Grażyna Torbicka: jak to robi irański Hitchcock?

18 kwietnia 2017 


Laureat tegorocznego Oscara Asghar Farhadi znalazł się w centrum dyskusji politycznej, choć nie z powodu treści swojego najnowszego obrazu. „Klient” to dramat psychologiczny o młodym irańskim małżeństwie w kryzysie. Martyna Harland pyta Grażynę Torbicką, jak to możliwe, że trwający ponad dwie godziny kameralny film o emocjach wciska w fotel jak najlepszy thriller.


imageedit_1_7858761698

Film „Klient” przyniósł Asgharowi Farhadiemu drugiego Oscara. Czy myślisz, że przyznanie mu nagrody było w pewnym stopniu polityczną decyzją? Po dekrecie Donalda Trumpa, który wprowadził zakaz wjazdu do USA dla obywateli siedmiu państw, w tym Iranu, skąd pochodzi Farhadi, reżyser w ramach protestu zbojkotował ceremonię wręczenia nagród w Los Angeles.

Jestem przekonana, że doceniono jego charakterystyczny styl pracy i pisania. Przecież „Klient” nie różni się bardzo od jego wcześniejszych filmów: „Co wiesz o Elly?” lub „Rozstania”. W swoim najnowszym obrazie Farhadi proponuje dalszy ciąg rozważań nad naturą ludzką, nad tym, jak człowiek zachowa się w obliczu sytuacji ekstremalnych. Na ile stać go na to, żeby pozostać uczciwym, wznieść się ponad osobistą chęć rewanżu czy szantażu. Bohaterami są ludzie tacy jak my, żyjący spokojnie swoim życiem. I nagle znajdują się w sytuacji wymagającej zdecydowanego zachowania, w której ujawniają się najmroczniejsze oblicza charakteru człowieka. Niewątpliwie Farhadi jest mistrzem w opisywaniu relacji międzyludzkich. Za to samo został nagrodzony Oscarem za „Rozstanie”. Już wtedy Hollywood pokazało, że nie zamyka się na irańską kulturę.

Opowiedzmy o samym filmie. Bohaterowie są postawieni w sytuacji, która zmienia całe ich życie. Próbują sobie z tym poradzić…

Rana i Emad, małżeństwo aktorów, muszą nagle wyprowadzić się z budynku w luksusowej dzielnicy, ponieważ z powodu trzęsienia ziemi może on w każdej chwili się zawalić. Kolega z teatru proponuje im tymczasowo mieszkanie, które właśnie się zwolniło, i para wprowadza się do niego. Mężczyzna nie wspomina jednak o tym, że poprzednia lokatorka była prostytutką, co – jak się okaże – będzie miało znaczenie. Wszystko rozpoczyna się od dzwonka domofonu. Rana myśli, że z pracy
wraca jej mąż, więc uchyla drzwi i wraca pod prysznic. Tymczasem jest to jeden z klientów wcześniejszej lokatorki. Między Raną i mężczyzną dochodzi do starcia, kobieta zostaje zgwałcona. Gdy Emad wraca do domu, nie zawiadamia policji. Pojawia się pytanie: dlaczego? Przecież to policjanci powinni zająć się sprawą. Czy kieruje nim męska duma? Obciążenie kulturowe? Obawa oto, żeby nikt z zewnątrz nie dowiedział się o gwałcie? Przed sąsiadami ukrywa i bagatelizuje sprawę, jakby nic się nie stało. A w rzeczywistości na własną rękę rozpoczyna poszukiwania człowieka, który skrzywdził Ranę, chce dokonać samosądu. To jest początek łańcucha zdarzeń, które doprowadzają do tragedii. Właśnie na takiej konstrukcji Farhadi buduje swoje filmy. Pokazuje, że chęć zemsty, wstyd albo obawa przed konfrontacją z opinią publiczną zawsze sprowadzają człowieka na złą drogę.

Każdy jest tutaj trochę winny.

Nie do końca się z tobą zgodzę. Żaden z bohaterów nie ma złych zamiarów, nawet sam oprawca. Przede wszystkim dochodzi do pewnego nieporozumienia.

„Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi. Potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć” – powiedział kiedyś Alfred Hitchcock. Farhadi też od początku wprowadza nastrój niepokoju i on nie mija.

To jest rzeczywiście konstrukcja thrillera, w którym sytuacja od początku jest zagmatwana, a w miarę upływu czasu komplikuje się jeszcze bardziej. Porównanie do kina Hitchcocka jest o tyle uprawnione, że on także budował wszystkie swoje filmy na analizowaniu psychologii postaci. Fantazja bohatera podpowiadała mu przerażające wizje, a on sam próbował je zrozumieć, szukał wyjaśnienia. Przez głowę przechodziły mu myśli, które bardzo często były spowodowane traumą z przeszłości. Można powiedzieć, że ta wyobraźnia była okaleczona, chora, a mimo to podążał za nią. Podobnie dzieje się z bohaterem u Farhadiego. Motorem działania Emada jest przecież to, że nie ma jak dowiedzieć się, co dokładnie się stało. Z powodu urazu głowy jego żona nie pamięta przebiegu zdarzeń. Wyobraźnia mężczyzny zaczyna więc intensywniej pracować i on nie jest w stanie sobie z nią poradzić. Jednocześnie to właśnie wyobraźnia podpowiada mu, jaką drogą iść. Z psychologicznego punktu widzenia to jest bardzo ciekawe. U Hitchcocka bohaterowie też zatracali się, bo ulegali ciemnej stronie swojej wyobraźni. A jak ty rozumiesz to filmowe „trzęsienie ziemi”?

Tak, że zarówno filmy Hitchcocka, jak i Farhadiego od początku trzymają nas emocjonalnie za gardło. Wytrącają z poczucia bezpieczeństwa. I nas, widzów, i bohaterów w filmie.

Właśnie, jesteśmy jak na emocjonalnej huśtawce.

Z psychologicznych badań nad filmami Hitchcocka wynika, że to reżyser, który najmocniej kieruje naszymi emocjami. Strach, lęk czy niepokój to najbardziej wyraziste emocje w kinie. Jesteśmy na nie ewolucyjnie wyczuleni, ostrzegają nas przed zagrożeniem, dzięki nim przetrwaliśmy…

Dlaczego Hitchcock tak niesamowicie operuje emocjami widzów? Dlatego, że nie pokazuje wszystkiego, pobudza naszą wyobraźnię. Podobnie robi Farhadi. Jego filmy, do których się teraz odnosimy, czyli „Co wiesz o Elly?”, „Rozstanie” i „Klient” bazują właśnie na tym, że po pierwszym emocjonalnym trzęsieniu ziemi na ekranie, razem z bohaterami próbujemy odgadnąć, co takiego się stało i dlaczego. Wiemy tyle samo, co bohater, który próbuje rozwikłać daną zagadkę czy problem. Nic więcej. Tak jak on musimy się wszystkiego domyślać. Dlatego nasza wyobraźnia tak silnie i emocjonalnie reaguje na filmy Farhadiego.

W „Kliencie” reżyser zdradził swoją wielką fascynację teatrem. Podobnie jak ty studiował wiedzę o teatrze, Rana i Emad grają w trupie teatralnej role klienta i jego żony w sztuce „Śmierć komiwojażera”. Okazuje się, że w prawdziwym życiu będą się z nimi konfrontować.

To genialne połączenie. Farhadi bierze na warsztat znakomitą „Śmierć komiwojażera” amerykańskiego dramaturga Arthura Millera. Sztuka opowiada o ostatnim dniu życia Williama Lomana, objazdowego sprzedawcy, który dochodzi do wniosku że przegrał własne życie. Z jednej strony nasi bohaterowie są po prostu aktorami i przygotowują się do premiery sztuki, odgrywając ją na scenie, z drugiej – te same sytuacje i emocje towarzyszą im w prywatnym życiu. Konfrontują się z tytułowym „klientem” i jego żoną, decydują o ich losie. W tym sensie jest to filmowa adaptacja dramatu.

Kino irańskie jest wciąż mało znane. Coraz częściej doceniane na festiwalach filmowych, rzadko trafia do polskiej dystrybucji kinowej.

Kino irańskie jest faktycznie mało znane szerokiej publiczności, choć obecne na festiwalach. To kinematografia, która ma bardzo ciekawych twórców, jak Abbas Kiarostami, Samira Makhmalbaf oraz Shirin Neshat i jej wspaniały film „Kobiety bez mężczyzn”. Asghar Farhadi jest dzisiaj niewątpliwie najciekawszym i najbardziej uhonorowanym twórcą irańskim. Między innymi przez swoje pochodzenie jest uznawany za twórcę całkowicie politycznego. Co ciekawe, on w swoich filmach w ogóle nie dotyka politycznych tematów. W przeciwieństwie do na przykład Jafara Panahiego, którego dramat „Taxi-Teheran” jest symbolem walki z opresyjnym rządem irańskim i jego ingerencją w wolność artystyczną wciąż ograniczaną przez cenzurę. Panahi nakręcił „Taxi-Teheran” ukrytą kamerą w czasie, gdy w swojej ojczyźnie miał zakaz tworzenia filmów. Farhadi porusza się w swojej rzeczywistości i kulturze, ale bazuje przede wszystkim na psychologii człowieka, więc i my jako Europejczycy jesteśmy w stanie całkowicie wejść w to kino, choć opowiada ono o Teharanie. Sytuacje, które życie stwarza tym bohaterom, nie odbiegają tak bardzo od naszych realiów, podobnie jak emocje, jakie w nich wywołują. Na tym właśnie polega magia uniwersalnego języka kina.

„KLIENT”.  SCENARIUSZ I REŻYSERIA: Asghar Farhadi. WYSTĘPUJĄ Shahab Hosseini, Taraneh Alidoosti. PRODUKCJA: Francja, Iran. PREMIERA: 21 kwietnia.

Grażyna Torbicka: dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2
Martyna Harland: autorka projektu Filmoterapia.pl. Psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2.

Źródło: magazyn Sens, kwiecień 2017 rok.

SENS_04_2017

 

Komentarze

komentarzy









Zobacz także




Czytaj więcej
Magazyn Filmowy: filmy na receptę Tomasz Raczek został właśnie redaktorem naczelnym "Magazynu Filmowego" Stowarzyszenia Filmowców Polskich i swój pierwszy,...