Terra Italiana, czyli włoskie emocje

1 maja 2017 


Na festiwalu „Terra Italiana” w Warszawie wrzało od włoskiego temperamentu. Obecny na projekcjach swoich filmów reżyser – Giuseppe Piccioni zapytany, dlaczego częściej wybiera kobiety na główne bohaterki swoich filmów, odpowiedział: „Nie jestem kimś w rodzaju fryzjera dla kobiet – nie staram się nikomu przypodobać. Po prostu w moim życiu kobiety odegrały wielką rolę”. O nieco innym spojrzeniu na terapeutyczną rolę filmu rozmawiamy Giusseppe Piccioni. 


Giusseppe Piccioni ur. 1953 roku, włoski reżyser filmowy i scenarzysta. Jest jednym z najbardziej cenionych włoskich reżyserów. Na festiwalu w Warszawie zaprezentowane zostały dwa filmy: „Nie z tego świata” (Fuori dal mondo), nagrodzony m.in. przez Włoską Akademię Filmową pięcioma nagrodami Donatello i najnowszy „Te dni” opowiadający historię czterech przyjaciółek porzucających dotychczasowe problemy, po to by odnaleźć siebie w podróży do Belgradu.

unnamed (2)

Dzisiejsze spotkanie jest okazją do dialogu między reżyserami a widzami. Okazją do spotkania dwóch europejskich kultur.

Dla każdego reżysera taka konfrontacja i wymiana myśli jest bardzo cenna. Kiedyś było więcej okazji do takich wymian. Gdy zaczynałem swoją karierę w Rzymie, było tam wiele klubów filmowych. Mogliśmy oglądać wszystkie filmy jakie chcieliśmy: włoski realizm, nową fale francuską, to była okazja żeby wzrastać i czerpać inspiracje z tych konfrontacji. Moje filmy są słabo dystrybuowane w Polsce, a ten festiwal daje mi możliwość dialogu i skonfrontowania z innym punktem widzenia.

Obecni na festiwalu właśnie oglądają film Questi giorni. To historia czterech młodych kobiet. Każda jest w innym momencie swojego życia. Liliana kończy literaturę, pisze tezę na temat Johna Miltona i jest zakochana w swoim introwertycznym profesorze Filippo. Właśnie dowiedziała się, że ma guza, ale nie wspomina o nim nikomu – nawet matce. Caterina to drażliwa i złośliwa osoba, zdecydowana opuścić Włochy, aby znaleźć pracę w Belgradzie. Potajemnie skrywa miłość Liliany. W międzyczasie Angela ma dość swojego ojca, a także bogatego narzeczonego. Anna, która studiuje skrzypce w konserwatorium, odkrywa, że jest w ciąży ze swoim narzeczonym i jest tym faktem nieco oszołomiona. W konsekwencji przyjaciółki decydują się towarzyszyć Caterinie w drodze do Belgradu. Czy to metafizyczna podróż w głąb siebie?

Myślę, że ta historia przede wszystkim opowiada głębie tych postaci. To, co one bardzo głęboko w sobie przeżywają. Każdy człowiek przebywa taką drogę. Rzeczą, która popycha te dziewczyny do podróży są ich pragnienia, oczekiwania wobec życia. Chodzi o moment, który w konsekwencji pcha ich losy w tę samą stronę. To nie jest współczesne „road movie”, nie ma tu szybkich samochodów, strzelaniny ani zasadzek.

Współczesne kino nie szczędzi takich środków wyrazu.

We współczesnych filmach widzę przede wszystkim za dużo scenariusza. Nic nie dzieje się przypadkiem i to przeszkadza w ukazaniu prawdziwej historii. Na przykład, kiedy przygotowywaliśmy się do filmu Fuori dal mondo, czytaliśmy wspólnie scenariusz z Margherita Buy i w pewnym momencie Margherita mówi: „Giuseppe, myślę, że fajnie byłoby, gdyby Caterina wyprowadzała w tej scenie dziecko ”. „Ależ to głupota” – odpowiedziałem. W konsekwencji jednak scena powstała. Nie trzymałem się sztywno scenariusza, ponieważ w trakcie pracy daję aktorom przestrzeń do tworzenia działań, które niekoniecznie są zaplanowane.

W tej przestrzeni Margherita Buy zajmuje szczególne miejsce. Pojawia się w większości twoich filmów.

Margherita Buy jest chyba najbardziej kochaną aktorką przez włoską publiczność. Ale nie jest łatwą osobą, jeśli chodzi o współpracę. Czasami tracę cierpliwość. Jest w stanie wyprowadzić z równowagi wszystkich, włączając w to nawet reżysera. Mimo wszystko Margherita należy do tych aktorek, które są w stanie opowiedzieć prawdę a współpraca z nimi jest dla mnie pewnym wyzwaniem. Takie spotkanie między aktorem a reżyserem jest bardzo ważne, tu nie chodzi tylko o relację czy funkcjonalną potrzebę opowiedzenia historii, tylko o spotkanie dwójki ludzi.

Czy to oznacza, że praca reżysera jest w pewnym sensie terapeutyczna?

Doświadczenie robienia filmu jest już doświadczeniem samym w sobie. Przez korygowanie scenariusza, przejście przez wszystkie etapy pracy staram się dojść do punktu centralnego filmu, czyli prawdy. Cały ten proces, wspólna praca, sprzeczki na planie, wspólne dochodzenie do stworzenia czegoś autentycznego może uświadomić bardzo wiele zarówno reżyserowi jak i aktorom. W tym aspekcie jest to bardzo terapeutyczne.

Rozmawiał Artur Służewski

 

Komentarze

komentarzy











Czytaj więcej
Grażyna Torbicka: jak to robi irański Hitchcock? Laureat tegorocznego Oscara Asghar Farhadi znalazł się w centrum dyskusji politycznej, choć nie z powodu treści swojego...