„Sztuka Kochania” dziś zbieramy owoce tego, co zasiała Wisłocka

23 stycznia 2017 


Dojrzałość w seksie polega na tym, że kobieta i mężczyzna potrafią i chcą docenić spotkanie. Mają dla siebie czas, poświęcają sobie uwagę. Doceniają różnice wynikające z płci, nie rywalizują. Rozwijają się, żeby być partnerami. Rozmowa z Alicją Długołęcką. 


MARTYNA HARLAND: „Sztuka kochania” Michaliny Wisłockiej rozeszła się w PRL-u w ponad siedmiu milionach egzemplarzy – w większym nakładzie niż Biblia. Skąd taka popularność?

ALICJA DŁUGOŁĘCKA: Największy skandal wywołały wtedy ilustracje do książki. Przedstawiały pozycje seksualne i to one właśnie zostały najlepiej zapamiętane. Ale Wisłockiej chodziło o coś więcej – jej przesłaniem była „instrukcja zadowolenia kobiety”. Uwolniła polskie kobiety od seksu rozumianego jako przykry obowiązek małżeński – propagowała miłość zmysłową, przyjemną.

Pomysł na „Sztukę kochania” powstał po skoku w bok Wisłockiej, kiedy w końcu doświadczyła satysfakcjonującego seksu. Podczas pobytu w Lubniewicach poznała mężczyznę, z którym przeżyła miesięczny romans. I zrozumiała, na czym to powinno polegać.

Co pani zapamiętała z tej książki?

– Poradnik Wisłockiej oczywiście stał na mojej półce, podobnie jak w prawie każdym polskim domu. Dowiedziałam się z niego przede wszystkim, że kobieta ma potrzeby seksualne i powinna je wyrażać. Wcześniej inicjatywa seksualna była przypisywana wyłącznie mężczyznom.

Już 27 stycznia 2017 roku wchodzi do kin film „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”

Wisłocka może nas jeszcze czegoś nauczyć?

– Dzisiaj jedna Wisłocka nie wystarczy. Różnorodność problemów i oczekiwań związanych z życiem seksualnym człowieka jest olbrzymia. Część z nas chce być w związkach tradycyjnych, inni wybierają opcję partnerską albo funkcjonują w rodzinach patchworkowych, niektórzy świadomie nie chcą mieć dzieci, jeszcze inni wybierają poliamorię, panseksualność, BDSM. To efekt wolności i radykalnego wzrostu samoświadomości seksualnej kobiet i mężczyzn.

Maria Sadowska, reżyserka filmu o Wisłockiej, wybrała ciekawy moment na to, żeby przypomnieć nam o seksie lat 70.

– W Polsce mamy za sobą dwie rewolucje seksualne. Pierwsza, która była efektem powszechnego dostępu do antykoncepcji, pozwala kobietom świadomie sterować swoją płodnością i nie wiązać aktywności seksualnej z ciążą. Druga jest związana ze zmianą ról płciowych, które stały się bardziej płynne, co pociągnęło za sobą kryzys monolitu tradycyjnej rodziny.

To jest dzisiaj mocno odczuwalne – „czarne protesty” mówią same za siebie.

Podobno teraz nadchodzi trzecia rewolucja seksualna?

– Najnowszy raport profesora Lwa-Starowicza pokazuje, że rośnie satysfakcja seksualna kobiet. I to niezależnie od wieku: 70-latki są tak samo zadowolone jak 35-latki. Profesor rzeczywiście wspomina o trzeciej rewolucji seksualnej – wiąże się ona ze wzrostem wymagań i samoświadomością kobiet.

Słowem, dzisiaj zbieramy owoce tego, co zasiała pani Michalina.

Czyli najważniejsze zmiany w pojmowaniu seksualności dotyczą kobiet?

– Przez setki lat kobiece ciała były seksualnie zaniedbane. Czekałyśmy na piorun z nieba albo rycerza na białym koniu, który spowoduje, że nam się tego seksu zachce. Twierdzenia typu: „bo kobietę boli głowa”, czyli tak zwana kobieca hipolibidemia, lub to, że to mężczyzna ma zabiegać o seks, dziś przeszły do lamusa.

Odkryto znaczenie łechtaczki. Odrzucono istniejące od lat 60. przekonanie, że pożądanie zawsze poprzedza podniecenie. Wiemy już, że może być na odwrót – celem reakcji seksualnej kobiety jest satysfakcja seksualna, nie orgazm.

Odkryciem ostatnich lat jest uznanie pożądania reaktywnego u kobiet, powstającego w odpowiedzi na dotyk, za równoprawne z tym „z głowy”, czyli psychogennym. Pożądanie do tej pory wiązano z obecnością myśli i fantazji seksualnych, a okazało się, że wcale nie jest to zjawiskiem powszechnym.

To trochę techniczne myślenie. A emocje?

– Nie ma seksu bez emocji. Ale podstawą jest samoakceptacja. Jeżeli chcemy być otwarte na to, co może dać nam nasze ciało w zetknięciu z drugim człowiekiem, najpierw musimy być w zgodzie ze sobą, znać się cieleśnie i psychicznie, lubić siebie.

Poza tym potrzebna jest wewnątrzsterowność i wolność. Chodzi o łapanie dystansu do schematów wynikających z kultury, wychowania, edukacji czy wcześniejszego doświadczenia. Opieranie się na filarze, jakim jestem ja sama jako psychosomatyczna całość. Wtedy mamy gotowość do tworzenia więzi z drugim człowiekiem. I wtedy możemy się zająć tym, co w seksie najważniejsze, czyli przyjemnością.

Seks z wiekiem nie staje się mniej ważny, tylko się zmienia. W połowie życia mężczyźni i kobiety wreszcie się spotykają seksualnie. One zyskują odwagę cielesną, oni otwierają się na uczucia i emocje.

– Tak jest, chociaż nasz schemat kulturowy wcale nie jest partnerski. Kobiety cierpią na tym, że ich seksualność jest zamieszana w politykę i można w niej bez oporów grzebać na forum publicznym. O męskiej seksualności się tak nie decyduje.

Mężczyznom za to jest trudniej w sensie psychologicznym. Wymaga się, żeby byli androginiczni, mieli jednocześnie wyraziste cechy męskie i kobiece.

Poza tym w Polsce funkcjonuje silny stereotyp kobiety Madonny lub ladacznicy, więc mężczyźni boją się kobiet innych, samoświadomych i aktywnych. Z drugiej strony czują się przygnieceni ciągłą odpowiedzialnością za tę księżniczkę u boku, która ma dwie lewe ręce. Niby mężczyzna ma zrobić pierwszy krok, ma budować w kobiecie pożądanie, tymczasem badania pokazują jasno, że to kobieta pierwsza wysyła sygnał o zainteresowaniu seksualnym, a mężczyzna odbiera ten sygnał lub nie.

Problem w tym, jak dotrzeć do nowoczesnej kobiety. Jedna ma tak, druga zupełnie inaczej. Wszystkie te punkty G, strefy AFE – można oszaleć. No i jak pogodzić z partnerstwem seks BDSM, kiedy nagle się okazuje, że nasza Madonna lubi być przygwożdżona do ściany albo związana?

Naprawdę współczuję współczesnym mężczyznom.

A kiedy oni docierają do momentu, gdy zaczynają się otwierać na emocje, zamiast w kółko koncentrować się na technikach i pozycjach seksualnych?

– To ma trochę związek ze smugą cienia, gdy mężczyzna czuje, że osiągnął już pełną dojrzałość i zaczyna się starzeć. Ale też z zawodowym wyścigiem szczurów – przychodzi taki czas, że facet jest już po prostu zmęczony ciągłą gonitwą. Wtedy wielu mężczyzn odkrywa swoją nową rolę – partnera. Seks staje się po prostu fajny. Fajnie jest razem szczerze rozmawiać, nie bać się okazywać wstydu i słabości, pogłębić relację. Wtedy tworzy się też pogłębiona więź seksualna.

Przychodzi też świadomość, że romantyczne uczucia i uniesienia seksualne nic za człowieka nie zrobią. Tak jak na początku się zaczarowaliśmy, tak będzie odczarowanie, więc w gruncie rzeczy nie o to chodzi.

I zaczynają rozumieć, że cała ta gonitwa za realizacjami zadań, celów, ambicji czy nadmierna koncentracja na ciele właściwie nie mają większego znaczenia dla sensu życia czy seksu. Ale to przychodzi z wiekiem.

Z wiekiem też zaczynamy zdawać sobie sprawę również z tego, że sami produkujemy swoje emocje…

– Bardzo dużo zależy od naszego podejścia do ludzi i do siebie samych. Od tego, jaką koncepcję przyjmujemy codziennie o poranku. Można przecież sobie samemu zafundować doła i na odwrót. Wiemy już, że pewnych słów nie wolno nam wypowiadać w złości, bo są nieodwracalne. Jeżeli mamy dzieci, w relacji z nimi dostrzegamy, jak dużo zależy od tego, w jaki stan psychiczny się wprowadzamy i jak szybko to daje rezultaty, pozytywne jak i negatywne. Tak samo działa to w pracy, w relacjach z innymi. Zaczynamy wyciągać wnioski.

W swojej najnowszej książce, „Seks na wysokich obcasach 2”, piszesz, że warto się uczyć seksu od nastolatków.

– Tak. Bo kiedy ostatnio patrzyliśmy sobie z partnerem w oczy z pełnym zaangażowaniem? Jak w tym filmiku, w którym przypadkowi ludzie patrzą na siebie przez 4 minuty i odczuwają prawdziwe wzruszenie. Dlaczego tego nie robimy, kiedy się kochamy? Dlaczego tak rzadko się dotykamy i przytulamy?

Nikt nie edukuje nas z wiedzy seksualnej w wieku starszym. Wychodzi się z założenia, że skoro całe dorosłe życie uprawiamy seks, to wszystko o nim wiemy. Ponadto psychologowie twierdzą, że do 45. roku życia zdobywamy doświadczenia, potem je tylko powielamy. To jak się rozwijać w tej sferze?

– Dojrzałość w seksie w wersji heteroseksualnej polega na tym, że kobieta i mężczyzna potrafią i chcą docenić spotkanie ze sobą. Tworzą sobie nawzajem przestrzeń, mają dla siebie czas, poświęcają sobie uwagę. Doceniają różnice wynikające z płci, nie rywalizują ze sobą. Rozwijają się do tego, żeby być partnerami.

Na zadowolenie z seksu w dojrzałym wieku wpływa zdrowie i poziom wykształcenia. Dzięki temu nie popadamy w stereotypy i schematy myślowe. Co jeszcze jest potrzebne?

– Niespokojny umysł. Trzeba po prostu lubić myśleć, nie musi to mieć przełożenia na dyplomy. Aktywny tryb życia, taki jak np. aktorów, społeczników, naukowców, który przymusza do używania pamięci, umysłu i emocji, jest sprawdzonym sposobem na uzyskanie pełnego życia intelektualnego i seksualnego.

Z wiekiem przestają się też liczyć kategorie związane z estetyką ciała, a bardziej stawia się na te zdrowotne. Zaczynamy doceniać swoją fizyczność. Coś, co było przedmiotem naszych kompleksów, przestaje mieć znaczenie. Zaczynamy się cieszyć ciałem, traktować je jak dar i czerpać z niego. I to wszystko.

*Dr Alicja Długołęcka – doświadczona trenerka i autorka książek dla młodzieży i dorosłych. Od wielu lat zajmuje się edukacją i poradnictwem psychoseksualnym. Szczególnie bliskie są jej tematy dotyczące zdrowia seksualnego i seksualności kobiet.

Źródło: Gazeta Wyborcza. Magazyn Świąteczny 21-22 stycznia 2017 rok 

http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21272996,alicja-dlugolecka-dzis-zbieramy-owoce-tego-co-zasiala.html

 

Komentarze

komentarzy









Zobacz także




Czytaj więcej
Grażyna Torbicka o Wajdzie: Wolność to również wątpliwości Miał niesamowitą intuicję. Wyczuwał tematy podskórnie. Zawsze dotykał rzeczy bardzo istotnych, których wszyscy potrzebowali....