Tak jest lepiej

17 kwietnia 2020 


W chińsko-amerykańskim dramacie „Kłamstewko” krewni ukrywają przed starszą kobietą prawdę o jej chorobie. Czy dobre intencje usprawiedliwiają ich zachowanie? A może w ten sposób odbierają babci wolność decydowania o sobie? – odpowiedzi na te pytania szukają filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland


Martyna Harland: „Kłamstewko” opowiada o rodzinie, która decyduje się ukryć przed ukochaną babcią Nai Nai złe wieści o jej stanie zdrowia. To dla mnie prawdziwa filmoterapia, bo moja babcia trafiła ostatnio do szpitala i przygotowywałam się na to, że będę musiała się z nią pożegnać… Dopiero to doświadczenie, pokazało mi jakie to trudne.

Grażyna Torbicka: Na początku filmu pada stwierdzenie: „w Chinach mówi się, że ludzie z rakiem umierają. Ale to nie rak ich zabija, tylko strach”. Dlatego filmowa rodzina postanawia nie mówić prawdy babci o tym, że zostało jej kilka miesięcy życia. Wcześniej wciąż nie mieli dla niej czasu, a teraz chcą pobyć z nią, by mogła się nimi nacieszyć. A jak wiemy z naszych wcześniejszych rozmów, m.in o filmie „Festen” Vinterberga, tego rodzaju spotkania uwalniają rodzinne demony i różne niewypowiedziane żale.

Uważasz, że rodzina nie powinna ukrywać przed babcią jej choroby?

Nie oceniam tej decyzji, szanuję ją. Jednak sama wolałabym znać prawdę. Najmłodsza Billy, która wychowała się w Stanach, również uważa, że powinno się powiedziec Nai Nai prawdę. Ale rodzice tłumaczą jej, że tak nie wolno. Dziewczyna akceptuje to, bo kocha babcie i tak na prawdę trudno jej zdecydować, co jest najlepsze dla Nai Nai. Solidarność rodziny wynika z ich chińskiej tradycji.

Dlaczego wolałabyś wiedzieć o tym, że jesteś ciężko chora? Czy nie lepiej, jak Nai Nai, urządzać w tym czasie wesele i być z bliskimi, zamiast leżeć w szpitalu?

Dlatego, że chciałabym móc o sobie decydować. Przecież nikt poza mną nie wie, jakie jeszcze mam plany… Dlatego żal mi bohaterki, której odebrano wolność wyboru, możliwość kontrolowania swojego życia. A może było jeszcze coś, co odkładała na później? Byle drobiazg, wyjazd nad jezioro, jedno małe marzenie, którego nie może już zrealizować…

Przecież Nai Nai dostała właśnie od swojej rodziny to przekonanie o kontrolowaniu własnego życia.

Rzeczywiście można trochę pozazdrościć bohaterom filozofii życia i umiejętności sprowadzania jej na poziom praktyczny, tylko babcia wyglądała na inteligentną osobą i mam wrażenie, że jednak trudno jej było uwierzyć w to, co przeczytała w sfałszowanej diagnozie lekarskiej. Bo skąd pojawiło się u niej to nagłe osłabienie? Przyszło mi też teraz do głowy, że może ze strony rodziny jest to jakieś myślenie magiczne, na zasadzie, że jeżeli nie powiemy choremu o jego chorobie, to będzie żył dłużej. Jednak nie da się zaczarować życia w ten sposób.

A do mnie trafiają tłumaczenia bliskich Billy, którzy uważają, że ukrywając prawdę o chorobie przed Nai Nai, tak naprawdę biorą na siebie odpowiedzialność, niosą jej ciężar.

Oczywiście, kłamstwo może się obrócić na dobre. Widzieliśmy to ostatnio w filmie „Boże ciało” Jana Komasy, gdzie młody chłopak zaczyna udawać, że jest księdzem, i kiedy ludzie mu ufają, na początku jest przerażony. Jednak później okazuje się, że swoją postawą może zdziałać wiele dobrego… Jednak zazwyczaj prawda jest potrzebna i oczyszczająca, przypomnij sobie filmy „(Nie)znajomi” Tadeusza Śliwy i „Dobrze się kłamie, w miłym towarzystwie” Paola Genovese, rozmawiałyśmy o tym. Bo co jeśli Nai Nai miała swoje marzenia i plany do zrealizowania?

Tylko kto z nas ze spokojem potrafi przyjąć nieprzyjemną prawdę od najbliższej osoby?

To zawsze boli. Dlatego uważam, że czasem lepiej jest przemilczeć pewne rzeczy. A może nie szukajmy winy po stronie osoby, która mówi prawdę? Tylko po stronie osoby, która tej prawdy nie potrafi przyjąć…

Uważam, że jednak warto być otwartym na takie szczere wyznania, bo życie w świecie ułudy do niczego dobrego nie prowadzi. Jeżeli masz o sobie wyobrażenie, że wszystko robisz najlepiej, a w którymś momencie ktoś z zewnątrz powie ci, że to nieprawda, to będziesz miała pretensje do swoich bliskich, że mogli ci o tym powiedzieć wcześniej.

W jednej ze scen Billy mówi matce, że chciałaby zostać w Chinach i zaopiekować się babcią. A matka odpowiada, że przecież nie potrafi nawet sprzątać ani gotować, a poza tym ma 30 lat i nie może zatrzymać nagle swojego życia. Dlaczego rodzice uważają, że tylko na nich spoczywa ciężar opieki i że chronią w ten sposób swoje dzieci?

Rodzice biorą w takiej sytuacjach całą odpowiedzialność na siebie, bo nie chcą obciążać i zasmucać tym swoich dzieci. Zresztą zauważ, że Billy postępuje podobnie i przez długi czas ukrywa przed rodzicami, że nie przyznano jej stypendium artystycznego. Dlaczego? Bo nie chce ich tym martwić.

Może dlatego, że nawet jeśli zaczniemy opowiadać o naszych problemach, to okazuje się, że nie umiemy sobie pomóc nawzajem? Nikt nie uczy nas tego, jak udzielać wsparcia emocjonalnego bliskim…

Myślę, że sam fakt, że ktoś może się otworzyć i zostać wysłuchanym, to jest już pomoc i wsparcie. W naszej kulturze przyjęło się, że dzieci przychodzą ze swoimi problemami do rodziców, ale na odwrót to już nie działa. Rodzice rzadko zwierzają się ze swoich kłopotów dzieciom, nawet jeśli te są już dorosłe, co uważam za błąd, bo taka wzajemność mogłaby pogłębić relacje rodzinne. Pomóc zarówno jednej, jak i drugiej stronie.

Co filmowa bohaterka zyskuje dzięki relacji z jej babcią? To podróż w kierunku własnej tożsamości. Można dowiedzieć się wielu rzeczy o sobie, rodzinie i rodzicach.

Billy i Nai Nai to niewątpliwe pokrewne dusze. W pewnym momencie babcia uczy wnuczkę pewnej techniki oddechowej. To taki chiński sekret, ćwiczenia pozwalają wyrzucić z siebie złą energię i oczyścić się wewnętrznie. Billy najpierw z tego żartuje, jednak ćwiczy razem z babcią, naśladuje ją i okazuje się, że to działa i przydaje się w życiu. A może właśnie technika oddechu przedłużyła życie babci? Takie wyrzucenie z siebie negatywnych emocji poprzez krzyk jest bardzo oczyszczające.

Może powinno się zainstalować na każdym przystanku w mieście albo w pracy, dźwiękoszczelne kabiny, w których można wykrzyczeć swoje emocje? Podobnie jak było w pawilonie izraelskim na tegorocznym Biennale sztuki w Wenecji.

Moim zdaniem dźwiękoszczelne pomieszczenia nie spełniają roli terapeutycznej, bo ten krzyk jakby wraca do ciebie, razem ze wszystkim, co z siebie wyrzuciłaś. To musi być raczej głośny krzyk w otwartej przestrzeni , w lesie, górach jak widzimy na przykład w filmie „Turysta” Rubena Ostlunda.

Ciebie najmocniej zainteresowało tutaj zatajenie prawdy, a mnie wątek relacji wnuczki z babcią, opieki nad nią i pożegnania. Pewnie dlatego, że projektowałam na ekran filmu własne doświadczenia i emocje związane z chorobą babci…

Właśnie dlatego uważam, że „Kłamstewko” może być szczególnie terapeutyczne dla młodych osob, trzydziestoparolatków takich jak ty, którzy dopiero zaczynają mierzyć się z doświadczeniem ciężkiej choroby, która przykuwa kogoś bliskiego do łóżka. Prawdopodobnie dlatego ta historia tak mocno cię poruszyła. Taki film może stanowić pewnego rodzaju szczepionkę.

Ja pożegnałam już w moim życiu bliską osobę. I mam poczucie, że cokolwiek zrobiłam czy powiedziałam, to można było coś więcej… Jednak jestem osobą wierzącą i mam nadzieje, że jeszcze spotkam się kiedyś z moim ojcem, bo TO wszystko nie może się tak po prostu kończyć. Śmierć nikogo nie oszczędzi. Dlatego lepiej żyć zgodnie z filozofią, która nas wzmacnia i prowadzi. Tak zrobiła babcia Nai Nai.

Źródło: marcowy magazyn Sens, 2020r

Komentarze

komentarzy









Zobacz także

Wysiąść z pociągu
Wysiąść z pociągu
17 kwietnia 2020 
One mają głos
One mają głos
13 lutego 2020 
Na emigracji wewnętrznej
Na emigracji wewnętrznej
16 stycznia 2020 



Czytaj więcej
Eksperyment na tratwie/ Filmoterapia z Sensem 4 Seks, relacje i kilka innych współczesnych problemów… Zapraszamy na pokazy w ramach 4. edycji cyklu Filmoterapia z SENS...