Po prostu razem

27 kwietnia 2019 


Film „Złodziejaszki” Hirokazu Koreedy zdobył Złotą Palmę na ubiegłorocznym festiwalu w Cannes. Reżyser po raz kolejny dzieli się w nim swoją wiarą w siłę bliskich relacji. I to niekoniecznie wynikających z pokrewieństwa. Czy możemy sami wybrać sobie rodzinę – zastanawiają się filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland.

Martyna Harland: „Złodziejaszki” w reżyserii pochodzącego z Japonii Hirokazu Koreedy to przykład kina, w którym z pozoru nic się nie dzieje. Przedstawia zwykłą codzienność, której często nie doceniamy, a przecież wydarza się w niej to, co najcenniejsze…

Grażyna Torbicka: Gdy tylko zobaczyłam „Złodziejaszki” na festiwalu w Cannes, zadzwoniłam do mojego przyjaciela Andrzeja Serdiukowa, który zajmuje się dystrybucją filmową, i poradziłam mu, żeby koniecznie wprowadził ten film do Polski. To było, zanim „Złodziejaszki” otrzymały Złotę Palmę i kolejne nagrody, w tym nominację do Oscara. Film jest znakomicie zrealizowany, ale przede wszystkim wyjątkowo dziś potrzebny. Uważam, że każdy powinien go obejrzeć.

Dlaczego?

Reżyser ukazuje w nim naszą potrzebę bycia razem. I to, jak ważna jest świadomość, że mamy w życiu kogoś, kto naprawdę nas kocha i poświęci swój czas, gdy będziemy w potrzebie. Zresztą Koreeda snuje tę samą opowieść przez wszystkie swoje filmy: zaczynając od „Dziecięcego świata”, przez „Jak ojciec i syn” czy „Naszą młodszą siostrę”, a kończąc właśnie na „Złodziejaszkach”.

Ten reżyser często pokazuje osamotnione dzieci, które musiały wcześnie dorosnąć, oraz nieodpowiedzialnych rodziców. W wywiadach otwarcie mówi o tym, że sam był wcześnie opuszczony przez ojca, co mocno wpłynęło na jego życie i twórczość.

Dzieciństwo Koreedy faktycznie podobne jest do sytuacji, które pokazuje na ekranie. Może dlatego dzieli się z nami swoją potrzebą relacji i miłości do drugiego człowieka. Jego filmy pomagają w stworzeniu własnego kanonu wartości. To czyni nas silniejszymi ludźmi. Dla mnie głównym przesłaniem „Złodziejaszków” jest to, że jeśli okażesz drugiemu człowiekowi prawdziwą miłość, jeśli choćby przez chwilę zazna czułości i poczuje, że nie jest ci obojętny, to jego życie całkowicie się zmieni.

W scenie przy ognisku, gdy jedna z bohaterek, Nobuyo, przytula małą Yuri, płakałam ze wzruszenia. Czułam prawdziwą miłość, opiekę i troskę.

Nobuyo nie ma dzieci i traktuje dziewczynkę jak swoją córeczkę. Yuri nie miała dobrego życia, doświadczyła przemocy. Gdy poznajemy ją, jest samotna, ale trafia do rodziny, gdzie doświadcza miłości i czuje się   bezpiecznie. I choć spędza z nią niewiele czasu, to te chwile na zawsze ją zmienią. Już wie, że może być inaczej.

Dobro tkwi w ludziach. Kiedy główny bohater, mały chłopiec Shota, chce ukraść słodycze ze sklepu, sprzedawca oddaje mu te słodycze za darmo…

I mówi, żeby nie uczył siostry kraść… Ten film pokazuje rodzinę, która ma problemy finansowe. Jednak jakoś sobie z tym radzi, bo babcia dostaje dodatkowe pieniądze od innych ludzi, a dzieci dokonują drobnych kradzieży. Moment, o którym mówisz, jest bardzo ważny, bo Shota po raz pierwszy dostrzega, że być może to, co robi, nie jest normalne. Mimo że został nauczony przez ojca, że jeśli coś leży w supermarkecie na półce, to nie należy do nikogo, i można to sobie wziąć. Zatem jeśli potrzebny jest szampon do włosów, to dzieci po prostu biorą ten szampon ze sklepu. Ale nie po to, żeby go komuś odsprzedać i się wzbogacić.

Chyba jesteś dla nich za bardzo wyrozumiała…

Koreeda prowadzi nas przez ten film tak, że zgadzamy się na podobne zachowania, ponieważ bardzo chcemy być jak najdłużej z tą rodziną. Być może wybaczamy im, bo widzimy, że oni tak bardzo się kochają i okazują sobie zrozumienie. Wszystko, co zobaczyłam w tym filmie, było dla mnie niesamowicie budujące. Na tym polega przewrotność tej opowieści.

Tytuł „Złodziejaszki” skłonił mnie  do zastanowienia się, co jest największym złodziejem miłości i bliskości…

Ten film akurat tego nie pokazuje, ale przypominam sobie przepiękny dramat „Ballada o Narayamie” Sho-hei Imamury z lat 80., który ukazuje, jak wiele kultura japońska traci przez wyścig cywilizacyjny. Gonitwa za karierą, pieniędzmi czy posiadaniem jest największym złodziejem miłości i bliskości. Wie- my, że w Japonii problemy pracoholizmu i samotności są coraz większe, a więzy rodzinne przestają funkcjonować.

A może ważniejsze od więzów krwi są bliskie relacje?

Koreeda stawia właśnie pytanie o definicję słowa „rodzina”. Czy tworzymy ją tylko z ludźmi, z którymi łączą nas więzy krwi? Filmowa babcia, która jest bardzo ważną postacią scalającą rodzinę w chwilach kryzysu, zastanawia się, czy jeśli sami moglibyśmy wybierać rodziców, nasze rodziny byłyby trwalsze… To brzmi zaskakująco, ale w filmie znajdziemy rozwinięcie tak postawionych pytań.

To bardzo ciekawe pytania. Ten film mógłby być mocno terapeutyczny dla rodzin i par, które adoptowały dzieci.

A także dla dzieci, które są adoptowane. Szczególnie w momencie, kiedy dowiadują się, że ich rodzice nie są tymi biologicznymi.

To jak stworzyć prawdziwą bliskość w rodzinie z drugim człowiekiem?

Trzeba sobie zadać pytanie, jak szczere i głębokie jest to, że poświęcasz komuś swój czas. Czy na- prawdę jesteś zainteresowana tym, jak mu minął dzień? Czy chcecie o tym rozmawiać? Zobacz, co robią bohaterowie w filmie: po prostu siadają wspólnie wieczorem i żartują, dyskutują o tym, co się wydarzyło, obserwują razem gwiazdy… Są wtedy tylko i wyłącznie dla siebie. To jest fundament tej rodziny. Rozmowa to bardzo ważny element budowania bliskości w rodzinie, a prawdziwa i uważna rozmowa jest czymś, co dzisiaj zanika. W „Złodziejaszkach” mamy niemalże modelowy obraz stosunków rodzinnych, pełnych bliskości, miłości i spokoju, chociaż oczywiście wiemy, że ta rodzina nie jest tzw. normalną rodziną, i spodziewamy się, że w pewnym momencie musi się wydarzyć coś, co zburzy ten spokój…

Gdybym miała wybrać swojego filmowego terapeutę – pamiętajmy, że w terapii dla każdego odpowiedni jest inny terapeuta– to dziś byłby nim Hirokazu Ko- reeda. Ja ciągle gdzieś biegnę i pędzę – jego filmy przypominają mi o tym, co ważne: rodzina, miłość, bliskość, dobre jedzenie…

Koreeda daje mi spokój i docenianie prostych chwil szczęścia. Taką chwilą może być po prostu piękny dzień, tylko trzeba zatrzymać się, żeby to zauważyć… Mnie także filmy Koreedy dają spokój ducha. On buduje rodzinny mikroświat bardzo prostymi środkami i daje nam, widzom, poczucie bycia szczęśliwymi. Pokazuje, że prawdziwe szczęście leży w relacjach. Bo nie tyle chodzi o to, żeby skupiać się tylko na rodzinie, a zadbać o równowagę między miłością, chwilą szczerej empatii do drugiego człowieka oraz osobistą satysfakcją i rozwojem, które mogą być budowane na tym fundamencie.

Każdy z jego bohaterów ma swoje marzenia i wie, że świat biegnie dalej, ale wszyscy tęsknią przede wszystkim za tym, żeby zaznać w życiu miłości i bliskości. A kto z nas za tym nie tęskni?

Grażyna Torbicka: dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2

Martyna Harland: autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2

Źródło: magazyn Sens, kwiecień, 2019

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

 

Komentarze

komentarzy









Zobacz także




Czytaj więcej
Poetka z Arabii | Filmoterapia z Sensem 3 Zapraszamy 24.04 godzina 20, na pokaz filmu z programu festiwalu Millennium Docs Against Gravity "POETKA Z ARABII" w ramach...