Psuje naszego szczęścia

1 października 2012 


Martyna Harland: Szczęście ro ruchome święto – mawiał Ernest Hamingway nie bez racji. A psychologia udowadnia, że szczęście mamy w genach zapisane. I bardziej szczęśliwi niż zwykle jesteśmy być nie możemy. Czy tak?

Anna Braniecka: – Nie do końca. Rzeczywiście przez wiele lat uważano, że szczęście jest przede wszystkim zdeterminowane genetycznie. Okazuje się jednak, że to nie do końca prawda Dowodzą tego na przykład badania prowadzone nad bliźniętami jednojajowymi. Choć, jak wiemy mają one identyczny materiał genetyczny to różnią się między sobą odczuwanym poziomem szczęścia.

Jeśli nie tylko geny, to co jeszcze wpływa na nasze szczęście?

Pionierem badań na ten temat jest amerykańska psycholog Sonia Lyubomirsky.. Otrzymane przez nią wyniki pochodzą z wieloletnich badań, zarówno eksperymentalnych, jak i korelacyjnych prowadzonych w różnych krajach na całym świecie. Dzięki złożonej metodologii udało się w nich precyzyjnie określić wpływ, jaki wywierają na odczuwane przez nas szczęście czynniki genetyczne, a jaki inne zmienne, przede wszystkim osobowościowe czy środowiskowo-kulturowe. Ogólny wniosk Lyubomirsky mówi, że nasze poczucie szczęścia jest wprawdzie w połowie zdeterminowane genetycznie, ale pozostaje połowa, która od genów nie zależy

A od czego?

W 10 proc. nasze szczęście uwarunkowane jest aktualnymi sytuacjami losowymi, czyli takimi, na które wpływu nie mamy. Wygrana na loterii na moment uczyni nas   szczęśliwszymi, a choroba osłabi nasze szczęście. Pozostałe 40 proc. naszego poczucia szczęścia zależy od nas samych: od naszego stosunku do życia, od decyzji, jakie podjęliśmy, naszych działań, a przede wszystkim sposobów radzenia sobie z trudnościami.

Czyli w dużym stopniu jesteśmy autorami, albo wręcz kowalami swego szczęścia?

Tak, to optymistyczna wiadomość, że aż prawie w połowie mamy wpływ na odczuwane przez nas szczęście, to naprawdę dużo.

Jak można „wykuwać” swoje szczęście?

Wiele zależy od tego, jak interpretujemy sytuacja, które nam się wydarzają. Na przykład oblany egzamin czy nagłą chorobę możemy traktować jako katastrofę życiową, która uniemożliwia nam realizowanie zaplanowanych celów, ale możemy też interpretować takie wydarzenia w kategoriach wyzwań, okazji do rozwoju. W każdej trudnej sytuacji możemy szukać jasnych stron, elastycznie się jej przyglądać i wyszukiwać nowych możliwości, jakie przed nami otwiera. Jeżeli oblany egzamin potraktujemy jako okazję do dodatkowego zgłębienia wartościowej wiedzy, a chorobę jako sposobność do zweryfikowania swoich priorytetów i mądrzejszego nimi zarządzania, wówczas możemy czuć się dużo lepiej i skuteczniej radzić sobie z trudną sytuacją. Warto też pielęgnować w sobie emocje pozytywne. Możemy próbować robić to na dwa sposoby. Starając się dostrzegać pozytywy w codziennych wydarzeniach, które nas spotykają, innymi słowy „widzieć szklankę do połowy pełną” lub też kreować sytuacje, które będą nam i innym dostarczać pozytywnym uczuć, czyli „napełniać te szklankę” – przynajmniej do połowy. A kiedy sprawy potoczą sie nie po naszej myśli, kiedy zdarzy się nieszczęście, trzeba umieć sprawnie sobie z nim radzić. Przede wszystkim poprzez elastyczne, dostosowane do własnych predyspozycji stosowanie strategii radzenia sobie z problemami opartych na ich aktywnym rozwiązywaniu oraz strategii zmierzających do dbania o własne emocje, czasem wymagających umiejętnego wycofania zaangażowania. Aby stać się szczęśliwszym trzeba zmienić głęboko zakorzenione nawyki myślenia, przeżywania i zachowania, a to wymaga dużej konsekwencji i samodyscypliny. Należy w tym celu zadawać sobie sprawę z wszystkich tych niekorzystnych postaw i skłonności, które na co dzień przejawiamy, a następnie w różnych sytuacjach wielokrotnie przypominać sobie o ich zmienianiu i to po prostu robić. To dość ciężka praca wymagająca dużej samoświadomości i systematyczności. Rozwijanie szczęścia w dużym stopniu przypomina sytuację osoby z tendencją do tycia, która chce utrzymymać ładną sylwetkę. Nie wystarczy schudnąć, przegłodzić się jednego dnia, a potem znów objadać. Trzeba stale pilnować się, by nie wrócić do dawnych nawyków, zamiast tego wciąż pielęgnować korzystne, szczęściodajne wzorce myślenia i reagowania. Na przykład takie interpretowanie pojawiających się spontanicznie zdarzeń lub kreowanie nowych, aby dostarczyć sobie jak najwięcej okazji do doświadczania takich emocji, jak radość, podziw duma, wdzięczność, nadzieja czy miłość.

Wydaje się nam, że szczęście to brak uczuć negatywnych. Wystarczy pozbyć się złości, żalu, gniewu, by być szczęśliwym?

Nie do końca. Nie jest tak, że człowiek szczęśliwy doświadcza tylko emocji pozytywnych. Próba pozbycia się negatywnych emocji jest iluzją, z góry skazaną na porażkę. Nieuchronnie doświadczamy w życiu różnego rodzaju strat, nieszczęść, rozczarowań, w odpowiedzi musimy więc przeżywać żal, smutek czy gniew. Problem zaczyna się, gdy próbujemy te negatywne emocje wymazać, stłumić je lub im zaprzeczać, np. poprzez usilne przekonywanie samego siebie, że ich nie doświadczamy, aktywne „duszenie” ich w środku, kiedy się pojawiają lub uciekanie przed nimi w alkohol i inne używki. Jak dowodzą dziesiątki przeprowadzonych badań to właśnie nie dopuszczanie tych emocji kończy się dla nas niekorzystnie. Cała sztuka polega na tym, żeby je zaakceptować, dać im prawo do istnienia. One są nam potrzebne, stanowią bowiem ważny sygnał, że w naszym życiu dzieje się coś złego i należy dostosować do tego swoje działanie. Na przykład smutek po rozstaniu z partnerem pomaga nam zatrzymać się i wycofać niepotrzebne zaangażowanie. Gniew umożliwia zadbanie o własne dobro i wyegzekwowanie należnych nam praw, poczucie winy sprzyja wyciągnięciu ważnych wniosków i zmodyfikowaniu swojego zachowania.

Ewolucja wyposażyła nas w emocje negatywne, żebyśmy przetrwali. A po co są nam potrzebne emocje pozytywne?

Przez długi czas psychologowie nie zadawali sobie takich pytań, zajmując się głównie emocjami negatywnymi. Dopiero psychologia pozytywna zmieniła tę perspektywę. Barbara Friedrickson, autorka teorii “poszerzania – budowania” wykazała w swoich badaniach, że radość i inne emocje pozytywne są potrzebne, bo rozszerzają nasz repertuar myślenia i działania, ułatwiają bowiem kojarzenie bardziej odległych pojęć, sprzyjają odwadze i kreatywności. W efekcie bardziej skłonni jesteśmy pod wpływem radości wypróbowywać nowe, niekonwencjonalne rozwiązania i zachowania. Radość sprzyja poszerzaniu umysłu i budowaniu ważnych zasobów osobistych. Dzięki niej nabywamy nowe kompetencje i rozwijamy się.

Szczęśliwi i radośni gromadzimy zasoby, które mogą się okazać przydatne w trudniejszych sytuacjach?

Dokładnie tak.

Czyli człowiek szczęśliwy doświadcza różnych emocji, i tych pozytywnych i negatywnych?

Ale w odpowiedniej proporcji. Barbara Friedrickson mówi, że idealna proporcja to przewaga emocji pozytywnych do negatywnych w stosunku 3:1. A na to mamy wpływ.

W jaki sposób? Czy jeśli zdenerwuje mnie szef, to powinnam poszukać trzech przyjemnych doznań, żeby czuć się dalej szczęśliwa?

Nie w ten sposób. Ten wskaźnik nie dotyczy jednorazowego bilansu emocji, ale ich względnie stałej proporcji w ciągu dni, tygodni, a nawet miesięcy. Warto szukać i przeżywać w swym życiu jak najwięcej pozytywności. Barbara Fredrickson zaleca w tym celu codzienne logowanie się na stworzonej przez nią stronie internetowej i wypełnianie tam specjalnie opracowanej skali pozytywnych emocji. Ma to umożliwić stałe monitorowanie swojego „współczynnika pozytywności” i świadome zmienianie codziennego postępowania, aby nieustannie podnosić ten wskaźnik lub utrzymywać go na wysokim poziomie. Nawet w trudnych doświadczeniach, takich jak kłótnia z szefem, można zadać sobie pytanie: czego mogę się dzięki nim nauczyć; czy dzięki temu konfliktowi może wyniknąć coś twórczego dla mojej pracy? dla relacji z szefem i innymi ludźmi? To nie dzieje się automatycznie, przeciwnie, wymaga od nas wysiłku, by poszukać takiej korzystnej interpretacji skądinąd nieprzyjemnego zdarzenia. W każdym nawet trudnym doświadczeniu można zobaczyć coś pozytywnego

Do tego, co dobre w naszym życiu, łatwo przywykamy. Nowe mieszkanie cieszy przez chwilę, potem uznajemy je za coś normalnego. Ale gdybyśmy je stracili, będzie bardzo boleć.

To prawda, w psychologii mówi się o tzw. efektcie hedonistycznego młyna, Brickmana i Campbella. Polega on na tym, że łatwiej i szybciej adaptujemy się do korzystnych zdarzeń w naszym życiu niż do tych trudnych i bolesnych. Jeżeli coś stracimy, to długo czujemy smutek. Natomiast radość z kupienia nowej rzeczy towarzyszy nam znacznie krócej, szybko przyzwyczajamy się do nowej sytuacji i za chwilę nie widzimy już w niej nic szczególnie radosnego. Poza tym istnieje asymetria pozytywno-negatywna. Zgodnie z nią emocje negatywne są z natury silniejsze niż pozytywne. Złość czy strach mają zwykle dużo większą intensywność niż radość, miłość czy nadzieja. Dlatego, aby czuć się dobrze, warto często wzbudzać w sobie i kultywować emocje pozytywne. Nie czekać, aż zdarzy się coś radosnego, ale szukać radości w każdym drobiazgu codziennego życia. Na tym polega cała sztuka szczęśliwego życia. Jak pokazała Sonia Lubomirsky spośród różnych pozytywnych emocji jedna szczególnie daje nam szczęście – to wdzięczność. Dlatego warto możliwie często odczuwać wdzięczność, dzięki niej   przedłużamy stan szczęścia, nie przyzwyczajamy się tak szybko do dobrych, korzystnych wydarzeń w naszym życiu.

Wdzięczność nie jest uczuciem powszechnym, niełatwo ją odczuwać. Dlaczego?

Problem polega na tym, że bardzo łatwo przyzwyczajamy się do dobrych, korzystnych zmian w naszym życiu i z czasem zaczynamy traktować je jako normę. Poza tym, w nasze życie nieuchronnie wkradają się niekorzystne wydarzenia powodujące negatywne emocje, a one swoją siłą i wyrazistością mogą przysłonić subtelny wpływ pozytywności. Wtedy dużo trudniej dostrzec fakt, że koleżanka pomogła nam przygotować trudną prezentację, przyroda za oknem jest dziś wyjątkowo piękna, a kierowca autobusu zatrzymał się chwilę dłużej i otworzył drzwi, żebyśmy zdążyli podbiec i wsiąść do środka..

Jeśli ktoś nam pomoże, wyświadczy przysługę, częściej odczuwamy nieprzyjemne zobowiązanie.

Nie należy mylić wdzięczności z poczuciem zobowiązania, któremu bliżej jest do emocji negatywnych. Wdzięczność może dotyczyć bardzo prostych rzeczy, np. tego, że dzisiaj jest ładna pogoda, że mogę sobie przyjemnie z kimś porozmawiać etc. Umiejętność, która może nam bardzo pomóc w doświadczaniu wdzięczności i innych pozytywnych emocji, to skłonność do jednoczesnego doświadczania pozytywnych i negatywnych uczuć. Zamiast negowania pozytywności, która pojawia się w trudnych doświadczeniach możemy pozwolić sobie na doświadczanie przeciwstawnych uczuć w tym samym czasie. Możemy na przykład czuć silny ból głowy i jednocześnie cieszyć się, że udało nam się upiec pyszne ciasto. Możemy pokłócić się w pracy z szefem i jednocześnie odczuwać ogromną radość, że zadzwonił do nas stary przyjaciel z życzeniami urodzinowymi. Ludzie, którzy mają zdolność do tzw. współpobudzenia afektów czyli mieszania przeciwstawnych emocji okazują się być bardziej szczęśliwi. Zamiast ulegania wyłącznie negatywnym uczuciom, dostarczają sobie bowiem w życiu dużo okazji do przeżywania pozytywności

Żyje nam się coraz lepiej. Zarobki, dostępność pożywienia, poziom wykształcenia -wszystkie te obiektywne czynniki wpływające na jakość naszego życia rosną. Czy to nie paradoks, że jednocześnie rosną  wskaźniki depresji? Martin Seligman twierdzi, że zbytnio próbujemy osiagnąć szczęście na “skróty”…

I ulegamy pewnym iluzjom np. że w większym mieszkaniu czy nowym samochodzie będziewmy szczęśliwsi. Nowy dom cieszy przez pierwsze tygodnie, a potem uznajemy to za standard, coś oczywistego. I zaczynamy porównywać się z sąsiadem obok, który być może ma lepszy widok z tarasu. Zawsze nam mało. Ale nie tylko niepotrzebne porównywanie może uniemożliwiać nam osiągnięcie wysokiego poziomu szczęścia. Możemy stosować też wiele innych niekorzystnych strategii, np. upatrywać szczęścia w osiągnięciu jakiegoś upragnionego, wielkiego celu i oczekiwać, że tylko wtedy będziemy szczęśliwi, gdy go wreszcie osiągniemy. Możemy też być głęboko przekonani, że szczęście nastąpi dopiero wówczas, gdy wszystkie nasze codzienne troski i problemy zostaną rozwiązane. To błędne oczekiwania, które uniemożliwiają nam cieszenie się poszczególnymi chwilami w naszym życiu, drobnymi szczegółami, które mogą stanowić źródło stałego poczucia szczęścia.

Czyli to nie zdarzenia w naszym życiu nas unieszczęśliwiają lecz my sami siebie pozbawiamy szczęście? Często wkładając w to wiele wysiłku i pomysłowości?

Bycie nieszczęśliwym z pewnością bardziej uwarunkowane jest czynnikami wewnętrznymi niż obiektywnymi sytuacjami życiowymi. Większość zdarzeń sama w sobie nie jest obiektywnym wyznacznikiem szczęścia czy nieszczęścia. Wiele zależy od naszych osobistych ocen i nastawień. Trudno być szczęśliwym komuś, kto ma niską samoocenę, kto wciąż krytykuje siebie, wytyka błędy. Taka osoba cokolwiek by nie zrobiła, zamiast docenić swój wysiłek, dostrzega niedociągnięcia. I uznaje, że można było to zrobić lepiej.

Jak nie psuć sobie szczęścia?

Warto lubić siebie i cenić za nawet drobne sukcesy. Problemy, jakie napotykamy, traktujmy raczej w kategoriach wyzwań, niż trudności czy porażek. Nie dajmy się wkręcić w pogoń za pomnażaniem majątku czy zdobywaniem kolejnych szczebli kariery. szczęścia nam to na długo nie da, a stracimy w ten sposób coś znacznie ważniejszego dla szczęścia – na przykład energię, którą moglibyśmy poświęcić na nasze pasje albo czas, który warto spędzić z bliskimi osobami. Inwestujmy w relacje z ludźmi, one dają nam szczęście, które się nie znudzi. Oczywiście, szczęście nowożenców jest inne niż szczęście małżeństwa z długoletnim stażem, Z czasem mija namiętność, ale w zamian pojawia się wzajemna bliskość partnerów, i ona jest niewyczerpanym źródłem szczęścia.

Psuje własnej radości, czyli emocje pozytywne i negatywne w życiu. Jak być szczęśliwym? Charaktery 2012 r. nr 12, s. 28-31, 2011

Dodatkowo wydanie – Bliżej emocji Drogowskazy uczuć. Charaktery 2014-04-09.

CS62024738

 

Komentarze

komentarzy









Zobacz także




Czytaj więcej
Mózg w kinie, rozmowa z neurokognitywistą dr hab. Mateuszem Golą Wydaje nam się, że widzimy oczami i słyszymy uszami, a tak naprawdę i widzimy, i słyszymy mózgiem. O pracy, jaką wykonuje...