Kuba Czekaj o tym, dlaczego film „Baby Bump” jest terapuetyczny i dla kogo?

18 czerwca 2016 


Szalona historia Mickiego Housa skutecznie przypomni ci, jak to naprawdę było być dzieckiem. Każdy to przeżył i ma swoje za uszami. Wszyscy czegoś od ciebie chcą, a ty najchętniej stałbyś się niewidzialny. Jesteś na wojnie w domu i w szkole. Regularnie przegrywasz. To co widzisz w lustrze zaczyna cię przerażać. Wszystko kojarzy Ci się z seksem.Czy dorastanie jest dla dzieci?

Wtedy najmocniej doskwiera nam egocentryzm – umiejscawiamy siebie w centrum świata i nie potrafimy zaakceptować innych poglądów i postaw niż własne. Gdy ktoś się śmieje od razu myślimy, że to z nas się śmieją. Wszystko odnosimy do siebie „ja, mnie i moje”. Egocentryzm jest naturalną postawą rozwojową na określonym etapie życia. W dorosłym życiu jest objawem niedojrzałości.

Micky House (Kacper Olszewski) nie radzi sobie w relacjach z rówieśnikami i swoją matką. Ucieka w świat swoich fantazji. Towarzyszy mu postać z kreskówki, która nie jest wyimaginowanym przyjacielem dziecka. A kim jest? Kłania się Freud – „id” i zasada przyjemności – najważniejsze jest to, co chcemy tu i teraz. Według Freuda, Id reprezentuje najważniejszą część aparatu psychicznego, czyli nasz subiektywny, wewnętrzny świat. Tylko, że ten świat nie posiada żadnej wiedzy o rzeczywistości obiektywnej.


Martyna Harland: Według psychologów dzieciństwo, a zwłaszcza jego schyłek wydaje się momentem bardzo istotnym w życiu każdego. Wtedy zaczynamy określać się w kwestii tego, kim naprawdę jesteśmy. Zaczynamy też emancypować się od naszych rodziców. Dlaczego chciałeś opowiedzieć o dojrzewaniu? Bardziej o tym cielesnym niż emocjonalnym. Młodzi są dzisiaj zagubieni w swojej fizyczności?

Kuba Czekaj: Nie wiem czy dzisiaj młodzi ludzie są zagubieni w swojej cielesności bardziej niż 10, czy 20 lat temu. Na pewno dziś potrafimy nazwać nasze bolączki: poprzyklejać etykietki, zdiagnozować lęki. Dorastanie jest – bez względu na czasy – okresem trudnym. Często młody człowiek jest pomiędzy definicjami, płciami, przyjętymi wzorcami. Nie wie kim jest lub kim zostanie. Mickey House, bohater mojego filmu, szuka. I ja mu daję czas i narzędzia do tego, by mógł określić siebie. Chciałbym, aby każdy miał wpisaną pewną bezkarność w ten czas. Co z tego że się błądzi, dorośli też błądzą. Mickey House dojrzewa, a w ten proces zawsze wpisana jest jakaś strata, chociażby złudzeń.

Powiedziałeś, że nie z każdym bohaterem filmowym trzeba się identyfikować w filmie, co to oznacza w kontekście „Baby Bump”? Filmoterapia zakłada, że widz zawsze identyfikuje się mniej bądź bardziej z bohaterem filmowym, a dzięki temu dociera do swoich trudnych, głęboko ukrytych emocji

To nie jest moja historia, historia mojego dzieciństwa, czy okresu dojrzewania, ale, żeby film był wiarygodny, przejmujący i szczery nie trzeba realizować autobiografii. Nie identyfikuję się dzisiaj z moim nastoletnim bohaterem, co nie znaczy, że go nie rozumiem, czy nie szanuję. Sięgnąłem do zbioru wspomnień, refleksji, przeżyć i przefiltrowałem je przez materię filmową i obecne realia. Chciałem by z opowiadaną historią mogli się identyfikować młodzi ludzie, ale też nie po to, by czuli, że to historia o nich, raczej po to, by nabrali przekonania, że „inne” nie znaczy „gorsze”. Każdy ma prawo do tego, by być tym kim chce, dojrzewać po swojemu, dochodzić do tego kim jest w swoim czasie. Nie ma reguł, receptur, jednej drogi.

Dlaczego film „Baby Bump” może być terapuetyczny i dla kogo?

Próbuję uzmysłowić rodzicom, że ich dzieci to autonomiczne jednostki. Może nie zarabiają na siebie, nie mają prawa jazdy i nie mogą podejmować wielkich decyzji w pojedynkę, ale powinny wiedzieć i czuć, że szanuje się ich poglądy, że są niezależne i mają prywatną, intymną przestrzeń, do której – o ile nas-dorosłych nie zaproszą – nie mamy wstępu. Akceptuję tak rozumiany egocentryzm, nawet go popieram. Każdy ma prawo do swojego zdania i do tego, by nie zgodzić się z cudzą opinią. Idealny świat, w którym wszyscy żyją w zgodzie ze sobą nie istnieje. Warto wpajać dzieciakom, że nie muszą być perfekcyjne w myśl cudzych – rodzicielskich – wyobrażeń. O tym też jest „Baby Bump”.

Autor: Martyna Harland

Źródło: Magazyn „Sens” lipiec 2016 rok

13406807_1232484260097368_4156363609037805194_n

Komentarze

komentarzy











Czytaj więcej
Po co nam dzisiaj Kieślowski? Mówią Szapołowska, Holland, Stuhr, Maleńczuk i inni Kim jestem, dokąd idę, czego się wstydzę. Równość, wolność, braterstwo. To się nigdy nie starzeje. Po co nam dzisiaj...