Filmy, które przepisuje się na receptę

9 stycznia 2017 


– Żyjemy w biegu i rzadko mamy czas na to, żeby rozmawiać o naszych emocjach. Filmoterapia może być dla nas czymś w rodzaju siłowni emocjonalnej – mówi Martyna Harland, która zaprasza na cykl Filmoterapia do kina Muza.

Początki filmoterapii sięgają jeszcze czasów po II wojnie światowej, kiedy film włączono do leczenia powracającym z frontu żołnierzom. Przez lata pomysł rozwijano. W 1990 r. w Ameryce powstały listy filmów „na receptę”. – Można je przepisać nie tylko na konkretne problemy, ale również jako tematy do przepracowania – mówi psycholog Martyna Harland, która tworzy podobną listę filmów w Polsce. Harland jest autorką strony Filmoterapia.pl, prowadzi także cykl pokazów w warszawskiej Kinotece. Filmoterapia rozpoczęła się tam w październiku i odbywa się co miesiąc. Dziś ma swoich stałych bywalców, a bilety rozchodzą się jak świeże bułeczki. Widzowie oglądają filmy z katalogu Milllennium Docs Against Gravity Film Festival, później jest dyskusja z udziałem publiczności i zaproszonych psychologów z SWPS oraz magazynu „Sens”.

Przejrzyj się w filmie

– Żyjemy w ciągłym biegu i rzadko mamy czas na to, żeby rozmawiać o naszych emocjach. Filmoterapia może być dla nas czymś w rodzaju siłowni emocjonalnej – mówi Martyna Harland. Jak tłumaczy, z badań wynika, że film jest dziedziną sztuki, która najbardziej wpływa na emocje, m.in. dlatego, że angażuje wiele zmysłów. – Film jest dla nas lustrem. Kiedy rozmawiamy o bohaterach, to tak naprawdę mówimy o nas samych. Zazwyczaj stosujemy w życiu wiele mechanizmów obronnych, zaprzeczamy lub wypieramy z rzeczywistości różne trudne rzeczy: to, że nie podoba nam się praca czy nie lubimy swojej partnerki itp. Jak Pat, bohater filmu „Poradnik pozytywnego myślenia” – mimo rozwodu i zakazu zbliżania się do swojej żony, wciąż twierdził, że jest z nią w szczęśliwym związku. My często zachowujemy się podobnie. Tak jak dziecko z buzią umorusaną kremem, które twierdzi „to nie ja zjadłem ciastko”. Zakładamy na przemian różowe lub czarne okulary, to nie poprawi nam wzroku. W bezpiecznej przestrzeni filmowej możemy dotrzeć do prawdy o nas samych.

Pomagają w tym narzędzia filmoterapeutyczne. To głównie pytania, które mają pomóc naprowadzić widza na odkrywanie swoich emocji. Na jakiego bohatera zwracamy uwagę? Który wątek jest mi najbliższy? Co najbardziej mnie dotknęło?

Podczas dyskusji po seansie widzowie często dzielą się swoimi przeżyciami, konfrontują punkty widzenia. W odróżnieniu od spotkań dyskusyjnych klubów filmowych, rozmowa koncentruje się na emocjach, a nie fabule czy walorach estetycznych filmów.

Do zobaczenia w Muzie

Wkrótce w filmoterapii będzie można wziąć udział także w Poznaniu. 12 styczniacykl rozpocznie pokaz intensywnego filmu Pawła Łozińskiego „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham”. W lutym wyświetlona będzie „Szwedzka teoria miłości”, a w marcu „Nie opuszczaj mnie”. – Przy wyborze filmów chodziło nam o poruszenie wielu obszarów tematycznych, które dotykają współczesnego człowieka. Są mocne pod względem emocjonalnym i atrakcyjne wizualnie – mówi Diana Gaik z festiwalu Milllennium Docs Against Gravity. W planach są także dalsze spotkania. Ich data zależy jednak od terminu remontu w kinie Muza.

Poznańskie spotkania poprowadzi lekarz i filmoterapeuta Łukasz Raszewski, w dyskusji wezmą udział także badacze z SWPS. Martyna Harland pojawi się w przygotowanym wcześniej filmie, w którym opowie o filmoterapii. Uczestnicy spotkań otrzymają komplet narzędzi filmoterapeutycznych. A ci, którzy wezmą udział w pięciu spotkaniach, otrzymają również certyfikat ukończenia kursu filmoterapii.

Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań, 9.01.2017

Komentarze

komentarzy









Zobacz także




Czytaj więcej
Filmoterapia z Sensem, czyli filmy dające do myślenia "Czy jeśli całuję kobietę, mogę ją złapać za biust?" - pyta bohater "Don Juana". Nagradzany film Jerzego Śladkowskiego...