Na szczęście smutek

11 marca 2019 


Zrobiłeś film o litości. Ale nie o tej, którą okazujemy ludziom. Litości, którą pragniemy dostawać od innych.

BABIS MAKRIDIS: Mam wrażenie, że ludzie coraz częściej widzą dzisiaj potrzebę nazywania i rozumienia własnych emocji. Kiedy rozmawiałem z moim scenarzystą Efthymisem Filippou, o kolejnych pomysłach na filmy. Zajrzałem do zeszytu, w którym zapisujemy, jakie emocje są warte zgłębienia i odkrycia. Właśnie od tego wychodzimy, gdy zaczynamy pracę nad filmem. Od emocji, które są dzisiaj ważne i potrzebne.

Litość zainteresowała mnie z dwóch powodów. Gdy byłem młodszy, podrywałem w ten sposób dziewczyny. Wyglądało to tak, że stałem ze spuszczoną głową pod ścianą i udawałem smutnego. Wtedy same do mnie podchodziły, przynosząc mi drinka. Poza tym, mam przyjaciela, który nie jest tak ekstremalny, jak bohater mojego filmu. Jednak, zaczerpnąłem z niego wiele cech dla mojej postaci. Zastanawiałem się nad tym, co ukształtowało go w dzieciństwie. Okazało się, że urodził się tuż po śmierci swojego ojca. Dlatego też, wszyscy wokół okazywali mu wiele współczucia, litowali się nad nim. Przynosili mu słodycze, zabawki, załatwiali dobre wakacje. A on się od tego uzależnił.

Współczucie zawiera w sobie działanie, nie można tylko powiedzieć „ojej ale ci współczuje”. Trzeba jeszcze coś zrobić, na przykład upiec komuś ciasto, tak jak robi to bohaterka w twoim filmie. Jednak litości nie lubimy dostawać. Czujemy się źle z czyjąś litością. 

Współczucie i litość, mają co prawda wspólne cechy. Jednak, faktycznie doświadczanie litości, uważamy często za coś złego i nieprzyjemnego. Chyba, że to ty dajesz komuś litość, wtedy czujesz się dobrze. Myślisz wtedy, że skoro komuś pomogłaś, stajesz się trochę lepszym człowiekiem.

Mój film, próbuje wyjaśnić to uczucie z dwóch stron. Pokazuje litość, którą dajemy i tą, którą otrzymujemy. Główny bohater, bardzo dobrze czuje się z litością innych ludzi. Bo przywykł do takiego sposobu życia. Dlatego, kiedy traci to uczucie, zaczyna zachowywać się jak narkoman na głodzie.

Dla niektórych ludzi, smutek łatwo może zamienić się w przyjemność. To uczucie jest jak nałóg, można do niego przywyknąć. Naszemu bohaterowi, smutku brakuje tak bardzo, że kupuje sobie gaz łzawiący, by tylko znowu móc się rozpłakać…

Nasz bohater robi te wszystkie szalone i zabawne rzeczy, żeby jak najszybciej odzyskać to, co stracił. Widzimy, że mieszka w ładnym domu nad morzem, wiedzie piękne życie. Wszystko wokół jest wspaniałe, tyle że sam bohater jest chodzącą katastrofą. Dlaczego? Bo czuje się niewidzialny. Każdy z nas ma czasem podobnie. Być w centrum uwagi, to jest to. Wtedy nawet litość, smutek czy słodka melancholia, nie stanowią problemu.

Ludzie funkcjonują tu jak roboty. Życie składa się z bezpiecznej, przewidywalnej powtarzalności, w której nikt nie lubi zmian. A już na pewno, nie nasz bohater. Czuje się bezpiecznie w sytuacji, która jest co prawda ciężka, za to stabilna. Gdy jego żona budzi się ze śpiączki i wszystko wraca do normy, on nie potrafi się w tym odnaleźć. To ścisłe trzymanie się nut i melodii w muzyce może i brzmi pięknie, jednak nie sprawdza się w życiu, w którym trzeba być elastycznym. 

Pokazuje, jak nasz bohater próbuje nastroić swój fortepian, który nie brzmi dobrze. Stroi fortepian, podobnie jak własny umysł. Nastraja się na coś. Widzimy, że powoli staje się coraz bardziej szalony. Mikołaj Trzaska dopasowywał tu muzykę na zasadzie kontry. Dzięki temu wiemy, że nasz bohater jest smutny, gdy jest szczęśliwy. I szczęśliwy, kiedy jest smutny. Gdy czuje smutek, gra radosna muzyka Beethovena. Z kolei, kiedy jego żona zdrowieje, a życie staje się lepsze, słyszymy fragment muzyki pogrzebowej Mozarta.

Większość ludzi dąży do szczęścia. Główny bohater dąży do smutku i litości. Z psychologicznego punktu widzenia, to ma nawet sens. Bo nie możemy być szczęśliwi, jeśli najpierw nie dostrzeżemy swojego smutku. W życiu, potrzebujemy wszystkich emocji, nie tylko tych pozytywnych. Tymczasem, emocje negatywne często spychamy do podświadomości. Nie chcemy sobie zdawać sprawy z naszych problemów. 

No właśnie, a szczęście możesz zrozumieć tylko wtedy, kiedy rozumiesz swój smutek. Musisz odczuwać smutek, żeby wiedzieć, czym jest szczęście. Dla każdego, oznacza to, co innego. Jednak zauważ, że trudniej powiedzieć, czym jest dla nas szczęście. Łatwiej określić, czym jest smutek. Czujemy go, gdy umiera ktoś bliski, tracimy ukochaną osobę czy pracę. Gdy dzieje się coś złego, wszyscy rozumieją, co to znaczy być smutnym. A czym jest szczęście?

Końcówka filmu wydaje się być optymistyczna i terapeutyczna. Szczęście zawsze do nas wróci. Tylko warto wyrazić wszystkie swoje emocje.

To zakończenie stanowi pewnego rodzaju metaforę. Bohater robi ekstremalnie rzeczy, jednocześnie sprawiając, że zakończenie historii staje się dla niego szczęśliwe. Bo znów zaczyna płakać. Końcowe ujęcie mówi nam: „hej, człowieku, życie jest dobre”. Co prawda kogoś zabiłeś ale za to znów jesteś szczęśliwy. Bo nic nie może powstrzymać szczęścia, jeżeli wiemy, czym ono dla nas jest. A bywa, że dożywasz swoich ostatnich dni i dalej nie wiesz, czym jest dla ciebie szczęście…

Filmoterapeutycznie, to również ważny film dla wszystkich, którzy utknęli w jakiejś sytuacji i nie potrafią pójść dalej. A także dla tych, którzy tłumią swoje emocje, szczególnie negatywne.

Ostatnio miałem bardzo ważne spotkanie z jednym z widzów. Po projekcji mojego filmu, wstał i opowiedział swoją historie życia. Tak jak mój bohater, całymi dniami płakał. Dlatego, podszedł do mnie, przytulił i powiedział, że dziękuje mi, bo dzisiaj będzie spał spokojniej. Być może innym osobom w depresji, mój film również w jakiś sposób będzie w stanie pomóc.

Myślę, że krzesło w kinie czy teatrze, jest jak fotel u terapeuty. Oglądając film – jeżeli tylko tego chcesz – możesz dowiedzieć się czegoś więcej o sobie. Szczególnie, gdy w filmie mamy otwarte zakończenie, a sytuacje nie są zbyt dosłowne. Czasem, pytam po projekcji mojego filmu, czy ludzie polubili głównego bohatera. Najczęściej odpowiadają, że tak. Jednak, gdy dowiadują się, że zabił, zmieniają swoje zdanie. I właśnie, dochodząc do tych odpowiedzi, zaczynasz rozumieć samego siebie. Myślisz: „skoro ja dalej darzę sympatią tego bohatera, może jednak warto się nad tym zastanowić, dlaczego?”

„Litość” mówi też, według mnie, o kryzysie męskości. Sytuacja mężczyzn i oczekiwania wobec nich zmieniają się, przez co czują się pogubieni w nowej sytuacji. Zupełnie jak nasz bohater. Do tego, mężczyźni często mają problem z wyrażaniem swoich emocji.

Ale też o kryzysie wieku średniego. Wiesz, kiedy masz czterdzieści parę lat, twoje życie się zmienia, jesteś coraz starszy i coraz mniej możesz. Wtedy, w życiu wielu mężczyzn pojawia się na prawdę spora dawka smutku.

Bohater chowa tu swoje emocje. Kiedy widz ogląda tę postać, ma przed sobą pewną tajemnicę. Zastanawia się na tym, co ten facet zrobi, co on tak na prawdę myśli, jaki jest? Między umysłem bohatera a widzem, dochodzi do interakcji. A ja, tylko trochę pomagam widzowi, podążać za tym bohaterem.

To charakterystyczne dla kina greckiej nowej fali, które mniej więcej od dziesięciu lat, pokazuje świat i bohaterów niemalże bez emocji. „Attenberg” Tsangari, „Alpy”, „Kieł” Lantimosa. Gdy nie rozumiemy emocji bohaterów, trudno jest nam się z nimi zidentyfikować. W filmoterapii, najważniejsze są właśnie emocje widza. 

Warto pozwolić sobie na „nierozumienie” filmów. To dobre odczucie. Chciałbym, żeby widz po moich filmach, wyszedł z kina i nadal zastanawiał się nad tym, co zobaczył. Nosił w sobie i odkrywał, jak łamigłówkę. Dzięki temu, film może zostać z widzem na dłużej. Jeżeli czegoś nie rozumiemy, czasem jeszcze głębiej sięgamy wtedy do w swoich emocji. To one pokazują nam, co tak na prawdę myślimy.

Rozmawiała: Martyna Harland

 

FILM „LITOŚĆ/PITY“ JUŻ W KINACH.

Komentarze

komentarzy






Poprzedni artykuł
Więcej niż horror
Następny artykuł
Więcej niż happy end



Zobacz także




Czytaj więcej
Więcej niż horror Uwaga: lęk egzystencjalny i niepokój. Czyli „MONUMENT” Jagody Szelc. To dyplomowy film dwudziestu studentów i studentek...