Mózg w kinie, rozmowa z neurokognitywistą dr hab. Mateuszem Golą

1 października 2012 


Wydaje nam się, że widzimy oczami i słyszymy uszami, a tak naprawdę i widzimy, i słyszymy mózgiem. O pracy, jaką wykonuje podczas oglądania filmów nasz mózg z dr. Mateuszem Golą rozmawia Martyna Harland.

Jakie struktury w mózgu są aktywne gdy oglądamy film?

Obraz filmowy dociera najpierw na siatkówkę i nerwami wzrokowymi trafia do struktur we wzgórzu, gdzie jest przetwarzany w ciele kolankowatym bocznym. Później trafia do kory wzrokowej, odpowiedzialnej za widzenie i następuje odzwierciedlenie obrazu z siatkówki oka. Tam przetwarzamy obraz od najprostszych elementów, jak kontury obrazu czy kolory. Te wszystkie informacje muszą dojść jeszcze do kory asocjacyjnej, gdzie zostaną powiązane z naszą wiedzą i wspomnieniami, zapisanymi w hipokampie i korze węchowej.

Nawet kora węchowa bierze udział w odbiorze filmu

Tak, bo kora węchowa jest odpowiedzialna nie tylko za zmysł węchu, ale także za pamięć. Zanim informacja dotrze do kory wzrokowej, jednocześnie uruchamiane są także procesy emocjonalne. Jest to szybka reakcja na to, co się aktualnie dzieje. Podobnie szlak przetwarzania informacji słuchowej w filmie aktywizuje nie tylko korę słuchową, ale także korę asocjacyjną – tam informacja jest integrowana i wiązana z dotychczasową wiedzą. Następnie wchodzi do gry kora czołowa, gdyż musimy na ten bodziec zareagować, ocenić to, co widzimy i słyszymy. Dodatkowo wiemy z teorii ucieleśnionego poznania – embodiment cognition – że jeśli obserwujemy czyjś ruch, na przykład biegnącego człowieka, to nasza kora ruchowa także pracuje, mimo tego że my się w danej chwili nie poruszamy. Sama obserwacja ruchu sprawia, że podobne struktury w naszym mózgu są również aktywne. Za to zjawisko odpowiedzialne są w naszym mózgu tzw. neurony lustrzane.

Gdy film wywołuje u nas emocję strachu, czy to  pseudoemocja, a może to taki sam strach, gdy coś nam faktycznie zagraża?

Zależy to od stopnia zaangażowania w film. Jeśli jest ono zbyt niskie, to nie zatopimy się wystarczająco w środowisko filmowe. Jeżeli oglądamy horror i nasz poziom napięcia oraz lęku jest bardzo duży, mówimy sobie „to tylko film”, to, co się dzieje nie jest rzeczywiste. Zatem i nasze emocje też nie są realne, oddzielamy sytuację rzeczywistą od fikcji.

Co jeśli mocno się zaangażujemy i zidentyfikujemy z bohaterem filmowym?

Czas płynie wtedy niebywale szybko. Nasze zaangażowanie powoduje, że to, co przeżywamy jest bardziej zbliżone do rzeczywistości. Brakuje jeszcze pełniejszej informacji sensorycznej z naszych zmysłów. Nie czujemy jeszcze w kinie zapachów, podmuchów wiatru. Nie możemy też zareagować fizycznie, zaangażować naszych kończyn, mięśni, itd. To sprawia, że informacje i emocje nie są w pełni tym, czego doświadczamy w rzeczywistości, ale faktycznie odczucia są abrdzo podobne.

Czy możemy wykorzystać terapeutyczną moc kina, jeśli chodzi o dopuszczanie do siebie niewygodnych emocji, które wypieramy do podświadomości. W filmie tego rodzaju emocje są łatwiejsze do przeżywania i zaakceptowania?

Tak, istnieje podobieństwo między oglądaniem filmu a na przykład terapią grupową. Polega ono na tym, że możemy zobaczyć lub posłuchać czyjejś historii, która jest w jakiś sposób podobna do naszej. To może pokazać pewien styl zachowania, odsłonić nasze mechanizmy poznawcze, rzeczy, których nie dostrzegamy na co dzień. Gdy oglądamy film, występuje również modelowanie zachowania. Różnica jest taka, że w interakcji na żywo – w rozmowie z przyjacielem czy w terapii grupowej – feedback, czyli informacje zwrotne, dostajemy na żywo.

A gdyby połączyć projekcję filmu z dyskusja z psychologiem?

Tak, to jest pomysł, ale najlepiej jeśli informacja zwrotna byłaby i skierowana do każdej z osób oglądających film. Dyskusja pozwala stymulować widza do tego, żeby zastanowił się jak to w jego przypadku wygląda, co może na ten temat powiedzieć, jak jego życie odnosi się do tego wszystkiego, co widzi na ekranie.

Czy filmy 3D mają większą moc terapeutyczną – obraz jest bardziej realny?

Trzeci wymiar daje dodatkową informację w postaci głębi obrazu. Podczas oglądania filmu trójwymiarowego, w momencie, kiedy np. coś leci w naszą stronę, odchylamy głowę. Taka interaktywność trochę zwiększa poziom naszego zaangażowania. Przybliża odbiór czegoś sztucznie stworzonego do sytuacji rzeczywistej. Jest zatem krokiem w stronę większego zaangażowania widza w odbiór filmu. Jednak proste angażowanie uwagi przez efekty specjalne, dźwięk, obraz 3D, czy grę na lęku i podstawowych emocjach, nigdy nie dorówna angażowaniu uwagi, którym posługuje się kino ambitne. Gra ono głównie poprzez niejasność przekazu, próbę zrozumienia, wielowątkowość i dwuznaczność. To są takie dzieła filmowe, które nie dają na talerzu prostych rozwiązań i odpowiedzi. Angażują znacznie bardziej zaawansowane procesy poznawcze i złożone funkcjonowanie mózgu. Każdy z nas ma naturalnie wbudowany mechanizm nagrody. Ta nagroda przychodzi w momencie, kiedy rozwikłamy jakiś problem, kiedy coś zrozumiemy, z czymś sobie poradzimy. To nas uspokaja, daje nam pewnego rodzaju radość a także wciąga. Oczywiście nie dla każdego człowieka jest to atrakcyjny sposób, nie wszyscy chcą podjąć ten wysiłek, dla niektórych jest to też po prostu zbyt trudne.

 Badania psychologiczne pokazują, że ludzie starsi (osoby 60 plus) bardziej skupiają się na sensie i przekazie filmu. Z kolei młodzi lepiej pamiętają tzw. informacje peryferyczne, czyli np. to jaki kolor koszulki miał ich ulubiony aktor w filmie.

Tak, badania na różnych grupach wiekowych dotyczące funkcjonowania procesów poznawczych pokazują, że wraz z wiekiem pogarsza się uwaga oraz niektóre funkcje pamięci, na przykład pamięć prospektywna, czyli zapominamy, co mieliśmy zamiar zrobić, itd. Oczywiście, nie dotyczy to wszystkich. Natomiast z wiekiem poprawia się umiejętność wyciągania ze zbioru różnych informacji najbardziej istotnych wniosków. Nie jesteśmy w stanie ogarnąć wszystkiego, wiec jeśli uwaga trochę gorzej funkcjonuje, skupiamy się tylko na tym, co jest najważniejsze. Po drugie – mając olbrzymie doświadczenie życiowe w przetwarzaniu różnych informacji – wiemy, jak skutecznie skoncentrować się na tym, co najważniejsze. Dlatego starsi ludzie doskonale sprawdzają się w różnego rodzaju organach doradczych czy radach nadzorczych, gdzie taka umiejętność jest bezcenna.

Wracając do młodych, czy w dobie tzw. multitaskingu, potrafimy jeszcze skupić swoją uwagę na filmie?

Multitasking jest rzeczywiście ostatnio modnym pojęciem, natomiast zwróćmy uwagę, że nie jest to wbrew pozorom nic nowego. U kobiet, które mają kilkoro dzieci, męża i jeszcze wiele innych obowiązków, multitasking funkcjonuje non stop. Obecnie multitasking w coraz większym stopniu dotyczy wszystkich: siedząc przy komputerze, co chwilę odbieramy telefon, SMS-y, korzystamy z komunikatorów internetowych.

Multitaskingto proces, który jest dosyć kosztowny dla mózgu, bo wymaga chwilowego zresetowania różnych struktur zaangażowanych w jedno zadanie i przełączenia się za chwilę na inną sieć, utworzenie tej sieci, a potem z powrotem przełączenie się na coś nowego. Osoby, które trenuje się w takich zadaniach równoległych, w przełączaniu uwagi, lepiej sobie radzą z różnymi życiowymi funkcjami. Ale uwaga, to ma skutek uboczny – zarówno u starszych, jak i u młodych cierpi na tym umiejętność hamowania dystraktorów. Zatem mamy poszerzone pole uwagi, widzimy więcej, ale przez to gorzej hamujemy to, co jest nam niepotrzebne i może nam przeszkadzać. W kinie wygląda to następująco. Taka osoba, po pierwsze nie tylko skupi się na filmie, ale jeszcze zwróci uwagę na to, że ktoś obok za głośno chrupie popcornem. Może to powodować, że film nie dość mocno stymuluje i staje się nudny.

Czy kino powinno się do tego dostosować?

Tak, to się już dzieje. Mamy coraz szybsze montaże, w filmach i serialach dzieje się coraz więcej, buduje się wielowątkową fabułę, która się przeplata, a także zwiększa się liczbę głównych bohaterów. W kontakcie z tradycyjnym kinem np. Wielką ciszą Philipa Groninga, czy kinem niemym, współczesny człowiek ma już problem – na takich filmach zwyczajnie się nudzi.

Wydaje nam się, że widzimy oczami, słyszymy uszami, a tak naprawdę widzimy i słyszymy mózgiem. Mózg jest neuroplastyczny, sam siebie naprawia, rekompensuje deficyty i urazy. Jeżeli mamy uszkodzony obszar w mózgu np. wzroku, to rozwijamy wtedy większe umiejętności w innych strukturach mózgu?

Neuroplastyczność jest taką właściwością mózgu, która pozwala nam uczyć się różnych rzeczy, zapamiętywać informacje. Bez tego byśmy się nie rozwijali. Do niedawna sądzono, że i rodzimy się z określoną liczbą komórek nerwowych. Dziś wiemy, że tak nie jest. Neuroplastyczność pozwala na neurorehabilitację w przypadku uszkodzeń mózgu. W uproszczeniu polega to na tym, że obszary sąsiednie przejmują którąś z funkcji lub te obszary, które zostały częściowo uszkodzone w jakiś sposób reorganizują się.

Magdalena Mierzwińska, bohaterka telewizyjnego programu kulinarnego, która po niegroźnym uderzeniu w tył głowy doznała zaniku pamięci, a jednocześnie obudził się u niej zmysł węchu i smaku, który wykorzystuje w kuchni. To przykład na neuroplastyczność naszego mózgu?

Tak. Określone obszary kory są genetycznie predysponowane do konkretnych funkcji. Każdy z nas korę wzrokową ma w obszarach potylicznych, korę słuchową w płatach skroniowych, a korę sensomotoryczną w obszarze ciemieniowym. W przypadku uszkodzeń tych obszarów, to jakie nowe umiejętności rozwiniemy, zależy od tego, czym będziemy się zajmowali i w jaki sposób będziemy próbowali zastąpić utracony zmysł.

Podobno w wyniku uszkodzenia ośrodka Brocki, odpowiedzialnego za generowanie mowy, osoba z uszkodzeniem lewej półkuli dalej jest w stanie mówić.

Paul Brocka po raz pierwszy pokazał, że mamy w mózgu obszar, który ciężko zastąpić innym. Można sobie wyobrazić, że jakaś inna część mózgu przejmie jego funkcje, ale akurat ten obszar znajduje się w takim miejscu, że ma najlepsze połączenia z obszarami, które zajmują się słuchem czy planowaniem ruchów. To są milisekundy, żeby dobrze zaplanować ruch każdego z mięśni języka, ust, Dodatkowo musimy jeszcze mieć możliwość usłyszeć to, co mówimy i na bieżąco to korygować. Jeśli wykształcimy tę umiejętność w innej części mózgu (choć takich przypadków nie znam), może się okazać, że ten obszar nie jest wystarczająco dobrze skomunikowany z resztą. Zdarza się, że osoba z uszkodzeniem pola Brocki jest w stanie zaśpiewać piosenkę z tekstem, wyrecytować wiersz, powiedzieć bardzo płynnie jakąś wiązankę przekleństw czy wyrecytować modlitwę bez zająknięcia, mimo że wcześniej nie była w stanie powiedzieć słowa. Dzieje się tak, gdyż okazuje się, że zupełnie inne obszary kory odpowiadają za śpiew, mowę zautomatyzowaną lub pod wpływem silnych emocji. Jeśli powtarzaliśmy jakąś modlitwę codziennie przez wiele lat, to nie wymaga świadomego przetworzenia.

Czy filmy są w stanie zmieniać nasz mózg? Skoro jest neuroplastyczny i dostosowuje się do odbieranych bodźców?

Każda informacja, która do nas dociera, obojętnie czy to jest wydarzenie z naszego realnego życia, czy treść, którą oglądamy w filmie, ma znaczenia dla kształtowania się mózgu, bo jest przez niego przetwarzana i zapamiętywana. Na jej podstawie tworzą się algorytmy zachowań, czy sposobu myślenia. Dlatego ważne jest dbanie o higienę psychiczną, czyli to, co czytamy, czego słuchamy i co oglądamy. Mało ludzi zwraca na to uwagę… Miałem kiedyś takie doświadczenie, podróżowałem wtedy autostopem po Izraelu. Któregoś dnia była burza, w przydrożnej knajpie poznałem przemiłego człowieka. Poczęstował mnie jedzeniem, nie chciał za to pieniędzy i jeszcze zaproponował mi nocleg. Intuicyjnie nie wyczuwałem żadnych przeciwwskazań, żeby nie skorzystać z tej gościnności. Natomiast w nocy parę razy się obudziłem – śniły mi się jakieś potworne sceny z horrorów, ktoś był okaleczany, a jego narządy wycinano na przeszczepy. To była noc, kiedy postanowiłem nie oglądać więcej horrorów.

Mateusz Gola – psycholog, neurokognitywista, wykładowca SWPS w Warszawie. Terapeuta poznawczo-behawioralny ośrodka „Ogrody Zmian”.

Wywiad opublikowany na stronie www.kinoterapia.pl

Komentarze

komentarzy









Zobacz także




Czytaj więcej
Ukryte marzenia seksualne Felliniego, wywiad z prof. dr hab. Jerzym Miziołkiem Martyna Harland: Gdybym była reżyserem, chciałabym być właśnie Fellinim i robić kino surrealistyczne Jerzy Miziołek:...