Co ci sprawia przyjemność?

13 lutego 2020 


Wielu współczesnych mężczyzn jest odciętych od swoich potrzeb i emocji, tak jak krawat odcina głowę od reszty ich ciała. Aby coś poczuć, skaczą ze spadochronem albo uprawiają ostry seks. Żeby się rozluźnić – biegają maratony lub piją alkohol. Ale to droga donikąd. Dlatego – jak przekonuje terapeuta Jacek Masłowski – najważniejszym zadaniem dla nich jest nawiązać kontakt z ciałem i z własną przyjemnością. Rozmawia: Martyna Harland.


Czy mężczyźni różnią się od kobiet jeżeli chodzi o odczuwanie przyjemności? Z badań, do których dotarłam, wynika, że wszystkim największą przyjemność sprawia chwila dla siebie. Jednak jedynie mężczyźni podawali też takie odpowiedzi jak „zgniatanie glizd“ jako przejaw nieskrępowanej przyjemności niszczenia!

Jacek Masłowski: Trafiłaś w sedno, bo chodzi tu właśnie o dostęp do męskiej popędowej agresywności. Dlatego właśnie to nieskrępowane niszczenie jest dla wielu mężczyzn bardzo przyjemne. W psychologii mówi się, że mężczyźni są popędowo agresywni, a kobiety popędowo uległe, czyli przyjmujące, nawet ostatnio o tym rozmawialiśmy. To właśnie odróżnia męskość od kobiecości, jeśli chodzi o odczuwanie przyjemności.

Zauważ, że nawet małym chłopcom przyjemność sprawiają inne zabawy niż dziewczynkom, oni wybierają siłowanie się czy zapasy. Dlaczego o tym opowiadam? Bo współczesna kultura mówi tym chłopcom: „Masz być grzeczny. Masz być miły. Nikomu nie wolno dać w mordę. Samochodem masz jeździć zgodnie z przepisami”. Na cenzurowanym jest wszystko to, co konstytuuje popędową agresywność w mężczyznach, łącznie z seksem. Nic dziwnego że współczesnym mężczyznom olbrzymią przyjemność sprawiają takie rzeczy jak zgniatanie glizd, kopanie w piłkę czy rąbanie drewna w lesie. To redukuje w nich napięcie wynikające z faktu tłumienia własnej popędowości.

Zaobserwuj, co się dzieje, gdy kumple siedzą razem i piją piwo z puszki. Wiesz, co robi większość facetów, kiedy już wypije to piwo? Zgniata puszkę. Możemy sobie pomyśleć: „no tak, dbają o ekologię”. Tylko że jakoś z plastikowymi butelkami tak nie robią. Mężczyźni właśnie w ten sposób podłączają swoją popędowość pod działanie. Oczywiście przyjemna może być także szybka jazda samochodem czy dobry seks. Bo większość mężczyzn do pewnego wieku dobrze kontaktuje się ze swoim „teściem“ czyli testosteronem. I generatorem przyjemności jest dla nich podążanie za swoją testosteronowością.

Czyli odczuwanie przyjemności przez współczesnego mężczyznę jest silnie związane z rozładowaniem popędu agresji?

Od zawsze tak było, tyle że dzisiaj popęd agresji jest wyjątkowo silnie tłumiony. Dlatego mężczyźni szukają alternatywnych form. Często obserwuję to u siebie w gabinecie. Coraz większa liczba mężczyzn zaczęła na przykład chodzić na boks. Pamiętasz film „Podziemny krąg” Davida Finchera z Bradem Pittem i Edwardem Nortonem w rolach głównych, w którym tak zwane białe kołnierzyki chodziły do piwnicy okładać się pięściami? Uwalniali w ten sposob popędową agresywność, zduszoną pod krawatem. Uniformizacja pod tytułem „garnitur, krawat i koszula”, to według mnie toksyczna męskość. Przeciwieństwo tego, co widzimy u Indian czy Aborygenów, gdzie każdy jest inny, wygląda inaczej, ma inne pióra czy włosy.

Toksyczną męskość świetnie pokazuje film „Tomasso” Abla Ferrary z Willem Dafoe w roli głównej. Właśnie wchodzi na ekrany kin, gorąco ci go polecam do filmoterapii.

Wiesz, jak toksyczna męskość wygląda we współczesnych korporacjach? Coraz częściej panuje tam rodzaj niepisanej zasady, że o pewnych tematach nie można rozmawiać. Dlatego, że należy unikać stygmatyzowania. Trzeba mówić, że kobiety i mężczyźni w kontekście pracy niczym się od siebie nie różnią. To kolejna rzecz związaną z ekspresją męskości, która jest dzisiaj kulturowo ograniczana. Jaki jest tego efekt? Mamy erupcję długich bród u mężczyzn! To jest coś, czego kobiety po prostu nie zrobią. Mężczyźni podświadomie mówią: „Ok, może i chodzicie w spodniach, zarabiacie, jesteście dyrektorkami, ale broda dalej wam nie urośnie! Ha!”. To jest wyraz męskiego różnicowania się od kobiet. Rodzaj cichej manifestacji męskości. Bo w dzisiejszych czasach trudno już czerpać przyjemność z bycia mężczyzną. Przekaz wygląda tak: „jesteś mężczyzną, to masz problem”.

W jaki sposób się to przejawia?

Niedawno rozmawiałem o tym ze znajomym, który opowiadał mi o przedmiocie „Edukacja seksualna dzieci i młodzieży”, wykładanym na jednej z warszawskich uczelni wyższych. Mówił mi, że cały czas słyszał tylko i wyłącznie: „kobiety mają prawo do przyjemności”, „kobiety to i tamto” i narastała w nim frustracja. A co z męską seksualnością? Dzisiaj mówi się tylko o tym, że mężczyzna ma problemy z erekcją. Albo molestuje kobietę, bo przytrzymuje wzrok na jej krótkiej sukience – i to jest MeToo.

Dzisiaj kultura mówi mężczyznom coś jeszcze – trzeba mieć a nie być. Facet powinien osiągać, nie lenić się czy szukać w życiu przyjemności….

Współczesny facet dał się zredukować do kogoś, kto realizuje zadania, i tyle. Ja oprócz tego, że pracuję jako terapeuta i prowadzę fundację „Masculinum”, jestem też coachem i pracuję w biznesie z różnymi właścicielami firm. To są głównie mężczyźni 50+. Zdziwiłabyś się, co jest przedmiotem naszej pracy. Wcale nie to, żeby stać się liderem. Niby zaczyna się od tego, ale tak naprawdę szybko pojawia się dramat. Oni są na granicy wyczerpania fizycznego i emocjonalnego. Dlatego, że ich życie zredukowane jest do zasuwania i spełniania cudzych oczekiwań. Zresztą nie do końca wiadomo czyich. Na pewno nie ich żon, które chciałyby spędzać z nimi więcej czasu.

Pracę z takim mężczyzną zaczynam od pytania: Co sprawia ci w życiu przyjemność? Popatrz na swój przeciętny tydzień z życia i znajdź w nim chwile przyjemności. Facet siedzi, myśli i najczęściej mówi: „Nie wiem, w ogóle nie zwracam na to uwagi”. A potem okazuje się, że wielu z tych mężczyzn ma częsty kontakt z alkoholem.

To dla nich substytut przyjemności?

Mężczyźni funkcjonują dzisiaj w ekstremalnym napięciu. Tłumią w sobie emocje a w związku z tym ich ciała są niebywale spięte. A alkohol faktycznie rozluźnia ich fizycznie i emocjonalnie. To widać, a właściwie słychać, kiedy próbujesz porozmawiać z człowiekiem po alkoholu. On mówi niewyraźnie nie dlatego, że nie pracuje mu mózg, tylko dlatego że ma poluzowane mięśnie.

Podsumowując, uważam, że mężczyźni stracili dzisiaj z pola widzenia obszar przyjemności. Mniej dotyczy to młodych, dwudziestoparoletnich, a raczej starszych mężczyzn z pokolenia X.

Moim zdaniem o przyjemności trzeba dbać na bieżąco, żeby potem nie szukać szybkiego rozluźnienia w postaci alkoholu. A może sprawiać sobie przyjemność to w ogóle dbać o siebie, a faceci tego nie potrafią?

Generalnie wszyscy mamy z tym problem, jak o siebie zadbać, a faceci to już w ogóle. Jest to związane z tym, że nie potrafimy sobą zarządzać. Współczesny mężczyzna w dalszym ciągu funkcjonuje w etosie wojownika – co z tego że nie walczy mieczem, skoro musi zdobywać pozycję społeczno-ekonomiczną. Mówiliśmy o tym we wcześniejszych rozmowach – on nie ma kontaktu ze swoimi potrzebami. A nie jesteś w stanie o siebie zadbać, jeśli nie czujesz swoich potrzeb, począwszy od takiej podstawowej jak głód.

Osobiście jestem fanem szkoły opracowanej wiele lat temu przez dwóch Amerykanów, lekarza James‘a E. Loehr‘a i dziennikarza sportowego Tony‘ego Schwartza, który prowadzi firmę „The Energy Project” zajmującą się zarządzaniem sobą, a właściwie równoważeniem energetycznym ludzi i firm. Zarówno w biznesie jak i potocznym myśleniu pokutuje bowiem przekonanie, że powinniśmy zarządzać swoim czasem. Ci, którzy czytali książki o kosmologii Hawkinga wiedzą, że musielibyśmy mieć wiele czarnych dziur, żeby ogarnąć wszystkie zadania… W związku z tym rośnie w nas frustracja, bo jak tym czasem zarządzać, skoro się nie da? Ci dwaj mówią tak: „nie zarządzajmy czasem, tylko energią”. Tymczasem rozumienie przeciętnego Kowalskiego na temat tego, jak zadbać o siebie i swoją efektywność, o tej zawodowej nie wspominając, wygląda tak: wycisnąć z siebie jak najwięcej, żeby funkcjonować jak najdłużej.

Kawa, papierosy, redbulle. Tak najczęściej wygląda zarządzanie energią w wykonaniu mężczyzny?

To oczywiście się zmienia, młodsi mężczyźni funkcjonują już trochę inaczej. Ale nieumiejętność odczuwania przyjemności związana jest z brakiem świadomości tego, że jesteśmy śmiertelni. Wielu mężczyzn traktuje siebie jak maszynę lub robota, którego można zajechać na maksa. W tym układzie przyjemność w ogóle nie występuje.

W jaki sposób pracujesz z mężczyznami, żeby potrafili to zmienić?

Pracuję głównie nad tym, żeby zmienić ich nawyki. Przede wszystkim w obszarze energii emocjonalnej. Bo właśnie tutaj różnica między kobietami a mężczyznami jest olbrzymia. Emocje to są reakcje ciała na czynniki zewnętrzne lub na nasze myśli. Co to oznacza dla mężczyzny? Że jeśli chciałby odczuwać przyjemność, która jest silnie związana z ciałem, to musi nawiązać z tym ciałem kontakt. Wielu mężczyzn silnie bodźcuje się, na przykład skacząc ze spadochronem albo uprawiając ostry seks. W ten sposób próbują skontaktować się z sygnałami płynącymi z ich ciała, bo nie mają dostępu do subtelnych obszarów czy stanów emocjonalnych. Krótko mówiąc, współczesny mężczyzna, żeby mógł czuć więcej przyjemności w życiu, musi odzyskać swoje ciało. Wracam tu do instytucji krawata, która odcina głowę mężczyzny od jego ciała, ale także od emocji takich jak radość czy przyjemność.

To jak można skontaktować się ze swoim ciałem? Mężczyźni przecież chodzą na jogę, ćwiczą na siłowni, chodzą – jak mówisz – na boks…

Można chodzić na siłkę i ćwiczyć w taki sposób, że dostaniesz zawału i umrzesz. Nie chodzi o to, co robisz, tylko jak to robisz. Znam facetów, którzy biegają maratony, ale to nie ma nic wspólnego z kontaktowaniem się z ciałem.

A może mężczyźni nie potrafią doznawać przyjemności, bo są zamknięci na negatywne emocje? A jeśli wypisujesz się z klubu emocji negatywnych, to przestajesz odczuwać również te pozytywne.

Masz rację. Jeżeli budujesz w sobie mechanizmy obronne, które mają za zadanie unikać kontaktu z twoimi niewygodnymi emocjami, to odcinasz się od swojego ciała. W związku z tym nie jesteś w stanie odczuwać nieco subtelniejszych emocji pozytywnych.

Tak sobie myślę, że może mężczyzni nie potrafią doznawać prostej przyjemności „plaisir“, tylko pragną odczuwać Lacanowską rozkosz „jouissance”. Intensywniejszą mieszaninę euforii i cierpienia.

Jak o tym teraz mówisz, to przypominają mi się słowa piosenki „Blank space” Taylor Swift: „Boys only want love if it’s torture”. Mam wrażenie, że to jest właśnie o tym, czyli o poszukiwaniu tej perwersyjnej przyjemności. Mieszaniny bólu i przyjemności. Trochę jak w osobowości borderline. Dlaczego tacy ludzie dokonują samookaleczania? Tam nie chodzi o poczucie, że „jest miło”. Tylko o to, żeby poczuć, że żyją. To odkrycie „jednak jeszcze żyję i potrafię coś poczuć” jest tym pozytywnym doznaniem.

Wszyscy potrzebujemy dzisiaj silniejszych bodźców, żeby coś poczuć w tym przebodźcowanym świecie…

Jeżeli żyjesz w mieście i masz smartfona podłączonego do Internetu, to poziom bodźców, które nazwałbym tłem, jest zdecydowanie wyższy niż dwadzieścia lat temu. Twój układ nerwowy na zasadzie habituacji, przyzwyczaił się do tego że nieustannie płyną do niego nowe impulsy ze świata. A co za tym idzie, wiele osób stało się nieczułych na subtelniejsze doznania. Potrzebują silniejszego bodźcowania, żeby przekroczyć granicę habituacji i w ogóle coś poczuć. W tym także przyjemność.

Być może dlatego wielu współczesnych mężczyzn jest bardzo spiętych i znerwicowanych. Rozluźniają się tylko przy alkoholu lub narkotykach. Czy mężczyźni piją dzisiaj inaczej lub z innych powodów?

Współczesny mężczyzna pije ze względu na tempo życia i bodźcowanie, o którym mówiłem. Czyli krótko mówiąc, ze względu na wysoki poziom stresu i frustracji, wynikający z niezaspokojonych potrzeb, do których często nie ma dostępu. Jedni postanawiają zredukować ten stres i frustrację poprzez uprawianie sportu. Redukują swoje napięcia poprzez bieganie, jogę, siłownię czy tenisa. Dla nich alkohol jest elementem wzmacniającym socjalizację.

Jednak zdecydowana większość mężczyzn, z bardzo różnych powodów, nie idzie w tę stronę. Właśnie oni są narażeni na sięganie po alkohol czy inne środki psychoaktywne, które mają na celu redukować to napięcie. Zresztą często robią to zupełnie nieświadomie, nie zdają sobie sprawy z tego połączenia. A zaczyna się dość niewinnie. „Małpka” jest świetną odpowiedzią na dylemat przeciętnego białego kołnierzyka.

Jak poradzić sobie z tym stresem i frustracją, żeby wyluzować jak Koleś z filmu „Big Lebowski“ braci Coen? Jest szczęśliwy, bo ma przyjaciół, z którymi gra w kręgle. Nie próbuje niczego osiągnąć, nie bierze udziału w wyścigu szczurów. Jak mówi w filmie Sam Elliott: „Dobrze wiedzieć, że gdzieś tam jest Koleś. Wyluzowany za nas wszystkich”. Z drugiej strony jak patrzę na Kolesia, to może i potrafi on czerpać z życia przyjemność. Ale dla mnie, jako kobiety, jest kompletnie nieatrakcyjny!

W twoich oczach Dude jest niemęski, bo nie jest skoncentrowany na dostarczaniu żadnych dóbr dla ciebie, jako kobiety. Lebowski to świetny przykład mężczyzny, który podąża za swoimi potrzebami. Wie, co sprawia mu przyjemność. Kobiety mogą go postrzegać głównie przez pryzmat tego, że unika odpowiedzialności. A to jest znowu wątek pod tytułem „co certyfikuje współczesną męskość?”. Czyli kto orzeka o tym, co jest męskie, a co nie jest. Współcześni mężczyźni oddali tę władzę kobietom. A w filmie „Big Lebowski” to właśnie oni definiują nawzajem, czym jest męskość. Tam nie ma kobiet. Lebowski jest alternatywą dla współczesnego etosu mężczyzny, który ma być skupiony na tym, czego chce kobieta.

Ale ja nie chcę, żeby Lebowski stanowił wzór naśladowania dla współczesnego faceta…

A dlaczego Lebowski ma się tym przejmować? Jeżeli chcemy, żeby współczesne etosy męskości, tak samo jak i kobiecości, pomagały nam w stabilnym funkcjonowaniu w życiu, to one muszą być zdefiniowane przez płeć, której dotyczą! Męskość powinna być definiowana przez mężczyzn.

To dlaczego tobie podoba się Lebowski? Właśnie tak wygląda twój wzór męskości?

Uwielbiam jego luz. Big Lebowski to ikona, która zrealizowała odwieczną tęsknotę mężczyzn – on codziennie modli się do najważniejszego patrona męskości, do jedynego świętego, jakim jest Święty Spokój! Jest jego żywym wyznawcą i właśnie dlatego budzi twój niepokój. Bo pokazuje, że to da się zrobić.

A co tobie sprawia przyjemność?

Przyjemność to dla mnie dopamina, która wydziela się wtedy, kiedy wyruszasz w nieznane. A w związku z tym przyjemność sprawia mi spędzanie czasu z moimi małymi dziećmi, co jest dla mnie wielką przygodą. Bo dzieci ciągle się zmieniają i czymś zaskakują. Ale też samotne podróżowanie – z tego samego powodu. I to, że jako introwertyk mogę w spokoju pobyć sam ze sobą.

A może wszystko jest nam w stanie sprawić w życiu przyjemność? Tylko naszym ciasnym umysłom wydaje się, że lubimy jakieś konkretne rzeczy…

Absolutnie się z tym zgadzam. Wszystko może nam sprawiać przyjemność, pod warunkiem, że nauczymy się smakować życie. Tylko, że to nie będzie przyjemność typu rozkosz, czyli „jouissance”. Raczej dobrostan, czyli stan, który osiąga się dzięki praktykowaniu uważności. Wtedy okazuje się, że przyjemność może ci dać smażenie jajecznicy czy pielenie ogródka. Z własnego doświadczenia mogę ci powiedzieć, że to właśnie nauka uważności jest drogą do odczuwania totalnej przyjemności w życiu.

Źródło: magazyn Sens, marzec 2020 rok

 

Komentarze

komentarzy









Zobacz także

Nieobecni rodzice
Nieobecni rodzice
24 grudnia 2019 
O dobrej i złej uległości
O dobrej i złej uległości
7 grudnia 2019 



Czytaj więcej
One mają głos Strach przed wyrzuceniem z pracy, wstyd czy nieuzasadnione poczucie winy - przez lata były powodem milczenia dziennikarek...