Magazyn Filmowy: filmy na receptę

11 kwietnia 2017 


Tomasz Raczek został właśnie redaktorem naczelnym „Magazynu Filmowego” Stowarzyszenia Filmowców Polskich i swój pierwszy, kwietniowy numer poświecił filmoterapii. Zapraszamy na tekst.


Filmy dostarczają nam nie tylko rozrywki. Dzięki nim dowiadujemy się więcej o nas samych. Szczególnie dzisiaj, w dobie sporów i podziałów bardzo potrzebne jest nam dostrzeżenie perspektywy tego „innego”. Drugiego człowieka. Po to, żeby uwrażliwić się na odmienny punkt widzenia, rozwijać w sobie empatię. Taka filmoterapia przyda się każdemu, zdrowemu czy choremu, z lewa czy z prawa. Filmy to dla nas rodzaj siłowni emocjonalnej, przeżywamy coś, co potem możemy spróbować nazwać i porozmawiać o tym z innymi.

Czym jest filmoterapia?

Najważniejszy jest tutaj widz i jego emocje. To czy film nas porusza. Nie ważne, czy chodzi o „Pitbulla” Vegi, czy „Amatora” Krzysztofa Kieślowskiego. Wartość estetyczna filmu nie jest istotna. Najważniejsze jest to, na co my zwracamy uwagę w filmie. Jaki wątek przykuwa naszą uwagę? Z którym bohaterem identyfikujemy się najmocniej i dlaczego? Kto wzbudza w nas pozytywne i negatywne uczucia? Które zachowania bohaterów nam odpowiadają? Jaka scena porusza nas najbardziej, a której nie jesteśmy w stanie zaakceptować? Film jest dla nas świetnym otwieraczem, dzięki niemu możemy zajrzeć głębiej w siebie i swoje emocje. Jest lustrem. Rozmawiamy o bohaterach filmowych, a tak naprawdę mówimy o sobie.

Przykład filmoterapii? Nawet w tak pozytywnym filmie, jak „Paterson” Jima Jarmuscha, okazuje się że każdy z nas dostrzega co innego – pełen miłości związek lub cichy okrzyk rozpaczy nieszczęśliwego mężczyzny. Dlaczego tak się dzieje? Każdy z nas projektuje filmy przez siebie, własne doświadczenia, wiedzę i emocje. To, na co zwracamy uwagę w filmie, dużo mówi o nas samych. A dzisiaj nie mamy czasu na rozmowy i emocje. Często nie rozumiemy, nie potrafimy nazywać własnych uczuć. Podobnie jak Brandon, główny bohater filmu „Wstyd” Steve McQuenn’a, czujemy coś, tyle że nie wiemy co.

Dobrze utkwiła mi w pamięci dyskusja po filmie „Jabłko Adama”. Wiele osób w tytułowym Adamie dostrzegało siebie. Ludzie nie czuli się z tym dobrze. Film zadziałał jak lustrzane odbicie. Nie wszystkim spodobało się to, co tam zobaczyli.

Ewa Warmuz-Warmuzińska, autorka książek „Filmoterapia w edukacji i terapii dzieci i młodzieży szkolnej oraz dorosłych” i „Filmoterapia scenariusze zajęć w edukacji filmowej”.

Filmy na receptę

Jak się dostać do swoich uczuć, dzięki filmom? Taką filmoterapie uprawiamy na przykład ze znajomymi, rozmawiając z nimi po wyjściu z kina. Warto dyskutować o filmach z innymi, zobaczyć to jak różnimy się w rozmowie ale też, gdzie się spotykamy. Poza tym, łatwiej jest mówić o bohaterach filmowych, niż bezpośrednio o sobie. Jeżeli jednak nie wiemy, jak rozmawiać żeby dowiedzieć się więcej o nas samych, albo chcemy zastanowić się nad tym bez towarzystwa. Psychologowie stworzyli już w 1990 roku bazy „filmów na receptę”. Nie tylko na konkretne problemy ale różne tematy do przepracowania, jak samoocena, czy relacje w związku i rodzinie. Listę filmów, z gotowymi scenariuszami i pytaniami do zastanowienia się, możemy znaleźć m.in. na stronach „Teach with movies” czy polskiej „Filmoterapia.pl”.

Pomyślałam, że warto zamieścić propozycje filmowe dla osób, które w domowym zaciszu chcą popracować z filmem głębiej. W moich książkach pojawiają się filmy jak: „W kręgu miłości”, który pozwala zmierzyć się z problemem choroby bliskiej osoby czy „10 000 km” o związku na odległość. To uniwersalne tematy, poruszające problemy, z którymi spotykamy się na co dzień. Warto je w sobie przepracować po to, żeby stawić im czoła.

Ewa Warmuz-Warmuzińska

Wybierając filmy na kolejny wieczór, często sugerujemy się opinią krytyków filmowych, recenzjami czy liczbą gwiazdek na portalach filmowych. Można się tym niemile zaskoczyć, „Drogówkę” Smarzowskiego reklamowano, jako komedię. A co jeśli w danym momencie nie jesteśmy przygotowani na taki ciężar filmu i nie wiemy, że kino Smarzowskiego raczej nie otuli nas ciepłym kocykiem? Warto mieć większą wiedzę przed, z jakiego rodzaju emocjami spotkamy się w filmie, w jaki stan może nas wprowadzić.

Terapia, przyszłością kina?

I wcale nie chodzi o terapię z „Mechanicznej pomarańczy” Kubricka. Filmoterapia, to nie jest również kolejna moda w stylu slowfood. Ma silne potwierdzenie w nauce i badaniach psychologicznych. Po raz pierwszy filmy w terapii zaczęto wykorzystywać po drugiej wojnie światowej, kiedy to wielu żołnierzy wracało z depresją. Szukano pomysłu na uatrakcyjnienie tradycyjnej terapii, dla niezachęconych a potrzebujących pomocy. Dzisiaj nie tylko terapeuci wiążą przyszłość kina z terapią. W książce Romana Pawłowskiego „Bitwa o kulturę” Małgorzata Szumowska twierdzi, że przyszłe losy kina to właśnie terapia. „Kino będzie się kameralizować, ma być bliższe życiu, emocjom, bliższe prawdzie indywidualnej. Filmy powinny pokazywać to, co jest ambiwalentne uczuciowo, co budzi niepokój. Współcześni ludzie są zaniepokojeni, dlatego chodzą do psychoterapeutów. Film ma uruchomiać skrajne uczucia, żeby uderzał w niepokoje, lęki współczesności. Robienie filmów to rodzaj terapii – mojej własnej i widza. Robiąc film pracuje ze swoimi lękami, które przekładam na narrację. Potem okazuje się, że wielu ludzi ma bardzo podobnie. Czyli przeżywamy jakiś rodzaj terapii. Film to terapia, często szokowa” mówi Szumowska.

Filmoterapie rozumiem jako proces dynamicznej interakcji między osobowością pacjenta, a specjalnie dobranym dla niego filmem. Ten proces, z pomocą terapeuty, staje się przestrzenią umożliwiającą badanie swoich problemów, zwiększenie umiejętności samorozumienia i rozwijanie refleksyjności. 

Małgorzata Kozubek, autorka książki „Filmoterapia. Teoria i praktyka”

W relacji terapeuta pacjentka, film okazał się dla nas świetnym punktem wyjścia do rozmowy na dość trudny temat – seksualności.

Bartosz Szymczyk, psychoterapeuta pracujący z filmami, Ośrodek Ogrody Zmian

Reżyser nie tworzy filmu, tylko organy

Alfred Hitchcock mawiał, że reżyser tak naprawdę nie tworzy filmu, tylko organy. Gra akord i ludzie się śmieją. Gra kolejny, a ludzie płaczą. I coś w tym jest, bo jak wynika z badań psychologów, filmy najbardziej ze wszystkich dziedzin sztuki, muzyki czy teatru, wpływają na nasze emocje. W bezpiecznej przestrzeni filmowej jesteśmy w stanie spotkać się z tymi najtrudniejszymi, negatywnymi emocjami, których na co dzień unikamy, jak ból, lęk czy smutek.  Ludzie, którzy na co dzień nie płaczą, w kinie są w stanie zapłakać.

Z badań Uri Hassona nad filmami Hitchcocka, wynika też że w porównaniu do innych reżyserów np. Sergio Leone czy Larry Davida, najsilniej kierują one naszymi emocjami. Okazuje się, że strach, lęk czy niepokój, to najwyrazistsze emocje w kinie. A Hitchcock od początku w swoich filmach wprowadzał nastrój niepokoju, który nie mija. „Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi. Potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć” mawiał. Nic dziwnego, na tego rodzaju emocje jesteśmy ewolucyjnie wyczuleni. Ostrzegają nas przed zagrożeniem, dzięki temu przetrwaliśmy. 

Lubię sponiewierać się w kinie. Film powinien pozostawić po sobie znaczący ślad w odbiorcy. Wywołać burzę wrażeń i emocji.

Monika Suchecka, edukatorka filmowa w gimnazjum

Dzień dobry, poproszę kilogram radości

Psychologowie pozytywni zajmujący się badaniem szczęścia, nieustannie wykładają nowy towar na półki – kolejne badania i teorie, które mają pomóc w dobrym życiu. Co warto zapamiętać i jaki to ma związek z filmami? Przede wszystkim to, że w życiu warto pielęgnować emocje pozytywne ale nie unikać tych negatywnych, one również są potrzebne. Informują o tym, że w naszym życiu dzieje się coś ważnego. Na przykład smutek po rozstaniu z drugą osobą, pomaga nam wycofać zaangażowanie.

Zrozumiałe jest dążenie do tego, co pozytywne – szczęścia czy miłości. A także unikanie tego, co niewygodne i trudne – emocji typu strach czy złość. Problem zaczyna się, gdy próbujemy te negatywne emocje wymazać, stłumić je lub im zaprzeczać, np. poprzez przekonywanie samych siebie, że ich nie doświadczamy. Wtedy, za jakiś czas dadzą o sobie znać, tyle że ze zdwojoną siłą. Chodzi o to, żeby zaakceptować wszystkie emocje, dać im prawo do istnienia. W jaki sposób filmy mogą nam w tym pomóc?

Gdy ktoś ma problem z wyrażaniem lub nazywaniem swoich emocji, wykorzystuje film „W głowie się nie mieści”. Niektórzy starają się za wszelką cenę trzymać w życiu dzielnie. Unikają płaczu nawet na filmach. Tymczasem wszystkie emocje są ważne i potrzebne. Zarówno te pozytywne i negatywne – jak filmowa postać smutku.

Sandra Waszniewska, psychoterapeutka

Pracowałem z tym filmem razem z osobą, która zdecydowała się wypisać ze świata emocji. Nie rozmawiać o nich. Nie przeżywać różnych stanów. Tyle, że na emocje nie ma szczepionki. Rezygnacja z trudnych, negatywnych stanów emocjonalnych, odcina również naszą zdolność do przeżywania tego, co pozytywne. Gdy w wężu ogrodowym zatkamy odpływ, woda nie poleci. Za jakiś czas tryśnie jednak na uszczelce.

Bartek Szymczyk, psychoterapeuta

Komedie, kino kulinarne czy musicale, jak „Mamma Mia” czy „Głupi i głupszy”, to tak zwane „feel good movies” czyli filmy, które oglądamy i od razu czujemy się lepiej. Dzięki temu, że chwilowo podnoszą nasz poziom serotoniny. Jednak działają na zasadzie tabliczki czekolady, dzięki nim nie przepracujemy większego problemu. Nie dowiemy się też więcej o sobie. Filmy znaczące dla widza, wywołują nie tylko emocje pozytywne ale i negatywne. Gdy oglądamy „Toni Erdmanna” Maren Ade, śmiejemy się i płaczemy na zmianę, po to żeby na końcu dojść do refleksji, co jest dla nas najważniejsze w życiu.

Co dzisiaj oglądają Polacy? W ostatnim tygodniu lutego 2017 najchętniej oglądaliśmy „Porady na zdrady”, „Ciemniejszą stronę Greya” i „Sztukę kochania”. Wybieramy przyjemne historie i filmy o miłości. Do kina idziemy po to, żeby się zrelaksować. Życzę wszystkim, aby oglądali również te filmy, które pozostawią po sobie większy ślad w ich życiu. Takie, po których płacze się ze śmiechu. Albo po prostu płacze.

Ewa Warmuz-Warmuzińska

Radości nie ma, już nie produkują. A co jest?

Filmy przede wszystkim pomagają nam skontaktować się z tym, co trudne. Na co dzień stosujemy różnego rodzaju mechanizmy obronne, nie chcemy zdawać sobie sprawy z tego, że nasz związek nie ma sensu czy nie lubimy naszej pracy. Tak jak główny bohater Pat w „Poradniku pozytywnego myślenia”, który mimo sądowego zakazu zbliżania się do byłej żony, twierdzi że jest z nią w udanym związku. Często zachowujemy się w podobny sposób, nie radząc sobie z emocjami czy trudną sytuacją. Zamiast poradnika pozytywnego myślenia bardziej jednak przyda się poradnik myślenia i odczuwania. Pozytywne myślenie służy czasem do samooszukiwania. Wtedy nasze mechanizmy obronne, jak zaprzeczanie, wypieranie, są w swoim żywiole. Każdy potrafi zasłonić niewygodny kawałek rzeczywistości przed samym sobą. Pięciolatek ma umazane usta kremem i mówi: „To nie ja zjadłem ciastko”. To samo potrafią dorośli. Lepiej udawać, że wszystko jest w porządku, myśleć pozytywnie że „będzie dobrze”, a wszystko co złe minie. Jednak nie da się codziennie iść przez życie tylko w różowych lub czarnych okularach. Jedne i drugie nie poprawią nam wzroku, wręcz przeciwnie, oddalają nas od rzeczywistości. Dlatego warto spojrzeć na filmy przez pryzmat siebie. Tam czeka na nas najciekawsza wiedza. Wiedza o nas samych.

Autor: Martyna Harland, psycholog Uniwersytetu SWPS, autorka projektu Filmoterapia.pl

Źródło: Magazyn Filmowy, kwiecień 2017 rok

Cały numer do poczytania online, razem z innymi tekstami o filmoterapii – wstępem Tomasza Raczka i bardzo ciekawy wywiad z Armenem Mekhakyanem poniżej w linku:

https://www.sfp.org.pl/magazyn_filmowy,84.MF_04_2017_www.pdf#8

17861541_10211105482104777_4740745648160173996_n

Komentarze

komentarzy









Zobacz także

Grażyna Torbicka: Ufam ale…
Grażyna Torbicka: Ufam ale…
15 października 2017 
Męska filmoterapia
Męska filmoterapia
26 sierpnia 2017 



Czytaj więcej
O dojrzałości i seksie, czyli filmoterapia w Ale Kino+ 30 marca zapraszamy na filmoterapie w Ale Kino+. Starość, jaką znamy z kina, jest często albo radosna i beztroska, albo...