Grażyna Torbicka: jaka lekcja płynie z filmu „Toni Erdmann”?

23 stycznia 2017 


Kochający ojciec, żeby zbliżyć się do wiecznie zabieganej córki, wciela się w postać fikcyjnego coacha osobistego. Wraz z Grażyną Torbicką sprawdzamy, jaka lekcja psychologiczna płynie z filmu „Toni Erdmann”, triumfatora Europejskich Nagród Filmowych 2016. Rozmawia Martyna Harland.

Martyna Harland: Co myślisz o tej filmowej relacji: ojciec, emerytowany nauczyciel gry na pianinie i córka, pracująca za granicą konsultantka w wielkiej korporacji. Zderzenie dwóch światów?

images

Grażyna Torbicka: Ines w pewnym momencie swojego życia postawiła na karierę. Postanowiła pójść własną drogą, uniezależnić się. Zostawić świat dzieciństwa i sentymenty związane z ojcem za sobą. Na nowo buduje swój świat. Wchodzi w korporacyjny system i czuje się tam dobrze. Jednak kiedy spotykają się z ojcem na przyjęciu rodzinnym, Winfried dostrzega, że córka jest niemal nieobecna. Cały czas podłączona do telefonu. Co jest dla niej najważniejsze? To, żeby sprawdzać się w oczach, nie swoich, tylko jej pracodawców. Potrzebuje akceptacji z zewnątrz, ze strony przełożonych. Dopiero to daje jej poczucie wartości. Winfried przeczuwa, że życie jej ucieka. Ines żyje tylko korporacyjnymi problemami, a nie swoją wrażliwością czy własnymi emocjami. Podporządkowuje się temu, czego oczekują od niej inni. Wtedy właśnie do akcji wkracza ojciec.

Żartuje, że zatrudnił zastępczą córkę, bo jego własna nie ma czasu. Dla mnie to bardzo filmoterapeutyczne, jakbym słyszała mojego ojca. Winifred, żeby zbliżyć się do córki, wymyśla fikcyjną postać, coacha osobistego Toni Erdmanna. Co wnosi do ich życia?

Udaje kogoś innego. Dzięki temu przełamuje wszelkie schematy. Nawet trochę kompromituje córkę przed szefami, czyli porusza punkt, który jest dla niej najczulszy. Próbuje zmusić ją do spojrzenia na swoje życie z zewnątrz. Stąd nowe wcielenie ojca – postać Toniego Erdmanna, do którego Ines powoli się przyzwyczaja. To jest pierwszy krok do sukcesu i szansa na jej nawrócenie.

Scena, gdy Ines z Winifredem, zaczynają razem śpiewać jest kluczowa. Widać tam odnowioną relację, połączenie które się zrodziło. Tam odbudowała się relacja ojciec – córka. Tato, który gra na fortepianie i mała dziewczynka, śpiewająca na życzenia taty. Wspaniały utwór „Greatest Love Of All” Whitney Houston. Ines wykrzykuje w tej piosence wszystko, co było w niej głęboko ukryte. Z czego chciała być może podświadomie zrezygnować: z uczuciowości, z wrażliwości. Ta scena wydobywa wszystkie te emocje.

Bardzo mnie to poruszyło. Ines śpiewa: „Znalazłam najwspanialszą z miłości w sobie. Pokochanie siebie jest najwspanialszą z miłości. A jeśli ta ścieżka zaprowadzi Cię do samotności, czerp siłę z miłości.”.

To jest to. Bo miłość do siebie, to zaakceptowanie samego siebie. Postępowanie w zgodzie ze sobą. Ines idzie przez życie wbrew wrażliwości, jaką wyniosła z domu. Wbrew temu, co dał jej ojciec. A on poprzez swoje żarty i dziwne zachowanie próbuje jej to pokazać.

Seans psychoanalizy z elementami terapii śmiechem dla widzów?

Poprzez postać Toniego Erdamna mamy tutaj masę groteskowych, surrealistycznych i zabawnych sytuacji. Ale one służą temu, żeby został podjęty bardzo istotny w naszym współczesnym świecie temat relacji rodzinnych. Jak wygląda kontakt młodego pokolenia, idącego drogą kariery z ich rodzicami? Starsze pokolenie, które chciałoby pielęgnować wrażliwość dzieci, na otaczający ich świat. Z jednej strony, oglądając ten film często się śmiejemy. Jednak w ostatecznym rozrachunku, po jego zakończeniu, pozostaje głęboka refleksja. Bardziej dramatyczna niż komiczna. Ines dalej będzie się realizować zawodowo, ale jednocześnie dostrzegła prawdziwe życie. Już wie, że zawsze może stanąć przy fortepianie i zaśpiewać. To również buduje ją i wzbogaca. Nie tylko praca.

Dlatego zdejmuje sukienkę i organizuje rozbierane przyjęcie?

Ines już wtedy wie, że nic nie będzie, tak jak przedtem. To fantastyczne zmaganie się z sukienką, której nie można zdjąć ani górą, ani dołem. Zmęczenie tym zmaganiem się – górą czy dołem, prowadzi do stwierdzenia – a po co w ogóle ją zakładać? Obnażenie się w pełni i wymaganie od uczestników przyjęcia tego samego, czy oni również zdejmą przysłowiową maskę? Zdjęcie tej sukienki, to zrzucenie z siebie wszelkich masek. Poczucie, że wreszcie nie udaję kogoś innego niż jestem.

Ines jest też kompletnie zimna seksualnie. To, co stanowi sedno związku, życia i relacji między dwojgiem ludzi, to także emocja na tle seksualnym. Ona zagubiła poczucie, że rodzina czy prawdziwa relacja, między kobietą i mężczyzną, mają jakąkolwiek wartość.

Do kogo jest Ci bliżej, córki czy ojca. Bawiłaś się kiedyś, tak jak Toni Erdmann w „niemieckiego ambasadora na przyjęciu”?

Powiem Ci, że ja w ogóle uwielbiam takie sytuacje, w których stwarzasz rzeczy, które są hipotetycznie możliwe, ale niekoniecznie prawdziwe. Teraz już tego nie robię, ale kiedyś bardzo lubiłam kreować takie historie. Na przykład, gdy byłam zagranicą, mogłam sobie na to pozwolić, dzięki temu że nie byłam rozpoznawana. Kiedy jedziesz taksówką, zwykle jest tak, że kierowca pyta obcokrajowców: a co Pani tutaj robi? No i ja wtedy uwielbiałam opowiadać różne historie. Mówiłam na przykład, że jestem architektem ( bo zawsze chciałam nim być)i przyjechałam na konferencję , albo , że jestem pianistką . Takie alternatywne scenariusze życia, a ja sobie w nich płynęłam, zainteresowana tym co będzie dalej. Bawiło mnie to, bo w Polsce nie mogłabym sobie na to pozwolić. Nie wiem dlaczego tak robiłam? Może skłoniło mnie do tego specyficzne niemieckie poczucie humoru, bo pierwszy raz zdarzyło mi się to właśnie w Berlinie, po festiwalu filmowym. Dlatego bliżej mi jednak do Toniego Erdmanna.

Mam wrażenie, że kino austriacko-niemieckie zajmuje się głównie, tym co było, rozliczaniem swojej przeszłości. Toni Erdmann mówi o tym, co jest ważne tu i teraz. Skłania do refleksji i odpowiedzi na pytanie, co jest najważniejsze w życiu.

A dla mnie ten film jest wyjątkowy, bo opowiedziany przez młodą, trzydziestoośmioletnią kobietę. Maren Ade, która jest tutaj jednocześnie reżyserką, producentką i scenarzystką. To splot różnych obserwacji, zachowań młodych kobiet z jej pokolenia. Jakie one są? Jakimi drogami poszły i dlaczego? Coś w tym filmie musi mocno tkwić, skoro tak wielu młodych ludzi odnalazło w nim siebie. „Toni Erdmann” daje takie otrząśnięcie się, jeżeli ktoś wpadł w pułapkę kariery. Powoli dostrzegamy więcej barw i odcieni naszego życia.

Źródło: Magazyn Sens, luty 2017 rok.

16142620_1438442076168251_838119152902294766_n

Komentarze

komentarzy









Zobacz także




Czytaj więcej
Filmoterapia w Dzień Dobry TVN Dobrze dobrany film działa jak lekarstwo. O filmoterapii w Dzień Dobry TVN rozmawiają: autorka projektu Filmoterapia.pl...