? W czym jestem dobra? Uczucie pustki i niepewności tego, kim jestem, bywa bardzo silne u młodych ludzi. Obserwuję to u swojego dojrzewającego syna. Ja na przykład kocham matematykę, którą studiowałam, za to, że jest tak cudownie abstrakcyjna. Jako młoda dziewczyna byłam dość sfrustrowana. Dużo czytałam, obserwowałam świat i rodziców, którzy mówili jedno, a robili drugie. Nie rozumiałam tego. Matematyka była dla mnie ukojeniem, pozwalała odnaleźć prawdę absolutną.

Co się stało, że matematyczka zajęła się robieniem filmów?
Matematyka jest według mnie bardzo bliska poezji i muzyce. Utwory Bacha czy Wagnera to czysta matematyka. Nigdy tak naprawdę nie fascynowały mnie liczby, za to kochałam logikę. Ustalasz pewne zasady i na ich podstawie tworzysz teorie – swój bezpieczny mały świat. Tak jak w filmie.

Inspirujesz się też malarstwem. Sama malujesz. W filmie widzimy malarski temat epoki „kobiety w kąpieli”. Co chciałaś przez to pokazać?
Kiedy Skłodowska-Curie dostała pierwszą Nagrodę Nobla, większość pieniędzy zainwestowała w zakup przyrządów do badań. Mogła je wydać inaczej, na przykład na wakacje po ciężkiej pracy. Jedynym luksusem, na jaki sobie pozwoliła, był zakup wanny. Scena, kiedy Maria wychodzi po kąpieli, jest jak jej nowe narodziny.

Przygotowując dokumentację do filmu, czytałaś oryginalne listy i dzienniki Skłodowskiej, rozmawiałaś też z jej wnuczką. Jak jeszcze się przygotowywałaś?
Rzeczy osobiste Skłodowskiej, notatki, ubrania i jej ciało, pozostaną radioaktywne przez kolejne 1500 lat. Do dzisiaj jej zeszyty przechowywane są w Bibliotece Narodowej w Paryżu. Uzyskanie dostępu do nich zajęło mi ponad cztery miesiące. Dostałam białe rękawiczki i musiałam podpisać oświadczenie, że oglądam wszystko na własną odpowiedzialność. Podjęłam to ryzyko. Myślę, że jednym z problemów naszych czasów jest ignorancja. Ludzie nie wysilają się, nie szukają wiedzy. Wracamy do tego, o co pytałaś na początku, czy wiedza daje odwagę. Brak wiedzy stwarza dyktatorów i daje im władzę. A wiedza jest sposobem na to, żeby wieść samodzielne i świadome życie.

Czy w trakcie zbierania informacji coś cię zaskoczyło?
Dużo wiedziałam o Skłodowskiej już wcześniej. Kiedy byłam dzieckiem, dostałam jej biografię i poczułam, że chcę właśnie takiego życia. Była dla mnie przykładem. Gdy analizowałam jej prywatne listy i dzienniki, zobaczyłam, że zapisywała w nich niemalże wszystko, włącznie z tym, co kupiła na obiad. W tych dziennikach uważny czytelnik może dostrzec, kiedy zakochała się w uczniu swojego zmarłego męża Paulu Langevinie. Pojawiają się wtedy wstążki, kapelusze, nowa bielizna. Prasa odkryła jej romans, przez co nie przyjęto jej do Francuskiej Akademii Nauk – byłaby pierwszą kobietą w tym gronie. Niesamowite, że naukowcy byli w tamtych czasach postrzegani jak celebryci.

Z mężem Peterem stanowiliście parę w życiu i w pracy. Podobnie jak Maria i Pierre Curie i jak Karolina Gruszka, która gra główną rolę w twoim filmie, z Iwanem Wyrypajewem. Czy ten aspekt był dla ciebie ważny?
Przyznam, że w przypadku Karoliny Gruszki dowiedziałam się o tym dużo później. Najważniejsze było poczucie, że Karolina coś we mnie uruchamia. Inspiruje mnie. Wybór aktorów jest procesem intuicyjnym. To trochę jak z zakochiwaniem się. Patrzysz na kogoś i czujesz, że to jest odpowiednia osoba.

Film opowiada o radzeniu sobie Marii po stracie męża. Wydaje się, że wiele łączy cię z główną bohaterką.
O tym, że Peter ma raka, dowiedzieliśmy się później. Kiedy pisałam scenariusz, nie miałam pojęcia o tym, że jest chory. To bardzo dziwne doświadczenie – napisać historię o życiu po śmierci męża, a rok później samej tego doświadczyć. Moja pierwsza wersja scenariusza zaczynała się sceną śmierci Pierre’a Curie. Wtedy wydawało się to racjonalne, chciałam wybrać moment, gdy Maria została sama. Interesowało mnie, jak poradziła sobie ze stratą. Teraz może zdawać się, że zrobiłam ten film, bo sama przeszłam przez podobne doświadczenie. Było dokładnie na odwrót. Śmierć Petera była dla mnie ciosem. Nie wiem, dlaczego zawsze myślałam, że to ja umrę pierwsza… Miałam taką fantazję, że będziemy trwać wiecznie, że razem się zestarzejemy. Historia Skłodowskiej-Curie jest mi bliska dlatego, że wiem, jak to jest poznać mężczyznę, z którym dzielisz miłość i pasję. Znaleźć pokrewną duszę na wszystkich poziomach. Ja to dostałam. I jestem za to bardzo wdzięczna. Taki związek to przywilej.

Obawiałaś się tego, jak film będzie odebrany w Polsce?
Bardzo się tego bałam, ponieważ Maria Skłodowska- -Curie w Polsce jest bohaterką narodową, niemalże ikoną, a ja chciałam przybliżyć te aspekty jej życia, które nie są powszechnie znane. Pokazuję ją przede wszystkim jako kobietę – z jej rozterkami i emocjami.

Kultura może uratować świat – to przesłanie waszego ostatniego wspólnie wyreżyserowanego z mężem filmu „Ludwik Szalony”. Założyłaś też fundację „Treffpunkt Filmkultur”, która promuje sztukę filmową.

We Francji uczy się dzieci, jak analizować tekst literacki, ale nie mówi się o tym, jak wpływa na nas
obraz filmowy. Jest wieloznaczny i można nim łatwo manipulować. Zrozumiałam to, gdy zobaczyłam pierwsze relacje z wojny w Iraku. Obrazy przypominały grę wideo: bomby i śmierć – nie było widać przerażenia ludzi. To zmienia wojnę w coś ekscytującego, pozbawionego cierpienia. Szczególnie młodzi muszą zobaczyć tę drugą stronę, inaczej mogą uznać wojnę za coś atrakcyjnego. Dzieci trzeba nauczyć refleksji nad tym, co oglądają. Istnieje cała gramatyka filmu, dokładnie tak jak gramatyka tekstu. Konkretne zbliżenia, kadry czy dźwięki wywołują w nas konkretne emocje. Taki przekaz manipuluje, a powinniśmy swobodnie tworzyć  własną opinię.

Czy filmy mogą być dla nas terapią?
Oczywiście chciałabym, aby moje filmy mogły być dla kogoś terapią, żeby skłaniały do zaglądania w siebie i we własne emocje. Jednak najważniejszym impulsem nie jest dla mnie ratowanie siebie lub innych ludzi, tylko chęć porozumienia się z otoczeniem. Sztuka filmowa to przede wszystkim komunikacja. Właśnie rozmowa człowieka z drugim człowiekiem może nas dzisiaj uratować.

Marie Noelle: francuska scenarzystka, reżyserka oraz producentka. Autorka powieści i sztuk teatralnych. Przez wiele lat współtworzyła spółkę producencką z mężem Peterem Sehr. „Maria Skłodowska-Curie” (w kinach od 3 marca) to pierwszy film Marie zrealizowany po śmierci Petera.

Źródło: Magazyn Sens, kwiecień 2017 r.

SENS_04_2017

Komentarze

komentarzy






Poprzedni artykuł
O filmoterapii w Radiu Zet
Następny artykuł
Filmoterapia w kwietniu: W piwnicy



Zobacz także




Czytaj więcej
O filmoterapii w Radiu Zet Martyna Harland, psycholog, filmoterapeutka opowie o tym dlaczego filmy mogą być zapisywane na receptę. Jak...