Meryl Streep. Jak ona to robi?

18 marca 2017 


Pierwsza rola Meryl Streep: uległa kasjerka. Ulubiona rola: przebojowa naczelna. Znak czasów: kiedyś ze wszystkich ról Meryl mężczyźni najbardziej lubili pierwszą, teraz zaczęli dostrzegać drugą. Drugie dno: z Lindą chcieli się umówić, z Mirandą się identyfikują.
 
Martyna Harland* 
 
Psycholodzy porównują dobre życie do tańca: tancerz jest elastyczny, słucha muzyki i śledzi ruchy partnera; gdy tamten przechyla się w lewo, on odchyla się w prawo. I tak na zmianę. Rzeczywistość nieustannie się zmienia, trzeba podążać za jej ruchami. Taki taniec pełen pasji można uprawiać do woli. Ale raczej nie w „trumpkach”. Lepiej dla duszy i umysłu „streepować”.
 

Krok pierwszy. Być kobietą

„Myślałam, że nikt mnie nie lubi, bo miałam na to solidne dowody. Dzieciaki zapędzały mnie na drzewo, a potem do krwi biły patykami po nogach. No i byłam brzydka”. Aparat na zębach, okulary, przylizane loczki – to nie jest kanon urody cheerleaderki.

Nie miała wyjścia. Żeby się bronić – raz się odgryźć prześladowcom, innym razem obłaskawić – odkryła, że świetnie potrafi naśladować zachowanie innych ludzi. „To była moja pierwsza lekcja udawania. Nigdy później nie napracowałam się tak bardzo przy charakteryzacji” – wspominała lata dzieciństwa.

W wieku piętnastu lat zniknęło brzydkie kaczątko. Meryl zawzięła się i zmieniła w łabędzia. „Kobiety są lepszymi aktorkami – powiedziała później. – Dlaczego? Ponieważ musimy takie być. Przekonywanie kogoś potężniejszego od ciebie do robienia rzeczy, na które nie ma ochoty, to element walki o byt, a kobiety właśnie w ten sposób zdołały przetrwać przez tysiąclecia”.

Dorastając w czasach drugiej fali feminizmu z jego naczelnym hasłem: „To, co osobiste, jest polityczne”, nie mogła oddzielić swojego wejścia w świat aktorstwa od dojrzewania jako kobieta. Głośno zrobiło się o niej w 1978 roku, kiedy w „Łowcy jeleni” zagrała blond kasjerkę – małomiasteczkową, przeciętną Amerykankę uwikłaną w miłosny trójkąt. „Linda to w wielkim skrócie męska wizja kobiety” – stwierdziła. Bierna, cicha, słaba w każdej sytuacji.

Rola nie była zgodna z jej temperamentem, więc przed zdjęciami przypominała sobie, jak kobietami stawały się jej koleżanki. Dziewczęta ze szkoły średniej czekające, aż mężczyzna przyjdzie i się nimi zaopiekuje.

Ona stała się kobietą inaczej: opiekując się mężczyzną. Jej chłopak John Cazale, z którym grała w „Łowcy jeleni”, był ciężko chory na raka kości. Meryl opiekowała się nim do końca. Gdy zmarł w trakcie zdjęć, była zdruzgotana.

Streep to archetyp kobiecości. Kobieta wrażliwa i silna. Kiedyś powiedziała, że kobiety muszą grać, ale gra nie jest przecież wyłącznie udawaniem. Jest też wyobrażaniem sobie tego, co nie istnieje, ale jest możliwe. Jest dla mnie wiarygodna jako dziewczyna z „Łowcy jeleni”, cień swojego ukochanego, jako kobieta z„Madison County”, która odkrywa namiętność i bliskość, niemożliwą do spełnienia, jak i„Boska Florence”, która robi to, co chce, bo wciąż jest sobą.
Alicja Długołęcka, seksuolożka i edukatorka

Mam z Meryl problem. Zawsze jest bezbłędna. Może jest robotem? Najbardziej zapadły mi w pamięć jej bohaterki z „Pożegnania z Afryką” i„Kochanicy Francuza”. Grała tam wbrew warunkom, pofarbowana na ciemno lub rudo. Bezradna kochanka, choć sama tak silna. Wzrusza mnie, gdy zagryza wargi albo „odgania muchę”. Wydaje mi się wtedy przez moment bezradna. Poza tym to potwór, śpiewa i tańczy, nie robi żadnych min, nie ma maniery. Jak ona to robi?
Katarzyna Herman, aktorka

Krok drugi. Być matką

Kimś takim jak ona sama, kobietą, która nie podporządkowuje się oczekiwaniom społecznym, została już rok później. W oscarowym dramacie „Sprawa Kramerów” wcieliła się w rolę młodej matki, która odkrywa, że macierzyństwo jest nudne, i porzuca męża i dziecko.

Podobno każda kobieta może się starać połączyć kobietę z matką i mieć wszystko. A co z Joanną Kramer, która nie radziła sobie w żadnej z tych ról? Ona, żeby stać się pełnowartościową osobą, musiała wyobrazić sobie siebie w innej roli niż żona i matka.

Rozwody stały się w tym czasie powszechnym elementem amerykańskiego życia. W 1975 roku w Stanach rozstało się ponad milion par, dwukrotnie więcej niż jeszcze dekadę wcześniej. Ruchy kobiece atakowały „Sprawę Kramerów” za to, że detonatorem rozpadu czyni kobietę i celebruje więź ojca z synem. Streep miała prostą odpowiedź: podstawą feminizmu jest wyzwolenie z przypisanych im ról nie tylko kobiet, lecz także mężczyzn.

Gdy zdjęcia dobiegły końca, okazało się, że Meryl jest w ciąży.

Walka Joanny Kramer o siebie i jej wewnętrzne rozdarcie nie miałyby takiego wyrazu, gdyby nie połączenie siły i delikatności, które Streep wnosi na ekran. Jej bohaterki walczą o wolność kobiet. Zupełnie jak ona sama, gdy upomina się o nasze prawa również poza ekranem.
Anna Kazejak, reżyserka

Krok trzeci. Być żoną

„Zgaga” – rocznik 1986 – to historia kobiety, która w imię uczucia i rodziny odsuwa na bok karierę. Ale żeby nie było tak jednoznacznie, gdy odkrywa romans męża, z silnej kobiety zmienia się w neurotyczkę.

Meryl zna ten rodzaj poświęcenia. Spędziła miesiące przy łóżku Johna. Mówi, że wtedy właśnie nauczyła się, kiedy odnajdujemy w życiu prawdziwe spełnienie. „Służenie to jedyne, co się liczy w miłości – stwierdziła. – Dzisiaj wszyscy martwią się, że zatracą siebie. Są narcystyczni. Powinność kojarzy się nam z niewolnictwem, a przecież jest zbroją w walce o miłość”. Przedkładanie potrzeb drugiej osoby nad swoje własne czyni nas dojrzalszymi ludźmi.

Streep już od kilku lat jest szczęśliwą żoną. Z Donem Gummerem, rzeźbiarzem, spędza kolejne dekady.

Służenie? Mało feministyczna zasada, ale samorealizacja i bycie z kimś często oznaczają kolizję. Albo realizujemy pragnienia i robimy to, co chcemy, albo mamy więź. Jak znaleźć kompromis? Meryl wie: lepiej ciągle szukać, niż rezygnować z czegoś na rzecz czegoś drugiego. Dopiero wtedy pojawia się problem.

Kłopot ze Streep jest taki, że bardzo głęboko zapada w pamięć. Trudno się pozbyć tych przeżyć, jej – naszych – emocji. W„Zgadze” oboje z Jackiem Nicholsonem grają swoją miłosną opowieść bez jednej fałszywej nuty. Od fascynacji, przez miłość, bycie razem, po porażkę rozstania. Wystarczy być Meryl Streep, żeby każdej postaci nadać głębię prawdziwego życia.
Katarzyna Janowska, naczelna Kultury w ONET RASP

Dla mnie Meryl Streep to „Co się wydarzyło w Madison County”. Czyli zwyczajna kobieta stająca przed wyborem między miłością do kochanka a miłością do dzieci i rodziny.
Prof. Małgorzata Omilanowska, była Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Krok czwarty. Być, gdy jest źle

Jest specjalistką od stanów pośrednich: niezdecydowania, wyparcia, wyrzutów sumienia. Wchodzi w emocję i od razu zabarwia ją przeciwną emocją. Wydaje się, że jej życie wewnętrzne opiera się na ciągłym dialogu.

A kuku, znowu zaskoczenie. Należy do pokolenia aktorek wychowanych na metodzie Stanisławskiego, na przekonaniu, że aktor przekazuje swojej postaci osobiste emocje i doświadczenia, ale podchodziła do tego sceptycznie. Wierzyła, że kunszt nie wymaga cierpienia. Nie miała też ochoty dogrzebywać się do własnych demonów. Wolała korzystać z wyobraźni.

Być może to odcięcie pracy, gry, tymczasowej siebie od prawdziwej Meryl pozwoliło jej wchodzić w role tak trudne emocjonalnie jak w „Sierpniu w hrabstwie Osage”. Walcząca z nowotworem Violet jest chodzącą bombą, wypełnioną po brzegi niewypowiedzianymi pretensjami do wszystkich, z córkami na czele.

Jak ona to robi? Znowu patrzę na ekran i widzę siebie. Kto nie zaprzeczał, że ma z czymś problem? Kto nie udawał, że wszystko jest okej, dusząc i pielęgnując w sobie urazę, irytację? Kto nie radząc sobie z emocjami, z trudną sytuacją, nie sięgał po złość na tę, tego, to drugie. Prosty mechanizm obronny: przerzucę winę na ciebie i uratuję siebie, uniknę frustracji.

Meryl to dla mnie właśnie terroryzująca najbliższych Violet z„Sierpnia w hrabstwie Osage”. Trzeba mieć wielką świadomość, wielkie wyczucie, żeby być wstanie wybronić tak odpychającą postać i nadać jej ludzkie cechy.
Magdalena Łazarkiewicz, reżyserka

Ten film to znakomite studium dla terapeutów. Pokazuje, jak wygląda rodzina,   osoba z traumą przemocy zajmuje najważniejsze miejsce przy stole. Violet nieustannie dba obycie w centrum uwagi. Właśnie ta uwaga, obok łykanych leków i alkoholu, ma koić jej niepokój. Brutalne docinki i komentarze mają nie tyle sprawiać ból innym – to jest konsekwencją – ile utrzymać ich przy sobie. Nawet kosztem złości, bólu i cierpienia bliskich. Violet jest portretem osobowości narcystycznej z rysem borderline.
Bartosz Szymczyk, psychoterapeuta

Krok piąty. Być tą złą

Gdy tylko skończyła czterdzieści lat, od razu zaproponowano jej trzy różne role wiedźm. Swoją ciemną stronę, spryt i cięty język pokazała w 2006 roku w „Diabeł ubiera się u Prady”. Brawurowo wcieliła się w narcystyczną, niezależną i zawsze zwycięską postać wzorowaną na naczelnej amerykańskiego „Vogue’a”, a potem z żalem odnotowywała, że mężczyźni w jej wieku – wliczając Billa Clintona – ze wszystkich granych przez nią postaci najbardziej lubią uległą Lindę z „Łowcy jeleni”.

Tamta rola – mówiła – to dowód, jak łatwo świat może zmienić kobietę w naiwną dziewczynkę. Meryl woli, żebyśmy utożsamiały się z „diabłem od Prady”, bo wie, a jeśli nie wie, to wyczuwa to, co zbadali psycholodzy: identyfikując się z bohaterem, dochodzimy do własnych ukrytych emocji. Przekładamy sytuację, którą widzimy na ekranie, na swoje życie. W bezpiecznej przestrzeni kina przez chwilę jesteśmy złymi kobietami i widzimy, że świat wcale się nie wali. A więc, eureka, w realu też nie musimy być zawsze miłe i grzeczne.

Cztery lata później Streep stwierdza, że czasy się zmieniają, czego dowodem jest to, iż mężczyźni wreszcie zaczęli wspominać o jej ulubionej postaci, Mirandzie Priestly, wpływowej redaktorce ze świata mody. Ale wnioski, uważa, wcale nie są optymistyczne. „Z Lindą chcieli się umówić. Z Mirandą się identyfikują”.

To ktoś, kto potrafi pokazać światu środkowy palec. Ale umie też dostrzec niebezpieczeństwo siły pozbawionej empatii. Taką postać zagrała właśnie w„Diabeł ubiera się u Prady”.
Magdalena Sendecka, dziennikarka filmowa i psychoterapeutka

Krok szósty. Być silną

„Po pięćdziesiątce nie mam już cierpliwości do pewnych rzeczy nie dlatego, że stałam się arogancka, ale dlatego, że osiągnęłam w życiu taki punkt, w którym nie chcę już tracić czasu na to, co mnie boli lub nie zadowala” – skwitowała Meryl pytania o rolę w „Julie i Julia”, kulinarnej opowieści o słynnej kucharce i jej niespełnionej naśladowczyni.

Kino kulinarne podobnie jak musicale należy do tak zwanych feel-good movies. Filmów, które oglądamy i od razu czujemy się lepiej, bo – niczym zdrowsza alternatywa czekolady – chwilowo podnoszą nasz poziom serotoniny. Ale „Julie i Julia” podnosi również poziom samoakceptacji; to demonstracja siły kobiet, lekcja, że warto przeciwstawić się męskiej dominacji.

Energia kobiet została stłumiona, pisze Maria Janion, tytanka polskiej humanistyki: „Feminizm, tak jak ja go widzę, to próba zrozumienia mechanizmów, które podtrzymują nierówny układ sił. Jest to zarazem droga powrotu do źródeł twórczości kobiet”. Meryl na pytanie, czy jest feministką, odpowiada: „Humanistką. Dążę do równowagi”.

Meryl to przykład aktorki, która nigdy nie zeszła poniżej poziomu przyzwoitości.
Jan P. Matuszyński, reżyser

Krok siódmy. Robić to, na co ma się ochotę

Streep miała dwanaście lat, kiedy rozpoczęła naukę śpiewu. Marzyła, że zostanie gwiazdą opery. Miała warunki, ale zmieniła zdanie, kiedy wzięła udział w szkolnym przedstawieniu: będzie aktorką. Jednak tamto marzenie zapamiętała, a z czasem zrozumiała, jak ważne potrzeby się za nim kryją.

W filmie „Boska Florence” przedstawia prawdziwą historię Florence Foster Jenkins, nowojorskiej sopranistki amatorki, przekonanej, że opatrzność obdarzyła ją wyjątkowym głosem. Choć nazywano ją „najgorszą śpiewaczką świata”, jej koncerty przyciągały tłumy.

„Skoro nie mogę być już seksowna, to chociaż mogę być zabawna” – komentuje tę rolę Meryl, ale jej prawdziwy przekaz jest dużo głębszy. Wypowiada go ustami Florence: „Ludzie mogą mówić, że nie potrafię śpiewać. Ale nikt nie może nigdy powiedzieć, że nie śpiewałam”.

Satysfakcja z przekroczenia swoich możliwości, zrobienia czegoś nowego daje poczucie siły i niezależności. Pozwala nam głębiej zaangażować się w życie, które dzięki temu ma sens.

Moje serce skradła rolą w„Boskiej Florence”. Kocham ją za ten dystans do siebie samej. Taki, na który stać tylko kobietę z największą siłą świata. Z pasją.
Monika Borzym, wokalistka jazzowa

Krok ósmy. Bronić swoich praw

Przez jej role przenika silny kręgosłup moralny. Ogromna owacja na stojąco podczas ceremonii rozdania Oscarów miała ewidentnie charakter polityczny. Chodzi o jej krytykę Trumpa. O całą wojnę, którą wywołał w mediach społecznościowych. Takie owacje podczas początkowych dowcipów na gali po prostu się nie zdarzają!
Kasia Adamik, reżyserka

Może to nie najlepsza rola Meryl, ale na pewno najważniejsza. Aktorka przyjmuje angaż do serialu „Upadek naszego świata”. Scenariusz piszą: życie, globalizacja, kryzys, słabość elit, gniew upadającej klasy średniej, postfakty, internet i Rosjanie.

Pierwszy odcinek – lato zeszłego roku. Epizod jest krótki, ale odnotowują go wszystkie serwisy informacyjne: aktorka pojawia się na deskach teatru w nowojorskim Central Parku. Czerwony krawat, zaciśnięte usta, nisko wiszący brzuch: wypisz wymaluj, republikański kandydat na prezydenta.

Drugi odcinek – gala Złotych Globów, drugie po Oscarach wydarzenie w światowym show-biznesie. Staje przed ludźmi filmu, celebrytami, dziennikarzami z całego globu i dobitnie punktuje: „Brak szacunku wywołuje brak szacunku, przemoc rodzi przemoc. Kiedy ktoś silny używa swojej pozycji do krzywdzenia innych, przegrywamy my wszyscy”. Tak podsumowuje zachowanie prezydenta elekta, który w kampanii naśmiewał się z niepełnosprawnego dziennikarza. A potem ucieka od abstrakcji i obraca broń Trumpa – emocjonalny, prosty konkret – przeciw niemu: „Urodziłam się w New Jersey, zostałam wychowana i ukształtowana przez publiczne szkoły. Viola Davis urodziła się w rolniczej chatce w Karolinie Południowej. Sarah Paulson była wychowywana przez samotną matkę na Brooklynie. Sarah Jessica Parker była jednym z kilkorga dzieci w rodzinie z Ohio. Natalie Portman urodziła się w Jerozolimie. Piękna Ruth Negga – w Etiopii. Hollywood funkcjonuje dzięki outsiderom i obcokrajowcom. Jeśli ich wykopiecie, do oglądania będą tylko futbol i sztuki walki”.

Trzeci odcinek – ceremonia wręczenia nagrody Sojusznik na rzecz Równości. Żartuje ponuro, że wolałaby zostać w domu i załadować zmywarkę, niż przemawiać. A potem wypala: „Jeśli przeżyjemy ten niebezpieczny moment – jeśli jego katastrofalny instynkt zemsty nie doprowadzi do nuklearnej zimy – będziemy winni prezydentowi wdzięczność. Bo pokazał nam, jak krucha jest naprawdę wolność”.

Każdy epizod rozbija globalny bank klików i oglądalności.

Ciąg dalszy nastąpi. Ale już wiadomo, że za tę rolę Meryl dostanie coś więcej niż Oscara: Medal Wolności. Od rodaków i całego wolnego świata.

*Martyna Harland – psycholog z Uniwersytetu SWPS, dziennikarka filmowa, autorka projektu Filmoterapia.pl

Źródło: Gazeta Wyborcza. Magazyn Świąteczny 18-19 marca 2017 r

http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21513460,meryl-streep-jak-ona-to-robi.html

 

Komentarze

komentarzy









Zobacz także




Czytaj więcej
Filmoterapia w marcu: THRU You Princess Zapraszamy 15.03 g.20 do Kinoteki na Filmoterapię z Sensem: pokaz filmu "THRU You Princess (Presenting Princess Shaw)”...