Popędza, pobudza i denerwuje

2 listopada 2019 


Emocje: niepokój i wściekłość.

W filmoterapeutycznym podejściu do kina, tak na prawdę mniej istotne jest to, co chciał powiedzieć autor filmu. Najważniejsze są emocje widza. Jednak, co dzieje się w sytuacji, gdy na ekranie pojawia się coś niełatwego w odbiorze. Jakie emocje rodzą się w nas, gdy niewiele rozumiemy, z tego co zobaczyliśmy. Bo jeśli nie załapiemy żartu, raczej nie wybuchniemy śmiechem. W takim razie, czy w trakcie odbioru wymagającego filmu, poczujemy coś więcej poza obojętnością, niepokojem lub irytacją? Czy potrafimy jeszcze skupić się w kinie na licznych wątkach i odniesieniach? Psychologowie społeczni nazywają ludzi skąpcami poznawczymi. Nie jesteśmy w stanie analizować wszystkich bodźców ze świata. Automatycznie je upraszczamy i wkładamy do bezpiecznych szufladek. Widzimy czarne i białe. Żeby tylko móc się w tym wszystkim połapać. Ludzie to prawdziwe leniwce. Niewielu udaje się wyjść poza te ograniczenia.

Dlatego „Mowa ptaków“ Xawerego Żuławskiego stanowi dla widza wyzwanie. Ten film jest jak internet, można w nim znaleźć wszystko. Mamy tu pełno nawiązań do współczesności. Odradzających się nacjonalizmów i ludzi oddychających nienawiścią. To filmowa kostka Rubika, stworzona przy współpracy reżyserów: Jana Komasy, Jacka Borcucha i Piotra Kielara, z ich różnorodną optyką i wrażliwością. W jaki sposób, widz ma to wszystko później złożyć w całość? Co z tego szalonego obrazu wybrać? Na czym się skupić? Psychologiczna interpretacja, zależy od naszych doświadczeń, wiedzy i emocji. Od tego, w jakim momencie życia jesteśmy. Które wątki i sceny okażą się dla nas poruszające. A także tego, czy znana jest nam twórczość Andrzeja Żuławskiego. Który zmarł kilka lat temu, zostawiając Żuławskiemu synowi scenariusz „Mowy ptaków”. W filmie, obserwujemy sześciu bohaterów, których łączy jedno. Są „inni“. Wypchnięci na margines przez agresywną i chamską większość. Ich dusza leży w sztuce: kinie, muzyce, literaturze. Czy fikcja jest dzisiaj lepsza od prawdziwości? Prawdziwość czasem zbyt mocno konfrontuje nas z tym, co trudne. Filmy pozwalają spotkać się z tym, w bezpiecznej przestrzeni. Dają nam szansę zobaczyć w sobie również to, co złe. Dlatego, jak mawiał Andrzej Żuławski, kino to najlepszy sposób na osiągnięcie wyższej formy trzeźwości.

Zobaczymy tu nasze współczesne pogubienie. Żyjemy szybciej, czas się skraca. Nie tylko ludzka natura ale również rzeczywistość, nie sprzyjają dzisiaj temu, by wkładać w życie więcej wysiłku. Ludzie przestają myśleć. Czuć. Dostrzegać piękno. Kochać. Uprawiać seks. „Świat w swym chaosie, nabrał kształtu miłości ostrej i bezwzględnej”, mówi jeden z filmowych bohaterów. Czy w tak przyspieszonym świecie, jest jeszcze miejsce na emocje? Na prawdziwy kontakt z drugim człowiekiem? A może zawodem przyszłości jest zawód– zawiedziona?

Jedno jest pewne, Andrzeja Żuławskiego najbardziej interesowały w kinie „granaty“. To, co pokazywał, miało być dla widzów eksplodujące, by trochę ich tym, co zobaczą poranić. Uważał, że dopiero wtedy ludziom otwierają się oczy. W wywiadzie rzeka „Żuławski” Piotra Kletowskiego i Piotra Mareckiego, twierdził że: „w kinie chcemy dostać nescafé instant – natychmiastowe zadowolenie. Ale jeśli kawa ma żyć długo i żeby można ją było pić ileś lat potem, to musi wyprzedzać smak chwili. Dlatego wymyśliłem, że będę specjalnie wszystkich popędzał, pobudzał i denerwował”. Pewnie dlatego prasa pisała o nim, że nie licząc się z nikim, grzmoci widza młotkiem z ekranu. Chociaż Żuławski ojciec, nie był fanem Freuda czy psychoanalizy. Lecz świetnie obrazował w swoich filmach jedną psychologiczną prawdę – mocniej w naszą psyche wpisują się rzeczy bolesne i złe. W naturze człowieka leży skupianie się na emocjach negatywnych. Na schizofrenii tego świata.

Tyle, że dzisiaj jesteśmy już wystarczająco sfrustrowani. Co z tego, że mamy wygodne i nowoczesne zoo z atrakcjami. Kiedy okazuje się, że nasze prawdziwe potrzeby, nie są zaspakajane. Potrzeba szacunku. Miłości. Poczucia bezpieczeństwa. Samorealizacji. A „Mowa ptaków” to zwierciadło Jungowskiego „cienia”. Zwierzęcej strony ludzkiej natury, która siedzi w naszej nieświadomości. Najpotężniejszym zwierzęciem, nadal jest to, które zżera wszystkich. W takim razie, po co na srebrnym ekranie, patrzeć na świat pełen chaosu, który dobrze znamy? Dlaczego ten przebodźcowany człowiek, żyjący w przebodźcowanym świecie, ma oglądać jeszcze takie kino prędkości? Załóżmy, że ktoś cię wkurzy. Chęć odwetu sprawi, że raczej zauważysz i zapamiętasz to, co ci powiedział. A skoro już wiesz, czy coś z tym zrobisz?

Autor: Martyna Harland.

Źródło: magazyn Presto sierpień- październik 2019 rok.

Komentarze

komentarzy











Czytaj więcej
Jak dobrze znasz swojego partnera? Bohaterowie filmu „(Nie)znajomi” przyjaźnią się od lat, a jednak kryją przed sobą wiele tajemnic... O sekretach...