Aleksytymia, czyli analfabetyzm emocjonalny a odbiór filmu.

1 września 2011 


Jest różnica między filmami Woody’ ego Allena czy Bergmana, a serialami pokazywanymi w polskiej telewizji. Ludzie którzy oglądają kino ambitne, mają dostęp do większej puli bodźców emocjonalnych. O tym, co się dzieje z naszymi emocjami podczas odbioru dzieła filmowego rozmawiam z Tomaszem Maruszewskim, profesorem SWPS, doktorem habilitowanym, psychologiem, specjalizującym się w psychologii poznawczej, psychologii emocji, psychologii zarządzania oraz psychologii komunikowania.


Martyna Harland: Jako jeden z niewielu psychologów badał Pan wpływ filmu na człowieka. Dlaczego z perspektywy psychologii jest to trudne zadanie?

Tak, tego rodzaju badania przeprowadzała moja doktorantka- Ola Jasielska, która interesowała się ludzkimi reakcjami emocjonalnymi na filmy oraz na ile taki wpływ filmowy pozostaje trwały w czasie. Pokazywała ludziom dzieło włoskiego reżysera Antonioniego Po tamtej stronie chmur, film był złożony i bardzo silnie wpływał na osoby badane. Interesujące było to, jak kształtują się u badanych emocje po upływie tygodnia, a także po dłuższym czasie od obejrzenia filmu. Okazało się, że film oddziaływał na krótką metę. Ola interesowała się także emocjami postkognitywnymi, czyli takimi które nie powstają w wyniku nagłej reakcji na sytuację (np. strach przed wężem) ale zawierają element poznawczy (np. wstyd, poczucie winy, duma). Są to zatem emocje wynikające z rozmaitych przemyśleń człowieka. Takie emocje są zwykle rzadko badane przez psychologów, a w wypadku Antonioniego, którego filmy pobudzają do refleksji i stają się źródłem różnorodnych emocji postkognitywnych.

Emocje postkognitywne są zbliżone do tzw. emocji samoświadomościowych, czyli emocji złożonych?

Tak dokładnie czyli takie, które człowiek sam u siebie wywołuje. Oznacza to, że zastanawiając się nad akcją filmu i zachowaniami bohaterów, przeżywamy różne emocje, przy czym ciekawe jest to, że za każdym razem nie muszą to być te same emocje jak te, które poprzednio towarzyszyły oglądaniu tego samego filmu. To właśnie różni emocje postkognitywne (samoświadomościowe) od emocji klasycznych (prostych reakcji na bodźce). Wtedy, kiedy działa na nas jasny bodziec emocjonalny (np. spotkamy w parku węża), to reagujemy automatycznie, w schematyczny sposób (strachem). Reakcja ta jest sztywna i stabilna – za każdym razem będziemy podskakiwać na widok węża, który może nas ukąsić. Natomiast w przypadku emocji postkognitywnych za każdym razem to się zmienia, w zależności od tego co myślimy aktualnie, a także od naszego rozwoju intelektualnego, od wieku etc.

Film świetnie obrazuje tematy społeczne (np. para homoseksualistów). Jest także sposobem na ukazanie pewnych grup społecznych (np. psychologów, czy chorych psychicznie, którzy są pokazywani często w bardzo stereotypowy sposób). “Lot nad kukułczym gniazdem” pokazał negatywne konsekwencje leczenia elektrowstrząsami chorych psychicznie, co kiedyś było uznawane za najskuteczniejszą technikę leczenia depresji. Jednak badań psychologicznych nad filmem, to jak film wpływa na rozwój i samoświadomość człowieka jest niewiele, dlaczego?

Tak to prawda, jeżeli chodzi o nasze emocje, to pojawia się tu pewien paradoks. Sięgnijmy do koncepcji Oatley’a, który powiada że emocje są to czynniki uruchamiające specyficzne programy działania w odpowiedzi na ważne bodźce środowiskowe. Zauważmy, że trudno stwierdzić, by film uruchamiał w nas tendencje do pewnego działania. Jak siedzę w kinie i oglądam film, to nie pojawia się żadna tendencja do działania – po prostu oglądam film. Warto tu wspomnieć o ciekawej pracy Parrota, która dotyczy emocji pojawiających się w trakcie filmu. Nazywa je pseudoemocjami, bo pod względem subiektywnym w trakcie odbioru filmu, przeżywamy bardzo różne uczucia, ale za tym nie idzie jakiekolwiek działanie. Natomiast w normalnym życiu chcemy się swoją radością z kimś dzielić, a wtedy, kiedy się boimy, to uciekamy itd. Natomiast w filmie czegoś takiego nie ma.

Do tej pory mechanizm oddziaływania filmu na człowieka nie jest odkryty. Nie wiadomo czy film wpływa na nas dlatego, że identyfikujemy się z bohaterem. A może dlatego, że przenosimy się mentalnie w oglądaną historię (tzw. mental transportation). Jaki mechanizm psychologiczny za to odpowiada?

Tych mechanizmów jest najprawdopodobniej kilka, myślę że ważną rolę odgrywa identyfikacja z bohaterami. Na przykład, jeśli Pani pokaże teraz ludziom Barwy Ochronne Zanussiego, to nie zrozumieją przesłania, gdyż żyją w zupełnie innym okresie. Dla mnie mogą być atrakcyjni inni bohaterowie filmowi aniżeli dla ludzi z Pani pokolenia. Wynika to zapewne z tego, że i Pani i mnie łatwiej jest identyfikować się z różnymi bohaterami. Poza tym wszystkie badania z zakresu psychologii społecznej pokazują, że bardziej angażujemy się wtedy, kiedy nasz partner interakcji (wszystko jedno czy rzeczywisty, czy fikcyjny- jak jest w przypadku filmu) jest do nas podobny. Czyli ten mechanizm identyfikacji z bohaterem musi tu być zaangażowany.. Nie wiem czy akurat to kiedykolwiek badano, bo aktualnie w psychologii znaczna część badań ma charakter eksperymentalny. To bardzo utrudnia kwestię badania oddziaływania filmu. Film jest złożonym bodźcem i nie można w dowolny sposób manipulować jego poszczególnymi elementami. Wprawdzie można zamienić film barwny na czarno biały do badania ale już nie można zamienić tam postaci. Znacznie większe możliwości pod tym względem daje nam fotografia – możemy w “Phostoshopie” postarzeć kogoś, odmłodzić natomiast w filmie już się tego nie zrobi. Film stanowi pewną całość i nawet niewielka zmiana może powodować bardzo poważne konsekwencje związane z jego emocjonalnym odbiorem.

Jakie ma Pan wskazówki dla psychologów, którzy interesują się filmem w kontekście badawczym?

Myślę, że takie badania są możliwe; razem z Elżbietą Ścigałą badaliśmy kiedyś, w jaki sposób ludzie reagują na film Niebieski Kieślowskiego. Interesowało nas to, jakie emocje pojawiają się w trakcie tego filmu. Aby to zbadać nie pokazywaliśmy badanym całego filmu (trudno wtedy utrzymać uwagę badanego), a jedynie jego fragmenty i pytaliśmy się o to jakie emocje się u nich pojawiają w trakcie. Nie modyfikowaliśmy fimu, ale sprawdzailiśmy, jak odbierają go osoby o różnych cechach osobowości.

Co się okazało?

Badaliśmy osoby aleksytymiczne i niealeksytymiczne. Aleksytymia to syndrom osobowości, mówiąc potocznie pewnego rodzaju analfabetyzm emocjonalny. Aleksytymicy są ludźmi, którzy mają ograniczony dostęp do własnego wnętrza i emocji. Mogą przeżywać emocje, choć nie zdają sobie sprawy, jakie to są emocje (smutek, radość, strach czy ból). To sprawia, że nie potrafią utrzymać głębokich więzi z innymi. Cechują się także ubóstwem życia wyobrażeniowego (śnią i marzą w bardzo małym stopniu). Sprawiają wrażenie dobrze przystosowanych społecznie, a ich trudności to przede wszystkim trudności z sobą samym. Poza tym aleksytymię można traktować jako trwały syndrom osobowości zwiększający prawdopodobieństwo zachorowania na choroby psychosomatyczne. Wracając do naszych badań, zgodnie z naszymi oczekiwaniami osoby aleksytymiczne oglądając fragmenty Niebieskiego przeżywały głównie emocje podstawowe (proste reakcje na bodziec- np. strach), a jednocześnie było u nich mniej emocji samoświadomościowych (związanych z refleksją i rozumieniem samych siebie, np. wstydu). Natomiast u osób niealeksytymicznych pojawił się układ odwrotny tzn. było więcej emocji samoświadomościowych, a mniej emocji prostych.

Zatem aleksytymicy nie mają dostępu do emocji samoświadomościowych, związanych z rozumieniem siebie?

Mają, ale słabszy, gdyż aleksytymia nie jest kompletną emocjonalna ślepotą, tacy ludzie posiadają pewną orientacje w zakresie swoich emocji, ale ta orientacja jest gorsza. Jak teraz patrzę na Panią, to widzę Panią gorzej w porównaniu z osobą bez wady wzroku, ponieważ noszę okulary. Z aleksytymikami jest tak samo, oni spostrzegają emocje z pewnymi kłopotami, mają trudności w ich interpretacji, ale nie oznacza to że są całkowicie pozbawieni emocji. Są oczywiście bardzo ciężkie przypadki aleksytymii pojawiające się przy rozszczepieniu spoidła wielkiego w mózgu, ale występują one rzadko. Jest różnica między filmami Woody’ ego Allena czy Bergmana, a serialami które są pokazywane w polskiej telewizji. Ludzie oglądając takie seriale mają obraz emocji typowy dla aleksytymika, natomiast ludzie którzy oglądają kino ambitne, mają dostęp do zdecydowanie większej puli bodźców emocjonalnych.

Jakie rezultaty badań nad tym zjawiskiem są według Pana najciekawsze?

Warto tu wspomnieć o badaniach holenderskiego psychologa Boba Bermonda, który pokazywał ludziom filmy wywołujące różne emocje. Aleksytymicy twierdzili że oglądane filmy ich nie poruszają, subiektywnie opisując swoje emocje mówili, że są słabe i patrzą na film jakby przez szybę. Z kolei ich pobudzenie fizjologiczne było silne! Czyli nastąpiła rozbieżność między psychologiczną a fizjologiczną warstwą emocji. Być może dla aleksytymików charakterystyczne jest to, że ich fizjologia emocji funkcjonuje poprawnie, a jedynie brakuje im psychologicznej reprezentacji tych emocji.

Niestety trudno znaleźć osoby o cechach aleksytymików. Stanowią oni niewielką część populacji – jest to około 8% mężczyzn i 2% kobiet. Bardzo rzadko udaje się znaleźć aleksytymików, a wielu z nich nie zdaje sobie sprawy z tego, że występuje u nich taki syndrom, ponieważ dobrze funkcjonują społecznie, są dobrze przystosowani. Co najwyżej w sferze prywatnej mają pewne problemy, ale zawodowo są świetni. Może to prowadzić do poważnych konsekwencji psychosomatycznych, np. do zawału serca.

Takich ludzi się leczy?

Nie jestem pewien, czy można mówić tu o leczeniu, raczej powinno mówić się o zmianie ososbowości. Dokonywanie zmian osobowości nie jest rzeczą łatwą, a zatem trudno sprawić, by ktoś przestał być aleksytymikiem, czy by przestał przejawiać tendencję do myślenia spiskowego.. To oznaczałoby zmianę całego systemu wartości, postrzegania świata i to samo dotyczy aleksytymii. Najczęściej udaje się ludzi skłonić jedynie do tego żeby byli bardziej ekspresyjni, nie bali się własnych emocji i wchodzenia w relacje interpersonalne. Czy da się to zmienić globalnie, tutaj byłbym bardzo ostrożny.

Czy aleksytymia jest coraz częstszym zjawiskiem społecznym? Pracujemy coraz więcej, świat pędzi a my razem z nim. Nie mamy czasu i siły na autorefleksje.

Były fińskie badania populacyjne na ten temat i w różnych kulturach to utrzymuje się na podobnym poziomie od lat (7-10% populacji). Przypuszczam jednak, że kultura będzie nas coraz bardziej aleksytymizowała. Wprawdzie pojawiły się ostatnio modne koncepcje inteligencji emocjonalnej, stanowiącej pewnego rodzaju przeciwieństwo aleksytymii, które są wykorzystywane jako element kształtowania kariery zawodowej. Chodzi o to, że wiele zawodów obecnie wymaga dobrego kontaktu z własnymi emocjami i ludzie zdają sobie z tego sprawę. Warto przeczytać ciekawą książkę Zarządzanie emocjami Arlie Hochschild. Opisuje ona dwa typy zawodów- stewardess i windykatorów, dla sukcesu zawodowego których ważne są dwa różne typy emocji. Ludzie ci niezwykle sprawnie zarządzają swoimi emocjami oraz emocjami innych ludzi.

Powiedział Pan, że wpływ filmu na człowieka jest raczej krótkotrwały. A jeśli przeprowadzić długotrwałe np. sześciotygodniowe, warsztaty filmowe, połączone z dyskusją pogłębiającą nasz wgląd we własne emocje. Efekt może się utrzymać?

Ja odpowiem na to inaczej, bo też się nad tym zastanawiałem wraz z moją żoną terapeutką. Jak ktoś sobie hoduje własną aleksytymię przez powiedzmy 20 lat, to czy Pani zmieni tą aleksytymię przez te 6 tygodni? To jest pytanie – być może da się zrobić jakiś wyłom, ale wątpię, by dało się uzyskać trwałe efekty. Niech Pani spojrzy na Inną kobietę Woody’ego Allena, który przedstawia historię pięćdziesięcioletniej profesorki filozofii, osoby kompletnie aleksytymicznej. W tym filmie Allen pokazuje jej przemianę. Wzrusza mnie to bo świetnie zobrazował w tym filmie problem aleksytymii, ale być może jest on osobą silnie dystansującą się od własnych emocji. Takie dystansowanie się od własnych emocji widać także u Krzysztofa Kieślowskiego w nakręconym przed jego śmiercią duńskim dokumencie „I’m so, so” (Czuję się tak sobie). Widzimy w tym filmie człowieka wycofanego, który przecież wcześniej w mistrzowski sposób pokazywał subtelności życia emocjonalnego innych.

W przypadku “zdrowych” osób, czy można dzięki filmom wykreować pozytywne podejście do życia np. myślenie typu jestem kowalem własnego losu i dużo zależy ode mnie?

Tak, rzeczywiście tak jest. W różnych okresach kinematografii próbowano coś takiego robić, przy czym to pozytywne podejście do życia miało różną postać, ale było to skuteczne. To są między innymi wszelkie agitki, które robili filmowcy radzieccy, polskie filmy z lat 50. np .Traktory zaorały wiosnę..nie wiem czy Pani zna ten film. Dzięki takim filmom próbowano ludzi zachęcić do aktywności- i ludzie czuli się zachęceni oraz aktywnie działali. W Człowieku z marmuru jeden z bohaterów mówi o plusach współzawodnictwa pracy.

Czy film może wpłynąć na zachowanie i myślenie człowieka?

Nie wiem, czy da się zmienić człowieka filmem w sensie długotrwałej orientacji życiowej, bo to trudno zdiagnozować, ale w sensie krótkotrwałym na pewno tak. Dla przykładu w Polsce przekonanie “bądź kowalem własnego losu” nie będzie działać, jeżeli ktoś jest młodym człowiekiem, który skończył właśnie studia, ale nie ma żadnych szans rozwoju zawodowego. W takich sytuacjach oglądanie filmów, które nawołują do tego aby być “kowalami własnego losu” ma niewielki wpływ na postępowanie takiego człowieka. Chociaż nie przeczę, że potrzebne są takie filmy pokazujące bohatera, który pomimo trudności podnosi się i idzie dalej.

Jest w stanie wypromować pewien styl życia?

Tak, podejrzewam, że przeciętni ludzie żyją życiem bohaterów serialowych. Nie oglądam telewizji, więc ten świat jest mi obcy. Podejrzewam też, że duża część ludzi żyje życiem X-Factora, You Can Dance czy Mam Talent, podczas gdy w rzeczywistości szansa na to że ja (widz) w coś takiego kiedykolwiek wejdę jest niemal żadna. Gdybym chciał wygrać You Can Dance, to nie powinienem w ogóle wychodzić z domu, bo statystycznie szansa przejechania przez samochód jest większa niż zwycięstwo w tego rodzaju programie. To się zmienia pokoleniowo, każde pokolenie ma swoje wzorce. Jest taki wzorzec, który jest popularny w MTV, gdzie życie jest wieczną zabawą i piciem piwa, zgoła odmienny wzorzec widzimy w Telewizji Trwam. Zatem te wzorce są różnorodne, one się coraz bardziej różnicują, a my się coraz bardziej dzielimy.

Na jakim poziomie są kreowane wzorce – mody czy życia?

Jeżeli coś jest kreowane w filmach, to jakoś nawiązuje to rzeczywistości, to nie jest nigdy tak, że filmy proponują coś całkowicie nowego. Wydaje mi się, że film jest jednak zawsze wtórny, w tej chwili nie widzę filmów, które by coś nowego promowały- raczej ujawniają to co istnieje. Poza oczywiście takimi ludźmi jak Lars von Trier..

Widział Pan jego najnowszy film Melancholia?

Nie, wystarczyło mi obejrzenie Dogville i powiedziałem koniec, takiego gwałtu emocjonalnego, jaki zrobił Von Trier, nie chcę już przeżywać..

Czy Pan się tego obawia. Coraz bardziej jesteśmy zanurzeni w przestrzeni wirtualnej (media, internet), w wyobraźni?

Tak, jedna z moich koleżanek powiedziała, że z mężem rozmawia na Facebooku, więc coraz częściej żyjemy obok, w przestrzeni wirtualnej. Ta przestrzeń jest na tyle elastyczna, że można zrobić w niej niemal wszystko. Niech za przykład posłuży ostatnie “ożywienie” Księżnej Diany i porównanie jej do Kate Middleton przy okazji ślubu z księciem Williamem. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że to jest tylko i wyłącznie jakiś obraz, reprezentacja, oni traktują to, jak coś rzeczywistego. Reeves i Nass w swojej książce “Media i ludzie”, opisują następujący eksperyment. Dzieciom pokazywano reklamę telewizyjną, w której ktoś wlewa mleko do miseczki z płatkami. Zadawano im potem pytanie- co by się stało, gdyby ktoś przewrócił telewizor do góry nogami. Dzieci niemal zawsze odpowiadały, że “mleko by się wylało”. Ludzie dorośli mają analogiczny stosunek do obrazu telewizyjnego. Nie są oczywiście aż tak naiwni jak dzieci, ale zaczynają traktować obraz telewizyjny jako wierny obraz rzeczywistości. A faktycznie to jest tylko strumień elektronów, który naśladuje rzeczywistość i jest modyfikowany przez różnego typu zabiegi, co sprawia, że jest czasami lepszy, a czasami gorszy od rzeczywistości. np. po śmierci prezydenta Kaczyńskiego wszystkie zdjęcia, które się ukazywały były zdjęciami “starannie wyretuszowanymi”- Maria Kaczyńska miała piękną, niepomarszczoną twarz. Teraz ludziom się wydaje, że ona właśnie taka była, bo ten obraz nakłada się na wspomnienia i jest silniejszy.

Media nie są tylko wtórne. Mogą wpływać na to, co myślimy. Mogą kształtować rzeczywistość.

Media elektroniczne są stale obecne w naszym życiu i one mocniej ingerują w nasze życie niż filmy. Natomiast wpływ filmów jest relatywnie mniejszy Nie oglądamy ich tak często jak telewizji.

Na ile opiekuńcze, zdrowe i pożywne środowisko szkolne lub domowe, jest w stanie wejść w dialog z wartościami promowanymi w mediach?

To są różne środowiska i korzystają one z całkowicie odmiennych treści obecnych w mediach. Tylko wtedy, kiedy dzieci są małe, rodzice wspólnie z nimi oglądają bajki. Potem preferencje rodziców i dzieci zaczynają się silnie różnicować i w efekcie trudno jest rodzicom wejść w dialog z młodymi.

Jak wygląda najczęstszy konflikt między tymi sferami?

Dobrym przykładem może być kwestia przestrzegania nakazów religijnych. Znaczna część dzieci rodzi się przed upływem roku od zawarcia małżeństwa, a więc religijni tradycjonaliści mogą uznać, że zostały poczęte w sytuacji grzechu. Jednak dla tych, którzy owe dzieci poczęli o grzechu nie ma tu mowy.

Filmy, które wywarły istotny wpływ na Pańskie życie?

Z pewnością Inna kobieta Woodego Allena, filmy Jacquesa Tati’ego- stare francuskie komedie z lat 50. Tati jest absurdalny pokazuje zderzenie człowieka z cywilizacją, a jednocześnie jest uroczo staroświecki. Także Niebieski Kieślowskiego stał się bardzo ważnym filmem w moim życiu- spowodował że zacząłem żyć własnym życiem, a nie życiem innych ludzi. Zrozumiałem, że o pewnych rzeczach w życiu trzeba do końca zadecydować samemu i czasami jest to bolesne.

Rozmawiała: Martyna Harland.

2011r wrzesień wywiad opublikowany na stronie www.kinoterapia.pl

Komentarze

komentarzy









Zobacz także




Czytaj więcej
"Męski erotyk" z dyrektorem Planete Doc Arturem Liebhartem Chciałby Pan, żeby film dokumentalny coraz bardziej wpływał na świadome wybory społeczne i polityczne ludzi, którzy...