Grażyna Torbicka: Sieranevada, czyli kadry z codzienności

25 maja 2017 


Najnowszy film urodzonego w Bukareszcie Cristiego Puiu – „Sieranevada” to toczący się przy wspólnym stole dramat rodzinny. Martyna Harland pyta Grażynę Torbicką, dlaczego kino rumuńskie, pokazujące zwykłe życie zwykłych ludzi, tak mocno zapada w pamięć i czy przez to może być bardziej terapeutyczne.


imageedit_1_7858761698

„Sieranevada” naśladuje tempo prawdziwego życia. Trzygodzinny film bez cięć to duże wyzwanie dla widza, ale nowy obraz Puiu niesamowicie wciąga. Jak to się dzieje?
GrażynaTorbicka: Według mnie ta historia opowiedziana jest w absolutnie mistrzowski sposób. Reżyser niejako zamyka nas w 40-metrowym mieszkaniu, w którym spotykają się trzy pokolenia jednej rodziny. Gdzie jeszcze znalazł miejsce na kamerę i ekipę filmową?! Zaczęłam oglądać film i z każdą minutą czułam się coraz bardziej częścią tej rodziny, jednych krewnych lubiłam bardziej, drugich mniej. Ci ludzie zafascynowali mnie, chciałam ich poznać, byłam ciekawa, co się wydarzy. Relacje między bohaterami stale się zmieniają, dochodzą kolejne postaci, pojawiają sięnowe okoliczności. Jedna grupka zamyka się w kuchni i tam tworzy swój mikroświat, druga siedzi w jadalni wokół wielkiego stołu. Jedna z wnuczek przyprowadza do domukoleżankę, kompletnie z innego świata. Nic o niej nie wiadomo, a jednak rodzina ją przyjmuje. W każdym z tych pomieszczeń rozgrywają się historie, których starczyłoby na jeszcze inny film. Na dodatek wszystko to dzieje się przy okazji pogrzebu seniora rodu.

Reżyser pokazuje Rumunię po transformacji ustrojowej. Ludzie dopiero otwierają się na Zachód, zaczynają wyjeżdżać za granicę, w mieście pojawiają się tajskie restauracje. Podobnie było w Polsce po 1989 roku.
Bawiła mnie szczególnie fascynacja bohaterów informacjami, które znajdują w Internecie, i związanymi z tym teoriami spiskowymi. A trzeba dodać, że akcja filmu rozgrywa się niedługo po zamachach w siedzibie tygodnika „Charlie Hebdo” w Paryżu. W każdej rodzinie znajdzie się zwolennik teorii spiskowych, wiadomo, że lepiej nie wchodzić z nim w dyskusje, bo skończy się to wojną domową.

Inspiracją do powstania filmu był pogrzeb ojca reżysera. Puiu zdał sobie wtedy sprawę z tego, że próbuje uczcić pamięć człowieka, którego tak naprawdę nie poznał. Myślisz podobnie o stracie bliskich?
Myślę, że wiele zależy od tego, jak blisko byliśmy z tą osobą, ale nawet gdy jest się z kimś bardzo blisko, to zawsze w momencie odejścia tej osoby ma się poczucie, że jeszcze nie wszystko zostało powiedziane, nie wszystko, co miało się wydarzyć, się wydarzyło. I im dalej od tej straty, tym więcej podobnych myśli przychodzi do głowy, powracają wspomnienia sytuacji, do których chciałoby się powrócić i wyjaśnić, a już nie można o nic zapytać. U Puiu najstarsze pokolenie czuwa nad zachowaniem tradycji pożegnania z bliskim po to, żeby dusza zmarłego mogła przejść do innego świata.

Czy zastanawiałaś się podczas oglądania filmu, dlaczego na kredensie stoi tyle dań, a stół jest ciągle pusty? Wszyscy czekają na księdza, który musi się pojawić, a my, widzowie, czekamy wraz z całą rodziną. Jest jeszcze jeden ważny element obyczaju, na który warto zwrócić uwagę, ale żeby nie zdradzić zbyt wiele, powiem tylko, że wiąże się z sąsiadami. „Sieranevada” pokazuje wspólnotowość,
w której obowiązują pewne rytuały, ale nie są na tyle silne, żeby dominować codzienne życie członków „plemienia”. W efekcie tradycja nie przeszkadza życiu, a jest jego częścią. Bardzo mi się to spodobało.

Jednym z tych rytuałów jest jedzenie. Wszyscy pod koniec filmu są już bardzo głodni. Wtedy uczucia solidarności i wspólnoty schodzą na dalszy plan.
Dokładnie tak. Ale jednak rodzina pozostaje jednością i warto przyjrzeć się, na czym to polega, co ją scala, bo na koniec wszyscy ze śmiechem siadają do stołu.

Przypomniał mi się inny rumunski film, „Nieprawi” Adriana Sitaru, gdzie zwyczajna rozmowa przy obiedzie przeradza się w potężną kłótnię pomiędzy członkami rodziny. Rodzina i realizm silnie wiążą się z kinem rumuńskim?
Kino rumuńskie przygląda się przede wszystkim bardzo głębokoczłowiekowi. To jego stawia w centrum swojego zainteresowania, a nie duże wydarzenia polityczneczy historyczne. Liczą sięw nim małe historie, w których ważne są relacje międzyludzkie,na przykład relacja ojca i córki oraz ich wzajemne oczekiwania w „Egzaminie” Mungiu czy przyjaźń, wsparcie i sytuacja kobiet we współczesnej Rumunii w znakomitym dramacie „4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni”. Codzienne, zwykłe sprawy, którym to kino się przyglądai przez nie pokazuje człowieka. Taka jest też „Sieranevada”.

Kto w Polsce odważyłby się na podobny film o wiecznych kłótniach przy stole w stylu „Festen” Thomasa Vinterberga, w którym podczas urodzinowego przyjęcia wychodzą na jaw skrywane sekrety rodziny?
Dopiero co został zrobiony – „Ostatnia Rodzina” Jana P. Matuszyńskiego. To film o szczególnej rodzinie – Beksińskich, choć czy ona rzeczywiście jest taka nietypowa? Wiele osób rozpozna w filmie sytuacje ze swojego życia.

W swoim wcześniejszym obrazie „Śmierć Pana Lazaresku” Puiu postawił ważne pytanie o wartość życia człowieka, który jest stary, bezradny, niezbyt sympatyczny ani szczególnie ładny.
I to jest świetny przykład na siłę tego kina, które pokazuje, że człowiek jest najważniejszy. W „Egzaminie” przyglądamy się młodej dziewczynie, jej marzeniom i dążeniom, w „Śmierci Pana Lazaresku” podglądamy z kolei starość. Produkcje rumuńskie są skromne, ale twórcy znajdująsposób na to, żeby przy niewielkich środkach pokazać nam wielkie kino. Jeszcze parę lat temu szło się na rumuńskie filmy z myślą „co to za dziwny i egzotyczny świat”, a teraz Europa Zachodnia bacznie przygląda się temu światu z coraz większym zainteresowaniem.

Z czym kojarzy Ci się słowo „Sieranevada”? Puiu twierdzi, że tytuł nie ma znaczenia. Zależało mu po prostu, żeby nie można było go zmienić, w zależności od kraju dystrybucji. Jednak ludzie mają silną potrzebę szukania sensu i znajdą go nawet tam, gdzie go nie ma.
Też się zastanawiałam, skąd taki tytuł… Może chodzi o tego nawiedzonego mężczyznę, który widzi wszędzie spiskową teorię dziejów, dzięki Internetowi ucieka on w różne światy i inne szerokości geograficzne?„Sieranevada” kojarzy mi się z jakimś lądem, który tworzy rodzina. Ten ląd jest oderwany od rzeczywistości, a jednocześnie stanowi sedno świata. To swoisty mikrokosmos, w którym jest wszystko, wszystkie możliwe relacje międzyludzkie. Ale zmiany i interpretacje oryginalnego tytułu w zależności od kraju to faktycznie coś strasznego. Wszyscy wiemy, jak to wygląda i jak kuriozalne skutki może przynieść.

Jak ten filmowy mikrokosmos na Ciebie wpłynął?
Ten inny świat dał mi mnóstwo impulsów do zastanowienia się nad sobą, nad własnymi zachowaniami. Niektóre ciocie, które pojawiły się w tej rodzinie, przypominały mi moje ciocie, młoda dziewczyna, która przyprowadza do domu tajemniczą koleżankę, przypomniała mi mnie samą. W „Sieranevada” łatwo możemy przejrzeć się jak w lustrze. Pytanie, czy jesteśmy na to gotowi…


RUMUŃSKA FILMOTERAPIA. Zobacz i przemyśl.

„Nieprawi”, reż. Adrian Sitaru (2016) – kolejny  film o rodzinnych tajemnicach, które wychodzą na światło dzienne przy wspólnym stole. Główni bohaterowie, rodzeństwo Romi i Julie, to jasne odniesienie do Romea i Julii. Po seansie warto zadać sobie kilka pytań: Czy potrafię poradzić sobie z własnymi uprzedzeniami? Czym jest miłość w sytuacjach skrajnych? Co znaczy odmówić komuś prawa do życia?
„Śmierć Pana Lazarescu”, reż. Cristi Puiu (2015) – opowieść o odchodzeniu i o tym, że w ostatecznym rozrachunku zawsze zostajemy sami. Po seansie można zadać sobie następujące
pytania: Jak reaguję, gdy ktoś prosi mnie o pomoc i dlaczego właśnie w ten sposób? Jakie wartości są dla mnie najważniejsze? Czy w dzisiejszych czasach jako społeczeństwo dostrzegamy jeszcze drugiego człowieka?

Grażyna Torbicka: dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektorartystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2.
Martyna Harland: autorka projektu Filmoterapia.pl. Psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2.

Źródło: magazyn Sens, czerwiec 2017 rok

SOK_06-175x240

Komentarze

komentarzy









Zobacz także




Czytaj więcej
Mateusz Kościukiewicz o filmie "Gwiazdy" Jaka jest cena marzeń? W filmie „Gwiazdy” Mateusz Kościukiewicz wcielił się w postać legendarnego piłkarza z kadry...