Przełomowy moment

15 marca 2019 


Życie każdego człowieka biegnie od kryzysu do kryzysu. Ale w wypadku mężczyzn tym kluczowym jest kryzys wieku średniego. Dlaczego jest tak powszechny i czy musi być nieunikniony? Jakie lekcje do przepracowania daje samym zainteresowanym i ich partnerkom – wyjaśnia psychoterapeuta Jacek Masłowski, rozmawia Martyna Harland.


Kiedy zastanawiam się, jakie kryzysy przechodzą mężczyźni na różnych etapach życia, do głowy przychodzi mi od razu ten wieku średniego…

Ja również (w swoim gabinecie i na warsztatach) najczęściej obserwuje właśnie ten kryzys. Jest jednocześnie najbardziej znanym i nieznanym kryzysem. Są mężczyźni, którzy w ogóle nie zdają sobie sprawy z tego, że go przeży- wają. A także ci, którzy nie mają co do tego żadnych wątpliwości, jednak nie potrafią sobie poradzić.

Czym on właściwie jest?

To kryzys przełomu życia. Zresztą słowo „kryzys” oznacza nic inne- go, jak przełom właśnie. Moment, gdy w naszym życiu coś istotnie się zmienia. Co powoduje, że dotychczasowy sposób funkcjonowania przestaje być adekwatny. Moim zdaniem to najważniejszy kryzys w życiu mężczyzny. Dotyka zarówno 35-, jak i 55-latka. I na ogół nie przechodzi po miesiącu. Może trwać rok, 5 lat, 15. W zależności od tego, czy coś z nim zrobimy.

A jak się objawia?

Na przykład ciało przestaje być sojusznikiem i niezawodnym partnerem. A staje się obiektem troski i zainteresowania. Zaczyna komunikować: „halo, potrzebny serwis”. Trochę jak w samochodzie, który wyświetla komunikat, że za 100 kilometrów trzeba będzie wymienić olej. Jeżeli mężczyzna się sobą nie zajmie, to zaczyna tyć, może mieć kłopoty seksualne, poja- wia się cukrzyca, nadciśnienie lub inna choroba przewlekła, a zwykły uraz nogi tak szybko nie przechodzi.

Kryzys wieku średniego wiąże się też z różnymi stanami emocjo- nalnymi. Pojawiają się przygnębie- nie, niechęć, nadwrażliwość, a właściwie drażliwość, i bardzo dużo złości. Poczucie, że moje potrzeby nie są zaspokojone. Wyraźnie obniża się poziom testosteronu, a to on determinuje dobry nastrój czy poczucie sprawczości. Poza tym życie seksualne jest zredukowane, często niemalże do zera. Pojawiają się pierwsze straty bliskich osób. Odchodzą rodzice, zaczynają odchodzić znajomi, którzy byli naszymi rówieśnikami. Wielu facetów przygląda się swoim związkom i czasem zauważa, że są puste. Została tylko rodzinna spółka z o.o. Wtedy albo wybierają autodestrukcję i na przy- kład zaczynają pić, albo podejmują różne działania, które mogą okazać się destrukcyjne.

Piją alkohol, kupują szybkie samochody, romansują z młodszymi kobietami. Czy naprawdę nie można poradzić sobie z kryzysem w bardziej konstruktywny sposób?

W ten sposób mężczyzna stara się wytłumiać swoje trudne stany emocjonalne. Ucieka i odcina się od cierpienia. Dobre i szybkie samochody czy młode kobiety są dostępne tylko dla nielicznych. Bo można zacząć oglądać się za młodszymi, ale to nie znaczy, że one będą oglądały się za tobą.

Mężczyźni w kryzysie faktycznie częściej wybierają rzeczy, które wymagają mniejszego wysiłku. To ludzkie, nie lubimy się wysilać. Zdecydowanie trudniej zmienić swój styl życia pod kątem zdrowej diety czy regularnego uprawiania sportu. Chociaż coraz częściej ulegamy modzie bycia fit. Pierwszy raz od dwóch tysięcy lat męskie ciało stało się obiektem seksualnym.

A może, gdy mężczyzna rozwiąże pierwsze kryzysy, które pojawiają się na jego drodze już w dzieciństwie, łatwiej będzie mu zmierzyć się z tym najcięższym?

Pierwszy kryzys w życiu mężczyzny to separacja od matki. Rola ojca jest tu absolutnie niezbędna. On oddziela chłopca od matki. Dlatego już od niemowlaka powinien spędzać z nim czas, sam na sam. Jeśli brakuje ojca, mogą to zrobić inni mężczyź- ni, nawet cała męska społeczność. Uczyć chłopca funkcjonowania bez „serwisu“ kobiety.

Potem jest nastoletniość i kolejne kryzysy związane z popędowością. Separacja od rodziców. A także indywiduacja, czyli budowanie własnej tożsamości. Bunt, bałagan w domu, robienie po raz pierwszy różnych ryzykownych rzeczy. Czeka go jeszcze wybór ścieżki zawodowej, partnerki, miejsca zamieszkania, stworzenie pary, która funkcjonuje razem na co dzień. Do tej pory był samodzielny i samostanowiący. Teraz musi się dogadywać, negocjować. Pojawia się wymiana związana z realizacją potrzeb relacyjnych.

Na naszej kryzysowej trasie mamy jeszcze przyjście na świat dziecka. To superkryzys. Jeżeli są jakiekolwiek szczeliny w związ- ku, to dziecko je scementuje albo pogłębi. Najważniejsze jest wtedy, żeby zadbać o siebie: wysypiać się, jeść. Po to, by móc zadbać o kobietę i dziecko.

I tak, masz rację, jeżeli mężczyzna, od samego początku był dobrze prowadzony przez rodziców, a potem sam dobrze się prowadził – ma szanse o wiele łagodniej przejść ten najcięższy kryzys wieku średniego. Bo nie ma w nim tak silnej frustracji, żeby walczyć o odzyskanie tego, co kiedyś sam oddał lub było mu zabrane. Z kolei mężczyzna, który został mentalnie wykastrowany, albo nie podniesie się z kanapy (i wtedy mówimy już o depresji), albo zacznie zachowywać się jak zbuntowany nastolatek.

Czy każdy mężczyzna musi mieć kryzys wieku średniego?

Najbardziej optymistyczne badania pokazują, że przeżywa go 10 proc. mężczyzn. Tyle że ja tego nie kupuję. Tak było może w latach 80. – tylu mężczyzn się do tego przyznało. Z moich obserwacji wynika, że dzisiaj kryzys wieku średniego prze- żywa przynajmniej 90 proc. mężczyzn. Tyle że w różnym natężeniu.

Można mu zapobiec?

Kryzysy można rozwiązywać, nie da się im zapobiec. To tak, jakby chcieć zapobiec zmianom, które następują w życiu każdego człowieka.

No dobrze, ale przecież można zadbać o siebie i swoje potrzeby o wiele wcześniej, żeby jakoś zminimalizować tę siłę uderzenia?

Tyle że nie przewidzisz wszystkiego. Choroby, utraty bliskich…

A może facet powinien przestać skupiać się przede wszystkim na sobie? Zająć się partnerką, dziećmi. Wtedy nie miałby kryzysu…

Moim zdaniem odniesie to odwrotny skutek, ponieważ kryzys wieku średniego, o czym już wspominałem, często ma przyczyny właśnie w odkładanych przez lata potrzebach mężczyzny, który zajmował się sprawami innymi niż swoje. Poza tym o ile partnerką może mógłby się zająć, choć najlepiej, jeśliby zajęli się sobą symetrycznie, o tyle dzieci w tym czasie albo przestały być dziećmi i są późnymi nastolatkami, albo już młodymi dorosłymi, które rozpoczęły samodzielne życie.

Podobno badania pokazują, że mężczyźni z wyższym wykształceniem są bardziej narażeni na kryzys wieku średniego.

Że niby ci, którzy kopią łopatą, mają większą siłę fizyczną i poziom endorfin, więc lepiej czują się na co dzień? Znam również przypadki takich mężczyzn w kryzysie, który często wywołany był wypadkiem w pracy, połamanym kręgosłupem, śmiercią kolegi czy inwalidztwem. Albo pustym związkiem. Mężczyźni nie spędzali ze swoją partnerką czasu, a później angażowali się w związek z inną. Niekoniecznie młodszą. Bo to nie jest tak, że kobieta musi być młodsza, tylko inna.

Można wykorzystać kryzys wieku średniego do rozwoju?

To, co jest ważne dla facetów, którzy czytają teraz naszą rozmowę, to zadbanie, żeby przestali się czuć samotni. Nie szukali tego kompensacyjnie w relacji z młodszą kobietą. To się może udać, ale nie musi. Można uruchomić w swoim życiu jakieś hobby: quady, motocykle, narty. Niektórzy zaczynają studiować et- nologię, bo zawsze interesowali ich Indianie. Zapisują się na kurs tańca, do klubu motocyklowego wielbicieli starych samochodów. Chodzi o coś, co spowoduje, że znajdą przestrzeń dla siebie, przestaną funkcjonować jedynie pod presją innych.

Tak naprawdę wszystko sprowadza się do jednego, bardzo ważnego elementu. Chodzi mi o proces wychowywania chłopców przez nadopiekuńcze matki i kobiety w ogóle, ze zredukowanym zaangażowaniem ojców czy mężczyzn. To, w jaki sposób są dzisiaj wychowywani chłopcy, będzie skutkowało jeszcze więk- szymi kryzysami w przyszłości. Bo kryzys wieku średniego to objaw, a nie przyczyna.

Objaw czego?

Męska popędowość rządzi się swo- imi prawami. Jest zdeterminowana biologią. Kiedy jesteś chłopcem i masz naście lat, to testosteron wzrasta ci jakieś 800 razy. To nie do wyobrażenia, jeśli nigdy nie byłaś chłopcem. Takie życie na sterydach. Popęd seksualny, którego nie możesz rozładować, jest superfrustrujący. Bo masturbacja to nie jest to, o co chodzi młodemu chłopakowi. A świat kobiet na ogół jest niedostępny. Nie masz też żad- nych sensownych propozycji, które pozwoliłyby sublimować tę potężną energię seksualną.

A sport, kultura – nie pomagają sublimować tych popędów?

Owszem. Można biegać maratony i wyżywać się fizycznie. Można też wyżywać się intelektualnie emocjonalnie. Popatrz na takiego Mickiewicza, jak pięknie sublimo- wał energię seksualną w swoich wierszach. Właśnie po to istniały kiedyś procesy inicjacyjne. Miały nauczyć chłopca tego, w jaki sposób przejąć kontrolę nad własnym ciałem. Które nagle zaczyna być muskularne, silne i agresywne. Jednak ta fizjologia, zamiast być dzisiaj ukierunkowana w konstruktywny sposób, jest tłumiona i deprecjo- nowana. „Nie kop, bo się spocisz”, „Nie biegaj, siedź, ucz się, grzeczny bądź”.

Dlatego chłopcy mają do wyboru pójście za swoją popędowością, co nazywamy supremacją id i co widać w różnych subkulturach kibolskich, albo stłumić w sobie agresję, co z kolei psychologowie nazywają supremacją superego. No i większość wybiera tę drugą drogę. Bo bardziej się opłaca społecznie, no i mama będzie zadowolona. Zaczynają dostosowywać się do norm: studia, żona, dzieci. Nieważne, że o dzieciach zadecydowała kobieta. Nieważne, że nie lubią swojej pracy, bo muszą zarabiać. I tak jadą na zaciągniętym ręcznym przez kolejne 20 lat swojego życia…

Większość facetów, których znam, jest kompletnie uzależniona od swoich kobiet. Na wszystko pozwala im żona. Dalej są w regresie na poziomie chłopców, którzy dostosowują się do oczekiwań świata kobiet. Aż w pewnym momencie lód pęka.

Kiedy?

Na przykład wtedy, gdy zaczynają dorastać dzieci. Nastolatkowie wprowadzają do domu nieokieł- znaną energię seksualną, która bardzo często u ich rodziców jest już wytłumiona. Bo oni przestali uprawiać seks. Albo zaczyna się rozpadać spółka rodzinna, bo główny cel jej istnienia, czyli dziecko, opuszcza dom. Pojawia się pustka życiowa. Wielu mężczyzn sięga wtedy do swojej tłumionej przez lata, agresywnej popędowości. No i mamy szybkie i wściekłe życie. Pełne adrenaliny.

Bo jeśli jesteś mężczyzną po czterdziestce, to już dużo wiesz i jeszcze wszystko możesz. Masz w sumie najlepszy czas, jeśli chodzi o dostęp do zasobów zawodowych czy intelektualnych. Wciąż możesz założyć rodzinę, mieć dzieci. Już wiesz, jak być dobrym ojcem, a przynajmniej, jak nie być niedobrym. Masz też poczucie krzywdy – w twoim przekonaniu poświęciłeś życie, robiąc coś, czego nie lubisz, żeby utrzymać rodzinę – a teraz wszyscy mają cię w dupie. Siłą rzeczy możesz się poczuć przegrany życiowo. Wielu facetów dokładnie w ten sposób to przeżywa. Wtedy, na poziomie emocjonalnym, taki mężczyzna jest w stanie zregresować się do nastolatka. Dlatego interesuje się młody- mi kobietami, które są emocjonalnie na jego poziomie.

Wybacz, ale z boku wygląda to często śmiesznie…

Kryzys wieku średniego jest bardzo niebezpieczny zarówno dla mężczyzny, jak i całego systemu, w którym funkcjonuje. Jest najbardziej pojemnym i wielowątkowym kryzysem, w związku z czym ma największy wpływ na nasze życie. Właśnie dlatego tak często z niego kpimy. To reakcja lękowa. łatwiej jest coś wykpić, niż się z tym zmierzyć.

Kiedy przychodzą do ciebie na terapię faceci w kryzysie, co z nimi robisz, co im mówisz?

Na terapię przychodzą na ogół faceci, którzy zdążyli już wysadzić się w powietrze. Są w podwójnej relacji i nie wiedzą, kogo wybrać. Albo chcą zrozumieć, co się z nimi dzieje. Destrukcja lub autodestrukcja już trwa.

Nie da się zaspokoić swoich potrzeb, będąc już w kryzysie wieku średniego, w stałym związku?

No pewnie, że się da. Poza tym, umówmy się, nie wszystkie swo- je potrzeby trzeba od razu zaspokajać. Życie dorosłego człowieka polega na tym, żeby zrozumieć, że nie można mieć wszystkiego. Kryzys wieku średniego jest także olbrzymią szansą na rewitalizację związku z obecną partnerką. Ona również dojrzała i się zmieniła. Chodzi o to, o czym wiele kobiet nie wie: bliskość z mężczyzną buduje się przede wszystkim przez współdziałanie. A jak to wygląda w praktyce? Przychodzi kobieta do swojego mężczyzny i opowiada mu o swoich problemach. A ten mówi: „zrób to i tamto”. I ona oburza się, że facet w ogóle jej nie słucha, że ona nie potrzebuje jego rad. Tak naprawdę chciała się tylko wyga- dać. Kobieta tworzy bliskość przez rozmowę, facet – przez działanie.

Już widzę ten nagłówek: „wsiądź z nim na motor, czyli remedium na kryzys wieku średniego faceta”.

Po prostu zacznij robić coś fajnego razem z nim. Jednocześnie pozwól mężczyźnie na jego własną przestrzeń. Kobiety powinny być wtedy bardziej obecne i bardziej nieobecne. Jak w tańcu. W pewnym momencie robisz przestrzeń, w innym się zbliżasz. Kobiety mają z tym problem, bo wtedy trzeba się odkleić od różnych lęków i obaw.

Po drugie, trzeba wrócić do źródeł, zaaranżować wspólny powrót do przeszłości. Przypomnieć, co nas kiedyś połączyło. Nawet jeśli teraz już tego nie dostrzegamy.

Rozumiem, że kobieta nie powinna czekać na to, aż mężczyzna poradzi sobie z kryzysem, że lepiej mu pomóc?

Jeżeli ja jako mężczyzna jestem w kryzysie wieku średniego i nie mogę liczyć na ciebie, to znaczy, że nie mam z tobą relacji. I jeśli zostawisz mnie samego, to będę chciał wypełnić tę pustkę.

Wielu mężczyzn potrafi przyjść do kobiety i powiedzieć: „wiesz, zaczyna się ze mną dziać coś niedobrego, niepokoi mnie to”. Dojrzała partnerka, nie odpowie mu: „ty stary, głupi capie, idź w cholerę i poradź sobie sam”. Ona powie: „usłyszałam to, co powiedziałeś, zajmijmy się tym razem”. Przyjmie to na klatę. Wolałabyś, żeby twój facet powiedział ci, że przestałaś go kręcić czy że właśnie znalazł taką, co go kręci?

Wcale nie jestem taka pewna, czy wolałabym usłyszeć, że przestałam interesować mojego mężczyznę…

A zatem wolałabyś żyć w złudzeniu, że jest inaczej i nie mieć okazji na to, żeby się tym wspólnie zająć?! Jesteś pewna? Dziewięć kobiet na dziesięć przestraszy się i powstanie z tego dodatkowy problem. A jedna kobieta przyjmie to, a potem postara się rozwiązać tę kwestię wspólnie z partnerem. I tej jednej nigdy nie zostawisz.

Jacek Masłowski: filozof, coach, psychoterapeuta w Instytucie Psychoterapii Masculinum, współtwórca i prezes Fundacji Masculinum, współautor książek „Czasem czuły, czasem barbarzyńca“ i „Czasem święta, czasem ladacznica“ (premiera wiosną 2019 r.)

Źródło: marcowy Magazyn Sens

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

 

 

Komentarze

komentarzy









Zobacz także




Czytaj więcej
Więcej niż happy end Libańska reżyserka Nadine Labaki pochyla się na dziećmi ze slumsów. Główny bohater jej filmu – pozbawiony dokumentów,...