Czego pragną mężczyźni?

14 lutego 2019 


Podziwu, uznania, akceptacji, a może po prostu świętego spokoju i silnych męskich wzorców, zamiast kobiet mówiących im, co mają robić i czuć? Martyna Harland prosi psychoterapeutę Jacka Masłowskiego o diagnozę współczesnego „rodzaju męskiego”.


Co to właściwie znaczy być dzisiaj silnym mężczyzną?

Jacek Masłowski: Wiesz, ja sam nie jestem tego pewien, co to właściwie znaczy. Kobiety mają szeroki wachlarz oczekiwań, a mężczyźni żyją w dezorientacji. Być może to taki facet opoka. Stanowczy, o silnym charakterze. Ale także silny fizycznie, jak superbohater.

Mężczyźni nie wiedzą, jacy mają być.

Jest dużo gorzej. Współczesny mężczyzna nie wie, kim jest i jaki jest. Męskie wzorce zostały dzisiaj zdewaluowane lub przerysowane. To superbohaterowie albo kompletne ciamajdy. Facet jest nieudacznikiem, wykastrowanym kotem, panem Kiepskim, który zapadł się w fotelu zapuścił brzuch i wąsy. Albo typem macho lub superbohatera. Tyle, że to są wzorce mężczyzn o głębokim zaburzeniu psychologicznym. Spójrz na mojego ulubionego superbohatera, czyli Iron Mana, to przecież narcyz i psychopata w czystej postaci.

Kiedy patrzę na męskich, pękniętych bohaterów pokazywanych w mass mediach, widzę że ich słabości są szczelnie ukrywane. Musi się wydarzyć coś niebywałego w ich życiu, najczęściej w towarzystwie kobiety, żeby trochę ich rozmiękczyć. To znaczy uwrażliwić. Kobiety, z jednej strony, karmią się obrazem superbohaterów, a z drugiej próbują nas mężczyzn trochę skruszyć. Wiele kobiet ma misyjną postawę, wobec życia i swoich bliskich. To one dzwonią i próbują umawiać na terapie swoich synów, partnerów czy kolegów.

Wiesz jaki jest dzisiaj największy błąd mężczyzn? To, że budują swoją męskość, w oparciu o oczekiwania kobiet, a nie męskie wzorce. Dzieje się tak dlatego, że mężczyzn wychowują głównie kobiety. Matki, nauczycielki, które akceptują nas, pod warunkiem że jesteśmy grzeczni. Tyle, że potem wchodzimy w dorosły świat i okazuje się, że dla kobiet zupełnie co innego jest ważne…

To co jest dzisiaj ważne dla kobiet? Jakie są ich oczekiwania wobec mężczyzn?

Olbrzymie i sprzeczne, co potwierdzają sami mężczyźni, z którymi rozmawiam w gabinecie czy na warsztatach, które prowadzę. Wzorce męskości, które znamy od wieków, zostały w naszej kulturze zdewaluowane, tyle, że nie do końca. Mamy podwójny obieg wartości. Z jednej strony kobiety pragną miłych i grzecznych facetów. Z drugiej, na pierwszym miejscu męskich cech wymieniają siłę. Nie da się tego pogodzić… Dlatego dzisiaj mężczyźni po dekadach słuchania tego, że w sumie już nie są kobietom do niczego potrzebni, wpadli na pomysł, że patent mają, tylko muszą go na nowo wyciągnąć i inaczej pomalować. Zaczęli budować swoją pozycję wewnątrz minimalnych społeczności, czyli swoich rodzin. Bycie ojcem staje się misją życia dla coraz większej grupy mężczyzn. Przestają uganiać się za dawnym wzorcem męskości, polegającym na budowaniu pozycji społeczno-ekonomicznej, a koncentrują się na funkcji rodzicielskiej. Nowoczesny ojciec jest empatyczny, ma kontakt ze swoimi emocjami, jest skupiony na relacji. Tylko jest z tym jeden mały kłopot. Coraz częściej, kobietom to się nie podoba….

Dlaczego? Przecież chcemy, żeby facet był partnerem w życiu, w domu, w opiece nad dzieckiem.

Bo taki czuły facet, zorientowany na dzieci i związek, według kobiet jest za miękki. Taki beksa. Facet zrobił się dzisiaj mało interesujący. Nie ma w sobie tajemniczości. Nie ma się o co starać. No po prostu nuda.

No i co teraz, zatoczymy koło? Mężczyźni będą od tego odchodzić?

To oczywiście nie stanie się z dnia na dzień, ale najnowsze badania przeprowadzone przez IQS w ramach inicjatywy Women Power, pokazują że młode Polki nie chcą się realizować w korporacjach. Aż 40 proc. z nich deklaruje chęć powrotu do tradycyjnych wartości, do domu, do rodziny. Teraz zobacz, co się dzieje. Mężczyźni zaczęli się realizować w relacjach domowych. A młode kobiety chcą tam wrócić. Być może na koniec dnia, jako społeczeństwo, na nowo będziemy musieli ustalić, co jest bardziej kobiece, a co męskie.

A co jest, twoim zdaniem?

Role płciowe nigdy nie były definiowane indywidualnie, a raczej ustalane społecznie. To z kolei stanowiło pokłosie potrzeb, które dana płeć miała realizować w konkretnej społeczności. Etos wojownika powstał dlatego, że społeczność potrzebowała chronić się przed atakami innych. Okazało się, że określone cechy lepiej predystynują do bycia wojownikiem, zatem w procesie wychowania zabijało się męską wrażliwość. Bo co to za wojownik, który powie: „słuchaj, stary, wzruszyłeś mnie, dzisiaj cię nie zabiję”. Celowo budowało się takich Iron Menów.

Dzisiaj, przyglądając się temu, jak zmienia się nasza sytuacja społeczno-ekonomiczna, nie da się zdefiniować konkretnych ról płciowych. Dlatego, moja prywatna definicja współczesnej, fajnej męskości to męskość sytuacyjna. Taka, która dopasowuje się do sytuacji w życiu. Inna męskość jest potrzebna na początku związku, gdy mamy dobry czas, jeździmy na wycieczki, uprawiamy seks i pijemy wino. A inna, gdy pojawiają się w naszym życiu dzieci. Role w związku możemy zmieniać i dopasowywać czasowo. Ale do tego potrzebna jest ważna rzecz – duża samoświadomość partnerów.

A może mężczyzna, którego szukają dzisiaj kobiety, właśnie się urodził. Jest wychowywany przez ojca, który jest obecny w życiu swojego syna.

Od zawsze istniała spora grupa dobrych i obecnych ojców. Oni nie są bohaterami. To zwykli goście, którzy chodzili do pracy, jeździli na rowerach, gotowali obiady. Nie robili nic spektakularnego. Ale o nich się nie mówi, bo media sprzedają krew i łzy. Nieobecnych i negatywnych ojców też nigdy nie brakowało. Za miękki, zbyt kontrolujący czy krytykujący. Jednak bardzo rzadko zdarza się, żeby na warsztatach, które prowadzim,y był całkiem patologiczny obraz ojca. Tego, który kompletnie nic nie dał. To jeden przypadek na dziesięć.

Współczesny facet coraz częściej ma świadomość tego, co zrobił mu w życiu brak aktywnego i obecnego ojca. Właśnie dlatego często nie radzi sobie z kobietami, ze swoją sprawczością, nie ma zbudowanego kręgosłupa wartości. Robert Bly, amerykański przywódca Ruchu w książce „Żelazny Jan” pisze, że rana zadana przez ojca, staje się dzisiaj bramą, przez którą mężczyzna zaczyna świadomie budować swoje ojcostwo. Zdaje sobie sprawę ze swoich braków, dostrzega to, co było toksyczne i nie chce przenosić tego dalej. Dlatego przychodzi na psychoterapię, przyjeżdża na warsztaty. Chce zbudować świadomą męskość. Niekoniecznie odnaleźć dobry wzorzec, tylko sprawdzić, co jest u mnie dobre, a co złe. Porównać się z innymi mężczyznami. Bo jedną z najbardziej wyzwalających rzeczy, jest zdanie które często słyszę na moich warsztatach: „do tej pory sądziłem, że tylko ja mam ciągle pod górkę”.

A co z wzorcami męskości kreowanymi przez media?

No to jest świat na sterydach. Włączamy internet, gry, telewizję, filmy i widzimy mężczyzn superbohaterów. Są nie do zreplikowania w rzeczywistości. A mężczyźni mają taką jedną ważną potrzebę relacyjną, o której rzadko mówią. Podziw i uznanie. No i teraz, jeżeli mężczyźni widzą, że kobiety zachwycają się silnymi postaciami, to próbują ich naśladować. Kłopot w tym, że jeżeli to pretendowanie im nie wychodzi, a na ogół tak jest, wtedy się poddają. Zupełnie.

Wycofują się, bo nie są w stanie dopasować się do idealnego wzorca. Z najnowszych badań Lamb, przedstawionych na Amerykańskim Zjeździe Towarzystwa Psychologicznego wynika, że jeśli jako młodzi chłopcy fascynowaliśmy się dokonaniami superbohaterów zwalczających zło, jak Superman czy Batman, prawdopodobnie odbiło się to negatywnie na ich psychice. Taki mężczyzna myśli wtedy, że może być jedynie albo twardym graczem, albo obibokiem, unikającymi odpowiedzialności.

To normalne, że chłopcy szukają swojej tożsamości. A tego rodzaju filmowe wzorce, wpływają na najsilniej, jeśli ich ojciec był nieobecny w życiu. Wiesz, mężczyzna myśli, że gdy zostaje ojcem, musi być jeszcze bardziej wyraźnym i silnym wzorcem dla swojego dziecka. Rzadko kiedy zdaje sobie sprawę, że ma po prostu być sobą. Najważniejsze to być obecnym w życiu dziecka. Nie każdy ojciec uprawia sporty ekstremalne, jednak każdy potrafi zrobić kanapkę, podlać kwiatka, naprawić młotkiem szafkę. Tymczasem mężczyźni przychodzą do mojego gabinetu i mówią: „partnerka namawia mnie na to, żebyśmy mieli dzieci. Boję się, bo co ja mogę im przekazać?”. Tak jakby mężczyzna, żeby móc stać się wzorowym ojcem, musiał nagle zmienić całe swoje życie.

Lepiej być sobą niż dążyć do jakiegoś wzorca męskości?

Dzisiaj mężczyzna nie może być do końca sobą. Wyrażać siebie tak, jak chce. Rozmawiałem niedawno ze znajomymi o przeszczepie włosów u mężczyzn. Wiesz, co usłyszałem? – „Co ty, jakaś wiocha“. Widzisz, sama się do mnie teraz uśmiechnęłaś, jak o tym powiedziałem. Wy kobiety farbujecie włosy i to jest okej. To czemu facet z przeszczepem włosów nie może być sobą? Czy taki facet jest niemęski? Bądź sobą, pod warunkiem że będziesz męski?

A skąd współczesny mężczyzna ma wiedzieć, co to znaczy „męski”. Gdzie znaleźć ten wzorzec męskości. Kto nim może być?

Najlepiej, gdyby mężczyzna czerpał wzorzec od innych mężczyzn. Oni również budują, przeżywają, testują w życiu swoją męskość. Pytasz, czy lepiej być sobą, czy jednak wyrabiać się w oczekiwaniach innych. Jesteśmy zwierzętami stadnymi. W piramidzie potrzeb Maslowa jest taki punkt, który nazywa się potrzebą przynależności. Chcemy mieć grono ludzi, którzy wyznają podobne wartości, mają podobne cechy, co my. Jednak na samym szczycie piramidy jest przecież potrzeba samorealizacji.

A może, można by te wzorce odnaleźć w filmach? Ja bardzo lubię główną postać w filmie „Braveheart. Waleczne serce” Mela Gibsona…

Mel Gibson ma na swoim koncie wiele ciekawych ról, pod kątem męskości. „Dzień ojca” czy „Czego pragną kobiety”. Bohaterowie, o których rozmawiamy to mężczyźni, którzy mają misję, ideę, nie są skoncentrowani na sobie. Trzeba kogoś obronić, wyzwolić, coś zbudować. To atawistyczny wzorzec męskości. Pod koniec filmu „Braveheart”, mężczyzna nie odnosi przecież sukcesu. Widzimy jego miękkie strony, zakochuje się, tęskni, rozpacza, cierpi. To właśnie obraz pełnego, prawdziwego faceta.

Brakuje mi dzisiaj takich męskich postaci w kinie…

Mam wrażenie, że kulturowo doszliśmy dzisiaj do skrajnego egocentryzmu i narcyzmu. Bohaterowie w filmach są skoncentrowani przede wszystkim na sobie. Żyjemy w poczuciu bycia wyjątkowymi. A wyjątkowość, to nie tylko bycie superbohaterem. W życiu można mieć też wyjątkowo przesrane. Wtedy też jesteśmy wyjątkowi. Narcyzm może być realizowany na wiele sposobów.

Skoro mężczyznom ciężko jest utożsamić się z superbohaterami, może warto czerpać również z antywzorców i czarnych charakterów? Po to, żeby zobaczyć, że również możemy być źli, smutni, skrzywdzeni?

To cały czas jest ten sam superwzorzec, tyle że czarne lustro. Ciekawym antywzorcem mógłby być dla nas Lucas, bohater filmu „Polowanie” Vinterberga. Dlatego, że pokazuje zupełnie inny rodzaj męskości. Tylko, że to jeden film na tysiąc, jeśli chodzi o ciekawe postaci męskie. Na dodatek bohater przegrywa, więc siłą rzeczy nie stanie się wzorcem dla wielu facetów. A szkoda.

A filmowe wzorce relacyjne?

Był taki film „Miłość ma dwie twarze” Barbry Streisand z Jeffem Bridgesem, gdzie dwoje profesorów, on matematyki, ona literatury angielskiej, kładą się razem do łóżka i czytają książki. To dla mnie przykład na elementarne dbanie o siebie. Przecież jesteśmy jedną z dwóch najważniejszych zasobów budujących naszą relacje.

Najpierw powinniśmy poznać swoje potrzeby, żeby tworzyć zdrowy związek?

Dokładnie tak. Jeżeli znam moje potrzeby relacyjne, to czuję, czy mam je zaspokojone w związku, czy nie. Jeżeli lubię gotować, sprzątać lub chodzić do kina, to nie ma dla mnie znaczenia, jak często to robię, w porównaniu do mojego partnera. Problemem jest jeśli w ogóle tego nie robię. Bo wtedy nie realizuję swojej potrzeby.

Tymczasem wielu mężczyzn ma bardzo niską świadomość swoich potrzeb. Nie wykształcili tej umiejętności albo została wycięta z ich życia. Jak w tej anegdocie, o tym że mały Jasiu bawi się z dziećmi na podwórku, gdy woła go mama. Chłopiec podbiega pod balkon i mówi: a co mamo, jestem głodny? – Nie, śpiący. Skoro kobiety mówią mężczyznom, co jest dla nich dobre, to siłą rzeczy faceci są z tymi potrzebami na bakier. Tymczasem kobiety znają swoje potrzeby. No i później te dwa światy się spotykają. Mężczyzna nadal potrzebuje pretekstu, żeby zrealizować coś dla siebie, np. idzie wyrzucić śmieci, żeby spotkać się z kumplem. Bo żona musi mu pozwolić na spotkanie, tak jak mamusia. Mężczyźni wchodzą dzisiaj w relacje z poziomu chłopca, który patrzy na swoja kobietę i myśli: ojej, dzisiaj krzywo na mnie spojrzała. Masę pracy na terapii wykonujemy po to, żeby mężczyźni potrafili w swoim związku stawiać na swoim.

Mężczyźni zaczną masowo stawiać na swoim. A kobiety zaczną masowo ich zostawiać.

Wręcz przeciwnie. Kiedy mężczyźni zaczną stawiać na swoim, kobiety będą zachwycone. Bo wreszcie staną się dla nich wyraźnymi mężczyznami. Nie namawiam do ignorancji potrzeb drugiej osoby w związku. Chodzi o świadomość potrzeb i umiejętność rozmawiania o nich. A nie ich deprecjonowania. Mężczyznom brakuje siły do tego, żeby w miękki sposób postawić na swoim, czyli nazwać to, co jest dla nich ważne.

A co jest najważniejsze dla mężczyzny w związku z kobietą? Jakie są jego potrzeby?

Kiedy rozmawiam z mężczyznami o ich relacyjnych potrzebach, czyli tych które realizują w związku z kobietą, często mówią, że pragną akceptacji. Jakby się temu głębiej przyjrzeć, potrzeba akceptacji jest pokłosiem życia chłopców w naszym sfeminizowanym świecie mam i babć. Potem mężczyzna wspina się na następne pola, które również są zdominowane przez kobiety. Bo to kobiety nadają ton temu, co dzieje się w związku, przynajmniej werbalnie. A wiesz, co jest ich największą potrzebą? Mężczyźni najmocniej pragną świętego spokoju. I to wcale nie jest żart.

Jacek Masłowski filozof, coach, psychoterapeuta w Instytucie Psychoterapii Masculinum, współtwórca i prezes Fundacji Masculinum, współautor książek „Czasem czuły, czasem barbarzyńca“ i „Czasem święta, czasem ladacznica“ (premiera wiosną 2019 r.)

Źródło: magazyn Sens, luty 2019 rok

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, tekst

Komentarze

komentarzy









Zobacz także

I ona cię puściła?
I ona cię puściła?
12 lipca 2019 
Zła Królowa
Zła Królowa
12 lipca 2019 
Wołająca na puszczy
Wołająca na puszczy
13 czerwca 2019 



Czytaj więcej
Wyjść poza uprzedzenia „Green Book” Petera Fallery'ego to dla jednych film drogi z fabułą podporządkowaną rodzącej się przyjaźni dwójki...