Haneke, artysta sadysta czy reżyser terapeuta?

2 sierpnia 2017 


W Cannes pokazał „Happy End”, ale do optymistów nie sposób go zaliczyć. Zadaje wiele pytań i pozostawia je bez odpowiedzi. Michael Haneke, jeden z najbardziej cenionych współczesnych reżyserów, będzie miał swoją retrospektywę podczas Festiwalu „Dwa Brzegi”. Grażyna Torbicka tłumaczy Martynie Harland, jak to się dzieje, że choć nie gra na emocjach widza, to jego kino „poniewiera”.  A już w czwartek 3.08 g.14.15 zapraszamy na filmoterapeutyczny panel na Dwóch Brzegach po filmie „Benny’s Video” Haneke.


imageedit_1_7858761698

W programie tegorocznego Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi”, którego jesteś dyrektor artystyczną, znalazła się retrospektywa twórczości Michaela Hanekego. Dlaczego wybrałaś właśnie tego jego?

Grażyna Torbicka: Dlaczego Michael Haneke? Znając jego rytm pracy, po filmie „Miłość” czułam, że niebawem zaproponuje nam coś nowego. Tak się rzeczywiście stało, w tym roku w konkursie głównym festiwalu Cannes, był jego najnowszy film z dziwnie optymistycznym jak na Haneke tytułem „Happy End”. Pomyślałam, że warto przyjrzeć mu się od samego początku. Na Dwóch Brzegach będziemy mogli zobaczyć go w pełnym portrecie. Oprócz znanych filmów, począwszy od „Funny Games”, który przyniósł mu światowy rozgłos, przez „Ukryte”, „Kod nieznany”, „Pianistkę”, „Biała wstążkę” i „Miłość”. Pokazujemy też jego telewizyjne filmy „Zamek” oraz wcześniejsze „71 fragmentów”, „Benny’s video” i „Siódmy kontynent”. Trzy ostatnie, to taka filmowa trylogia, która zawiera wszystkie cechy późniejszego, dużego Michaela Haneke. Ten wybór zadział się intuicyjnie. Czujesz, że jakiś reżyser powraca do ciebie. Różne tematy i sprawy, które widziałaś w jego filmach wracają, i w tym wypadku był to właśnie Haneke.

Jakie tematy wróciły do Ciebie przy okazji jego filmów?

Haneke w ogóle jest mi bliski, ciekawi mnie jako człowiek. Miałam okazję rozmawiać z nim trzykrotnie: dwa razy w Cannes, w związku z filmami „Pianistka” i „Biała wstążka”, który przyniósł mu Złotą Palmę. Potem przeprowadzałam z nim długą 40-minutową rozmowę, do specjalnego wydania magazynu „Kocham kino”. Michael Haneke przyjechał wtedy do Łodzi, gdzie otrzymywał tytuł doktora honoris causa Łódzkiej Szkoły Filmowej. To było bardzo ciekawe spotkanie, u jego boku w trakcie wywiadu siedziała również żona, którą miałam okazję wtedy poznać. Wiesz, wszystkie te rozmowy pogłębiały moją ciekawość i bliskość z nim, jako twórcą. Najbardziej u Haneke podoba mi się niedopowiedzenie. Lubię reżyserów i filmy, które pozostawiają bardzo dużo miejsca na medytacje widza, jego własną refleksje. Zadają dużo ważnych pytań, ale nie udzielają odpowiedzi. Sam Haneke, nawet w trakcie wywiadów, również nie odpowiada na te pytania. Twierdzi, że wszystko powiedział już w swoim filmie. Zresztą wywiady z nim, odbywają się w obecności tłumacza, wyłącznie w języku niemieckim. Mimo, że bardzo dobrze mówi przecież po francusku i angielsku.

Dlaczego jego żona uczestniczyła w tej rozmowie?

Przyjechał z nią wtedy do Polski i uważał, że jeśli wywiad jest o jego sztuce, to nie ma powodu żeby jej tam zabrakło. Był na tyle elegancki. Jej obecność wykorzystałam w swoim ostatnim pytaniu do Michaela Haneke. Pamiętam, że zapytałam o to, jakie cechy musi mieć kobieta, z którą decyduje się żyć przez tyle lat. Są razem bardzo długo, już od 1983 roku. Był całkowicie zaskoczony. Odwrócił się, spojrzał na nią, uśmiechnął się i powiedział że właściwie nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. To świadczyło o tym, że ta kobieta jest dla niego bardzo ważna. Trudno w dwóch zdaniach opisać, uprościć tą relację.

Wiesz Haneke zanim zaczął zajmować się filmem, studiował również psychologię i filozofię. Tematyka jego filmów jest tym mocno przesiąknięta. Kobiety, które pokazuje w swoich filmach to bardzo trudne, skomplikowane pod względem psychologicznym portrety. I on zawsze staje po stronie tych kobiet, niejednoznacznie ale jednak.

A jakie wrażenie zrobił na Tobie jako człowiek?

Dla mnie Haneke jest tajemnicą, tak jak i jego filmy. Jest także bardzo przystojnym mężczyzną, dystyngowanym i eleganckim. Ale też człowiekiem niezwykle wymagającym wobec osób, którym ma dopiero zaufać. Nie zmienia ludzi, z którymi współpracuje przy filmach. Od lat ma tą samą montażystkę i swoich ulubionych aktorów.

Haneke to artysta sadysta czy reżyser terapeuta?

Dobrze powiedziane, on jest właśnie gdzieś pomiędzy. Między tymi dwoma określeniami biegnie bardzo cienka linia. A Ty co byś wybrała?

Dla mnie to jednak reżyser terapeuta. Współczesna kultura nas usypia, promuje to co przyjemne. On uświadamia, że nie tylko my cierpimy.

No tak, ale czy to nie jest terapia poprzez sadyzm?

Po jego filmach faktycznie można poczuć się emocjonalnie sponiewieranym. Jednak dzięki temu, że nie dopowiada w nich wszystkiego, nie czuję się tym przytłoczona. Psychologiczne badania Benedykta Tilla pokazują, że po takich filmach mamy gorsze samopoczucie ale w późniejszym oddziaływaniu wzrasta nasza samoocena i lepiej rozumiemy własne emocje. Taki film w nas siedzi i coś robi.

Tak, bo widzisz, w kinie Haneke mamy bardzo specyficzną formę opowieści. Używa bardzo długich ujęć, zamiast szybkiego montażu. Robi to absolutnie świadomie, mówił mi o tym w naszych rozmowach. Dzięki temu, daje nam czas potrzebny na przemyślenie tego, co właśnie zobaczyliśmy na ekranie. Jeżeli akcja w filmie dzieje się za szybko, widzimy jakieś zachowanie sekundę czy dwie, wtedy nie mamy czasu na refleksje nad sytuacją. Nie chodzi o to, żeby scena ciągnęła się w nieskończoność, bardziej liczy się tu precyzja zegarmistrza.

Haneke przez wiele lat robił przecież filmy telewizyjne, które wymagają zupełnie innej formy montażu. Dopiero w wieku 46. lat zrobił swój pierwszy fabularny film kinowy. Wypowiedział się artystycznie jako człowiek dojrzały, który wiele rzeczy ma już głęboko przemyślanych.

Filmy Haneke raczej nie poruszają nas do płaczu, to bardziej kino intelektualne niż emocjonalne? Powstają bardziej z serca, trzewi czy umysłu?

Jego filmy nie działają na twoją emocję impulsywnie. On nie operuje mocnymi, muzycznymi akcentami. Wprowadza za to w pewien rodzaj transu. Idziesz przez ten film i emocjonalnie nie jesteś wstrząśnięta, ale dostajesz bardzo dużą dawkę do przemyśleń. A długie ujęcia powodują, że możesz wejść w ten świat jeszcze głębiej. Jak na przykład fragmenty i sceny z „Miłości”. Ta lejąca się woda w kranie, kiedy dostajemy pierwszy sygnał o tym, że dzieje się coś złego, kobieta zapada na chorobę. To wszystko owocuje w nas później, dlatego jego filmy tak działają.

W filmie „Miłość” nic nie wygląda tak, jakbyśmy chcieli. To demitologizacja miłości, dostrzegamy ją w skrajnej sytuacji. Jednak wydaje mi się, że paradoksalnie Haneke chce w nas wlać optymizm. Śmierć ma jakiś sens i można ją oswajać dzięki miłości…

W żadnym filmie Michaela Haneke nic nie jest tak, jak byśmy chcieli. Naprawdę nie wiem czy chce obudzić w nas optymizm, czy raczej próbuje nas przed czymś przestrzec. Ja tego optymistycznie nie odbieram. Raczej jako nierozwiązaną nieskończoność i zagadkę, bo nigdy nie zdobędziesz właściwej odpowiedzi na pytanie, które zadaje nam „Miłość”. Czy skracanie cierpienia osobie, którą kochamy jest przejawem miłości? Czy to da spokój nam i bliskiej osobie? Ten film jest straszny, bo pokazuje że tak na prawdę nikt z nas tego nie wie. Nie pomoże w decyzji. Nie da dobrej odpowiedzi na to pytanie. W obliczu ostateczności zawsze pozostajemy bezradni.

Po co nam takie kino niewygody?

Po to, żebyśmy byli istotami głęboko myślącymi. I żeby rosło w nas człowieczeństwo. Im głębiej będziemy wchodzić w sprawy związane z naszym zachowaniem i moralnością, tym bardziej będziemy ludźmi.

Najnowszy film o przekornym tytule „Happy End”, na premierę którego jeszcze czekamy, to Haneke z przymrużeniem oka. Do tej pory był reżyserem bardzo na serio.

Tak, ale powiem ci że niewiele osób poza mną, odebrało ten film jako satyrę. Każdy z nas może spojrzeć na to zupełnie inaczej i to jest właśnie w kinie najciekawsze. „Happy End” jest filmem, który faktycznie zaskoczył wszystkich, bo Haneke pokazał się tu w wydaniu komediowym. Chociaż ten „happy end” nie jest nam dany. To sarkastyczny i ironiczny komentarz do rzeczywistości. Reżyser mówi nam tutaj „słuchajcie, czego byśmy nie zrobili, to i tak wszystko pozostanie na swoim miejscu, bo tak jest skonstruowany świat”. Spotykamy tu jego ulubionego aktora Jean-Louis Trintignanta, w bardzo ciekawej rozmowie z małą dziewczynką, gdzie powraca do nas moment z filmu „Miłość”. To kluczowa scena. Film, który zdecydowanie do nas wraca. A im więcej czasu mija, tym głębiej się go widzi. To zebrane fragmenty i obrazy z wcześniejszych dzieł Haneke. Wciąż ten sam współczesny świat, jednak może coś się zmieniło, a my zobaczyliśmy więcej wraz z upływem czasu?

Zagraniczni krytycy określili ten film, jako satanistyczną telenowelę o psychopatach. Brzmi bardziej jak horror.

No właśnie, a tam przecież nie ma psychopatów, to zwykli ludzie których spotykamy na co dzień. Współcześni bohaterowie, którzy widzą życie w pełnej ostrości. Chociaż widząc świat dokładnie takim jaki jest, może wtedy faktycznie łatwiej stać się psychopatą?!

Co Haneke mówi nam o człowieku i dzisiejszym świecie?

Haneke cały czas zastanawia się nad człowiekiem. Przede wszystkim szuka interakcji i rozmowy z nami, widzami. Powiedział mi kiedyś, że cieszy się z tego że został reżyserem filmowym, dzięki temu nie musi chodzić do psychiatry i psychoanalityka. W jego filmach uwalniają się wszystkie jego lęki, neurozy i nieszczęścia. W tym tkwi jednak pewna pułapka. Pokazał ją w swoim filmie „Benny’s Video”. Główny bohater rejestruje swoją kamerą wszystko. Dzięki temu wydaje mu się, że ma nad tym kontrolę. A okazuje się, że to nieprawda. Podobnie my – w kontakcie z newsami w telewizji, mediach czy internecie – sądzimy, że dobrze znamy i rozumiemy ten świat, mamy nad nim jakąś kontrolę. A to jest bardzo złudne. W tym Haneke jest mi bardzo bliski.


„Filmy na receptę” na Festiwalu Dwa Brzegi (29.07-6.08 Kazimierz Dolny)

„Miłość” reż. Haneke

Georges i Anna są kochającym się małżeństwem z 50-letnim stażem. Ich spokój zakłóci postępująca choroba Anny.

Temat: miłość, związki, choroby, śmierć bliskiego.

Po filmie zadaj sobie pytania:

1. Jak poradzić sobie ze śmiercią kogoś, kogo się kocha?
2. Jak oceniasz zachowanie głównego bohatera? Jak Ty zachował(a)byś się w takiej sytuacji?
3. Z jakimi emocjami wiąże się tutaj miłość? Spróbuj je nazwać.
4. Jakiego rodzaju emocje czułeś(aś) w trakcie oglądania filmu? np. poczucie winy etc.
5. Czy bardziej wzruszały Cię do płaczu czy też poruszały w większym stopniu poznanie niż emocje?
6. Zastanów się, jak czujesz się zaraz po obejrzeniu filmu i dwa tygodnie po obejrzeniu. Czy perspektywa, to co czujesz w jakiś sposób się zmieniło? Jak?

Zobacz też filmy: „Ukryte”, „Pianistka” i „Biała wstążka”.


Źródło: Magazyn Sens, sierpień 2017 rok

20139986_1637327936279663_189569016729389925_n

Komentarze

komentarzy






Poprzedni artykuł
Filmoterapia na Festiwalu Dwa Brzegi
Następny artykuł
Męska filmoterapia



Zobacz także

Grażyna Torbicka: Ufam ale…
Grażyna Torbicka: Ufam ale…
15 października 2017 
Męska filmoterapia
Męska filmoterapia
26 sierpnia 2017 



Czytaj więcej
Filmoterapia na Festiwalu Dwa Brzegi „Filmoterapia z SENSem” - Wydawnictwo Zwierciadło 3.08, Festiwal Dwa Brzegi, Kazimierz Dolny Rozmowa po filmie "Benny's...