Alicja z krainy niepamięci

15 stycznia 2019 


Utrata pamięci wydaje się jednym z największych nieszczęść, jakie mogą nas spotkać. A jednak dla bohaterki filmu „Fuga” jest jak powtórne narodziny. Choć otoczenie chce widzieć ją taką, jaka była wcześniej – ona wybiera nową siebie. Filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland zastanawiają się, dokąd ją to zaprowadzi.


Martyna Harland: Kiedy człowiek przeżywa tak poważne problemy, że przekracza to jego próg tolerancji stresu, może zapomnieć swoją przeszłość. Nie wie, kim jest. Coś takiego właśnie przydarza się Alicji z filmu „Fuga” Agnieszki Smoczyńskiej. W psychologii taki stan nazywamy „fugą dysocjacyjną”. To mechanizm obronny, który zabezpiecza nas przed doświadczeniem ekstremalnie stresujących przeżyć. Wyobrażam sobie, że dla niektórych wizja, żeby obudzić się i nie być sobą, może być kusząca…

Grażyna Torbicka: Są takie sytuacje, które mogą doprowadzić do tego, że nie wiemy, gdzie jesteśmy i co robiliśmy poprzedniego wieczoru… Medycyna zna takie zaburzenia świadomości: budzisz się rano i niczego nie pamiętasz. Czy to ci odpowiada? To zależy, w jakim stopniu lubisz kontrolować swoje życie.

A może dobrze, że bohaterka przeżywa coś takiego? Czasem potrzebujemy w życiu granicznego doświadczenia: wypadku czy śmierci kogoś bliskiego, żeby zacząć szukać siebie, własnej tożsamości.

Alicję poznajemy w chwili, gdy po traumatycznych przeżyciach traci pamięć. Jako widzowie wraz z nią odkrywamy jej przeszłość. Ciekawe dla mnie było jej dochodzenie do tych wszystkich sytuacji w życiu, które zaczęła sobie przypominać. A najważniejsza okazała się świadomość tego, że w swoim dawnym życiu nie czuła się szczęśliwa i nie chce już do tego wracać. Tymczasem rodzina chce jej dawnej, z czasów, kiedy jeszcze była Kingą, a nie nowej Alicji. W przeszłości była ufryzowaną blondynką, taką trochę paniusią na szpilkach, w eleganckim płaszczyku i sukience. A teraz, wolna, pozbawiona wszelkich nacisków, rodzi się na nowo. Zostaje punkówą i w tym wcieleniu czuje się najlepiej.

Najważniejsze to wiedzieć, kim jesteśmy i co chcemy robić w życiu. Bardzo jej dopinguję i utożsamiam się z nią.

A według mnie ważniejsze jest pytanie: czy nie można jednak pogodzić bycia punkówą z pozostaniem matką i partnerką? Akurat mąż Alicji nie potrafił wyjść naprzeciw jej oczekiwaniom i potrzebom, ale przecież życie z drugą osobą wcale nie oznacza, że trzeba się wyrzec siebie. Można być wewnętrznie wolną, dostawać od partnera wolność i dawać mu ją w zamian.

Tyle że Alicja nigdy nie kochała tego mężczyzny.

Może faktycznie ten związek był nieudany. Identyfikujesz się z bohaterką, bo decyduje się na to, żeby być sobą, niezależnie od oczekiwań innych. Ale czy myślisz, że jej serce nie krwawi, gdy finalnie dokonuje takiego, a nie innego wyboru? Dlaczego to robi?

To dopiero początek jej drogi, a nie koniec. Myślę, że stanie na nogi i wróci silniejsza. Ale najpierw musi przejść tę drogę. A ja cieszę się, że w nią wyrusza.

Ja także odczytuję koniec filmu w optymistyczny sposób. Być może Alicja wróci jako matka, ale już nie żona. Może uważała, że dla jej dziecka takie rozwiązanie będzie najlepsze. Jej syn będzie się z nią lepiej czuł, kiedy ona będzie wolną kobietą. Rozstanie rodziców nie zawsze jest traumatyczne dla dzieci i miejmy nadzieję, że takie okaże się również w tej sytuacji.

Z rozmów po filmie wiem, że wielu kobietom trudno utożsamić się z Alicją. Nie rozumieją jej decyzji i zachowania, szczególnie w stosunku do syna. Chyba jednak oczekiwania innych dalej mocno kierują nami, kobietami.

Widzowie mogli nie poczuć się z Alicją komfortowo, a nawet ją odrzucić. To jest prawo widza i ryzyko filmowca. Ja też nie utożsamiłam się z Alicją, jednak cały czas podążałam za nią, jej krokami. Jako widz nie wiedziałam nic więcej poza tym, co ona sama o sobie wiedziała. Z każdą minutą filmu poznawałam jej życie, tak jak i ona poznawała swoje. To ciekawy zabieg. Ta droga, którą z nią pokonałam, była dla mnie ważna. Identyfikowałam się z emocjami i sytuacjami, które budowali bohaterowie w filmie.

Dla mnie bardzo ważne jest to, że bohaterka zdejmuje z nas, kobiet czy matek, oczekiwania społeczeństwa. Nie twierdzę, że poświęcanie się jest złe lub dobre, to indywidualny wybór każdej z nas. Chodzi o to, żeby mieć wybór. I Alicja nam go daje.

Ale przecież dzisiaj spojrzenie na kobietę matkę, diametralnie się zmienia. Zwłaszcza wśród młodych ludzi z twojego pokolenia. Autorkami tego filmu są dwie kobiety: reżyserka Agnieszka Smoczyńska oraz Gabrysia Muskała, scenarzystka i aktorka w roli głównej. Czy chodziło im o to, żebyśmy operowały takimi kliszami matki Polki i poświęcania się dla rodziny? Myślę, że nie. One dotykają tu czegoś znacznie głębszego i bardziej oryginalnego. Chodzi o to, czy w ogóle kobieta jest w stanie odciąć się od bycia matką, jeżeli już nią jest. Bo czy można w ogóle przestać być matką? Po prostu o tym zapomnieć?

Gabriela Muskała pracowała w tym filmie z coachem aktorskim, Anną Skorupą, żeby wejść w rolę na kontrze do swojego emploi. Czy widzisz potencjał we współpracy terapeutów i psychologów przy pisaniu scenariusza, reżyserii albo z samymi aktorami, którzy przygotowują się do roli?

Współpraca filmowców, reżyserów, aktorów i aktorek ze specjalistami z różnych dziedzin psychologii, medycyny kryminalnej albo historii – jest konieczna. Czy możesz wyobrazić sobie reżysera, który zna się na wszystkim, rozpoznaje każdą sytuację oraz wszystkie emocje? To niemożliwe, a zwłaszcza w tym filmie, gdzie mamy do czynienia z klinicznym przypadkiem fugi dysocjacyjnej. Skąd reżyserka albo aktorka mają wiedzieć, czym takie zaburzenie się charakteryzuje albo jak powinna zachowywać się taka osoba? Tymczasem w tym filmie we wszystko uwierzyłam.

„Fuga” przedstawia bohaterkę, jakiej dawno nie widziałam w polskim kinie. Postępuje w życiu w zgodzie ze sobą, a to dla mnie wyraz największej kobiecej siły.

To prawda, Alicja decyduje się ostatecznie na krok, za który ją podziwiam. Nie wiem, skąd znalazła w sobie tyle siły. Ja chyba bym się na to nie zdobyła. A jeśli już zdecydowałabym się tak postąpić, to pozostałaby we mnie wielka rana… Zastanawiam się nad tym, co Alicji przyniesie droga, którą wybrała. Zrozumiałabym ją, gdyby wróciła.

A co tobie daje siłę?

Myślę, że związek moich rodziców. Rozwijali swoje pasje i jedno drugiego nigdy nie hamowało. Pamiętaj, że pobrali się w końcu lat 50., a wtedy – szczególnie na Śląsku, gdzie mieszkali – podejście do kobiet, które są matkami i jednocześnie chcą się rozwijać oraz pragną wolności, nie było takie oczywiste. Tata rozumiał mamę. Także ja miałam w domu dużo wolności.

Która scena poruszyła cię najmocniej?

Najbardziej poruszająca oraz prawdziwa okazała się dla mnie scena, w której Alicja wsiada na statek z synem. Bawią się razem, żeglują. A później ona odpływa…

Mnie najbardziej podobała się scena tańca Alicji z Krzysztofem, gdzie widać, że ich ciała pamiętają siebie nawzajem. Ale też scena seksu, gdzie to ona jest górą. To pokazuje dużą zmianę społeczną.

Ta scena pokazuje, że Alicja wyzwoliła się z oczekiwań narzucanych jej przez społeczeństwo, o których mówiłaś wcześniej. To smutne, gdyby rzeczywiście musiało dochodzić do tak ekstremalnych sytuacji jak wypadek czy utrata pamięci, żeby kobiety mogły od- naleźć siebie, dyktować warunki w życiu czy akcie seksualnym. Alicja zrozumiała, że niepamięć pozwala jej nie wracać do dawnej Kingi, z którą nie czuła się dobrze. Ona ewidentnie nie chce pamiętać swojej przeszłości. To jej wyjście z tej sytuacji. W tym sensie każdej z nas życzę takiej fugi.

Grażyna Torbicka: dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki Dwa Brzegi w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2

Martyna Harland: autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2


Coaching DLA AKTORA

Moja praca z Gabrysią Muskałą polegała na tym, żeby bezpiecznie przeprowadzić ją przez mocne doświadczenia, w których spotykała się z nieznanymi częściami siebie. Pracowała z kobiecymi archetypami, energią zwierzęcą i konfliktem wewnętrznym jako pierwotnym obrazem sceny wypadku. Przechodziła wewnętrzne procesy śmierci i narodzin. Podążała za impulsami płynącymi z ciała, rozwijała je, przekraczając swój lęk i wstyd. Krok po kroku zdejmowała z siebie warstwy nawyków, manier czy mechanizmów obronnych, które często ograniczają aktora w pracy. Ćwiczenia tworzyłam, podążając za procesem Gabrysi. Pracowałyśmy z jej snami, wspomnieniami, obrazami wewnętrznymi bądź sygnałami z ciała, później także z wykorzystaniem scen ze scenariusza. To wszystko są narzędzia, którymi się posługuję, ponieważ zarówno twórczość, sny, jak i sygnały z ciała są przejawem naszej nieświadomej energii.

Anna Skorupa coach i trenerka aktorska, www.annaskorupa.pl


Źródło: magazyn Sens, styczeń 2019 rok

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

Komentarze

komentarzy









Zobacz także

Wołająca na puszczy
Wołająca na puszczy
13 czerwca 2019 
Na południe od Kairu
Na południe od Kairu
16 maja 2019 
Mądrość czarnego rycerza
Mądrość czarnego rycerza
27 kwietnia 2019 



Czytaj więcej
Scenariusz do "Ralph Demolka w Internecie" Od 11 stycznia 2019 roku w kinach „Ralph Demolka w Internecie”. Akademia Multikina wraz z dystrybutorem filmu przygotowało...