Grażyna Torbicka o Szwedzkiej Teorii Miłości

24 lutego 2017 


Na początku lat 70. w Szwecji ukazał się manifest rodziny przyszłości, który promował niezależność ekonomiczną między partnerami oraz rodzicami i dziećmi. Za niezależnością ekonomiczną przyszła niezależność emocjonalna, a to doprowadziło do zaniku więzi rodzinnych. O to, przed czym przestrzega film „Szwedzka teoria miłości“ – Grażynę Torbicką pyta Martyna Harland


Martyna Harland: Co myślisz o szwedzkiej teorii miłości, którą pokazuje najnowszy film Erika Gandiniego?

Grażyna Torbicka: Według tej teorii dwoje ludzi może się prawdziwie kochać i stworzyć autentyczny związek tylko wtedy, kiedy są wolni i niezależni. Wszystko zaczęło się w 1972 roku, gdy w Szwecji opublikowano manifest „Family of the Future” o rodzinie przyszłości. Tworzył on wizję świata wolnych i równych sobie ludzi, w którym znikną jakiekolwiek więzy zależności w rodzinie. Chodziło o niezależność społeczno-ekonomiczną, ale za nią poszła niestety niezależność emocjonalna. Film „Szwedzka teoria miłości” pokazuje ciemne strony tej niezależności.

Jak rozumiem, dotyczą one głównie sfery emocjonalnej?
Chłodne relacje emocjonalne we współczesnych rodzinach niekoniecznie są efektem wprowadzania w życie szwedzkiej teorii miłości. Nadal są rodziny, w których więź między wszystkimi jej członkami jest bardzo silna. Dla tych ludzi najważniejsze jest poczucie, że bliscy o nich myślą i cokolwiek się wydarzy, zawsze będą obok. Ja właśnie pochodzę z takiej rodziny, gdzie rodzice zawsze byli bardzo niezależni, jeśli chodzi o rozwój zawodowy czy intelektualny, jednak sfera więzów emocjonalnych była absolutnie nadrzędna. Nie wynikało to z żadnych narzuconych odgórnie zasad, a z potrzeby kontaktu i rozmowy. Jeśli tata miał jakiś kłopot, to byliśmy w tym razem, wspieraliśmy go. Również gdy sama przechodziłam kryzysy, to wiedziałam, że dla rodziców nadrzędną wartością jest zawsze dom i to, żebym miała swoją jaskinię bezpieczeństwa.

Czym w takim razie jest według Ciebie zdrowa niezależność?
Zdrowa niezależność nie oznacza wyzwolenia od rodziny. Dlatego dla mnie szwedzka teoria miłości była skazana na niepowodzenie. Zdani tylko na siebie ludzie zamykają się na innych i częściej popełniają samobójstwa. Według danych w Szwecji połowa ludzi żyje samotnie, a jedna osoba na cztery umiera w samotności. Tamtejszą mentalność i kulturę cechuje duży dystans społeczny i emocjonalny. Tak jakby chłodny klimat przekładał się na zachowania: nie wypada pokazywać swoich słabości i uczuć, nie wypada mówić, że się potrzebuje drugiego człowieka, nie wypada czuć odpowiedzialności za dziecko – to wszystko widzimy w filmie.
Kolejnym założeniem szwedzkiej teorii miłości była wiara w to, że można żyć razem bez usankcjonowanego związku. Ten model wolnej miłości ludzkość przerabiała już w XX wieku, w latach 60., czego efektem były pomysły życia w komunie na zasadzie: jeśli jesteśmy ze sobą długo i pojawia się nuda, to zaprośmy do naszej relacji kogoś jeszcze. Ale życie pokazało, że wtedy wszystko wymyka się spod kontroli, przede wszystkim emocjonalnej.

Szwedki nie widzą potrzeby posiadania stałych partnerów, są też największą grupą wśród klientek banków nasienia na świecie. „Szwedzka teorii miłości” pokazuje, że mężczyźni nie są ojcami, a dawcami, jak w „Seksmisji”…
To jest porażające. Posiadanie dziecka staje się elementem planu na życie. Kończę szkołę, studia, znajduję pracę i zyskuję stabilizację finansową. Potem decyduję się na dziecko, ale bez żadnych zobowiązań wobec partnera. Pomyślmy, jak w przyszłości odnajdzie się to dziecko w roli elementu idealnego planu na życie… Poza tym bohaterki filmu wcale nie wyglądają na szczęśliwe. Brakuje im możliwości porozmawiania z partnerem o tym, jak ich dziecko dorasta i rozwija się. Gandini pokazuje, dokąd mogą prowadzić takie eksperymenty.

Film pokazuje dwie skrajności, Szwecję i Etiopię, czyli nowoczesne kontra tradycyjne społeczeństwo. Gdzie w tym wszystkim jesteśmy dzisiaj my?
Faktycznie film pokazuje również społeczności, które stawiają przede wszystkim na współzależność i relacje z innymi ludźmi. Jaka powinna być idealna teoria miłości? Trudno powiedzieć. Na pewno powinna być oparta na wzajemnym poszanowaniu wartości i spraw, z którymi chcemy iść przez życie. Wspólnym budowaniu własnego szczęścia oraz szczęścia drugiej osoby. W związku bardzo ważna jest empatia i uważność na siebie. Szczególnie wtedy, gdy rodzi się dziecko. Szczęśliwe dzieciństwo kształtuje człowieka, który wniesie szczęście do świata. I odwrotnie – dzieciństwo pozbawione pozytywnych więzi emocjonalnych z otoczeniem kształtuje człowieka bez poczucia własnej wartości.

Co przeszkadza nam tworzyć szczęśliwe związki? Profesor Zygmunt Bauman podkreślał w filmie, że kultura nie daje dzisiaj narzędzi do budowania relacji.
Jak mówił prof. Bauman, dziś jednym kliknięciem chcielibyśmy skasować miłość, smutek, ból, oczekiwanie czy niespełnienie. Jeśli chodzi o związki czy rodzinę, to potrzebujemy dojrzałości, odpowiedzialności, a z drugiej strony po prostu radości z bycia razem.

Kiedy człowiek jest szczęśliwy? Bauman twierdzi, że szczęśliwe życie to pokonywanie problemów. Gdy wzrasta komfort i dobrobyt, to nie chce nam się negocjować z drugim człowiekiem, bo to czasochłonne i męczące.
Łatwo nie jest. Do tego trzeba mieć cierpliwość i umiejętność zrozumienia drugiej strony. „Szwedzka teoria miłości” pokazuje, że gdy odpuści się sobie komunikację z drugim człowiekiem, jest jeszcze gorzej. Państwo zapewnia Szwedom wszystko oprócz umiejętności bycia z innymi ludźmi. To muszą wypracować sobie sami.

Wydaje mi się, że nasza rozmowa dotyka tematu głębiej niż sam film…
Ale widzisz, ona wynika z tego, że ten film obejrzałyśmy. Bo czy wiedziałabyś, że jest taka szwedzka teoria miłości albo że powstał kiedyś dekret o rodzinie przyszłości? Coś niesamowitego!

A wracając do szczęścia: może w życiu bardziej niż o osiągnięcia i bycie najlepszym chodzi o docenianie codzienności? Jak w filmie „Paterson” Jima Jarmuscha.
„Paterson” jest cudownym filmem. Jedni go odrzucają, twierdzą: „cóż za naiwność”, inni uwielbiają, dostrzegając, że to właśnie w prostocie tkwi sens życia. Bohaterowie lubią być ze sobą,rozmawiać, spać i budzić się razem. Tworzą swój wspólny świat. Tylko tyle i aż tyle. To film o miłości polegającej na wzajemnym uwielbianiu pasji partnera. Docenianiu, że to ona tworzy człowieka. Ona ma swoje biało-czarne ciasteczka, które traktuje jak dzieło sztuki, a on – poezję. I są najszczęśliwszą parą na ziemi. Jeśli ktoś ma w sobie jeszcze choć trochę dziecka, to ten film pokocha.

Źródło: Magazyn „Sens” marzec 2017 rok

16864380_1475730905772701_6638318442851038553_n

Komentarze

komentarzy









Zobacz także




Czytaj więcej
Krzysztof Majchrzak: nie lubię aktorów Przekorny, radykalny w poglądach, z filozoficznym zacięciem. Krzysztof Majchrzak tłumaczy, dlaczego nie zgadza się z tym, że...