Świat traumy na ekranie

12 maja 2018 


“Umbra” to cień na naszej duszy? Zło jest w każdym z nas. Chodzi o to, żeby je w życiu spotkać i pokonać?
Urszula Nawrot (reżyserka filmu „Umbra”): Świat, w którym porusza się moja bohaterka, nie jest realny. To świat jej wyobrażeń. „Umbra” ma konstrukcję procesu psychoterapeutycznego. Nie pokazuję tego, co stało się w świecie rzeczywistym, realnego aktu molestowania seksualnego. Skupiam się na emocjach osoby, która przeżyła tą traumę.

Te emocje są wciąż obecne w życiu kobiety. Nadal jest ofiarą. Przyciąga tego samego mężczyznę, bo chciałaby się z nim jeszcze raz zmierzyć, by tym razem się obronić. Jednak nie jest na to gotowa. Najpierw musi przeprowadzić wewnętrzny proces, który to umożliwi. Od tego jest właśnie terapia. Moja bohaterka nie chce dopuścić do świadomości tego, co się stało. Gdy wreszcie sobie to uzmysławia, i gdy powinna okazać współczucie dla samej siebie, odwraca głowę, zastyga i pokrywa się gliną.

W jaki sposób chciałaś pokazać wewnętrzny świat traumy na ekranie?

Poprzez archetypy i symbole: odwołanie do dzieł sztuki, malarstwa i rzeźby. Czytałam kiedyś książkę „Wewnętrzny świat traumy. Archetypowe obrony jaźni” amerykańskiego terapeuty Donalda Kalscheda. Twierdził, że proces leczenia traumy jest niemalże mistyczny. Nie można wrócić do tego, co się wydarzyło i naprawić tego z poziomu realnego. Dlatego trzeba to zrobić z poziomu symbolicznego, w swojej podświadomości. Zapytano go w wywiadzie, czy można przedstawić ten wewnętrzny świat traumy. Odpowiedział, że raczej się nie da. Chyba, że to byłaby jakaś sztuka, łącząca ruch z obrazem. Nie wyobrażał tego sobie. Wtedy pomyślałam, że ja to sobie wyobrażam.

Pierwszą scenę w filmie, pokazującą bohaterów wspinających się po drabinach, zaczerpnęłam ze spektaklu Leszka Mądzika. U niego oczywiście miało to zupełnie inny charakter i sens. Jednak ten obraz tak do mnie przemówił, że nie mogłam o nim zapomnieć. Już w tedy, w głowie, zaczęłam kręcić swój film. Tą scenę nakręciłam w 2011 roku, film skończyłam dopiero cztery lata później. To właśnie ta scena doprowadziła mnie do całego filmu.

Życie po traumie to wieczna wspinaczka?

Trauma oznacza, że ktoś nas tak poniżył, że nie mamy poczucia własnej wartości. Nie jesteśmy w stanie realizować marzeń. Funkcjonować, jak zdrowy człowiek, bo cały czas się boimy. Jednak to nie oznacza, że utkniemy w tym stanie na zawsze. Chociaż to nie jest łatwa droga, a raz osiągnięty efekt, nie jest dany na zawsze. Cały czas trzeba nad tym pracować. Ale kto z nas nie musi nad sobą pracować?

W filmie grasz główną postać molestowanej seksualnie kobiety. W jaki sposób pracowałaś ze swoimi emocjami?

Reżyserując i grając w tym filmie, jak i pracując nad scenariuszem, przez cztery lata pozostawałam dziewczyną molestowaną seksualnie. Przeżywałam tam wszystko, co tylko można było przeżyć. Podkładałam to pod własne doświadczenia i szukałam połączeń z nimi. Czytałam dużo książek psychologicznych. Nie miało dla mnie znaczenia, czy w momencie, gdy tańczyłam z filmowym Mefisto, czyli Leszkiem Bzdylem, odtwarzałam traumę związaną z molestowaniem seksualnym, czy inną. W mojej głowie był symbolem zła, które zniewala. Bazowałam na metodzie Stanisławskiego, więc tworząc moją postać, szukałam „dziur w duszy” w sobie. Docierałam do moich skrzywdzonych emocji.

Czy praca nad tym filmem w jakiś sposób Cię wyzwoliła?

Robienie „Umbry”, to była forma ujawniania siebie – jako artystki. To był pierwszy moment w życiu, kiedy potraktowałam siebie naprawdę poważnie. Na początku, nie do końca wiedziałam, do czego zmierzam. Każdy kolejny rok robienia filmu, to był proces w którym coraz pewniej stawiałam stopy na ziemi. Przestawałam bać się być sobą. Stopniowo docierałam do siebie, poprzez sztukę. Swoją sztukę. Nie bałam się zrobić filmu po swojemu. Gdy byłam aktorką i tancerką nakładano mi twarz, którą przyjmowałam. Ale to nie byłam ja.

Dlaczego chciałaś opowiedzieć o tak trudnym temacie, jak przeżycie traumy?

Być może dlatego, że sama czułam się straumatyzowana. Czułam, że nie mam prawa być sobą. Nie mam prawa wyrażać tego co czuję. Dopiero w trakcie pracy nad tym filmem naprawdę pokochałam siebie. „Umbra” to moja walka o to, żeby życie sprawiało przyjemność. Chcę wyprowadzić człowieka z walki o przetrwanie, w kierunku tego żeby poznał i zobaczył siebie. Zobaczył jaki jest piękny i wartościowy. Wiedział, czego chce od życia.

Z jakimi reakcjami ludzi spotkałaś się po tym filmie? Co powiedziały osoby wykorzystywane seksualnie?

Rozmawiałam z osobami, które były molestowane seksualnie i co ciekawe, one odebrały film najlżej. Nie przygniata ich, ani nie pogrąża. Nie spotkałam się z tym, żebym otworzyła w kimś traumę na nowo. Co ciekawe, “Umbra” najmocniej porusza i denerwuje ludzi, z mniejszymi traumami. Błyskawicznie otwiera w nich to, co nieprzepracowane. Początkowo chciałam dać filmowi tytuł: “Lustro”. Każdy z nas zobaczy w nim siebie. Pamiętam, jak na konferencji “Psychiatria i Duchowość” w Krakowie na której na zaproszenie prof. dr hab. Bogdana de Barbaro pokazywałam Umbrę, jedna z pań powiedziała, że dla niej w filmie nie ma nadziei. Jest tylko ból, który nigdy się nie kończy. Z kolei, obok niej siedział mężczyzna, który przede wszystkim zobaczył nadzieję. W filmie zobaczymy to, co siedzi w nas samych. Jeżeli ktoś ma jakieś lęki, to one wyjdą. Jeżeli ten film kogoś ruszy i poszarpie to znaczy, że coś nie jest zamknięte, przepracowane. Jeden chłopak napisał do mnie, że po obejrzeniu tego filmu zaczął siebie akceptować, kochać, rzucił nawet palenie. To bardzo piękne.

Opowiadasz o traumie za pomocą pięknych obrazów. Czy dla molestowanych seksualnie kobiet, Twój film nie jest zbyt piękny? Chodzi o to, żeby dostrzegły w sobie piękno, nie tylko ból?

Film nie odwołuje się do intelektu i dociera bezpośrednio do podświadomości. To tam mieści się świat traumy i odbywa proces leczenia. Chodziło mi o to, żeby ofiary molestowania odzyskały choć odrobinę godności. Wydaje mi się, że piękno je przywraca. Choć tyle mogę dla nich zrobić. Być może uda się zrobić więcej. Myślę, że warto byłoby napisać książkę, która wyjaśniłaby, w jaki sposób można pracować z „Umbrą” w terapii. Tak, żeby psychoterapeuci potrafili wykorzystać ten film w pracy z pacjentem. Jeżeli ktoś nie chce lub nie może iść do psychologa to, żeby dostał narzędzia i mógł dowiedzieć się czegoś o sobie. Po obejrzeniu filmu i przeczytaniu książki, zorientował się, w jakim jest miejscu i co może z tym zrobić. Jakie emocje w nim siedzą. Potrafił dostrzec swojego agresora i obronić się przed nim. Udało mi się filmem zainteresować wybitnego amerykańskiego terapeutę dr Petera A. Levine autora bestsellerów takich jak „Trauma i pamięć”, „Uleczyć traumę”, „Głos wnętrza”.

Czemu piękno jest dla Ciebie tak ważne? Dlaczego go szukasz?

Kocham piękno. Ład, harmonię, sztukę, malarstwo. Wiesz, piękno w „Umbrze” było też moją terapią. Pokazałam cierpienie i ból, byłam w stanie stworzyć sztukę. Tym filmem mówię do siebie: Ula zobacz, jaka jesteś piękna. Chodzi o piękno duszy i wrażliwość.

Jedna z kobiet, która przeżyła gwałt, powiedziała mi że dzięki temu filmowi, nie wstydzi się identyfikować z moją bohaterką. Nie wstydzi się powiedzieć głośno, że ktoś ją zgwałcił. Nie jest już dla siebie odpychającą ofiarą.

Pytanie co dalej, gdy uda się wyjść z traumy. Czy jest miejsce na miłość? Do siebie i drugiego człowieka?

Chciałabym zrealizować drugą część „Umbry”, żeby pokazać walkę o miłość. Bo najtrudniejsze jest dochodzenie do miłości. Wychodzenie z traumy to bardzo długa droga. To nie jest tak, że po takim doświadczeniu kobieta, której udało się już znaleźć współczucie dla samej siebie, jest wolna. Za jakiś czas może odezwać się w niej zbuntowana nastolatka, która nie chce wybaczyć, np. rodzinie, która jej nie wsparła, gdy tego najbardziej potrzebowała itd. W rozwinięciu historii z „Umbry” pokazałabym proces tego, co dzieje się później.

Zawsze, gdy rozmawiam z ofiarami traumy, mówię o wybaczeniu. Chociaż, sama nie jestem wolna od tego, że czasem budzę się rano i mam olbrzymie pokłady żalu. Trzeba sobie z tym poradzić. Czasem nie potrafimy kochać siebie, chociaż mamy wszystko. Tylko jak, poprzez film, sprawić żeby widz pokochał siebie? Masz pomysł?

Pytania do filmoterapii z “Umbra”:

Co czułeś/aś oglądając ten filmu? Spróbuj nazwać emocje towarzyszące Ci w trakcie oglądania.
 
Która scena szczególnie Cię poruszyła i dlaczego? (spróbuj opisać konkretną scenę)
 
Jakie emocje czułaś/eś zaraz po zakończeniu filmu?
 
Opisz emocje, które towarzyszą głównej bohaterce filmu? Co jest ich wspólną cechą?
Czego brakuje w emocjonalnym życiu bohaterki?
 
W jakim stopniu możesz sobie wyobrazić, że znajdujesz się w podobnej sytuacji jak bohaterka filmu? Jak postąpiłabyś na jej miejscu?
 
Czy widzisz jakieś podobieństwo sytuacji bohaterów w filmie do swoich doświadczeń życiowych?
Jakie wnioski możesz wyciągnąć dla siebie?
 
Jak postacie zmieniają się w czasie? (jak zmieniają się ich relacje, jak nawzajem na siebie wpływają).
 
Która postać w filmie Cię odpycha, denerwuje i dlaczego?
 
Jakie wątki/ tematy poruszone w filmie do Ciebie przemawiają?
 
Czy ten film zmienił coś w Tobie, jeśli tak to co? (poglądy/uczucia)

Rozmawiała Martyna Harland

Źródło: Magazyn Filmowy, maj 2018 rok

https://www.sfp.org.pl/magazyn_filmowy,95.MF_05_2018_www.pdf

Zdjęcie użytkownika Martyna Harland.

 

Komentarze

komentarzy






Poprzedni artykuł
Ten obcy
Następny artykuł
Obraz macierzyństwa



Zobacz także

Premierowy pokaz „Sofii”
Premierowy pokaz „Sofii”
15 listopada 2018 
Film zamiast kozetki?
Film zamiast kozetki?
30 października 2018 



Czytaj więcej
Ten obcy Najnowszy film Małgorzaty Szumowskiej „Twarz”, nagrodzony w Berlinie Srebrnym Niedźwiedziem, w śmieszno-straszny sposób...