By Jaś uczył się z radością

13 grudnia 2018 


Marek Koterski nakręcił bardzo mądry film „7 uczuć”, który mówi o tym czego nie uczą nas w szkole, a co okazuje się być bardzo ważne – wiedza o naszych emocjach. Zatem, na czym polega pozytywna edukacja? Pierwszym nauczycielem jest rodzic. To on przekazuje dziecku wzorce zachowania i fascynację nauką. Dlatego ważne jest, żeby miał pozytywne podejście do edukacji, był otwarty na wiedzę, ale też patrzył przychylnie na nauczycieli. Od tego, jak wesprą nas w wychowaniu dzieci, co włożą im do głowy, zależy to, jacy ludzie będą tworzyć nasz kraj – mówi coach Małgorzata Nowicka, rozmawia Martyna Harland.


Czym jest pozytywna edukacja?

Pozytywna edukacja to łączenie przygody i pasji z poczuciem bezpieczeństwa. To dawanie wsparcia w całościowym rozwoju, biorąc pod uwagę indywidualne potrzeby i możliwości każdej ze stron procesu edukacji. To radość z uczenia innych i uczenia się. Jako Instytut Edukacji Pozytywnej dążymy do zmiany sposobu myślenia o kształceniu, wychowaniu i profilaktyce w stosunku do każdej grupy odbiorców.

Na czym polega zmiana w myśleniu na temat uczenia się?

Pierwszym nauczycielem jest rodzic. To on przekazuje dziecku wzorce zachowania i fascynację nauką. Dlatego tak ważne jest, żebyśmy jako rodzice mieli pozytywne podejście do edukacji. Byli otwarci na wiedzę. Ale też patrzyli przychylnie na nauczycieli. Mówię to jako była nauczycielka, ale i matka. Bo prawda jest taka, że największy spór w edukacji przebiega zawsze na linii rodzic – nauczyciel. W naszym podejściu uczymy komunikacji, która jest podstawą każdego procesu uczenia. Pracujemy też nad niską motywacją do nauki wśród uczniów.

Pamiętam swoją szkołę i przez ten pryzmat patrzę dziś na edukację mojego dziecka. To było wtłaczanie dzieci w schematy, przypinanie łatek prymusa czy złego ucznia, podcinanie skrzydeł. W jaki sposób mogę zmienić swój negatywny stosunek do edukacji?

Cieszę się, że o tym powiedziałaś, bo wielu rodziców z góry ma pewne założenia dotyczące szkoły. Patrzą na nią przez pryzmat własnych, niekoniecznie pozytywnych doświadczeń. A przecież nie pamiętamy wszystkiego, tylko zazwyczaj to, co najgorsze. To bardzo wybiórcze postrzeganie edukacji. Nieświadomie przerzucamy swoje emocje i nastawienie na dziecko. Widzę to często w pracy z rodzicami. Ojciec informatyk mówi mi, że jego córka lubi matematykę. A z mojego doświadczenia z pracy z tą dziewczynką wynika, że ona uwielbia język polski i chce zostać aktorką, a nie informatykiem. Poza tym bardzo często rodzice myślą, że nauczycielowi w szkole to już nic się nie chce…

Dlatego, że w większości przypadków nauczyciele wchodzą w system edukacji, który uniemożliwia dobrą i kreatywną pracę.

W Instytucie Edukacji Pozytywnej na stałe wspieramy ponad 20 tys. nauczycieli. Biorą oni udział w różnych naszych projektach, realizują własne pomysły, szkolą się w procesach superwizyjnych – to jest prawie 20 tys. niesamowitych ludzi z pasją, z pomysłami, którzy naprawdę każdego dnia myślą o swoich uczniach, szukają sposobów i rozwiązań dla nich najlepszych i którzy marzą o tym, aby mieć czas na prowadzenie indywidualnych przemyślanych zajęć i wdrażanie nowych pomysłów. Im tylko trzeba pozwolić działać, dać możliwości systemowe oraz naszą – rodziców wiarę i wsparcie. Ja codziennie ich wspieram i największą radość czuję wtedy, gdy widzę, jak wiele w polskiej szkole się zmienia, jak bardzo praca nauczyciela znów staje się powołaniem i pasją, jak dzieciaki bawią się nauką i osiągają coraz więcej. Często pytam nauczycieli, jakiego obszaru swojej tematyki czy przedmiotu po prostu nie lubią. Okazuje się, że każdy ma coś takiego. Jak geometria w matematyce czy „Sonety” Mickiewicza na języku polskim. W jednej ze szkół wprowadziliśmy program pracy z uczniem zdolnym. Zdolnym nie znaczy takim, który zna się na wszystkim, ale który jest bardzo dobry w poszczególnych, wąskich zakresach, jeśli chodzi o biologię, geografię czy inny przedmiot. Pracowaliśmy w zespołach tematycznych, tak że każdy uczeń dostawał do opieki kilku nauczycieli, w zależności od omawianych zagadnień. Na lekcje przychodzili tylko tacy nauczyciele, którzy uwielbiali dany temat i przekazywali wiedzę z pasją. Dzieciaki miały szansę zobaczyć, że wszystko może być ciekawe. A nauczyciel bez obaw mógł powiedzieć wprost: „Słuchajcie, dzisiaj nie będę was tego uczył, bo nie czuję tego tematu”.

Może warto popracować z nauczycielami, żeby jednak lubili to, czym się zajmują.

W idealnym świecie każdy nauczyciel lubi swoją pracę. Podobnie jak lekarz czy psycholog. Ale czy w praktyce zawsze tak jest? Poza tym nauczyciele powinni mieć możliwość i otwartość w sobie, żeby być w stanie przyznać się do gorszego dnia czy samopoczucia. Nie udawać przed innymi, że jest inaczej. Kiedyś powiedziałam mojej klasie, że źle się czuję, i okazało się, że uczniowie automatycznie zachowywali się pół tonu ciszej. Koleżanka, która miała wtedy lekcję obok mnie, zaskoczona dopytywała, co takiego zrobiłam, że wszyscy byli tak cicho. No to odpowiedziałam, że po prostu o to poprosiłam. Dzięki temu uczniowie zobaczyli we mnie człowieka. Chodzi o to, żeby być autentycznym, nie odgrywać roli przed innymi. Wymagania wobec nauczycieli są ogromne, jednak pozytywny nauczyciel to nie ideał, który spełnia często sprzeczne oczekiwania innych. Tak jak nie ma ucznia, który zawsze wie wszystko i jest grzeczny. Nie istnieje też perfekcyjny rodzic, tylko ten wystarczająco dobry. Prawda jest taka, że wszyscy: rodzice, uczniowie i nauczyciele, nie odnajdujemy się we wzorcach i wymaganiach, które stawia nam dzisiaj otoczenie. Co możemy z tym zrobić? Mówimy, że chcemy, żeby nasze dzieci chodziły do świadomej i pozytywnej szkoły. Żeby nie miały zadań domowych. Z drugiej strony mamy zakodowany w głowie stary system, w którym są sprawdziany, a bardzo ważna jest ocena na świadectwie i to, czy dziecko dostanie czerwony pasek. Wystarczy pod koniec roku szkolnego spojrzeć na to, co się dzieje na Facebooku rodziców. Dlatego powinniśmy zacząć od siebie i od tego, co jest dla nas tak naprawdę istotne. Warto uwierzyć, że w edukacji pracują ludzie, którym też zależy, dać im swoje wsparcie, zadbać o to, abyśmy jako rodzice i jako nauczyciele mieli te same cele i razem do nich dążyli. Wspierając się, a nie walcząc ze sobą. Czasami wystarczy po prostu świadoma rozmowa, wspólne działania, wspólne plany i wartości. Mamy świetne efekty w szkołach, w których rodzice wspólnie z nauczycielami budują programy wychowawczo profilaktyczne, wdrażane są całe systemy diagnozy i wsparcia. Szkoła to nasze wspólne dobro. Musimy zrozumieć, że dostęp do edukacji to nie tyle obowiązek, co przywilej.

Tyle że lubimy widzieć efekty naszej pracy czy pracy naszych dzieci. Za to nie lubimy popełniać błędów. A przecież uczymy się właśnie na błędach.

Namawiam nauczycieli i rodziców do pewnego, dość nowego podejścia, które przeciwstawia się temu, że uczeń przychodzi na zajęcia i musi udowodnić, że się czegoś na- uczył i zasługuje na wyższą ocenę. Czyli startuje od pułapu „niedostateczny”. W moim podejściu uczeń na wstępie ma „celujący”. I mówię to wprost: „Jestem przekonana, że nauka będzie dla was frajdą. Każdy z was ma więc na dzień dobry szóstkę i wierzę, że tak będzie na koniec roku”. Efekt jest niesamowity. Dzieciaki widzą, że ktoś w nich wierzy, wierzy w ich możliwości. Ta strategia sprawdza się nie tylko w edukacji. Polecam spróbować takiego podejścia także w życiu.

W znakomitym filmie „7 uczuć” Marka Koterskiego pada taki zarzut, że w szkole uczymy się, jakie nazwy noszą dopływy Nilu, a nie tego, co tak naprawdę istotne w życiu. W ogóle nie rozmawiamy o emocjach. Szkoły uczą tego, jacy mamy być. A najważniejsze w życiu jest przecież to, żeby dowiedzieć się, kim jesteśmy.

Dlatego uczulamy rodziców, nauczycieli, ale też dzieciaki, że są takie kompetencje i obszary rozwoju osobistego, które warto poznać już w szkole. W naszym projekcie „Akademia Superbohaterów” realizujemy zajęcia, dzięki którym dzieci poznają swoje mocne strony, uczą się działać na rzecz innych, współpracują i przede wszystkim dowiadują się, jak wyrażać swoje emocje. Tak naprawdę to najważniejszy aspekt edukacyjny szkoły. Przeciążamy dzieciaki liczbą zajęć przedmiotowych, a nie dbamy o całą resztę. Może warto zastanowić się nad tym, czy nie poświęcić zajęć programowych i więcej czasu na to, żeby nauczyć dziecko, w jaki sposób radzić sobie ze stresem, jak odnajdywać swoje mocne strony i stawiać realne cele. Na tym polega pozytywna edukacja. Pytanie tylko, czy my, dorośli, mamy kompetencje, żeby nauczyć tego dzieci? Jeśli nie przepracujemy pewnych rzeczy w sobie, będzie nam ciężko przekazać je dalej. W Instytucie Edukacji Pozytywnej stworzyliśmy program „Myślę pozytywnie”, a na naszej stronie umieściliśmy narzędzia do ściągnięcia online dla każdego. Można z nich korzystać całkowicie bezpłatnie. Pomagamy w tym, jak wykorzystać różne scenariusze lekcji i dopasować je do grupy. Zachęcam do tego, żeby do nas napisać. To program profilaktyki zdrowia psychicznego, taki gotowiec dla szkół. Dla uczniów na każdym etapie edukacyjnym, nauczycieli i rodziców. Zadbaliśmy o wszystkich. Mówimy o tym, jak pracować nad komunikacją z innymi, nad emocjami, pewnością siebie i swoimi mocnymi stronami. Niestety, w zakresie zdrowia psychicznego uczniów brakuje nam narzędzi do pracy. U wielu młodych osób zaburzenia zdrowia psychicznego nie są zdiagnozowane lub są zbyt późno odkryte. Mają więc trwały, negatywny wpływ na ich dalsze życie. A niezdiagnozowana depresja i brak wsparcia psychicznego ze strony najbliższego otoczenia może prowadzić nawet do samobójstw. W roku 2018. w programie wzięło udział ponad 140. szkół. Teraz przyjmujemy kolejne szkoły i rozszerzamy oferowane wsparcie.

Zmiana naszego sposobu myślenia na temat edukacji przejawia się w tym, że rodzice coraz częściej decydują się dzisiaj na odejście od narzuconego im systemu, w stronę nauczania domowego lub alternatywnego, jak np. metoda Montessori. Czy to jest właśnie edukacja pozytywna?

Tyle że w takich nurtach często pracują osoby, które nie mają nic wspólnego z edukacją. Są psychologami i skupiają się głównie na pracy z emocjami lub na umiejętnościach społecznych, moim zdaniem, trochę zaniedbując program nauczania. Dla mnie to drugi, skrajny biegun standardowej edukacji. W pozytywnej edukacji staramy się znaleźć złoty środek, między nauczaniem programowym a pracą z naszymi emocjami. Stawiamy też na kulturę i nauki ścisłe. Przedstawiamy rodzicom pomysły na kreatywne spędzanie czasu z dziećmi, z elementami arteterapii czy wspólnego odkrywania tajników nauki. Pokazujemy, jak rozwijać twórczość dzieci i kulturę języka, a przy tym zadbać o wiedzę techniczną i rozwój społeczny. Musimy zrozumieć, że nie chodzi o to, że jakiś nurt edukacji jest najlepszy. Edukacja pozytywna, wspierająca całościowy rozwój dzieci i młodzieży, powinna łączyć elementy z różnych nurtów, brać z nich to, co najlepsze i łączyć w jedność. Chcę przypomnieć wszystkim nauczycielom o tym, że są bardzo ważni. To oni tworzą nasz przyszłościowy produkt krajowy brutto. Od tego, jak ukształtują i wesprą nas w wychowaniu dzieci, co włożą im do głów, zależy, jacy ludzie będą tworzyć nasz kraj. Dlatego dbajmy o siebie nawzajem.

Małgorzata Nowicka ekspertka w zakresie komunikacji społecznej i rozwoju edukacji, pedagog z wieloletnim doświadczeniem, trenerka i nauczycielka psychologii, przedsiębiorczości i kultury w placówkach edukacyjnych. Trener i coach. Założycielka i prezes Fundacji Instytut Edukacji Pozytywnej, więcej na www.instytutep.pl.


Film „7 UCZUĆ” mówi o tym, co jest ważne w pozytywnej edukacji. Jak brzmiałaby słynna fraza Marka Koterskiego? Zapewne – „bo emocje, w życiu najważniejsze są, emocje!”

  1. Wiemy, że czujemy się dobrze lub źle ale nie wiemy, co czujemy. Wszystkie emocje są nam potrzebne w życiu. A w dodatku tych negatywnych jest więcej.
  2. Niektóre emocje są jednocześnie pozytywne i negatywne – np. czuję dumę, bo awansowałem w pracy ale jednocześnie mam w sobie obawę, bo wiem że nie będę mieć tyle czasu dla rodziny. Tego rodzaju emocje nazywamy samoświadomościowymi lub złożonymi.
  3. Dzieci mają swoje emocje jak na dłoni, dopiero później uczą się je ukrywać. Z dziećmi trzeba dużo rozmawiać, szczególnie o emocjach.
  4. Ze swojego dzieciństwa pamiętamy 400. godzin.
  5. Szczęśliwe dzieciństwo, to często mit.
  6. Jeśli wiemy czego chcemy, miejmy odwagę i mówmy o tym wprost, tylko wtedy możemy to zdobyć. Jak w scenie, gdy Ryszek wyznaje miłość Gosi i wygrywa z Adasiem Miauczyńskim pojedynek o jej względy.
  7. „Nie poniżaj, nie oceniaj, nie odpytuj dziecka”. Zły uczeń Bolechowski czy lizuska Porankowska, takie łatki ciągną się potem w życiu dziecka latami.

Źródło: grudniowy magazyn Sens, 2018 rok

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, tekst

Komentarze

komentarzy






Poprzedni artykuł
Wyjść z roli ofiary
Następny artykuł
Czym jest twarda miłość?



Zobacz także




Czytaj więcej
Wyjść z roli ofiary Tradycyjne marokańskie społeczeństwo, w którym o wszystkim decyduje mężczyzna. Rodzina na progu awansu społecznego...