Więcej niż horror

10 marca 2019 


Uwaga: lęk egzystencjalny i niepokój. Czyli „MONUMENT” Jagody Szelc. To dyplomowy film dwudziestu studentów i studentek wydziału aktorskiego Łódzkiej Filmówki. Jak twierdzi Rektor szkoły, prof. Mariusz Grzegorzek: „nie ważne czy film się uda czy nie, ważne żeby wychodził ze zdrowego autorskiego korzenia i nie można się bać, że ktoś wyjdzie z kina ”. My zostaniemy.

Jak powiedziała nam Jagoda Szelc – „Bardzo trudno pożegnać się ze Szkołą Filmową. Nie można po prostu zbić piątki, zabrać dyplom i powiedzieć papa. Ta szkoła, która była dla mnie tak konstytuująca moją osobowość, która nauczyła mnie mówić jest też stanem świadomości, od którego trudno się odmacierzyć. Podobnie było z aktorami. Żeby się wydostać trzeba było zabić w nas studenta. Więc ten tak zwany film (czymkolwiek to jest) był po to, żeby przeprowadzić ceremonie. Wystąpić w poszukiwaniu końca“.

Inspirujesz się tutaj plemiennością, szamanizmem, który może budzić w widzach lęk.
Jagoda Szelc: „Jest taka wspaniała książka antropolożki Jean Liedloff „W głębi kontinuum”. Opowiada ona o tym dlaczego Indianie z Amazonki potrafią być szczęśliwi i tym samym gdzie my popełniliśmy błąd. Mówi się, że trzeba dać ją kobietom, które spodziewają się dziecka. Ale uważam, że mężczyźni (oni też mają pod górkę z kulturą) powinni ją przeczytać. Wszyscy. Nie jesteśmy w stanie utożsamić się dzisiaj z miastem, w którym żyjemy. Jak być w kontakcie z 2 milionami ludzi? Wspólnota i jej poczucie ma w sobie silny element duchowości i kontaktu z naturą. Bo się nie dysocjujesz. I masz z kim przeprowadzać ceremonie. Zamykać i otwierać. Niby od tego mamy religie, ale duchowość jest doświadczeniem własnym, religijność jest tylko zapożyczeniem tego doświadczenia. Warto zastanowić się gdzie jest nasze centrum. To nie ciało jest przeżyciem duchowym, tylko dusza jest przeżyciem cielesnym“.

Co widz może zrobić ze swoją frustracją i lękiem, po twoich filmach? Horrory wywołują lęk i strach. Twoje filmy wywołują lęki najcięższego kalibru: lęki egzystencjalne, pytania o sens życia.
Jagoda: „I to jest bardzo dobre pytanie. Bardzo ważne jest zadawać sobie to pytanie raz na jakiś czas. Odpowiedź będzie się zmieniać. Każdy z nas urodził się wolny i ma brać odpowiedzialność za tę wolność. Budujmy architektonicznie nasz system wartości. Nie miejmy opinii tylko przemyślenia”.

Jagoda: „Każdy z nas ogląda w kinie inny film. Pracując wcześniej nad „Wieżą. Jasnym dzień”, miałam jedno marzenie. Chciałam, żeby mój film się rozpadł. Po to, żeby widz stracił kontrolę nad filmem. Żeby nie opierał się czy nawet nie kładł się na autorze, tylko sam wybrał co zobaczył. W sztuce nazywają to hermeneutyką. Polega to na tym, że jako twórca mam takie same prawo do interpretacji np. filmu, co widz. Każdy widz ma rację. Jednak ludzie mają bardzo duże lęki przed tym, żeby uznać swoją interpretację, za ważną i prawdziwą. Dlaczego? Bo myślą, że się skompromitują. Bo nie jesteśmy dla siebie autorytetami. Tak na prawdę, jest siedem historii, które opowiadamy od setek tysięcy lat i to mnie nie interesuje. Pisanie historii jest proste, bo życie je pisze i każdy kto piszę kradnie. Tak, jak mówił Slavoj Žižek, nie ważne już co, ważne jak“.

W filmoterapii najważniejsze jest to, że mówiąc o bohaterach filmowych, mówimy tak na prawdę o nas samých. Projektujemy siebie, własne emocje, doświadczenia i wiedzę, na ekran kina.
Jagoda Szelc: „Kiedy mówimy o kimś, to tak naprawdę zawsze mówimy o sobie. Używamy jedynie narzędzi, które sami posiadamy. Dlatego, przekonywanie do swojej rzeczywistości drugiej osoby, nie ma sensu. Ale czemu nie jesteśmy ciekawi, żeby słuchać? Jak ktoś definiuje swój świat i co następuje jak się z nim porozumieć. Jedyną rzeczą, którą wspólnie możemy zdefiniować jest istnienie tajemnicy. Tajemnica jest i każdy to słowo rozumie tak samo. Czemu z nią walczymy? Przecież to naturalny element życia.”.

Jagoda: „Chodzi o możliwość swobodnego interpretowania. Filmu. Życia. Innych ludzi. Warto spojrzeć na inżynierię społeczną np. w plemionach afrykańskich. Nazywa się to ubuntu. Nie ma sądów ani więzień. Oni wpadli na to, że jeśli ktoś zrobił coś złego, to nie trzeba go za to ukarać. Wręcz przeciwnie, należy mu pomóc, bo to znaczy że jest chory, że się pomylił. Wódz plemienia stawia taką osobę na środku wsi i wzywa do siebie wszystkich ludzi. Przez dwa dni każdy przypominała błądzącemu kim jest. Co dobrego dla nich zrobił. Przywraca go do plemienia. Jak widzisz, zło można inaczej zinterpretować. W „Wieża. Jasny dzień“ bardzo dużo osób w Polsce, szczególnie mężczyzn, odbierało jedną z bohaterek – Kaję jako osobę chorą psychicznie. Z kolei moi przyjaciele Azjaci na odwrót. Jako jedyną zdrową. Wszystko jest kwestią okoliczności. Weźmy takiego mnicha buddyjskiego, który jedzie autobusem po Azji i przenieśmy go na ulicę Piotrkowską, w Łodzi, przebierzmy go w zwykłe szmaty. Wszyscy jednogłośnie uznamy, że to świr, bo się uśmiecha do ludzi. Więc co tworzy nasze interpretacje?”.

W związku z tym, kto tworzy filmy? I czym one są?
Jagoda: „Są tylko maszynami do weryfikacji, tego kim tak na prawdę jesteśmy. Jeżeli ktoś widzi wszędzie nieszczęście, smutek i rozbój , to wzmacnia połączenia w mózgu, które aktywizują tego rodzaju myśli i skojarzenia. Widzi to co widział. Chciałabym, żeby było miejsce dla kina, które nie koniecznie opowiada historie, że „warto kocha攓.

Co dalej? – Jagoda: „Ruszam teraz w Polskę z moim drugim filmem Monument. A na jesień mam nadzieje, wejdę w zdjęcia do nowego filmu Delikatny Balans Terroru. ”

Ps: Monument już w kinach!

Komentarze

komentarzy






Poprzedni artykuł
Czas na kino terapeutyczne?
Następny artykuł
Na szczęście smutek



Zobacz także




Czytaj więcej
Czas na kino terapeutyczne? Doktor Freud został bohaterem niemalże stu produkcji filmowych. Skąd wzięła się ta fascynacja psychoanalizą? W Stanach...