Duże kino daje coś więcej niż emocję

3 grudnia 2016 


Czy w dobie przesytu sensacyjnymi newsami płynącymi z mediów potrzebujemy jeszcze terapii wstrząsowej w kinie? Gdzie przebiega granica brutalności w filmie, której nie powinno się przekraczać? O dwóch najmocniejszych obrazach ostatnich miesięcy – „Wołyniu” i „Placu Zabaw” – z Grażyną Torbicką rozmawia Martyna Harland.


Nie pójdę na „Wołyń”, bo nie chcę oglądać okrucieństwa na ekranie  – to częsta reakcja na nowy film Wojciecha Smarzowskiego. Czego tak naprawdę chcemy uniknąć?

Grażyna Torbicka: Żyjemy w czasach, w których programy newsowe nie skupiają się jedynie na przekazywaniu informacji. One żywią się przede wszystkim tragedią. Non stop oglądamy katastrofy, pożary, ataki terrorystyczne, słyszymy o śmierci uchodźców. Jesteśmy karmieni takimi informacjami codziennie. Dlatego film i sztuka powracają moim zdaniem do poszukiwania piękna w życiu. Kiedyś chętnie szłam na film, który wymagał ode mnie głębszej refleksji, ale też emocjonalnego wysiłku, dyskomfortu. Musiałam na przykład zidentyfikować się z bohaterem, który przeżywa na ekranie traumę po stracie kogoś bliskiego. Chciałam się zmierzyć z tą sytuacją na ekranie, zobaczyć, jak poradzi sobie z tym moja psychika. Dzisiaj szukam bardziej opowieści z gatunku bajek na ekranie. Może to taka ludzka potrzeba, żeby zobaczyć również ten inny świat. Postaci pozytywnych, emocjonalnie bogatych – ale w te dobre emocje. Może dzisiaj nam tego brakuje i dlatego ludzie nie chcą oglądać drastycznych scen w filmie „Wołyń”? Tyle że „Wołyń” nie żywi się wyłącznie tym, co brutalne. On opowiada o współistnieniu różnych narodowości. O tym, że nacjonalizm jest zły, niezależnie od tego, jaką ma wizytówkę.

Jak pokazują badania, niewielu Polaków wie, co wydarzyło się na Wołyniu. Można powiedzieć, że film Smarzowskiego terapeutyzuje naród polsko-ukraiński, ale ten film działa też na jednostkę, oczyszcza widza.

„Wołyń” daje szansę na to, żeby stworzyć most do rzetelnej i spokojnej rozmowy. Jest też mostem do oczyszczenia. Znam osoby, których przodkowie zginęli w czasie rzezi wołyńskiej. Dzisiaj mają w swoim gronie przyjaciół Ukraińców, są blisko związani z tamtejszą ukraińską. Może chcieli się do tego przybliżyć, w pewien sposób zrozumieć? „Wołyń” nikogo nie rozgrzesza i nie usprawiedliwia. To może zrobić każdy we własnym sumieniu i odczuciu.

Fizycznie nie byłam w stanie oglądać tego filmu. Bolało mnie całe ciało. Z pokazu wyszłam z żołądkiem w gardle.

Twoje emocje były tak silne nie tylko ze względu na drastyczne sceny. Również na skutek relacji i konfliktu między bohaterami. W jednej scenie dwaj biologiczni bracia nie są w stanie się porozumieć, dochodzi do morderstwa. Brat zabija brata w obronie swojej rodziny. W innych scenach widzimy Ukraińców zabijających Polaków, Polaków zabijających Ukraińców i zabijających Niemców. Ale też ukrywanych Polaków i Żydów. Przedziwny czas i straszny moment w tamtym rejonie świata.

Uwierzyłaś reżyserowi, że to tak naprawdę film o miłości?

Film to zawsze jest jakaś konstrukcja. Emir Kusturica, serbski reżyser filmowy, powiedział mi kiedyś, że reżyser jest architektem. Najpierw musi zbudować konstrukcję, potem na niej opierać wszystkie tematy i wątki. Konstrukcją, która buduje „Wołyń”, jest związek Polki z młodym Ukraińcem. Zanim dojdziemy do rzezi wołyńskiej, pierwsza rzeź dokonuje się na duszy tej młodej dziewczyny, Zosi. Rodzina sprzedaje ją za konie i ziemię starszemu mężczyźnie, który nie jest dla niej partnerem. Potem całe nasze obcowanie z tym filmem to historia tej dziewczyny. Tragedia, z którą idzie przez życie. Zosi nie interesuje polityka. Dla niej najważniejsza jest ta miłość i dziecko z niej zrodzone. Chce żyć swoim życiem. Wojtkowi Smarzowskiemu zarzuca się, że w tym filmie nie pokazuje równowagi, bo nie cała społeczność ukraińska była winna rzezi. Ale to jest film – reżyser zawsze musi dokonać wyboru, bo jest jego architektem.

„Plac Zabaw” Bartosza Kowalskiego, który został nagrodzony za debiut reżyserski w Gdyni, to obok „Wołynia” najbardziej drastyczny film wchodzący właśnie na ekrany kin.

Mamy tu portrety trzech młodych ludzi, którzy właśnie kończą szkołę podstawową. Widzimy, skąd pochodzą, jakie jest ich środowisko rodzinne. I te dzieci dokonują na naszych oczach bestialskiego mordu na pięciolatku. Kamera pokazuje to przez ostatnie 10 minut filmu. Oko kamery stoi, nie ma odwagi się zbliżyć. Przybliża się na sam koniec, żeby pokazać pozbawione jakiejkolwiek emocji przerażenia czy strachu, w kontekście tego, co się stało, oczy dwóch nastolatków. Przyznaję, nie do końca rozumiem, co chciał nam zasugerować reżyser. Że w dzieciakach też siedzi zło? Dlatego ja bym to nazwała „Plac Zabaw” bardziej filmowym performancem niż jednak filmem. W moim odczuciu film musi mieć uzasadnienie dla opowiadanej historii. Tutaj tego nie ma.

Wiem, że byłaś oburzona po pokazie tego filmu, nakrzyczałaś zwłaszcza na jego końcówkę.

Ja się tak bardzo oburzyłam na ten film, bo w nim grają dzieci. Czy mają dystans do tego, żeby wyjść z roli oprawcy bez szwanku dla swojej psychiki? Nawet bardzo doświadczeni aktorzy, kiedy trafia im się trudna, ekstremalna postać, opowiadają o tym, jak długo musieli z tej roli wychodzić, otrzepać się i wyleczyć. Zaznaczam, że oni znają wszystkie narzędzia, które ma przecież aktor zawodowy, tak żeby konstruować swoje emocje bezpiecznie, bez uszczerbku dla psychiki. Te dzieciaki podnoszą kilkukilogramowy kamień i rzucają nim w głowę pięciolatka. Dla mnie to wynaturzenie artystyczne, narażające tych młodych chłopców na nieodwracalne zmiany w psychice. To, że nakrzyczałam na końcówkę tego filmu, to był mój protest przeciwko temu, co zobaczyłam na ekranie. To są dzieci, nie aktorzy. Poddanie ich tak brutalnej scenie według mnie nie jest w porządku.

Gdzie jest granica brutalności w filmie? Czy filmy mogą nam szkodzić?

„Plac Zabaw” uwierał mnie przez swój naturalizm i nieuzasadnienie. W „Wołyniu” widzimy równie okrutny świat, ale jako widz wiem, że uczestniczę we fresku, malowidle zła. Zbrodnie na ekranie są pokazywane od zawsze, ale wzięte są w pewien nawias artystyczny. Na przykład u Quentina Tarantino latają sztylety, rozcinają ciała na pół, krew się leje, ale mamy jakiś cudzysłów pod tytułem: „halo, to jest kino”. A „Plac Zabaw” oglądamy niemalże jak dokument, wizję lokalną.

Po co tworzyć tego rodzaju obrazy? Co mogą nam dać jako widzom?

„Wołyń” może nam dać bardzo dużo. Przybliżenie się do tego czasu, rozdziału w naszej historii, który był nieopowiedziany. Co nam może dać „Plac Zabaw”? Musiałabym zapytać tak młodej osoby jak ty, jak na to patrzysz, czy ten film coś ci dał? Bo mnie ten film przede wszystkim oburzył.

Mną „Plac Zabaw” wstrząsnął, ale nie miałam z nim problemu etycznego. Dlaczego nie pokazywać prawdy? Świat też taki jest. Zło siedzi w dorosłych i w dzieciach.

A nie miałaś po nim ochoty spytać każdego nastolatka na ulicy: „Słuchaj, co ci siedzi w głowie? Nie chcesz przypadkiem zaraz kogoś zabić?”. Bo ja miałam. Jeżeli mówimy, że to jest film o pokoleniu dzisiejszych nastolatków, to znaczy, że mówimy: „oni czasem tacy są”. Oczywiście, takie historie się zdarzają i o tym właśnie opowiadają nam codziennie newsy. Ale czy to jest kino? Duże kino powinno dawać coś więcej niż tylko emocję.

Rozmawiała: Martyna Harland.


Aktualne premiery, o których rozmawiamy:

„WOŁYŃ” SCENARIUSZ I REŻYSERIA: Wojciech Smarzowski WYSTĘPUJĄ: Michalina Łabacz, Arkadiusz  Jakubik, Vasili Vasylyk, Izabela Kuna, Jacek Braciak PREMIERA: 7 października.

„PLAC ZABAW” SCENARIUSZ: Stanisław Warwas, Bartosz M. Kowalski REŻYSERIA: Bartosz M. Kowalski PREMIERA: 18 listopada.


Filmoterapia z Sensem

ZAPRASZAMY NA KURS FILMOTERAPII – DOŚWIADCZALNE SPOTKANIA PO FILMIE Z udziałem psychologów z Uniwersytetu SWPS i autorki projektu Filmoterapia.pl. Osoby, które zrobią ćwiczenia oraz będą uczestniczyć w co najmniej pięciu spotkaniach, otrzymają certyfikat odbycia kursu filmoterapii.

CZAS: od października do kwietnia, środy godz. 20.00,

MIEJSCE: Kinoteka, Cena biletu: 15 zł. Najbliższe spotkanie: 14 grudnia, pokaz filmu „Kuracja Yaloma”. Więcej na: www.filmoterapia.pl, www.akademiadokumentalna.pl

ORAGANIZATORZY I PARTNERZY: Against Gravity, Milllennium Docs Against Gravity Film Festival, Magazyn SENS, Uniwersytet SWPS, Filmoterapia.pl, Kinoteka.


 

Źródło: grudniowy magazyn Sens

15179128_1370249222987537_5457403709433252034_n

Komentarze

komentarzy









Zobacz także




Czytaj więcej
Grudniowa filmoterapia z "Kuracją Yaloma" w Kinotece Zapraszamy na Filmoterapię z Sensem: spotkanie oraz pokaz filmu "Kuracja Yaloma", opowiadającym o najsłynniejszym, amerykańskim...