Miłosny rollercoaster z Kasią Warnke i Piotrem Stramowskim „W Spirali”

18 czerwca 2016 


Para trzydziestoparolatków Agnes i Krzysztof, żyjąca w toksycznym związku postanawia spędzić kilka dni za miastem. Nie potrafią od siebie odejść. W tego typu gatunku filmowym postacie są kluczowe, a ich emocje najważniejsze dla widza. Jak wygląda emocjonalny rollercoster w relacji? Rozmawia Martyna Harland.


Poznaliście się na castingu do filmu „W spirali” i zostaliście parą. Jak się czuliście, będąc na początku związku, a w filmie grając parę w kryzysie. W filmie „Oczy szeroko zamknięte” Stanley’a Kubricka, Nicole Kidman i Tom Cruise również grają rozpadające się, zmęczone sobą małżeństwo. Ile intymności sprzedajecie, a na ile jest to kreowany temat?

Kasia Warnke: Kubrick próbował wykorzystać prywatność grających tam Toma Cruise’a i Nicole Kidman, chciał żeby to była intymna historia. U nas było trochę na odwrót, to co między nami powstawało prywatnie było w wektorze przeciwnym do tego, co się działo na planie. Trudno dzisiaj powiedzieć na ile nam to pomogło. W jakim stopniu ten film jest intensywny, dzięki temu że odbywa się między nami coś realnego. Mieliśmy w filmie scenę seksu do odegrania i już wiem że zdecydowanie łatwiej jest grać takie sceny z aktorem, z którym nie jestem związana intymnie. Wtedy łatwiej znaleźć mi w sobie granice, która chroni moją intymność. Tutaj te granice się zacierają. Kubrick zrobił to celowo, nam się to po prostu przytrafiło.

Piotr Stramowski: Ten projekt przez nas trochę wyślizgnął się z rąk reżyserowi. Przefiltrowaliśmy to mocno przez naszą emocjonalność, pogłębialiśmy psychologie postaci. W trakcie pracy nad tym filmem wiele zrozumiałem. Widzę, jak ludzie nie potrafią się ze sobą porozumieć, mimo że się kochają. Brną za daleko w swojej niemocy i w pewnym momencie nie potrafią już wrócić do tego, co było kiedyś. To był nasz debiut – mój i Kasi pierwszy projekt filmowy, na którym bardzo nam zależało. Dla jasności, film „Pitbull. Nowe porządki” realizacyjnie pojawił się już później.

Na co mamy oczy szeroko zamknięte w związkach? Rytualny psychodelik wykorzystywany przez południowoamerykańskich szamanów – Ayahuasca, który Agnes i Krzysztof zażywają w filmie, łączy ich z podświadomością. Ich życie i miłość mają stać się lepsze. Lekarstwo pomaga?

Kasia: Byliśmy filmowani w różny sposób – ja w jasności, Piotr bardziej kontrastowo, ciemniej, głównie dlatego, że przeżycia z narkotykiem są u tych bohaterów diametralnie różne. Moja bohaterka dzięki niemu doznaje oczyszczenia i wyzwolenia. Agnes wie o tym, że jest zdradzana, czuje że jej partner ucieka, ale jest zdesperowana i za wszelką cenę chce go zatrzymać. Przygoda z narkotykiem przynosi jej ulgę, przywraca samodzielność i umiejętność widzenia siebie w szerszej perspektywie, również poza tym związkiem. W związkach często mamy oczy szeroko zamknięte na drugą osobę i jej potrzeby, jej osobność i tajemnicę. Często próbujemy forsować realizację własnych pragnień w sposób bezwzględny, nie dający przestrzeni partnerowi. Gdy pojawia się kryzys, warto zadać sobie pytanie, czy znamy swoje pragnienia i czy możliwe jest ich połączenie, czy na pewno jesteśmy w stanie znaleźć wspólne rozwiązanie? Moim zdaniem w historii naszych bohaterów kluczowe jest to, co zdarzy się, gdy wrócą z tego szalonego weekendu. Ta para, jeśli ma jakąkolwiek szanse, powinna wejść w bardzo trudny i długi proces rozmów. Myślę, że inaczej nie mają szans.

Gracie parę uzależnioną – od siebie nawzajem, od silnych emocji. Jak twierdzi reżyser filmu Konrad Aksinowicz, takie związki najczęściej tworzą osoby z niskim poczuciem własnej wartości

Piotr: Na etapie scenariusza, zobaczyłem bardzo niedojrzałego chłopaka i tak chciałem go przedstawić. Bardzo lubię przekraczać granice w moim zawodzie, działam intuicyjnie. Kasi z kolei zależy bardziej na refleksyjnym wejściu w swoją rolę, ona musi najpierw zrozumieć.

Kasia: Ostatnio byliśmy z Piotrem na castingu jako para i grało nam się dość trudno. Musieliśmy zagrać ludzi, którzy dopiero się spotkali i zakochują się w sobie. To trudne, kiedy przed chwilą jadło się wspólnie śniadanie i trzeba nagle spojrzeć na siebie, jak na obcych sobie ludzi, znaleźć świeżość. Potrzeba odwrotnej niż zwykle pracy. Z Piotrkiem mamy dużą intensywność w relacji, co chyba widać w naszym filmie; natomiast z aktorem, który jest mi obcy, mam większą swobodę wyobraźni. Uprawianie tego zawodu łączy się często z rozwiązywaniem takich psychologicznych zawiłości. Aktorom miesza się prawda z fikcją, często widzę to na planach filmowych. Nikt nie uczy nas tego, jak rozdzielić te dwie sfery, trzeba to sobie wypracować samemu. To bardzo trudny zawód.

Jak grać sceny łóżkowe, czy tego odpowiednio uczy się aktorów? Sceny seksu w polskim kinie są słabe. Kto się wstydzi bardziej reżyserzy, aktorzy?

Kasia: Uważam, że w historii polskiego kina jest mało odważnych scen miłosnych. Zdaje się, że my Polacy mamy problem z ciałem i przyjemnością z nim związaną. Sądzę, że dzieje się tak ze względu na naszą trudną historię. Przez ponad 200. lat żyliśmy właściwie permanentnie w żałobie, ten stan jest nam bliski. Lubię „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej, które bardzo jasno pokazuje tę optykę: dobrzy Polacy, to ci oddani pracy u podstaw, przywiązani do ziemi i tradycji, noszący żałobne ubrania i żelazną biżuterię ku pamięci ofiarom powstania styczniowego. Natomiast Ci, którzy lubią podróże po Europie, znający języki, lubiący modę, przyjemności, zabawę, nazywający siebie Europejczykami, zostali odmalowani prawie karykaturalnie: są zepsuci moralnie, zdolni do zdrady, aspołeczni, rozrzutni i mają problemy z alkoholem albo narkotykami. Te antagonizmy i niechęci są chyba widoczne również dziś. To jest oczywiście silnie związane z katolicyzmem, że seksualność nie stanowi u nas przestrzeni do kontaktu międzyludzkiego. W katolickim świecie ciało jest ze swej natury brudne i groźne. Nie mamy swobody, a nawet odpowiedniego języka do opisu naszej seksualności. Są tylko wyrażenia wulgarne albo medyczne. We francuskiej czy włoskiej literaturze jest zupełnie inaczej. Kobieta jest albo świętą, czystym naczyniem, z którego rodzi się w tajemnicy życie albo rozpustnicą. Nasza seksualność i sprawa płci bardzo mnie interesują, wyreżyserowałam na ten temat spektakl „Uwodziciel” w Teatrze Nowym. Ważnym momentem mojego tekstu było fellatio, czyli seks oralny. To nie było wulgarne. Seks nie musi być od razu pornografią. Może być dowcipny i pełen radości, a przede wszystkim seks to przecież wyraz miłości. W Polsce miłość to objęcie drugiej osoby lub pocałunek, ale nie seks. Przypominam sobie jedną z moich ulubionych erotycznych polskich scen – w filmie „Magnat” Filipa Bajona. Grażyna Szapołowska wiele dobrego dla polskiego kina, jeżeli chodzi o zmysłowość i kobiece piękno. Bohaterka, którą gra Marisca, szepcze do swojego kochanka w trakcie aktu miłosnego „Cała jestem w maku!”, bo rzeczywiście uprawiają seks na stolnicy z surowymi makowcami przygotowanymi z okazji Wielkanocy.

„Musimy jak najszybciej zrobić coś bardzo ważnego. Kochać się” mówi Alice w filmie „Oczy szeroko zamknięte”. U Kubricka mamy banalizacje pożądania. Czy „W spirali” cielesność ocala związek?

Kasia: Myślę, że film Kubricka jest w ogóle ostrzeżeniem. I nie zgadzam się, że następuje tam „banalizacja pożądania”. Pożądanie jest bardzo poważnie potraktowane w tym filmie: to bezwzględna siła, która jest niezbędna, żeby ludzi łączyć, ale również może wszystko zniszczyć. Bohaterowie po bardzo niebezpiecznych przygodach, które ich zraniły i oddaliły od siebie mówią, chodźmy się ze sobą kochać, żeby odzyskać swoją intymność, bliskość, właściwy kontakt. W naszym filmie graniczne przeżycia dają szansę bohaterom na świeże spojrzenie na ich relację, dzięki pewnym wstrząsom, mogli poczuć, jak bardzo są dla siebie jednak ważni. Pojawia się śmierć, która zawsze uruchamia w ludziach atawizmy, bezwzględne odruchy. Namiętność tego związku jest, jak mi się wydaje wyczuwalna przez cały film, ale dopiero w pewnym momencie zostaje wyzwolona i przynosi ulgę i nowe otwarcie dla Krzysztofa i Agnes. Zbliżenie dwóch ciał czasami bywa rytuałem i oczyszczeniem – tak można nazwać ten przypadek.

Krystyna Janda w najnowszej książce Katarzyny Montgomery „Pani zyskuje przy bliskim poznaniu” wspomina, że co roku przy okazji rocznicy wraz z mężem Edwardem Kłosińskim, z którym przeżyła prawie 30 lat, składali sobie te same życzenia – „Byleby się nie zakochać”. Mając na myśli inne osoby. Co nam dzisiaj przeszkadza w tworzeniu długotrwałych, szczęśliwych związków?

Piotr: Mamy za wiele bodźców i możliwości. Szybki i łatwy dostęp do wszystkiego, czego tylko chcemy. Jesteś młody, więc korzystaj. To niebezpieczne. Mamy dzisiaj problem ze wszystkim, co trwałe.

Kasia: Często szczęściem nazywane jest odczuwanie przyjemności, a myślę, że to błąd. To coś dużo głębszego i aby być szczęśliwym potrzeba dużo pracy. Często chcemy być szczęśliwi i dlatego się rozstajemy, to dość prymitywne. Poza tym nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Tak jak w filmie – Agnes i Krzysztof nie rozmawiają ze sobą, tylko przepychają się nawzajem.

Chcą się rozstać, więc po co decydują się na wyjazd. Chodzi o moment przemiany, oczyszczenia? Reżyser Konrad Aksinowicz twierdzi, że się nie zmienią. Nie wierzy w zmianę. Ludzie chcą być przecież sobą.

Piotr: Krzysztof ma tak mocnego „ego tripa”, że nawet tak silne zdarzenia, które go spotykają nie są w stanie wywołać przemiany. Jeżeli Agnes go zostawi, wtedy może zacznie dopuszczać do siebie, coś więcej poza własnym punktem widzenia. Może coś zrozumie a może wybierze łatwiejszą drogę i znajdzie kogoś mniej wymagającego.

Kasia: Agnes przeszła przemianę i myślę, że pod koniec filmu jest w stanie wyobrazić sobie życie bez Krzysztofa. To dobry moment, bo daje przestrzeń do myślenia o związku i drugiej osobie nie na zasadzie konieczności, ale możliwości.

Para zabiera po drodze ekscentrycznego autostopowicza Tamira, który staje się świadkiem emocjonalnych potyczek. Tamir Halperin nie jest aktorem. Wyznawana przez niego filozofia, według której życie opiera się na często występującym w naturze kształcie spirali, stała się w rzeczywistości punktem wyjścia do stworzenia scenariusza filmu.

Kasia i Piotr: Wszystkie zmiany w naszym życiu dokonują się na jej krzywej, ale za każdym razem, kiedy do nich wracamy, mamy szanse przeżywać je w inny sposób. A przez to więcej rozumieć, uczyć się i ulepszać nasze życie.

Rozmawiała: Martyna Harland

Źródło: Magazyn „Sens” lipiec 2016 r

13406807_1232484260097368_4156363609037805194_n

Komentarze

komentarzy











Czytaj więcej
Kuba Czekaj o tym, dlaczego film „Baby Bump” jest terapuetyczny i dla kogo? Szalona historia Mickiego Housa skutecznie przypomni ci, jak to naprawdę było być dzieckiem. Każdy to przeżył i ma swoje...