Ryszard Bugajski: zrozumieć zbrodniarkę

1 listopada 2016 


Dlaczego inteligentna, wykształcona kobieta decyduje się na drogę naznaczoną cierpieniem innych ludzi? Reżyser Ryszard Bugajski opowiada o bohaterce swojego najnowszego filmu „Zaćma” – „Krwawej Lunie”, sadystycznej funkcjonariuszce UB. Rozmawia Martyna Harland.

Ryszard Bugajski ur. w 1943 roku w warszawie, reżyser filmowy i telewizyjny, scenarzysta, prozaik, tłumacz. Studiował filozofię na Uniwersytecie warszawskim i reżyserię na PwSFTviT w Łodzi. Twórca takich filmów jak „Kobieta i kobieta”, „Przesłuchanie”  czy „Układ zamknięty”. Jego najnowszy film „Zaćma” do kin trafi 25 listopada.


Kim była Julia Brystygierowa, czyli „Krwawa Luna” na początku? Co ukształtowało przyszłą zbrodniarkę? 

Brystygierowa urodziła się w Stryju obok Lwowa, czyli obecnej zachodniej Ukrainie, tam też się wychowała. Pochodziła z typowego środowiska nieortodoksyjnych i niereligijnych polskich Żydów. Takich było w Polsce wielu. Zasymilowani, niczym niewyróżniający się z tłumu. Tak samo się ubierali, chodzili do tych samych szkół, co Polacy i Ukraińcy. W tych czasach na tym terenie mieszkało bardzo zróżnicowane etnicznie społeczeństwo. To, czy ktoś był Żydem, Ukraińcem, Polakiem czy Niemcem było drugorzędne. A Julia? Jej pierwszym mężem był Natan Brystygier, mieli syna, dzisiaj profesora muzyki. Poznałem go. Jednak na pytania dotyczące matki, zawsze odpowiada: „O mamę proszę nie pytać”. Nie dziwię się. Opowiadanie o jej niechlubnych dokonaniach musi być ciężkie dla syna.

Julia zrobiła doktorat na Uniwersytecie lwowskim, gdzie wykładali najwybitniejsi filozofowie. Ponoć pozowała dla Picassa. Została jednak bezwzględną funkcjonariuszką. Jaka musi być konstrukcja psychiczna osoby, która przy całej swojej inteligencji i szerokich horyzontach postępowała tak jak ona?

Julia jako inteligentna, młoda Żydówka miała tak naprawdę ograniczony wybór drogi życiowej. W tamtych czasach był duży bunt przeciwko panującym w Polsce stosunkom społecznym. Ludzi raziły nierówności społeczne. Komunizm był atrakcyjny, szczególnie dla młodych. Wydaje się, że droga Julii, czyli skierowanie się ku komunizmowi, była bardzo logiczna. Uważam, że nie była sadystką, chociaż była okrutna. Torturowanie ludzi nie wynikało jednak z sadyzmu, tylko z metod, które wtedy były powszechne. Ona zajmowała się przede wszystkim walką z Kościołem. Nie walczy się z Kościołem wybijając zęby, to mało skuteczne. Tutaj potrzebne były znacznie subtelniejsze metody. Nie było czasu na detale i rozszczepianie włosa na czworo. Misja była tak ważna, że należało wykonywać zdecydowane kroki. Zamykało się oczy na inne rzeczy. Na to, że towarzysze okazywali się bandytami albo zboczeńcami. To były czasy praktyki, nie etyki.

Julia, jako jedyna po wojnie przyznała się do błędu. Całe kierownictwo Ministerstwa Bezpieczeństwa, czyli ci, którzy byli odpowiedzialni za terror i prześladowania, do końca życia trzymali się swoich poglądów. Czy inteligencja pomogła w jej przemianie wewnętrznej?

U Brystygierowej obserwujemy ewolucję. Jej towarzysze z Urzędu Bezpieczeństwa odrzucali wiarę w Boga i metafizykę jako coś anachronicznego, obcego ideologii komunistycznej. Ona, jako doktor filozofii, musiała być na to otwarta. Musiała wiedzieć, że komunizm jest pewnym uproszczeniem. Jednak miała też przekonanie, że trzeba coś poświęcić, żeby zbudować lepszy świat. Bez ofiar się nie obędzie – przyjmowała to za konieczność. Julia realizowała postulaty ideologiczne, jednak cały czas coś w sobie konfrontowała. Dostrzegała więcej niż jej koledzy z NKWD, którzy zajmowali się tylko wybijaniem zębów i rozstrzeliwaniem opornych. Proces jej przechodzenia na drugą stronę, na tę jasną stronę mocy, trwał wiele lat.

Tylko jak po tym wszystkim odnaleźć i zbudować siebie na nowo? Czy Pan próbował kiedyś budować siebie od nowa?

Ona szukała jakiejś metafizycznej siły sprawczej. Boga, który rozwiąże jej ziemskie problemy. Wiedziała, że tylko Bóg, jeśli istnieje, może jej wybaczyć. Bo na wybaczenie u ludzi nie ma co liczyć. Szukała oczyszczenia i była gotowa ponieść karę za swoje czyny. Tylko jak uwierzyć, kiedy się nie wierzy? O to chodzi. Nie ma na to żadnej odpowiedzi. Nie wszyscy mają też potrzebę budowania siebie na nowo i nie decydują się na wysiłek z tym związany. Sam nigdy nie czułem potrzeby zmiany, stania się kimś innym. Nie jestem całkowicie zadowolony z siebie, nie jestem doskonały. Jednak poruszam się po świecie według wskazań mojego rozumu i jak dotychczas niczego nie żałuję.

Dla kogo „Zaćma” może być filmoterapeutyczna?

Lenin powiedział kiedyś, że film jest najważniejszą ze sztuk. Oczywiście myślał o sile propagandowej. Nie mylił się – film ma wielką moc. Przykładowo hitlerowskie propagandówki Leni Riefenstahl mają siłę do dzisiaj. Jednak za najważniejsze uważam to, że film potrafi budzić emocje. Nawet większe niż literatura. Bo film mocniej wciąga, trudniej od niego uciec. Jest jak pigułka emocjonalnego napięcia, którą człowiek połyka i po prostu musi to przeżyć. Ludzie potrzebują czegoś takiego. Coraz bardziej szukamy emocji. „Zaćma” jest filmem bardziej intelektualnym, trochę Bergmanowskim. Moim celem nie było wybielanie Julii czy budzenie sympatii do niej. Raczej budzenie u widza empatii, zrozumienia. Bandyta bardziej niż człowiek doskonały wzbudza w nas emocje. Bohater, w którym jest coś sprzecznego, wywołuje w widzu emocje bardziej złożone, takie jak poczucie winy czy wstyd. Wiele osób mówiło mi, że płakało na tym filmie. To nie był mój zamiar. Chciałem bardziej uruchomić intelekt widza niż jego emocje. Moje filmy są emocjonalne i poruszają. Tak mi po prostu wychodzi.

O jakim człowieku myśli Pan dzisiaj? Z Marią Mamoną, prywatnie żoną – która w filmie „Zaćma” gra główną bohaterkę Julię – czytają państwo dzienniki Marii  Dąbrowskiej i Anny Kowalskiej. Relacja tych kobiet oparta była na przyjaźni i erotycznych uniesieniach. Kontrowersyjny temat.

Zafascynowała mnie relacja dwóch kobiet, tak różnych fizycznie. Maria Dąbrowska była bardzo drobna, taki ptaszek-kurczaczek. Było w niej coś kruchego. Anna Kowalska to był typ męski, duża i mocno zbudowana kobieta. Obie szalenie inteligentne. Kowalska w dziennikach pisze rzeczy jeszcze ciekawsze niż sama Dąbrowska. Wiedziała, że jako intelektualna partnerka jest potrzebna Dąbrowskiej. Czy temat mojego nowego filmu będzie kontrowersyjny? Dzisiaj narażam się jednej partii, a jutro innej. Mój profesor ze szkoły filmowej, starszy kolega – reżyser Janusz Majewski – namawia innych twórców do tego, żeby po prostu byli sobą.

Źródło: magazyn Sens, listopad 2016 rok.

14680547_1332871026725357_8528803171638048616_n

Komentarze

komentarzy











Czytaj więcej
Filmoterapia o seksie, czyli "Miejsca intymne" na Sputnik Festival „MIEJSCA INTYMNE” + Rozmowy o miłości i seksie prowadzi Martyna Harland i Magdalena Fritz MIEJSCA INTYMNE to ironicznie-erotyczny...