Siła niedopowiedzenia

16 marca 2018 


„Wieża. Jasny dzień” i „Pomiędzy słowami” to filmy, które wiele dzieli. Ale łączy je jedno: pytania pozostawione bez odpowiedzi. Na czym polega terapeutyczna rola otwartych zakończeń w kinie, zastanawiają się filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland.


Martyna Harland: Czy „Wieża. Jasny dzień” Jagody Szelc to filmowa zagadka?

Grażyna Torbicka: Zagadką okazuje się dopiero w finale. A najpierw z dużą energią wchodzimy w życie młodej, nowoczesnej rodziny, w której czuje się otwartość, szczerość, partnerstwo. Bliskie ujęcia kamery „z ręki” powodują, że po kilku minutach czujemy, jakbyśmy oglądali dokument… a właściwie podglądali czyjeś życie. Wszyscy aktorzy są świetnie obsadzeni, zachowują się bardzo naturalnie, wszystko się niby układa…

Kiedy oglądałam ten film, bałam się. Sama nie wiem czego… A ty jaką emocję czułaś?

Od pewnego momentu zaczęłam rozumieć, że biorę udział w czymś, co wcale nie jest takie proste, normalne i szczere, jak wydawało się na początku. Wiesz, że jest tu jakaś podskórna sytuacja, która powoduje napięcie, jakiego doznajesz mocniej z każdą minutą. Co je wytwarza? Relacja dwóch sióstr: Muli, wychowującej Ninę, która nie jest jej córką, i Kai, biologicznej matki dziewczynki. Mula przygotowuje dziecko do pierwszej komunii świętej i chce, żeby Kaja przy tym była. Jednocześnie obawia się, że dziewczynka może intuicyjnie wyczuć swoją prawdziwą matkę. Bardzo podobała mi się pierwsza scena pomiędzy siostrami: Mula zabiera Kaję na bok i punkt po punkcie przedstawia spisane wcześniej zasady, którym Kaja bezwględnie musi się podporządkować w relacjach z Niną. To jest moment, w którym widz zaczyna spodziewać się, że te zasady prędzej czy później zostaną złamane.

Trudno byłoby mi porozmawiać z tobą filmoterapeutycznie tuż po seansie „Wieży”. Są takie filmy, z którymi najpierw trzeba pożyć, żeby wydobyć własne emocje i przemyślenia?

Tak, dlatego że to jest film, który porusza bardzo dużo czułych punktów i uczuć w każdym z nas: miłości, empatii, poczucia winy, smutku, radości. Lubimy tę rodzinę, dzieci są cudowne. Matka sióstr, do tej pory pogrążona w apatii, powraca do życia, gdy zjawia się Kaja. I choć wszystko wydaje się układać, czujesz, że coś jest nie tak. Ten dwoisty nastrój spokoju i dyskomfortu debiutująca w roli reżyserki Jagoda Szelc buduje znakomicie.

Bohaterkami są dwie siostry, a także dwa światy, materialny i duchowy. Mula myśli, że można mieć coś na własność: męża, dziecko, system myślenia.

Jednak nie można odmówić Muli duchowości. Zobacz, jak ona się troszczy o bliskich! Dzięki niej wszyscy czują się w tym domu komfortowo. Czy Kaja dzięki swojej duchowości ma lepszy kontakt z drugim człowiekiem niż Mula? Według mnie nie. Może to nie są dwa typy kobiet, ale dwa oblicza tej samej kobiety?

Jagoda Szelc twierdzi, że jej film to maszynka, przez którą każdy widz musi przejść dla własnego, subiektywnego doznania. Ona sama nie chce kontrolować naszej interpretacji. Co ten film odzwierciedla w tobie?

Oglądałam go na festiwalu w Gdyni i całkowicie mnie pochłonął. Wyszłam z kina i po raz pierwszy, a jeżdżę na ten festiwal od wielu lat, miałam ochotę przejść się sama nadmorskim bulwarem, by pozostać jeszcze z bohaterami. Jak powiedziałaś, „Wieża. Jasny dzień” kryje niewiadomą, która budzi w nas niepokój. Usiłujemy zrozumieć, dlaczego wszystko potoczyło się w ten sposób. I gdy chodziłam po bulwarze, doszłam do wniosku, że sprawa jest prosta. Film musi mieć taki koniec, dlatego że wszystko w życiu ma swój koniec. Najprostsze sprawy najtrudniej jest pokazać.

Według mnie ten film mówi o uwolnieniu się. Mula nieustannie kontroluje swoje życie. Potrzeba kontroli jest jedną z podstawowych potrzeb psychologicznych człowieka, ale możemy stać się jej niewolnikami…

Czyli to też jest koniec, koniec zniewolenia. Właśnie o to mi chodzi: każda rzecz i każde uczucie ma swój koniec. W co się przekształca? Na to musisz już znaleźć odpowiedź sama. Nie powiem ci dokładnie, o czym jest ten film, bo to nie jest dla mnie istotne. Ważna jest emocja, którą przeżyłam, gdy go oglądałam. Pamiętasz początek? Film zaczyna się od zdania: „Inspirowane autentycznymi wydarzeniami z przyszłości”.

No i o co w tym chodzi?

No właśnie, o co chodzi? Każdy z nas ma własną drogę. Tutaj też każdy z bohaterów zmierza w jakimś kierunku. Jak myślisz, co tam właściwie się dzieje?

To nieustanna zabawa z widzem. Myślimy, że zaraz coś się wydarzy, ale to się nie dzieje. Czy potrafimy żyć z tajemnicą, czy musimy wszystko zdemolować i rozbić, żeby się dowiedzieć? Jak w scenie rozbijania kominka…

Wszyscy byliśmy pewni, że w tym kominie coś musi być, członkowie rodziny również tak myśleli. Jedynie dziewczynka mówiła, że tam nic nie ma. My, widzowie, już od początku wiemy, że Mula nie jest biologiczną matką dziecka. Tylko dziewczynka tego nie wie. Demony działają i może siedzą właśnie w kominie (śmiech)? Jest też bardzo ciekawa scena, kiedy matka opowiada, że najcudowniejszym wspomnieniem jest dla niej urodzenie Kai. Może dlatego że Kaja łączy się ze światem bardziej metafizycznie? Ale czy można powiedzieć że Mula czuje mniej lub jest mniej uduchowiona?

To jednak Kaja reprezentuje świat duchowy, inni świat materialny.

Skoro reprezentuje świat duchowy, to dlaczego chce zniszczyć innych?

Może chodzi o życie po życiu? W filmie mamy klamrę. Najpierw słyszymy głos, który mówi: „teraz”, po czym wszystko się zaczyna, potem słyszymy: „już” — i wszystko się kończy.

Właśnie. To ciekawa interpretacja. Może chodzi o to, że nasza droga nigdy się nie kończy… Próbujemy teraz razem wszystko przeanalizować i zrozumieć, ale bardzo ważny jest przecież sam akt przeżywania filmu. Ważne jest to, że „Wieża. Jasny dzień” nie daje zamknięcia, nie pozwala komfortowo wyjść z kina i zostawić za sobą historii, którą właśnie obejrzeliśmy. To jest siła tego filmu.

W psychologii jeśli przeprowadzamy eksperyment, to po jego zakończeniu musimy powiedzieć, wyjaśnić badanemu, jak to zadanie mogło wpłynąć na jego emocje, odczarować go. A z filmem Jagody zostajemy sami…

Jagoda zrobiła film dla dorosłych. Nie dla dzieci. Każdy z nas ma swoje doświadczenia w życiu, które może w tym filmie wykorzystać. A potem porozmawiać o tym z innymi. To jest właśnie to nasze odczarowanie.

Zagadkę stanowi również najnowszy film „Pomiędzy słowami” Urszuli Antoniak, którą bardzo cenię. To film niejednoznaczny. Na jaki wątek ty zwróciłaś uwagę?

Ja w ogóle bardzo lubię filmy Uli Antoniak. Właśnie przez tę otwartość i niedopowiedzenie. W jej najnowszym filmie mamy portret młodego człowieka Michaela, który mieszka w Niemczech, pracuje jako prawnik. Nagłe pojawienie się ojca w jego życiu przypomina mu, że tak naprawdę nie jest stąd. Paradoksalnie obecność ojca powoduje, że chłopak poczuje swoją samotność. Wcześniej miał elegancko poukładane życie, tak jak elegancko poskładane koszule na półce. Było mu z tym dobrze. I nagle przestaje panować nad swoim światem. Ula Antoniak wiele lat mieszkała za granicą, myślę, że zna sytuację osoby, która nie pracuje tam, gdzie dorastała. Ja sama przez ponad dwa lata mieszkałam we Włoszech, oboje z mężem czujemy się tam jak u siebie w domu, mamy tam wielu przyjaciół. Otrzymaliśmy ciekawe propozycje pracy, jednak czuliśmy, że zawsze będziemy tam obcy. Przez wiele lat jeździłam do Włoch na zaproszenie osób, które znały moje kwalifikacje zawodowe. Pracowałam na festiwalu w Taorminie, byłam gospodynią wieczorów filmowych w tamtejszym Teatro Greco. W Wenecji podczas festiwali byłam moderatorką konferencji prasowych i prowadziłam wieczór galowy rozdania Złotych Lwów, ale wiedziałam, że moja siła polegała m.in. na tym, że przyjeżdżałam tam jako gość.

Urszula Antoniak zrobiła film polityczny. Nie sądzisz, że dzisiaj ludzie są zmęczeni polityką, w kinie szukają oddechu?

Ja uważam, że sprawa imigrantów i naszych zachowań, postaw wobec przybyszów z zewnątrz jest wciąż nieprzedyskutowana, nieuświadomiona, nieprzemyślana. Ten film daje szansę na taką debatę, nie na zasadzie wykrzykiwania haseł i sloganów, tylko zastanowienia się, na jakich warunkach potrafimy przyjąć tego obcego. W jaki sposób możemy się z tym zmierzyć kulturowo jako Polacy, w kraju chrześcijańskim, co nie jest bez znaczenia.

Nie rozumiem, dlaczego ten film tak długo szukał polskiego dystrybutora ani nie został doceniony na festiwalu w Gdyni?

To nie jest w żadnej mierze kino komercyjne, lecz studyjne, autorskie i wymagające tego, żeby porozmawiać. Dokładnie tak jak „Wieża. Jasny dzień”. Tak jest zresztą z większością filmów, które wybieram na Festiwal Dwa Brzegi. To są właśnie te dwa brzegi: to, co widać na ekranie kina, ale też to, co zaczyna w nas żyć po projekcji, w zależności od naszych doświadczeń. Jak powiedziała Jagoda Szelc – sztuka bez odbiorców nie istnieje.


Pytania filmoterapeutyczne:

Po obejrzeniu filmu „Wieża. Jasny dzień” zadaj sobie następujące pytania:
Z którą siostrą bardziej się identyfikujesz? Dlaczego?
Jaki problem mają główne bohaterki?
Na jaki wątek zwróciłeś uwagę? Dlaczego?
Jakie emocje czułeś w trakcie oglądania tego filmu, a jakie, gdy film się skończył? Spróbuj je nazwać.

O czym jest ten film? Jak rozumiesz jego zakończenie? Czy chciałbyś coś w nim zmienić? Co?
Co według ciebie oznacza kryształ, który Kaja daje córce w prezencie?
Czy poczucie kontroli jest potrzebne w życiu? Czy tobie jest potrzebne? Kiedy i dlaczego?
Czy masz w swoim życiu jakieś niedomknięte sytuacje? Co możesz zrobić, żeby jest zamknąć? Czy tego chcesz lub potrzebujesz?

Czy potrafisz odpowiedzieć na te pytania tuż po seansie? A może potrzebujesz więcej czasu na to, żeby przemyśleć to, co zobaczyłeś? Spróbuj wrócić za jakiś czas do pytań, na które nie znajdujesz odpowiedzi od razu.


Grażyna Torbicka: dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2

Martyna Harland: autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2

Źródło: marcowy Sens, 2018r

Zdjęcie użytkownika SENS psychologia dla ciebie.

Komentarze

komentarzy






Poprzedni artykuł
21 x Nowy Jork | Filmoterapia z Sensem 2
Następny artykuł
Ten obcy



Zobacz także

Ten obcy
Ten obcy
18 kwietnia 2018 
Na pustyni uczuć
Na pustyni uczuć
15 lutego 2018 



Czytaj więcej
21 x Nowy Jork | Filmoterapia z Sensem 2 Zapraszamy 11 kwietnia g.20 Kinoteka PKiN FILMOTERAPIA Z SENSEM 2 Po ogromnym sukcesie pierwszej edycji Filmoterapii z Sensem...