Po co nam dzisiaj Kieślowski? Mówią Szapołowska, Holland, Stuhr, Maleńczuk i inni

11 czerwca 2016 


Kim jestem, dokąd idę, czego się wstydzę. Równość, wolność, braterstwo. To się nigdy nie starzeje.

Po co nam dzisiaj Kieślowski? Co za banalne pytanie, jak z pierwszego roku filmoznawstwa. Ale zastanówmy się: dzisiaj – to, znowu, prawa kobiet, społeczeństwo podzielone na plemiona, terroryzm, granice wolności. A więc: jakie filmy robiłby po 11 września? Komu kibicowałby w dyskusji o uchodźcach? Co miałby do powiedzenia o kukizowcach i prekariuszach? Jak nakręciłby marsz przeciwko ustawie aborcyjnej? I współczesną wersję „Dekalogu”?

Rozmawiała Martyna Harland, psycholog, dziennikarka, autorka projektu Filmoterapia.pl, pracuje na Uniwersytecie SWPS

*

Ego na trzecim planie

Wojciech Staroń, dokumentalista

Dokument „Pierwsza miłość” zburzył moją wizję świata. „Amator” był dla mnie kolejnym wstrząsem. Nie chodzi o to, że przełamał konwencje filmowe czy że pokazał coś nowego. Chodzi o to, że tworzył takie postaci, które zostały ze mną na zawsze. Ich problemy. Ich życie.

Mówiąc okrągle, Kieślowski mnie ubogaca. On – to sposób patrzenia na rzeczywistość. Ludzki, dobry, krytycznym okiem, ale zawsze z miłością.

Kontekst społeczno-polityczny był u niego drugoplanowy. Numerem jeden zawsze była zagadka. Kim jesteśmy i dokąd idziemy. Czego się wstydzimy. Czego w życiu szukamy. O czym nie potrafimy mówić. Dlatego ciągle jest tak świeży i tak się ogląda.

Jego filmy są osobiste, indywidualne i prawdziwe, ale nigdy nie stawał na pierwszym miejscu. Odsuwał ego na dalszy plan, oddawał się bohaterom. Dlatego tak bardzo się spalał.

Miał ogromną świadomość warsztatu i języka filmowego, jednocześnie zachował prostotę ruchu, spojrzenia i przekazu. Jego filmy są czytelne dla intelektualisty i dla robotnika.

*

Wybór moralny: gdzie postawić kamerę

Agnieszka Holland, reżyserka i przyjaciółka

Uważał, że jakiekolwiek uproszczenie czy zerojedynkowe spojrzenie jest kłamstwem. To, że w pewnym momencie zaczął się wycofywać z dokumentu, również wiąże się z jego odpowiedzialnością. Za drugiego człowieka, za to, że ktoś może ocenić bohatera zbyt jednoznacznie.

Odszedł z zawodu przez ogromną presję, którą sam sobie narzucił. Każda pojedyncza decyzja związana z wyborem rozwiązania fabularnego czy aktorów, oznaczała ogromne napięcie. A im jego filmy stawały się ważniejsze, tym większy czuł ciężar odpowiedzialności.

Filmy Kieślowskiego to jedyne z naszego kręgu kulturowego i językowego, które są tak obecne i zrozumiałe w globalnym obiegu.

Sztuka się nie dezaktualizuje. Weźmy „Przypadek”: stawia pytania, które stały się szczególnie aktualne. Ten film jest dzisiaj potrzebny Polsce, tak zidiociałej w swoich podziałach. Ludzie patrzą na innych albo jak na rodzinę, albo jak na wroga. On spoglądał z dystansem, ale czule, i widział człowieka, który jest połamany, niedoskonały, błądzi.

*

Dalej niż ciało

Grażyna Szapołowska, aktorka „Bez końca”, „Krótki film o miłości”

Krzysztof mówił, że inność interesuje go najbardziej, bo to o nią jesteśmy bogatsi. Jego wszystkie filmy dotykają skomplikowanych relacji międzyludzkich. Utożsamiamy się z bohaterami i ich problemami, przekładamy je na nasz świat i z każdą sceną coraz głębiej i jaśniej postrzegamy delikatność i złożoność życia. Krzysiek spowodował, że w polskim kinie zaczęto opowiadać historie obrazem, nie tylko dialogiem. O emocjach kobiety, nie tylko mężczyzny. Spojrzał na mnie zupełnie inaczej niż reszta reżyserów, którzy widzieli tylko moje ciało.

Dzisiaj patrzymy na niego jeszcze wnikliwiej. Ostatnio po projekcji cyfrowo zrekonstruowanego „Krótkiego filmu o miłości” cała młodzież na sali miała łzy w oczach. Wszyscy tęsknimy za okazywaniem uczuć. Krzysztof pokazywał to w sposób delikatny i niejednoznaczny. To szalenie ważne. Moja córka w filmie „Piąte. Nie odchodź” pokazała wstyd okazywania sobie prostych uczuć. Wtedy zrozumiałam, jak ważny jest Kieślowski.

*

Czysta szara prawda

Artur Barciś, aktor „Bez końca”, „Dekalog”

Nie bał się. W filmie przekazywał, co myśli. Przyjeżdżał do szkoły filmowej w Łodzi, gdzie studiowałem, i nagle to miejsce stawało się oazą wolności w tamtym zakłamanym świecie.

W dwóch zdaniach potrafił powiedzieć, o co mu chodzi, a to u reżyserów rzadkość. Nawet jeśli chodziło o tak trudną i niejednoznaczną postać, którą miałem zagrać w „Dekalogu”. Celowo nigdy nie została nazwana, bo inaczej zagrałbym Boga czy anioła, a Krzysztofowi chodziło o znak zapytania.

„Dekalog” jest luźno związany z religią. Przede wszystkim dotyka prawd uniwersalnych, nie udziela odpowiedzi. Prowadzi dialog z widzem: jak ty byś postąpił w takiej sytuacji? Czy społeczeństwo ma prawo zabijać w imię wyższej idei?

Kieślowski jest ważny także dzisiaj, bo nie mówił ludziom jak mają żyć. Dzisiaj mamy sporą grupę grupa osób, która wie jak ludzie mają żyć i im to nakazuje, a on dzielił się swoimi wątpliwościami.

*

Co u pana, panie Heniu

Jacek Petrycki, operator filmów Kieślowskiego, przyjaciel

Uczciwość, wierność wobec ludzi, którzy cię otaczają – wiedział, że to jest najważniejsze. Znał i interesował się każdym ze współpracowników. Pytał, jak czuje się żona, co u dzieci. Był jak ojciec i najlepszy przyjaciel.

W czasach, gdy zaczęliśmy razem pracować, film był środkiem do tego, żeby opowiedzieć społeczeństwu, w jakim świecie żyją. Zawsze najwyżej ceniłem nasz pierwszy – „Spokój” z Jerzym Stuhrem, który zrobiliśmy w 1976 roku. Jednostka wobec dwubiegunowego świata, spolaryzowanego społeczeństwa, w którym są tylko przyjaciele i wrogowie. Powinno się go teraz obejrzeć na nowo.

*

Z boku lepiej widać

Łukasz Maciejewski, krytyk filmowy

Odwaga wypowiedzi wiąże się z ryzykiem, że ktoś może nas ośmieszyć, zwłaszcza gdy mowa o rzeczach ważnych. A Kieślowski mówił o najważniejszych: o Bogu, o miłości, o śmierci. Nie bał się tego. Im dalej w las, tym bardziej stawał się radykalny.

Wtedy było miejsce na kogoś, kto nie będzie przyporządkowany do konkretnego światopoglądu i stanie się mędrcem. Trafił na swój czas. Jak wyglądałaby jego twórczość dzisiaj? Mam przeczucie, że byłby bliżej prostoty i tematyki społecznej, jak Belgowie, bracia Dardenne. Pamiętajmy, że jego ulubionym filmem był „Kes” Kena Loacha, opowieść o prześladowanym, samotnym nastolatku z dysfunkcyjnej rodziny. Dzisiaj widzę Kieślowskiego choćby u Szumowskiej.

Pamiętam, gdy byłem nastolatkiem zakochanym w „Podwójnym życiu Weroniki”, pojechałem na konkurs wiedzy o filmie do Gdańska, na spotkanie z Kieślowskim. Powiedział nam wtedy: jestem przeciętnie uzdolniony ale straszliwie pracuje.

*

Brutalny pacyfista

Maciej Maleńczuk, wokalista

Pierwszy film z „Dekalogu”, jaki widziałem, to „Krótki film o zabijaniu”. Słyszałem, że to mocne kino – i było mocne. Pan adwokat niemalże zakochuje się w tym matole, a matoł pozostaje matołem. Aż do brutalnego i profesjonalnego końca, w majestacie prawa. Wychodząc z kina spotkałem kolegę. Powiedział, że Kieślowski przesadził i że nigdy, przenigdy nie pójdzie więcej na Kieślowskiego. A ja byłem zachwycony.

Reszta „Dekalogu” nastrajała mnie w wyjątkowy sposób. Ci ludzie żyją w luksusie, w otoczeniu zagranicznych przedmiotów, mieszkają na osiedlu – mają własne mieszkanie! – i prowadzą swoje gry. Ja wtedy nie miałem nic. Oni mieli swój tekturowy świat i rozpadający się w palcach mityczny dekalog.

*

Zasłużenie zasłużony

Jerzy Stuhr, aktor, reżyser

Najbardziej w jego twórczości imponuje to, że dylematy zwykłego człowieka z osiedla Stawki potrafił uczynić zrozumiałymi i dotykającymi ludzi na całym świecie. Właśnie wróciłem z Rzymu, gdzie na wielkiej retrospekcji Kieślowskiego prezentowałem jego filmy. Te tłumy ludzi, kolejki po wejściówki, wypełniona sala, niezwykle zainteresowanie jego dokumentami poprzedzającymi fabuły były najlepszym przykładem promocji polskiej kultury na świecie. Byłem dumny.

*

Opowieść o moim sąsiedzie

Tomasz Wasilewski, reżyser („Płynące wieżowce”)

Sam nigdy nie śmiałbym snuć takich porównań, ale kiedy na zagranicznych festiwalach pokazuję „Zjednoczone Stany Miłości”, wiele osób zwraca uwagę na oddech Kieślowskiego, który czuć w tym filmie. Myślę, że z jednej strony chodzi o czas, o którym opowiadam, z drugiej o to, że skupiam się na człowieku. Mój film to portret ludzi i ich emocji. Opowiadam o „małych” ludziach za ścianą, których codziennie mijamy na ulicy. „Dekalog” również jest skonstruowany z ludzi, których mógłbym znać dlatego podskórnie czuję, że Kieślowski opowiadał także o mnie. Wiem, że mnie nigdy nie okłamał.

Nie potrafię analizować jego kina, odbieram je wyłącznie na poziomie emocjonalnym. Poznałem je, gdy byłem nastolatkiem, kiedy pojawiała się we mnie dojrzałość. Odbieraliśmy jego filmy osobiście i metafizycznie, bo lewitowaliśmy po ich obejrzeniu.

*

Mała wielka metafizyka

Olaf Lubaszenko, aktor „Krótki film o miłości”, „Dekalog”

Jego filmy zawsze będą ważne, bo nigdy nie załatwiały spraw doraźnych. Solidnie osadzone w konkretnej, codziennej rzeczywistości, zawsze dotykały sfery uniwersalnej. Talent Kieślowskiego sprawił, że w jego filmach znalazł się też element metafizyczny. A to udało się nielicznym.

Na zawsze zapamiętałem jego dobre, mądre i uważne oczy. Nikt inny tak nie patrzył.

*

Równość, wolność, kobieta

Anna Kazejak, reżyserka („Oda do radości, „Skrzydlate świnie”)

Moje pokolenie reżyserów dzieli się na połowę. Tych, którzy idą drogą wytoczoną przez Wajdę i resztę, która wyrosła z kina Kieślowskiego. Dzisiaj przyznawanie się do fascynacji nim jest wstydliwe, bo powszechne i oczywiste. Pewne elementy jego twórczości się zestarzały, jak chociażby nachalna metafizyka, którą okraszał swoje filmy. Z drugiej strony, to właśnie on mierzył się z pojęciami większymi niż te nasze narodowe. Równość, wolność, braterstwo. Dekalog.

Dla mnie to twórca, który jak żaden inny polski reżyser umiał opowiadać o kobietach. Interesowały go bardziej niż mężczyźni. Widać to wyraźnie w „Trzech kolorach”. Kobiety u niego nie są sprowadzane do prostych równań, wtłaczane w powinności i role. Nie dopełniają jedynie męskich postaci. Są suwerenne i mówią pełnym głosem. To postaci skomplikowane, utkane z czułości i cierpienia zarazem. Zdolne do heroizmu, ale i okrucieństwa. To kobiecym bohaterkom pozwalał doświadczać czegoś więcej niż to, co namacalne.

*

Metafizyka dla opornych

Katarzyna Janowska, dziennikarka, szefowa działu kultury Onet, była naczelna TVP Kultura

Jego filmy to dla mnie metafizyka i kobiety. Kieślowski zobrazował metafizykę dostępną każdemu: wierzącym, niewierzącym, racjonalistom, duchownym. Dotknął czegoś większego, co rodzi się w spotkaniu człowieka z człowiekiem.

Dla mnie osią metafizyki Kieślowskiego są dwa słowa klucze odsyłające do filozofii ks. Tischnera: spotkanie i inny. Te spotkania bywają nieoczekiwane, właściwie niemożliwe, jak w „Krótkim filmie o miłości”, ale dzieją się, a ich bohaterowie nawzajem się odmieniają. Nieważne, czy ktoś dostrzeże w czyjejś twarzy Boga czy tylko innego człowieka – cud się dokonuje.

A jeśli chodzi o kobiety, pod powiekami mam dokument „Siedem kobiet w różnym wieku”. Bohaterkami są baletnice w różnym momencie kariery i życia. Kieślowski każdej z nich oddaje jeden dzień. Powstaje mapa życia kobiety, tym wyrazistsza, że przefiltrowana przez karierę baletnicy – trudną, wymagającą żmudnych ćwiczeń, wyrzeczeń, z bardzo krótkimi chwilami szczęścia, triumfu i długimi latami trwania w cieniu tego, co już było. Czy to nie jest krótka metafora życia?

*

A może to jeszcze nie koniec

Joanna Kos-Krauze, reżyserka („Mój Nikifor”, „Plac Zbawiciela”)

Życie go uwierało. Filmy brały się u niego z niezgody i z lęków. Składał się z tego, jak każdy z nas. To robi na mnie największe wrażenie w jego filmach.

Osłabiony kawałek mięśnia zwany sercem sprawiał, że chciał wierzyć w to, że może istnieje „coś” jeszcze po śmierci.

Intelekt podpowiadał mu, że guzik z tego, ale filmy są pełne nadziei. Tak je przynajmniej odbieram, a jestem na etapie życia, w którym bliżej mi do nazywania rzeczy po imieniu niż do złudzeń. Dla niektórych ta nadzieja u Kieślowskiego jest wręcz drażniąca, zbudowana z metafizyki, ale to chyba przesada. To nie są wielkie pytania metafizyczne zadawane wprost, jak u Hanekego.

Być może przydałby się nam współczesny „Dekalog”, remake albo każdy odcinek zrobiony przez innego twórcę. Europa się zmienia, Polska się zmienia. Może to wymaga to redefinicji „Dekalogu”? Może powinien dostać jakieś suplementy?

*

Zamiast kozetki

Prof. SWPS Tomasz Maruszewski, psycholog emocji

Te filmy są adresowane do widza myślącego i czującego. Ludzie po seansie pozostają z nie do końca uświadomionymi myślami i emocjami.

Kwestia rozumienia emocji przeżywanych przez bohaterów i widzów Kieślowskiego wiąże się z problemem aleksytymii. Opisał ją w latach 70. psychiatra z Harvardu Peter Sifneos, a oznacza brak umiejętności nazywania własnych emocji, trudność w rozumieniu i opisywaniu swoich uczuć. Nazywa się ją też analfabetyzmem emocjonalnym.

Razem z psycholog Elżbietą Ścigałą zbadaliśmy, w jaki sposób ludzie reagują na „Trzy kolory. Niebieski”. Osoby aleksytymiczne przeżywały głównie emocje podstawowe: proste reakcje, które powstają automatycznie, bez udziału świadomości jak strach, gniew, radość. Jednocześnie było u nich mniej emocji samoświadomościowych, czyli związanych z refleksją i rozumieniem samych siebie, np. wstydu, dumy, poczucia winy czy nostalgii. U osób niealeksytymicznych, które mają wgląd we własne emocje, odwrotnie – było więcej emocji samoświadomościowych.

To właśnie z emocjami samoświadomościowymi jest najtrudniej, jeżeli chodzi o umiejętność dostrzegania, rozumienia i nazywania oraz radzenie sobie z nimi w życiu – a Kieślowski był mistrzem w ich wzbudzaniu. Specyficzny montaż sprawiał, że pewne sprawy były nagle ucinane albo zawieszane. Dzięki temu widz dopowiadał sobie własną wersję rozwoju akcji.

Oglądając proste filmy, ludzie mają obraz emocji typowy dla aleksytymika. Natomiast ci, którzy oglądają kino ambitne, mają dostęp do zdecydowanie większej puli bodźców emocjonalnych. Kieślowski w mistrzowski sposób pokazywał subtelności życia emocjonalnego innych – sam jednak dystansował się od własnych emocji, co widać w nakręconym przed śmiercią dokumencie „Czuję się tak sobie”.

Źródło: Gazet Wyborcza Magazyn Śwąteczny 11-12.06.2016 r

z20221525EN

Komentarze

komentarzy









Zobacz także




Czytaj więcej
Filmoterapia na "Co Jest Grane 24 Festival" Co Jest Grane 24 Festival to nie tylko koncerty, mamy też specjalny program filmowy. W sobotnie popołudnie w Królikarni...